poniedziałek, 29 maja 2017

"Taka jak ty"- Gabriela Gargaś

Autor: Gabriela Gargaś
Tytuł: Taka jak ty
Liczba stron: 430
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki


Często miewacie tak, że po skończeniu jednej książki macie ochotę sięgnąć po kolejną, drugi tom? Dopiero co była premiera powieści "Taka jak ty", a ja już nie mogę doczekać się kolejnej. W dodatku zostałam postawiona przed faktem dokonanym- docieram do ostatniej strony szczęśliwa, że już wiem wszystko a tu: koniec tomu pierwszego. W ogóle nie wiedziałam, że to saga, chyba nie dość dokładnie poświęcałam się śledzeniu facebookowych doniesień czy czytaniu opisów książkowych (jeśli mam dobre skojarzenia z autorem kolejną jego książkę biorę w ciemno). Z jednej strony- czułam się zawiedziona, że teraz muszę "tyle" czekać na kolejną premierę, z drugiej zaś niesamowicie się cieszę bo to jeszcze nie koniec, jeszcze będzie okazja powrotu do świata bohaterów.
W książce jesteśmy świadkami bardzo wielu wielu wzruszeń. Towarzyszymy Karolinie i Marionie w życiu codziennym, wiemy o ich troskach i problemach. Często jest tak, że początek nie jest zachwycający, dopiero potem akcja się rozkręca, tymczasem "Taka jak ty" od pierwszych niesamowicie wciąga do tego stopnia, że naprawdę trudno odłożyć książkę. Początek to wspomnienia, czas, kiedy nasze bohaterki były dziećmi i nastolatkami. Ich dzieciństwo przypadło na koniec XX wieku i co tu dużo mówić- było wspaniale opisane, realia idealnie odwzorowane.
Karolina przez długi czas nie mogła znaleźć partnera w życiu. Czy w końcu odnajdzie szczęście i urodzi dziecko, o którym marzy? Przyznam, że początkowo myślałam, że jej historia będzie inna lecz dość szybko okazało się, że niestety wszystko potoczy się inaczej.
Życia Mariony było od początku bardziej poukładane. Dla niektórych- po prostu nudne. Mąż, dzieci, praca, dom. Zwykła proza życia, dla wielu mało interesująca. Mi akurat wątek Mariony bardzo się podobał. Mimo, że wszystko układało się dobrze i kochała swojego męża i dzieci to jakaś cząstka niej tęskniła za wielkim uczuciem.  Czy spotka kogoś i będzie "tą złą", a jej małżeństwo przestanie istnieć? Nie myślicie chyba, że Wam zdradzę to, za to zapraszam do lektury. Myślę, że nie będziecie żałować sięgnięcia po tę książkę.
Wiele mówi się o zdradzających mężczyznach, o kobietach jest niewiele za to są one odsądzane od czci. To jawna niesprawiedliwość- panowie są usprawiedliwiani, przygody w ich wykonaniu są godne pochwały. Nie zgadzam się zupełnie z tym. Wprawdzie taka sytuacja nie miała miejsca w książce, ale czasem taki czyn można usprawiedliwić. Bywają różne powody.
Gabriela Gargaś w swojej książce poruszyła interesujący temat (zresztą nie tylko ten)- zastanówmy się nad nim chwilę.

"Barbie i Ruth"- Robin Gerber

Autor:  Robin Gerber
Tytuł: Barbie i Ruth
Liczba stron: 336
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Źródło: egzemplarz recenzencki


Szczerość to podstawa, dlatego w tajemnicy powiem Wam, że boję się sięgać po takie książki jak ta dziś przeze mnie recenzowana.
Dlaczego? Po prostu obawiam się, że mi się po prostu nie spodoba i będę miała rozterki i trudny wybój, który może okazać się sytuacją bez wyjścia: czy odłożyć książkę i nie wywiązać się z powierzonego zadania (na które sama się zdecydowałam) czy czytać tylko z poczucia obowiązku z wiedzą, że to dla nas strata czasu.
Na szczęście w przypadku "Barbie i Ruth" taka sytuacja nie miała miejsca. Czytało się przyjemnie i nawet szybko mimo, że to biografia i mnóstwo szczegółów do spamiętania. Dałam radę!
Tak właściwie to nie wiem, czego się spodziewałam. Zaskoczyło mnie to, że o Barbie, ukochanej przez dzieciaki lalce jest tak mało mówione. Z drugiej strony, jak się zastanowić to nie wiem co można by więcej napisać. Od razu powiem, że wiedziałam, że to biografia i głównym tematem jest postać twórczyni Barbie.
Życie Ruth- kobiety, której determinacja  doprowadziła do stworzenia tej popularnej zabawki jest bardzo interesujące.
Autorka przeprowadza nas przez dzieciństwo Ruth, pisze o miłości i dzieciach, jednak najwięcej miejsca poświęcono, jak się można domyślić- pracy i tworzeniu zabawek, fabryce. Czy i Wy jesteście ciekawi w jakich okolicznościach stworzono Barbie?
Książka opowiada o odwadze i determinacji młodej kobiety w czasie gdy ich praca nie była jeszcze czymś normalnym i akceptowalnym (powinny one siedzieć w domu z dziećmi, gotować i usługiwać mężowi, no i oczywiście nie mieć swojego zdania, nie wypowiadać się na ważne tematy).
Mam mieszane uczucia co do okładki. Co prawda jest ładna, ale nijak ma się do treści. Przecież Ruth zastanawiała się czy lalka o proporcjach kobiety przyjmie się, a tu? Nie wiem nawet jak to skomentować- okładka jest koloru landrynkowego różu, nie wygląda więc na zwyczajną kobietę. Ten róż powala, za dużo go.

