Autor: Renata Kosin
Tytuł: Jedwabne rękawiczki
Liczba stron: 440
Data wydania: 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki
Pierwsza, druga, trzecia... I dzisiejsza, czyli piąta próba poznania i polubienia twórczości Renaty Kosin. Nie ukrywam, że mam z tym problem- książki dobrze napisane, ciekawe, ale nie do końca w moim typie (przyznaję, ostatnio niestety bardzo często tak się zdarza).
Do tej pory tylko dwie powieści autorki mocno mnie zainteresowały. Pierwszą była "Aleja Siódmego Anioła", drugą- dzisiejsza. Myślę, że to, że nie czytałam tej książki ze znudzeniem i marzeniem o odłożeniu to zasługa wartko płynącej akcji oraz tajemnic, które koniecznie trzeba odkryć..
Laurę spotykają dziwne wydarzenia, a wyjazd do Francji i poznanie Joseffine i Amele ma duży wpływ na jej życie. Dowie się, że w jej rodzinie było mnóstwo sekretów.
Nie będę ukrywać- poruszono temat trudny i uważam by móc o nim mówić trzeba mieć dużą wiedzę. Renata Kosin stanęła na wysokości zadania.
W momencie gdy piszę tę recenzję na rynku wydawniczym pojawiły się kolejne książki pani Renaty. Z jednej strony- chciałabym spróbować, z drugiej zaś- trochę się boję...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renata Kosin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renata Kosin. Pokaż wszystkie posty
środa, 16 stycznia 2019
wtorek, 13 marca 2018
"Aleja Siódmego Anioła"- Renata Kosin
Autor: Renata Kosin
Tytuł: Aleja Siódmego Anioła
Liczba stron: 384
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki
Ostatnio u mnie czas zaskoczeń. Powieść Nataszy Sochy nie do końca trafiła w mój gust, a jedna z najnowszych powieści Renaty Kosin (z której twórczością mam jakiś nieokreślony problem) przeciwnie- bardzo mocno zainteresowała.
Mimo, książki pani Renaty czytuję, lubię to niestety- ilość szczegółów związanych z historią odrobinę mnie przytłacza. Być może "Aleja Siódmego Anioła" zachwyciła mnie bo nie było wyżej wspomnianych szczegółów?
W 2017 roku w listopadzie i grudniu był prawdziwy wysyp świątecznych powieści. Mnóstwo autorek postanowiło umilić swoim czytelnikom chłodne jesienno- zimowe wieczory. W moim przypadku niemożliwym okazało się przeczytanie wszystkich w tym czasie (niektóre egzemplarze dotarły po świętach).
Nie wiedzieć czemu, Julię, główną bohaterkę bardzo polubiłam. Od początku mówiono nam, że ta młoda dziewczyna skrywa w sobie jakąś bolesną tajemnicę. Czy wyjdzie ona na jaw, a w życiu Julii zaświeci wreszcie słońce?
My to wiemy, ale główna bohaterka niepotrzebnie odsuwa się od rodziny. Wpływ na to miało wydarzenie z przeszłości, coś o co oskarża się Julia mówiąc, że mogła wszystkiemu zapobiec. Wiem, że życie bywa przewrotne i planuje dla nas różne rzeczy, często najpierw mocno nas doświadczając.
A ten sławny klimat świąteczny... Cóż, jeśli mam o tym mówić, to nie jest książka o tradycyjnym oczekiwaniu na święta. Nie ma rodziny, z którą Julia może dzielić przygotowania, jest tylko praca jako dekoratorki wystaw. W momencie gdy ją poznajemy podejmuje wyzwanie: zaaranżować wystawę by uratować sklep z meblami przy Alei Siódmego Anioła.
Jak już pisałam- po książkę warto sięgnąć. Pokazuje, że nie ma sytuacji beznadziejnych, że choć w danym momencie trudno wierzyć to życie to pasmo niespodzianek, tych złych, ale i tych dobrych też.
Tytuł: Aleja Siódmego Anioła
Liczba stron: 384
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki
Ostatnio u mnie czas zaskoczeń. Powieść Nataszy Sochy nie do końca trafiła w mój gust, a jedna z najnowszych powieści Renaty Kosin (z której twórczością mam jakiś nieokreślony problem) przeciwnie- bardzo mocno zainteresowała.