sobota, 27 maja 2017

"Matka sułtanów"- Reşad Ekrem Koçu

Autor: Reşad Ekrem Koçu
Tytuł: Matka sułtanów
Liczba stron: 768
Data wydania: 20 kwietnia 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Przepraszam. Wprawdzie poczucie obowiązku (i wobec siebie i wobec wydawnictw) zawsze każe mi skończyć daną pozycję to czasami są takie momenty, że po prostu "wymiękam", nie daję rady. Zawsze wtedy mam problem z napisaniem recenzji- swojej opinii. jak mogę oceniać coś, czego po prostu nie przeczytałam? Dlatego dziś nie otrzymacie ode mnie oceny, tekst będzie krótki, a ja skupię się na swoich odczuciach.
Na szczęście sytuacja z niedokończeniem książki ma miejsce u mnie stosunkowo rzadko.
Zapytacie- po co więc sięgnęłam po "Matkę sułtanów",. Powodów jest kilka. Po pierwsze zaciekawił mnie temat. Po drugie- trzeba próbować nowych rzeczy. Po trzecie- lubię zmiany. Myślę, że mogę wymieniać jeszcze trochę, ale poprzestańmy na tym.
Mój nowy nabytek czyli czytnik Kindle pokazuje, że poległam po przeczytaniu 40% książki. Niemal połowa. Mogłam odłożyć ją wcześniej, ale myślę, że i gdybym naprawdę chciała to bym dała radę i zmusiła się do przeczytania, ale jaki wtedy byłby sens? Z czytania trzeba czerpać radość, a nie się nim męczyć. W imię czego?
Lepiej energię poświęcić na coś innego.
W książce dużo się dzieje. Istnieje tak dużo powiązań, że trudno się w nich połapać. Opowiada o miłości, o życiu codziennym i intrygach.
Czy zdecydujecie się przeczytać "Matkę sułtanów"? Może akurat Wam się spodoba?
Ja już wiem, że to nie mój temat. Ja nawet nie oglądałam "Wspaniałego stulecia"!

"Arabski mąż"- Tanya Valko

Autor: Tanya Valko
Tytuł: Arabski mąż
Liczba stron:  672
Data wydania: 9 maja 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki

Wprawdzie opuściłam dwie książki z arabskiej serii, jednak postanowiłam kontynuować lekturę nawet bez ich znajomości. Nie jest źle, daję radę kontynuować, jakoś udaje się orientować w akcji.
Po raz kolejny wracamy do naszych dobrych znajomych: Marysi, Darii, Łukasza. I innych. Ich życie jest mocno pogmatwane.
Tym razem autorka zabiera nas w podróż śladami Darii i Marysi. Otóż jesteśmy świadkami wydarzeń, o których co nieco przeczytaliśmy już w "Arabskiej krucjacie". Tu dowiadujemy się o skrywanych tajemnicach Johna, męża Darii.
Uwaga! Spojler! Jeśli nie czytaliście " wyżej wspomnianej poprzedniej części- w żadnym wypadku nie czytajcie dalej mojej recenzji!
To, co spotkało Darię mrozi krew w żyłach. Bycie żoną mordercy, dżihadysty to... nie wiem co powiedzieć, po prostu nie potrafię dobie tego wyobrazić.
Autorka swoją książką wywołuje różne emocje. Od złości po wzruszenie (choćby miłością siostrzaną).
Język użyty w powieści jest czasem dosadny, pojawiają się przekleństwa lecz mi to zbytnio nie przeszkadza. Byle nie w nadmiarze, a na szczęście tak nie jest.
Do książek Tanyi Valko mam sentymentalny stosunek. "Arabska żona" była jedną z pierwszych zrecenzowanych przeze mnie książek. Jej recenzja pojawiła się tu na blogu niemal na samym początku. Czas płynie, minęło już niemal 7 lat.
Podsumowując- jak zawsze mimo, że dopiero opuściłam świat naszych bohaterów- z niecierpliwością czekam na kolejną premierę.

"Pod skrzydłami miłości"- Izabela M. Krasińska

Autor: Izabela M. Krasińska
Tytuł: Pod skrzydłami miłości
Liczba stron: 302
Data wydania: 23 listopada 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki


Niby historia jakich wiele, a jednak udało się jej skraść moje serce. Książka zainteresowała mnie do tego stopnia, że nie myślałam o niczym innym tylko o niej.
Takich historii, jaką przeżyła Marta jest wiele. Mówi się, że szczęścia nie można budować na czyimś nieszczęściu i ja się z tym całkowicie zgadzam. Nasza bohaterka jest młodą, zakochaną kobietą. Pięknie, prawda? Otóż nie. Marta wie, że jej partner ma żonę i dzieci jednak naiwnie wierzy w jego obietnice odejścia od rodziny. To znaczy, czasem są takie sytuacje, że uczucie wygrywa, ale jednak 90% zdradzających mężów szuka tylko przygody seksu. Nie zamierzają rezygnować z poukładanego życia. Jak się zakończył związek o którym mowa nietrudno się domyśleć, łatwo przewidzieć. Marta nie słuchała niczyich dobrych rad, sama wiedziała lepiej. Wszystko było dobrze do momentu gdy przypadkowo na zakupach widzi szczęśliwą rodzinę, której głową jest kochany przez nią mężczyzna. Dociera do niej jej własna naiwność.
Wzburzona, poniżona i smutna kobieta chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu wymija na jezdni przeszkodę. Powoduje wypadek...
Na tym historia mogłaby się skończyć, lecz ona dopiero się rozpoczyna. W tych tragicznych okolicznościach spotyka się dwoje życiowych rozbitków. Czy połączy ich przyjaźń? A może coś więcej?
Na czytelnika czeka cała gama emocji. Bohaterzy musieli zmagać się z różnego rodzaju problemami jak chociażby romans z żonatym mężczyzną czy.. zdrada. Czasami miałam wrażenie, że działo się zbyt dużo, było to odrobinę przytłaczające.
Powieść tej autorki oceniam bardzo dobrze, z przyjemnością sięgnę po inne jej książki. To gwarancja mile spędzonego czasu.

"Jak gdybyś tańczyła"- Diane Chamberlain

Autor: Diane Chamberlain
Tytuł: Jak gdybyś tańczyła
Liczba stron: 504
Data wydania: 12 stycznia 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Od lat niecierpliwie wypatruję premier książek Diane Chamberlain. Ta autorka potrafi wywoływać w czytelniku niesamowite emocje. W swoich powieściach łączy sensację/ kryminał z wątkami mającymi poruszyć nasze serca. Nie są jej obce trudne tematy.
Już sama okładka najnowszej, wydanej w listopadzie powieści przyciąga wzrok. Gdy już ją otworzymy- przenikamy do świata bohaterów.
Aiden i Molly to małżeństwo, które pragnie dziecka, jednak nie jest im dane cieszyć się rodzicielstwem. Postanawiają je adoptować decydując się na adopcję otwartą (taką, w której rodzic biologiczny bierze czynny udział w życiu dziecka, a ono samo ma wiedzę, że jest adoptowane, niczego się przed nim nie ukrywa). Przy okazji wysyłania dokumentów Molly wspomina swoje dawne przeżycia, myśli o domu rodzinnym.
Od początku wiemy, że istnieje jakaś tajemnica. Poznajemy ją, jednak dopiero w toku lektury dowiadujemy się więcej szczegółów. Co się wydarzyło? Czy Molly sobie poradzi?
Chyba za dużo czytam książek, w których są "trzęsienia ziemi", emocje bo niestety w przypadku tej powieści zabrakło mi tego szybszego bicia serca, zwłaszcza po tym co nam na początku zdradzono. Spodziewałam się po prostu czegoś więcej...
Nie rozumiem głównej bohaterki i jej zachowania. Nie wiem dlaczego odsunęła się od bliskich. Powinna okazać im wsparcie, uwierzyć, poświęcić czas. Być może wszystko potoczyłoby się inaczej, wyjaśniono by sobie nieporozumienia. Uważam, że tajemnice mogą mocno krzywdzić.
Książka opowiada o trudnych przeżyciach, o życiu z nieuleczalną chorobą, na wózku inwalidzkim (bez możliwości ruchu, sparaliżowanym). Ojciec Molly jest chory na stwardnienie rozsiane.
Co się wydarzy? Dlaczego Molly odsunie się od rodziny?
Jak widać- powieść to prawdziwy misz - masz emocjonalno- wątkowy.
Książkę mimo wszystko polecam, a już niedługo (8 czerwca! ) premiera kolejnej powieści napisanej przez Diane Chamberlain.

środa, 17 maja 2017

"Wszystkie twoje marzenia"- Agata Czykierda- Grabowska

Autor: Agata Czykierda- Grabowska
Tytuł: Wszystkie twoje marzenia
Liczba stron: 400
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo:Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki


Po raz drugi miałam okazję zostać ambasadorką książki Agaty Czykierdy- Grabowskiej. Nie będę ukrywać, że obawiałam się powieści, którą dziś recenzuję. Dlaczego? Już wyjaśniam.
"Jak powietrze" to było moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Od razu niezwykle udane- nie mogłam oderwać się od tej książki. Stąd obawy czy "Wszystkie twoje marzenia" dadzą radę dorównać temu. Dziś już wiem, że niepotrzebnie się bałam. Kolejny raz życie zeszło na dalszy plan, byłam tyko ja i książka. Cieszę się, że autorka nie poddała się nowej modzie i choć pisze powieści z gatunku New Adult to (co niestety jest rzadkością) bohaterowie jej książek to Polacy z krwi i kości. Tło akcji to akademik  To tam mieszkają Kamil i Maja. To też jest ewenementem- chyba nie czytałam do tej pory żadnej powieści polskiej, w której tak wiele miejsca poświęcono akademikowi, tak dużo się w nim działo. Patrząc na amerykańskie książki- tam ciągle mówi się o kampusach i studentach.
Wracając do naszych bohaterów- od razu zyskali moją sympatię. Oni sami szybko się zaprzyjaźnili. Od razu jednak zaznaczyli, że nie chcą się z nikim wiązać. Setki przeczytanych powieści i już wiem, że jeśli padają takie słowa to zaczyna się uczucie. Co więc spotkało tych dwoje, że boją się angażować? Czemu odrzucają uczucie?
Książka jest niesamowita. Wciąga, przepraszam!, jak cholera! Porusza ważne tematy,mówi o miłości, o zaufaniu. Bardzo mi się podoba, na pewno będę ją polecać.
Na koniec słów kilka na temat akcji promocyjnej. Naprawdę zaniemówiłam widząc przesyłkę kurierską- to był czas, kiedy akurat nic nie zamawiałam. Po rozpakowaniu moim oczom ukazała się książka oraz silikonowe foremki do pieczenia babeczek. Czyż to nie świetny pomysł? Takie akcje się zapamiętuje.
Bardzo się cieszę, że będę miała okazję spotkać Agatę Czykierdę- Grabowską na Warszawskich Targach Książki. Mam nadzieję, że uda mi się dostać, a żadne inne spotkanie autorskie nie przeszkodzi mi w dotarciu na stoisko Wydawnictwa Znak.

wtorek, 16 maja 2017

"Kobiety ciężkich obyczajów"- Natasza Socha

Autor: Natasza Socha
Tytuł: Kobiety ciężkich obyczajów
Liczba stron: 352
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Pascal
Źródło: egzemplarz recenzencki


Nadszedł czas gdy (trochę z żalem) muszę pożegnać bohaterów znanych mi z "Harmonii" i "Dziecka last minute". To już definitywny koniec, choć autorka na pytanie czy będzie kontynuacja udziela niejednoznacznej odpowiedzi. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś się tego doczekamy.
Cenię sobie szczerość dlatego na moim blogu znajdziecie taką opinię na temat powieści "Kobiety ciężkich obyczajów". Bardzo polubiłam bohaterów, fabuła poprzednich książek też przypadła mi do gustu, lecz czytając powieść, o której dziś mowa- nie czułam "tego czegoś". Czułam tylko irytację, że Natalia Socha tym razem mało skupiała się na losach Kaliny i Konstancji, a 90% fabuły poświęciła na opowieść o Kwirynie i Kirze.
Kirę zdążyliśmy już poznać wcześniej, ale dopiero teraz dowiadujemy się więcej szczegółów z jej życia. Młoda dziewczyna, jak się okazuje, po zawodzie miłosnym zamierza się nie angażować w związki. Bawi się mężczyznami, seks jest dla niej sportem. Romans z żonatym mężczyzną to dla niej świetna zabawa.
W domu przykładna córka. Nikt nie ma pojęcia o jej podwójnym życiu. Czy uda się jej to zachować w tajemnicy?
Kira jeszcze nie wie, że jej losy są bardzo podobne do tego, co przeżyła jej prababka.
Ale o tym cicho sza! Zapraszam do lektury. Czy lubicie otwarte zakończenia? Ja czasem tak.
Dają nadzieję na więcej, na kontynuację.