Mimo, książki pani Renaty czytuję, lubię to niestety- ilość szczegółów związanych z historią odrobinę mnie przytłacza. Być może "Aleja Siódmego Anioła" zachwyciła mnie bo nie było wyżej wspomnianych szczegółów?
W 2017 roku w listopadzie i grudniu był prawdziwy wysyp świątecznych powieści. Mnóstwo autorek postanowiło umilić swoim czytelnikom chłodne jesienno- zimowe wieczory. W moim przypadku niemożliwym okazało się przeczytanie wszystkich w tym czasie (niektóre egzemplarze dotarły po świętach).
Nie wiedzieć czemu, Julię, główną bohaterkę bardzo polubiłam. Od początku mówiono nam, że ta młoda dziewczyna skrywa w sobie jakąś bolesną tajemnicę. Czy wyjdzie ona na jaw, a w życiu Julii zaświeci wreszcie słońce?
My to wiemy, ale główna bohaterka niepotrzebnie odsuwa się od rodziny. Wpływ na to miało wydarzenie z przeszłości, coś o co oskarża się Julia mówiąc, że mogła wszystkiemu zapobiec. Wiem, że życie bywa przewrotne i planuje dla nas różne rzeczy, często najpierw mocno nas doświadczając.
A ten sławny klimat świąteczny... Cóż, jeśli mam o tym mówić, to nie jest książka o tradycyjnym oczekiwaniu na święta. Nie ma rodziny, z którą Julia może dzielić przygotowania, jest tylko praca jako dekoratorki wystaw. W momencie gdy ją poznajemy podejmuje wyzwanie: zaaranżować wystawę by uratować sklep z meblami przy Alei Siódmego Anioła.
Jak już pisałam- po książkę warto sięgnąć. Pokazuje, że nie ma sytuacji beznadziejnych, że choć w danym momencie trudno wierzyć to życie to pasmo niespodzianek, tych złych, ale i tych dobrych też.
czwartek, 6 lipca 2017
"Tatarka"- Renata Kosin
Autor: Renata Kosin
Tytuł: Tatarka
Liczba stron: 488
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)
Niektóre recenzje bywają trudne do napisania. Trzeba się zastanowić czy jest dla nas ważna szczerość w stosunku do czytelników czy dobre relacje z autorami, obawa by ich nie urazić. Jako, że w blogosferze istnieję już od niemal siedmiu lat- wiele rzeczy już widziałam.
Dlaczego o tym piszę? Bo ja naprawdę miałam problem! Renatę Kosin- szalenie sympatyczną pisarkę miałam okazję spotkać kilka razy. Zawsze były to rozmowy miłe, wspólnych tematów nie brakowało.
Również "Sekret zegarmistrza", pierwsza w mojej czytelniczej karierze powieść tej autorki bardzo mi się podobała.
Więc co tym razem poszło nie tak? Nie wiem, zupełnie nie wiem. Faktem jest, że nie mogłam się mimo, że to nowość w niej "zatopić", nie zainteresowała mnie na tyle bym zapomniała o całym świecie.
Czy imiona Lena i Ksenia coś Wam mówią? Nowym czytelnikom zapewne nie, starsi, ci co za sobą mają już "Sekret zegarmistrza" z pewnością przypomną sobie, że to bohaterki, które już poznałyśmy wcześniej. Nie należy się obawiać jeśli się nie czytało jeszcze tej "pierwszej" powieści. Obie mgą funkcjonować jako odrębne książki.
"Tatarka" to niezwykle klimatyczna powieść. Ksenia ulega urokowi pewnego Tatara, jednak nie będzie to ckliwa historia miłosna, raczej saga rodzinna. Łączy losy dwóch rodzin.
Nie wiem dlaczego, ale nie udało mi się "przepaść". Obawiam się, że powód mógł być prozaiczny- to nie był odpowiedni czas na nią... Kalendarzowo nie mogłam trafić lepiej (w książce mowa o nocy świętojańskiej).
Co mogę powiedzieć o okładce? Jest cudna, lekka- aż chce się patrzeć!
Na pewno sięgnę po inne pozycje pani Renaty z nadzieją na kolejne udane spotkania.