"Manwhore +1"- Katy Evans

Autor:  Katy Evans
Tytuł: Manwhore +1
Liczba stron: 384
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Źródło: egzemplarz recenzencki


Wiecie, czasami zdarza mi się czytać książki, o których myślę, że są nie dla mnie. Powody tego są różne. Dlaczego więc sięgnęłam po "Manwhore +1"? Po pierwsze- byłam ciekawa jak potoczą się losy bohaterów. Poprzednia książka zakończyła się dość nietypowo, zakończenie pozostało otwarte, a więc czytelnicy musieli uzbroić się w cierpliwość. Na wieści czy Malcolm wybaczy swojej dziewczynie musieli czekać do ukazania się "Manwhore +1".
Cóż, to właśnie był dla mnie główny powód, dla którego sięgnęłam po recenzowaną dziś przeze mnie książkę. Nie chciałam zostać bez dowiedzenia się czy postępek Rachel został jej wybaczony. Trzeba przyznać, że autorka umie budować napięcie.
W ogóle cała powieść to zgrabnie napisana historia miłosna. Są "momenty", jest ciekawa fabuła. Przyjemnie spędzony czas.
Porusza też ważny problem: jeden z wątków dotyczy pracy z partnerem, stanu gdy współpracownicy wiedzą, że dwie osoby (szefa i podwładną) łączy uczucie. To wbrew pozorom nie jest prosta sprawa- trzeba mieć w sobie dużo siły by się z tym zmierzyć... Czy Rachel da radę i zdecyduje się przyjąć propozycję Malcolma?
Podsumowując: to powieść jakich w tym momencie na rynku wiele. Ciekawa, lekko wyróżniająca się. Nie czułam jednak przy niej przyspieszonego bicia serca, tak jak to ma miejsce w niektórych przypadkach.


"Kiedy pozostaje żal"- Lisa De Jong

Autor: Lisa De Jong
Tytuł: Kiedy pozostaje żal
Liczba stron: 400
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki


Książka, którą dziś recenzuję to kolejny już, trzeci, tom serii Rains. Wydana przez Wydawnictwo Filia, skierowana raczej do młodych czytelników (lecz nie tylko, również starszym, potrzebującym wzruszeń powinno się spodobać).
Jeszcze chwilę temu byłam pewna, że to seria Brittainy C. Cherry ("Żywioły") jest tą, którą z czystym sumieniem mogłabym Wam polecić. Dziś już nie jestem tego taka pewna- skłaniam się bardziej ku "Rains". Wydaje się ona bardziej przemyślana, złożona, ciekawsza.
Główną bohaterkę poznajemy w dramatycznych okolicznościach. Kiedy? Jak? Gdy budzi się po wypadku samochodowym, w którym brała udział. Odniosła poważne obrażenia, a jej chłopak zmarł. Ona niestety ma trudności z przypomnieniem sobie, co wydarzyło się feralnego wieczora.
To trudna książka lecz bardzo potrzebna. Pokazuje nam, czytelnikom, jakich emocji doświadcza bohaterka, jak radzi sobie po tym, co ją spotkało. Nie będę ukrywać, że mocno działa na psychikę. Czy... uda się jej przypomnieć co tak naprawdę się wydarzyło? Czy poradzi sobie z tym?
Czasem myślę, zastanawiam się i jednak mój mózg nie obejmuje takiej sytuacji. Chyba nie miałabym siły walczyć z poczuciem winy, z niepamięcią oraz po prostu życiem codziennym.
Dobrze się czyta, czegóż chcieć więcej?
Nie sądziłam, że teraz to powiem, ale książki z tej serii naprawdę mnie "kupiły". Przyjemnie czytało się o miłości, o związku dwojga ludzi, którzy swoje przeżyli, los ich nie oszczędzał. Troszkę byłam zła o to niezdecydowanie, o brak zgody na kolejny związek (mimo, że wszystko szlo ku dobremu). Pojawiały się tajemnice. Na początku nie wiedziałam, ze poszczególne książki z serii będą ze sobą luźno powiązane. Podoba mi się to.
Polecam.

poniedziałek, 8 maja 2017

"W rytmie passady"- Anna Dąbrowska

Autor: Anna Dąbrowska
Tytuł: W rytmie passady
Liczba stron: 392
Data wydania: 24 kwietnia 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


"W rytmie passady" to już druga powieść Anny Dąbrowskiej napisana pod jej nazwiskiem (jedna pisana pod pseudonimem). Tak jak w przypadku "Wszystkich twoich marzeń", tak i tu obawiałam się, że nic nie przebije poprzedniej pozycji. "Nakarmię cię miłością" okazało się bardzo ciekawe i, że tak się wyrażę- mega wciągające. Czy i "W rytmie passady" takie jest?
Co do recenzowanej dziś powieści mam mieszane uczucia. To prawda, fabuła jest bardzo ciekawa, główni bohaterowie mocno wyraziści. Co więc mi "przeszkadza"?
Już na początku dowiadujemy się, że Julita wiele przeszła. Świadczy o tym jej zachowanie, to, że panicznie boi się ludzi. Czemu więc zaufała dopiero co poznanemu mężczyźnie? Fakt, minęło trochę czasu od traumatycznego wydarzenia, ale wydaje mi się, że radzenie sobie z fobiami to nie takie hop- siup, taka łatwa. Skoro nie poradził sobie specjalista, terapia nie przynosiła skutków to jakim cudem po kilku spotkaniach udało się to Marcelowi?
Książka mocno wciąga (choć z początku trochę miałam problem z przeniknięciem do świata bohaterów). Taniec nadaje książce ciekawości, a okładka jest trafiona w dziesiątkę- trudno oderwać od niej wzrok.
Anna Dąbrowska zrobiła coś, co mnie zaskoczyło, czego całkowicie się nie spodziewałam. Jak tak można?! Nie wyrażam zgody! Powiedzieć, że serce roztrzaskało mi się na tysiąc kawałków to takie górnolotne, ale tak jest. W pewnym momencie zamarłam i aż mnie w środku.
Książkę polecam, warta przeczytania.

"Tylko milion"- Maria Ulatowska, Jacek Skowroński

Autor: Maria Ulatowska, Jacek Skowroński
Tytuł: Tylko milion
Liczba stron: 440
Data wydania: 25 kwietnia 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Raz. Dwa. Trzy. Mówi się, że do trzech razy sztuka. To by się zgadzało. Chyba jestem masochistką, bo mimo tego, że nie do końca mogłam się odnaleźć w książkach Marii Ulatowskiej pisanych wraz z Jackiem Skowrońskim. Wprawdzie gdy autorką była tylko pani Maria (ma już na koncie kilka książek) byłam pochłonięta i nie ukrywam, zachwycona każdą powieścią, którą do tej pory przeczytałam (wcześniej czy później mnie to dopadało). Czasami dojście do takiego stanu rzeczy trwało.
Próbowałam raz. Nie udało się. Próbowałam drugi. Też nie. Trzeci raz. Nareszcie. Powieścią "Tylko milion" jestem wręcz zachwycona! Nie mogłam się od niej oderwać- dostarczyła mi wielu wrażeń i emocji. Być może odejście obojga autorów od kryminału dało taki efekt. Ta powieść miesza ze sobą różne wątki. To prawdziwy misz-masz. Jest wątek miłosny. Sensacyjny. Przygodowy.
Zadam Wam pytanie. Jak zareagowalibyście na wiadomość o niespodziewanym spadku i o tym, że w ciągu miesiąca musicie wydać milion? Dla Matyldy i Janusza ta informacja była wielkim zaskoczeniem. Zapis, który mówi, że by otrzymać resztę spadku muszą wydać wspomniany milion w miesiąc dość mocno komplikuje im życie. Naszym bohaterom sprawia to nie lada problem.
Czy im się uda? Podczas lektury towarzyszyły mi różne pytania w głowie. Czy to naprawdę takie trudne? Jak ja bym sobie z tym poradziła? Chciałoby się powiedzieć- dajcie mi milion, ja już sobie z nim poradzę!
Cóż- jak widzicie- interesująca książka. Wywołuje ciekawe reakcje.
Polecam.

"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika"- Lucyna Olejniczak

Autor: Lucyna Olejniczak
Tytuł: Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika
Liczba stron: 480
Data wydania: 26 kwietnia 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Żal czuję na myśl, że to już koniec, że musimy pożegnać już mieszkańców domu przy ulicy Grodzkiej. To było moje pierwsze spotkanie z Lucyną Olejniczak, od razu niesamowicie udane.
Krakowska saga bardzo mi się podobała, nie mam nic złego do powiedzenia na jej temat. Poczynając od losów Hanki jesteśmy świadkami wydarzeń dziejących się w domu przy wyżej wspomnianej ulicy. Tych dobrych i smutnych.
Byłam ciekawa jak potoczy się życie bohaterki poprzedniego tomu, Matyldy.
Muszę przyznać, że pozostał we mnie pewien niedosyt. Szkoda, ze nie wszystko zostało wyjaśnione. A może, wbrew zapewnieniom, pozostaje furtka na kontynuację (wiem, wiem, mała szansa)? Przez chwilę zastanawiałam się jakby to było gdyby poprowadzono akcję do lat nam współczesnych. Co mogłoby spotkać bohaterów?
Matylda to interesująca osobowość. Jesteśmy świadkami przemiany młodej dziewczyny. Początkowo krnąbrna, zafascynowana aktorstwem, a jednocześnie ufna- po traumatycznych wydarzeniach musi szybko dorosnąć ( nich przeczytamy w poprzednim tomie pt "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda), zająć się domem.
Jestem pełna podziwu dla tej młodej kobietki. Nie podejrzewałabym jej o taką siłę i odporność psychiczną.
Ostatni tom czyli "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika" dotyczy czasów II wojny światowej (oraz tych na chwilę przed jej wybuchem). Lucyna Olejniczak dobrze wykonała pracę- opisy są spójne- wszystko wygląda autentycznie słowem- oddała klimat tamtych czasów.
Mam nadzieję, że niedługo znów będziemy mogli spędzać czas przy lekturze nowych książek pani Lucyny.

"Chajzerów dwóch"- Filip Chajzer, Zygmunt Chajzer [recenzja przedpremierowa]

Autor: Filip Chajzer, Zygmunt Chajzer
Tytuł: Chajzerów dwóch
Liczba stron: 432
Data wydania: 9 maja 2017 r. [recenzja przedpremierowa]
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Na to czekałam, choć sama o tym nie wiedziałam. Chajzerów dwóch czyli Filipa i Zygmunta cenię już od lat. Dużym zaskoczeniem dla mnie było to, że zostaje wydana książka. Bardzo się z tego cieszę, uwielbiam ich poczucie humoru, a więc lektura była dla mnie przyjemnością i niesamowitym przeżyciem. Przepraszam za być może zbyt duże rozemocjonowanie, ale jak pisałam- przepadłam. Książka niesamowicie się mi podobała. Jestem, jak się już zdążyłam przyzwyczaić, dość oryginalną osobą (delikatnie mówiąc) więc powrót do PRL-u i czasów późniejszych przyjęłam z radością.
Nic nie poradzę, lubię wspominać, jestem też ciekawa jak to kiedyś było.
Ze swojej strony opowiedziałabym trochę o tym co działo się u schyłku lat dziewięćdziesiątych i na początku nowego tysiąclecie. To były piękne czasy, lata młodzieńcze, szkoła. Ale dziś też jest pięknie.
Filip Chajzer wraz z ojcem Zygmuntem w szczerej rozmowie mówią o wszystkim co przyjdzie im do głowy. O tym, co się czytało, czego słuchają. Rozmawiają o wielu rzeczach.
Od książki trudno się oderwać. Na początku czytamy krótki wstęp czyli kilka słów do czytelników od Zygmunta Chajzera. Koniec (i epilog należy do Filipa. Znajdziemy też dużo zdjęć, mam nadzieję, że z archiwum domowego obu panów.
Żeby nie było, że tylko słodzę- miałam problem z jedną rzeczą. Nie wiem czy to tylko moja wyobraźnia, ale momentami miałam wrażenie jakby zanikało spokrewnienie pomiędzy panami i że nie była to rozmowa ojca z synem, tylko, że były to oddzielnie przeprowadzone wywiady. Co nie zmienia faktu, że wspaniale spędziłam czas i chcę więcej, więcej!
Liczę, że Filip i Zygmunt Chajzerowie napiszą kolejną wspólną książkę.
Zdradzę też Wam moje najbliższe plany. Otóż we wtorek wybieram się na spotkanie autorskie promujące recenzowaną dziś przeze mnie książkę. Kto będzie gośćmi- nietrudno się domyślić.
To jednak nie wszystko, nie wybaczyłabym sobie gdybym nie odwiedziła ich na Warszawskich Targach Książki, gdzie również się pojawią.