Tytuł: Tatarka
Liczba stron: 488
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)
Niektóre recenzje bywają trudne do napisania. Trzeba się zastanowić czy jest dla nas ważna szczerość w stosunku do czytelników czy dobre relacje z autorami, obawa by ich nie urazić. Jako, że w blogosferze istnieję już od niemal siedmiu lat- wiele rzeczy już widziałam.
Dlaczego o tym piszę? Bo ja naprawdę miałam problem! Renatę Kosin- szalenie sympatyczną pisarkę miałam okazję spotkać kilka razy. Zawsze były to rozmowy miłe, wspólnych tematów nie brakowało.
Również "Sekret zegarmistrza", pierwsza w mojej czytelniczej karierze powieść tej autorki bardzo mi się podobała.
Więc co tym razem poszło nie tak? Nie wiem, zupełnie nie wiem. Faktem jest, że nie mogłam się mimo, że to nowość w niej "zatopić", nie zainteresowała mnie na tyle bym zapomniała o całym świecie.
Czy imiona Lena i Ksenia coś Wam mówią? Nowym czytelnikom zapewne nie, starsi, ci co za sobą mają już "Sekret zegarmistrza" z pewnością przypomną sobie, że to bohaterki, które już poznałyśmy wcześniej. Nie należy się obawiać jeśli się nie czytało jeszcze tej "pierwszej" powieści. Obie mgą funkcjonować jako odrębne książki.
"Tatarka" to niezwykle klimatyczna powieść. Ksenia ulega urokowi pewnego Tatara, jednak nie będzie to ckliwa historia miłosna, raczej saga rodzinna. Łączy losy dwóch rodzin.
Nie wiem dlaczego, ale nie udało mi się "przepaść". Obawiam się, że powód mógł być prozaiczny- to nie był odpowiedni czas na nią... Kalendarzowo nie mogłam trafić lepiej (w książce mowa o nocy świętojańskiej).
Co mogę powiedzieć o okładce? Jest cudna, lekka- aż chce się patrzeć!
Na pewno sięgnę po inne pozycje pani Renaty z nadzieją na kolejne udane spotkania.
wtorek, 19 stycznia 2016
"Sekret zegarmistrza"- Renata Kosin [recenzja przedpremierowa]
Autor: Renata Kosin
Tytuł: Sekret zegarmistrza
Liczba stron: 416
Data wydania: 3 lutego 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa [prebook]
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki
Mimo, że w internecie co jakiś czas natykam się na informacje o książkach Renaty Kosin to jakoś nie było okazji bym się zapoznała z twórczością tej autorki. Teraz już wiem, że był to błąd, z przyjemnością nadrobię zaległości i sięgnę po każdą nowość przez nią napisaną.
"Sekret zegarmistrza" to piąta powieść Renaty Kosin. Na premierę trzeba poczekać do 3 lutego, tym bardziej cieszę się, że przypadł mi zaszczyt otrzymania egzemplarza na dwa tygodnie przed jej ukazaniem się.
Opisana w nim historia jest niesamowicie wciągająca. By poczuć jej klimat przed lekturą warto zaparzyć sobie kubek ulubionej herbaty lub kawy, dobre ciasto, koc (a oczyma wyobraźni to kominek jeszcze, ale co za dużo to niezdrowo).
Opowieść, której jesteśmy świadkami swój początek ma XIX wieku. Nie będę jednak uprzedzać faktów. Główną bohaterką jest Lena- szczęśliwa żona i matka, mieszkająca w domu po dziadkach. Domu, który posiada duszę, trzeba dodać. Pewnego dnia zostaje znaleziony dziennik, który zmienia wiele w jej życiu. Na jaw wychodzą sekrety ukrywane przez wiele lat.
Lena z zaciekawieniem próbuje odczytać dziennik, robi też wszystko by dowiedzieć się, co poróżniło jej rodzinę i krewnych oraz kuzynów, a także, jakie tajemnice skrywa Aurelie z Prowansji i czy coś łączy Francuzkę z rodziną Śmiałowskich. Co zostawiła Emila przed wyjazdem do Francji i czy skarb istnieje naprawdę? Wiele jest pytań, na które nasza bohaterka poszukuje odpowiedzi. Czy uda jej się dojść do prawdy i jaki będzie miała na nią wpływ?