sobota, 6 maja 2017

"Anioł do wynajęcia"- Magdalena Kordel

Autor:  Magdalena Kordel
Tytuł: Anioł do wynajęcia
Liczba stron: 440
Data wydania: 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki


Wiosna, wszystko budzi się do życia, słoneczko świeci, jest ciepło... Stop! Nie tym razem. Tegoroczna wczesna wiosna dostarcza nam dużych wrażeń pogodowych- o cieple na razie możemy pomarzyć (dziś u mnie pierwszy słoneczny dzień). Pojawia się za to śnieg i grad. O deszczu nie wspomnę. Taka właśnie aura pogodowa towarzyszyła nam przez święta wielkanocne.
Dlaczego o tym piszę? Bo mam wrażenie, że nie tylko pogoda się pomyliła, ja też. Dlaczego? A jak nazwać stan rzeczy i poziom zabiegania, że po książkę dotyczącą świąt Bożego Narodzenia sięgam... na Wielkanoc?
Obawiałam się odbioru tej powieści. Właściwie nie tyle jej treści, tego czy mi się spodoba, ale tego, że nie jest to odpowiedni czas na czytanie. Od zawsze wiadomo, że niektóre książki potrzebują szczególnej oprawy, a ich wydanie wiąże się z przygotowaniem do czegoś.
"Anioł do wynajęcia" to powieść wydana pół roku temu czyli w czasie przedświątecznym. Jej zadaniem było przygotowanie nas do świąt, wprowadzenie w nastrój świąteczny.
Jak już wcześniej pisałam przy jej czytaniu towarzyszył mi strach. Dziś już wiem, że niepotrzebnie. Mimo, że nie wygląda to tak jakbym czytała ją w grudniu to jednak jest dobrze. Bardzo dobrze. Przecież o dobroci ludzkiej można czytać cały rok.
Wątków jest kilka. Poznamy Gabrysię, Michalinę i jeszcze kilka innych ciekawych osób. Michalina wiele przeszła. Jej perypetie rodzinne doprowadzają do tego, że loduje w zimie na ulicy. Nie zwracamy uwagi na bezdomnych, a życie każdego z nich kryje historię, powód przez który znaleźli się akurat  w tym miejscu.
Czy nasza bohaterka pokona kłopoty? Czy możliwa jest przyjaźń międzypokoleniowa?
Nawet przez chwilę nie sądziłam, że książka może mi się nie spodobać. Po powieści Magdaleny Kordel sięgam w ciemno- każda jest cudowna.
Dobroć też jest w cenie. Książka niby lekka, a tak naprawdę ma w sobie "to coś", coś co rozbija serce na kawałki by móc je potem poskładać.
Nie zwlekajcie i sięgnijcie po tę o po inne pozycje napisane przez Magdalenę Kordel. Warto.

"Ogień, który ich spala"- Brittainy C. Cherry

Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł: Ogień, który ich spala
Liczba stron: 450
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki


Zapraszam do przeczytania recenzji drugiej części z serii "Żywioły". Nie rzuciłam się na głęboką wodę, przeciwnie, jestem już po lekturze i "Art & soul" i "Powietrze, którym oddycha" (czyli pierwszą część "Żywiołów").
Emocje, które mną targają są różne. O ile wie pierwsze powieści były naprawdę świetne, to o "Ogniu..." nie mogę tego powiedzieć. Owszem, przeczytałam, ale tak, żebym miała wypieki na twarzy i szybsze bicie serca to nie. Niestety.
Zadaję sobie pytanie- dlaczego. Na myśl przychodzi mi kilka rozwiązań tej zagadki, powodów. Po pierwsze powtarzający się schemat. Od jakiegoś czasu można zaobserwować rosnącą popularność gatunku New Adult. To po jakimś czasie może spowodować przesyt, znudzić się. Nie będę kłamać, jestem już po lekturze wielu powieści z tego gatunku i trzeba by książka miała w sobie to coś, co mnie "kupi", zainteresuje.
Banalna historia i powtarzający się schemat to nie dla mnie. Z żalem muszę powiedzieć, że "Ognień, który nas spala" to nie jest zbyt dobra książka.
Główny wątek to kopia wielu innych książek. Czułam się znużona kolejną historią miłosną, która na dodatek nie była ciekawa. Irytowało mnie postępowanie głównej bohaterki, jej niezdecydowanie. Ciekawy był tylko jeden wątek dotyczący rodziny Alyssy i Logana, jednak nie zdradzę Wam szczegółów, nie chcę Wam odebrać radości z lektury.
Podsumowując na początku byłam pewna dobrych, bardzo mi się podobało. Szkoda, że taki stan rzeczy nie utrzymał się do końca.
Czy sięgnę po kolejne tomy? Z pewnością. Z nadzieją, że będzie lepiej lub po prostu by dokończyć cykl.
A jakie są Wasze wrażenia po przeczytaniu książki? Zapraszam do podzielenia się opinią.

"W kręgu księżniczki"- Jean Sasson

Autor: Jean Sasson
Tytuł: W kręgu księżniczki
Liczba stron: 336
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki


Obawiałam się tej książki. Mimo, że tematyką życia kobiet mieszkających w krajach arabskich interesuję się już od jakiegoś czasu, to jednak nie każda pozycja z tego gatunku przypada mi du gustu. Bałam się, że i tu tak będzie.
Śpieszę z zapewnieniami by Was nie trzymać w niepewności, że jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Nie tylko mi się podobało, ale też dzięki niej pożegnałam trudności, przestoje w czytaniu.
Trudno jest opisywać takie książki. Nie będę ukrywać, że jest ich na pęczki- wiele jest pozycji, które opowiadają o życiu w cieniu religii islamu.
Autorka to Amerykanka, która nam, czytelnikom, opowiada historie, które przekazała jej przyjaciółka. Sułtana ma wszystko o czym może marzyć: córki, męża, kochającą rodzinę.
"W kręgu księżniczki" łamie stereotypy. Słysząc muzułmanin myślimy ortodoksyjny wyznawca, damski bokser, mężczyzna posiadający wiele żon, nie szanujący kobiet. To jest generalizowanie, powtarzanie stereotypów, ale nie oszukujmy się, ile słyszeliśmy takich historii?
Nasi bohaterowie żyją w kręgu bogactwa, dla nich wydanie 400 000 dolarów to nic. Nie są jednak typowymi bogaczami. Bije z nich mądrość. Karim i Sułtana starają się pomagać osobom, które tego potrzebują. Zmagają się też z własnymi problemami.
"W kręgu księżniczki" to książka, którą z czystym sercem mogę Wam polecić. Historie, które przeczytamy są spójne, ciekawe. Cenię Sułtanę i jej męża za mądrość, którą się wykazują i to, źr starają się pomagać działając jednak zgodnie z zasadami ich rygorystycznej religii.
Na pewno sięgną po poprzednie książki tej autorki.


"Willow"- Virginia C. Andrews

Autor: Virginia C. Andrews
Tytuł: Willow
Liczba stron: 464
Data wydania: 10 stycznia 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Odkąd dowiedziałam się, że rodzina Virginii Andrews po jej śmierci zatrudniła pisarza by dokończył niezamknięte serie nic nie jest takie samo. Teraz nie wiem kto co pisał; co jest dziełem Virginii, a co Andrew.
Mimo to z wielką przyjemnością sięgam po kolejne książki sygnowane nazwiskiem tej autorki.
Dziś zapraszam do przeczytania recenzji "Willow", powieści, która otwiera kolejną serię.
Tytułowa Willow to studentka psychologii. Jej uporządkowane życie przerywa telefon od ciotki, która przekazuje jej informację o chorobie adopcyjnego ojca. Nim Willow dojedzie do szpitala mężczyzna umrze (chwilę zastanawiałam się czy umieszczać tu taką informację, ostatecznie jednak zdecydowałam się na ten krok wierząc, że nie będziecie mi mieli tego za złe). Na młodą dziewczynę czeka list, który rodzinny prawnik zobowiązał się przekazać po jego śmierci. Co kryj koperta? Czy to będzie miało duży wpływ na jej życie?
To książka o poszukiwaniu własnej tożsamości. Jest smutna, ale dająca nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Willow wybiera się w podróż, która, jak wierzy, pomoże jej rozwikłać kilka zagadek.
Nie mam się do czego "przyczepić". Tak naprawdę to już na samym początku zostałam "kupiona", już wtedy gdy Willow opowiedziała o swoim dzieciństwie, o matce adopcyjnej i niani.
Z niecierpliwością czekam na kolejny tom sagi (już niebawem pojawi się w księgarniach!). Trzeba przyznać, że jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy tej dziewczyny, zwłaszcza, że koniec jest mocno zaskakujący.

"Ostatnia z rodu Brontë"- Cstherine Lowell

Autor: Catherine Lowell
Tytuł: Ostatnia z rodu Brontë
Liczba stron: 440
Data wydania: 10 listopada 2016 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Natrafiłam na książkę ciekawą. Taką, przy której zastanawiam się, czy jest oparta na faktach. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że w jakiejś części- tak. Lubię biografie, najbardziej te, których czytanie idzie płynnie, jak po maśle. Caroline Lowell w swojej debiutanckiej powieści pokusiła się o przedstawienie nam sylwetki ostatniej żyjącej kobiety z szacownego rodu Brontë.
Samantha Whipple to młoda dziewczyna, studentka. Niedawno zmarł jej ojciec, pozostawiając, choć ona o tym nie wie, pamiętniki i rękopisy sióstr Brontë.
Nasza bohaterka jak tata jest zafascynowana światem literatury i historią swoich przodków. Same siostry Brontë oraz dzieła przez nie pisane były interesujące. Nie piszę tego z obowiązku- dawno temu miałam okazję przeczytać książkę "Dziwne losy Jane Eyre" i naprawdę mi się podobało.
Przyjemnie się czyta. Przeżycia Samanthy to wciągająca lektura. Czy uda się jej odkryć gdzie znajduje się (a przede wszystkim czy istnieje) rodzinny spadek?
Jest jedno "ale". Pewien wątek jest przewidujący. Wiele przeczytanych książek sprawiło, że od razu wiedziałam się potoczy... Nie pomyliłam się. 

"Połknąć żabę"- Monika B. Janowska

Autor: Monika B. Janowska
Tytuł: Połknąć żabę
Liczba stron: 352
Data wydania: 9 stycznia 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Na książkę można patrzeć z wielu punktów widzenia. Można oceniać treść, wątki, język. Ale jest coś jeszcze- najważniejsze- patrzymy czy powieść nas "pochłania", działa na psychikę- słowem czy "zatapiamy" się w niej i nie myślimy o tym co się dzieje.
Bohaterka to osoba, która w życiu przeszła wiele. W momencie gdy ją poznajemy na nowo poskładała życie. Przyzwyczaiła się do myśli, że po raz kolejny została singielką. Wyjaśnienie powodów poprzedniego rozstania czytelnicy poznają w późniejszym czasie, nie na wstępie. Prawda będzie smutna.
Od początku wiele się działo. Pauliną zaskakuje wiadomość o śmierci byłego męża (kto by się nie przejął?). Śmierć była nagła- Grzegorz był młodym, zdrowym mężczyzną, nie chorował. Okazuje się, że popełnił samobójstwo.
Mimo, że zaszedł on naszej bohaterce mocno za skórę postanowiła ona przeprowadzić własne śledztwo nie wierząc w przypadkową śmierć. Czy uda się jej rozwikłać zagadkę?
Książka, mimo, że ciekawa to troszkę inna niż się spodziewałam. Czy gorsza? Nie, po prostu wszystko poszło trochę w inną stronę. Myślałam, że większy nacisk będzie na mroczną stronę, na sprawę kryminalną. Tymczasem... nieźle się bawiłam. Bardzo mnie zainteresował wątek rodzinny Pauliny- jej kontakty z bratem i bratanicą oraz bratową- jej przyjaciółką. Zaś mój ulubiony dotyczył ślubu wyżej wspomnianej bratanicy- koncepcje zmieniały się co chwilę, a przyszła panna młoda okazała się tak zwaną bridezillą.
Książka bawi. Nie raz i nie dwa wybuchałam śmiechem. Nie dało się go opanować. Czy tak powinno być przy powieści, w której jest element śmierci?