Jak już wspomniałam- powieść jest niezwykle klimatyczna. Podczas czytania ma się wrażenie, że jest to historia opowiadana nam przez bliskiego, dotycząca nas oraz, że naprawdę się wydarzyła. Oprócz przeżyć podobała mi się cała "oprawa"- opowieść o naprawianiu zegarków, o wyrobie biżuterii.
Piękne jest to, że Renata Kosin akcję utworu umieściła nie w bieszczadzkiej wsi (jak gdzieś przeczytałam- to bardzo "modne"), ale na ukochanym Podlasie, gdzie sama mieszka. W książce możemy odnaleźć Białystok i wieś Bujany.
Autorkę możemy podziwiać. Wiem, jak wiele serca i siły poświęciła pisaniu. Pogratulować jej należy, że mimo poważnej wady wzroku pisze i uszczęśliwia czytelników nowymi powieściami. Rozumiem w pełni, co to oznacza- również zmagam się z bardzo poważną, niestety nieuleczalną i nie rokującą poprawy chorobą oczu.
Tytuł: Sekret zegarmistrza
Liczba stron: 416
Data wydania: 3 lutego 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa [prebook]
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki
Mimo, że w internecie co jakiś czas natykam się na informacje o książkach Renaty Kosin to jakoś nie było okazji bym się zapoznała z twórczością tej autorki. Teraz już wiem, że był to błąd, z przyjemnością nadrobię zaległości i sięgnę po każdą nowość przez nią napisaną.
"Sekret zegarmistrza" to piąta powieść Renaty Kosin. Na premierę trzeba poczekać do 3 lutego, tym bardziej cieszę się, że przypadł mi zaszczyt otrzymania egzemplarza na dwa tygodnie przed jej ukazaniem się.
Opisana w nim historia jest niesamowicie wciągająca. By poczuć jej klimat przed lekturą warto zaparzyć sobie kubek ulubionej herbaty lub kawy, dobre ciasto, koc (a oczyma wyobraźni to kominek jeszcze, ale co za dużo to niezdrowo).
Opowieść, której jesteśmy świadkami swój początek ma XIX wieku. Nie będę jednak uprzedzać faktów. Główną bohaterką jest Lena- szczęśliwa żona i matka, mieszkająca w domu po dziadkach. Domu, który posiada duszę, trzeba dodać. Pewnego dnia zostaje znaleziony dziennik, który zmienia wiele w jej życiu. Na jaw wychodzą sekrety ukrywane przez wiele lat.
Lena z zaciekawieniem próbuje odczytać dziennik, robi też wszystko by dowiedzieć się, co poróżniło jej rodzinę i krewnych oraz kuzynów, a także, jakie tajemnice skrywa Aurelie z Prowansji i czy coś łączy Francuzkę z rodziną Śmiałowskich. Co zostawiła Emila przed wyjazdem do Francji i czy skarb istnieje naprawdę? Wiele jest pytań, na które nasza bohaterka poszukuje odpowiedzi. Czy uda jej się dojść do prawdy i jaki będzie miała na nią wpływ?
Jak już wspomniałam- powieść jest niezwykle klimatyczna. Podczas czytania ma się wrażenie, że jest to historia opowiadana nam przez bliskiego, dotycząca nas oraz, że naprawdę się wydarzyła. Oprócz przeżyć podobała mi się cała "oprawa"- opowieść o naprawianiu zegarków, o wyrobie biżuterii.
Piękne jest to, że Renata Kosin akcję utworu umieściła nie w bieszczadzkiej wsi (jak gdzieś przeczytałam- to bardzo "modne"), ale na ukochanym Podlasie, gdzie sama mieszka. W książce możemy odnaleźć Białystok i wieś Bujany.
Autorkę możemy podziwiać. Wiem, jak wiele serca i siły poświęciła pisaniu. Pogratulować jej należy, że mimo poważnej wady wzroku pisze i uszczęśliwia czytelników nowymi powieściami. Rozumiem w pełni, co to oznacza- również zmagam się z bardzo poważną, niestety nieuleczalną i nie rokującą poprawy chorobą oczu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