wtorek, 25 kwietnia 2017

"LEGO® DUPLO®. Bawimy się"




Z tą książeczką dla dzieci miałam problem. Była tylko jedna, a chętnych do kolorowania dwoje. Na szczęście obyło się bez większych kłótni, a dzieciaki doszły do porozumienia, kolorowały jedno po drugim. Jednak nie jest to pozycja dla nich. Jedno jest za małe, drugie.. za duże…
Adam z racji wieku (2 lata i 8 miesięcy) dopiero zaczyna swoją przygodę z kolorowaniem. A co za tym idzie- każdą stronę na razie pokrywają maziaje, kolorowe kreski. Kolorowankę z chęcią zachowałabym na później jak już nauczy się tej sztuki, jednak nie ważne gdzie ją schowam- ten mały urwis bez problemu ją znajdzie. Choć wiek zgadza się z tym, który napisany jest na książce to jednak wydaje mi się, że lepiej ją dać starszemu dziecku, które umie już kolorować.
Z kolei Wiktoria, pięciolatka jest na nią trochę za duża. Wydaje mi się, że najbardziej sprawdzi się dla dzieci 3,5- 4 letnich, które już nauczyły się kolorować, idzie im dobrze. Dobra rzecz do treningu umiejętności.
Podobają mi się obrazki. Są po prostu piękne, nasycone kolorami, a co ważne- duże.

"Barbie™. 500 naklejek", "Kraina Lodu"




Te dwie pozycje to idealne propozycje dla małych dziewczynek. Na pewno nie znajdzie się dużo osób nielubiących od popularnej od dawna „Barbie™” czy „Krainy lodu”.
Jeśli mam być szczera (a powinnam…) To mi bardziej do gustu przypadła „Barbie™”. To gruba książeczka. Znajdziemy w niej kolorowanki, ale też dużo innych rzeczy: naklejki, zadania. Jest ładnie wydana, na dobrej jakości papierze. Okładka oraz ilustracje w niej zamieszczone (oraz naklejki) są w ulubionym kolorze małych dziewczynek, różowym. Ja, dorosła nie odczuwam przesytu tą barwą co znaczy, że nie jest jeszcze tak źle :) .
Druga pozycja, którą umieszczę w dzisiejszej recenzji to „Kraina lodu”. Również spotkała się z zachwytem mojej Wiktorii (jest ona wielką fanką tej disneyowskiej bajki). Do książeczki dołączono zmywalny długopis (strony są do niego specjalnie przystosowane, śliskie). Spieszę z zapewnieniami, że to nie jest chwyt marketingowy, a prawda. On naprawdę działa, w co nie chciało mi się wierzyć. Zadania są ciekawe, starsze dziecko poradzi sobie bez problemu, młodsze… również, potrzeba tylko kogoś do czytania poleceń.
Obie pozycje są godne polecenia. Są na tzw. czasie, dotyczą ulubionych dziewczęcych bohaterek bajkowych. Dla rodzica to sposób na spędzenie wspólnego czasu z pociechą lub przeciwnie, czas wolny, który można spożytkować na wypicie kawy, pracę czy odpoczynek.

"Klasyka animacji. Kolorowanki artystyczne", "Neonowanki. Vaiana. Skarb oceanu"





















                                                                                 Tytuł: Klasyka animacji. Kolorowanie artystyczne
                                                                                 Data wydania: 2016 r.
                                                                                 Forma: książka papierowa
                                                                                 Wydawnictwo: Wydawnictwo Ameet
                                                                                  Źródło: egzemplarz recenzencki
Tytuł: Neonowanki. Vaiana. Skarb oceanu
Data wydania: 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Ameet
Źródło: egzemplarz recenzencki

Z zaciekawieniem patrzę na pozycje, które znajdują się w ofercie wydawnictwa Ameet. Staje się ono moim ulubionym. Moim i oczywiście Wiktorii i Adama, którzy dość często sięgają po różne produkty tego wydawnictwa czyli wszelkiego rodzaju kolorowanki i przyklejanki.
Dziś zapraszam na recenzję książki „Klasyka animacji. Kolorowanki artystyczne ”. Ta pozycja jest dla osób w różnym wieku. Zainteresuję i myślę, że zadowoli zarówno dorosłych jak i dzieci. Na pewno poradzą sobie z nią dzieciaki (sprawdzone). Moja pomocnica to czterolatka i muszę przyznać, że naprawdę dobrze sobie radzi.
Zacznijmy od wydania. W wielu kolorowankach jest możliwość wyrwania strony by stworzyć swoisty obraz. Tu, muszę przyznać, dosyć łatwo oddziela się strony nie niszcząc ich, ale na tym koniec. Nawet po delikatnym oddzieleniu strony (by podzielić się rysunkami) zaczęły wypadać kolejne. Nie powinno tak być…
Za to bardzo podobają mi się obrazki, które zostały przygotowane do pokolorowania.
To ilustracje z różnych bajek. Jest tam i Vaiana i Król Lew i mnóstwo innych. Brakuje mi jednak odrobinę tych starszych, tych, na których my się wychowaliśmy.
Podsumowując: książka powinna spodobać się i dzieciom i dorosłym. Jest w niej dużo obrazków, a więc można liczyć na ciekawie spędzony czas albo… chwilę spokoju.
Równie warta polecenia jest kolorowanka związana z filmem Vaiana. To nowa bajka, powstawaniu której towarzyszyły kontrowersje. Nie miałam jej jeszcze możliwości obejrzeć, być może kiedyś to nadrobię. Książeczka, o której dziś piszę jest przyjemna dla oka, bardzo lubię neonowe kolory. Obrazki, które widzimy cieszą oczy. Kolorowanie wciąga.
Bardzo duży minus za okładkę. Mimo, że jest otwierana od góry, co jest dosyć ciekawym (choć stosowanym nawet często) rozwiązaniem to cóż z tego, jeśli nawet przy ograniczonym użytkowaniu bardzo szybko się odkleja i odpada.