Autor:
Michael Zadoorian
Tytuł: Mamy jeszcze czas
Liczba stron: 256
Data wydania: 22 lutego 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Masz oczy w tak zwanym "mokrym miejscu"? W takim razie by przeczytać tę książkę musisz zaopatrzyć się w pudełko chusteczek.
Bo musicie wiedzieć, że "Mamy jeszcze czas" to powieść ogromnie wzruszająca. Opowiada o dwojgu starszych ludziach, którzy wyruszają w podróż życia poprzez wszystkie stany Ameryki. Na pewno Was nie zdziwi taki wyjazd przecież ludzie w jesieni życia dziś normalne żyją, pracują, uprawiają sporty.
Więc cóż wyróżnia tę dziś recenzowaną przeze mnie książkę? Otóż Ella i John to osoby schorowane. Kobieta ma ostatnie stadium raka, brak nadziei na wyzdrowienie, mężczyzna cierpi zaś na zaawansowaną postać choroby Alzheimera. To dosyć ciekawa, oryginalna mieszanka... Z jednej strony to dobrze, że małżeństwo spełnia swoje marzenia, z drugiej zaś- nie dziwię się obawom ich dzieeci, ba! sama uważam, że to skrajnie nieodpowiedzialne, by ktoś chorujący na zaniki pamięci prowadził samochód (mimo, że czasami odzyskuje świadomość).
Co mi się spodobało? Na każdej stronie widać ogrom miłości. Ludzie schorowani, ale pamiętający o uczuciu, o drobnych gestach. Ujęła mnie troska, z którą Ella zajmowała się mężem, dbała o niego.
I mimo, ze zakończenie okazało się przewidywalne, trudno. W świetle tego, co przeczytałam nie jest to problemem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HarperCollins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HarperCollins. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 marca 2018
"Raj nie istnieje"- Michael Robotham
Autor: Michael Robotham
Tytuł: Raj nie istnieje
Liczba stron: 480
Data wydania: 15 lutego 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HaperCollins Polska
Źródło: egzemplarz recenzencki
Gdy tylko spojrzałam na okładkę wiedziałam już, że obok tej książki nie przejdę obojętnie. No cóż, po prostu spodobała mi się, była taka niebanalna. Czytając opis utwierdziłam się w przekonaniu, że pierwsze wrażenie tym razem mnie nie zwiodło.
Powieść to relacja dwóch kobiet: Agathy i Meghan. Początkowo nie znają się, lecz los styka je ze sobą. Obie są w ciąży, Agatha ma urodzić pierwsze dziecko, Meg- trzecie. Każda z nich ma swoje problemy. Co się wydarzy?
Na tylnej stronie okładki czytamy, że Agatha jest osobą złą do szpiku kości. Zupełnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Moim zdaniem na zachowanie tego czarnego charakteru wpływ miały wydarzenia z przeszłości.
To, jak wiele przeżyła ta młoda kobieta odcisnęło piętno na jej psychice. Może to głupie, ale nie potrafiłam źle o niej myśleć, przeciwnie, współczułam jej i tłumaczyłam jej postępowanie.
Fabuła książki jest bardzo ciekawa, wciągająca. Trudno się oderwać od czytania, trudno zostawić nim przeczyta się ostatnią stronę.
Ale czy w przypadku powieści "Raj nie istnieje" są same pozytywne rzeczy? Otóż moje zdanie jest takie: nie wszystko mi się podobało. Odrobinę rozczarowało mnie zakończenie, jest troszeczkę niejasne, ale trzeba przyznać- oryginalne i ciekawe.
Tytuł: Raj nie istnieje
Liczba stron: 480
Data wydania: 15 lutego 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HaperCollins Polska
Źródło: egzemplarz recenzencki
Gdy tylko spojrzałam na okładkę wiedziałam już, że obok tej książki nie przejdę obojętnie. No cóż, po prostu spodobała mi się, była taka niebanalna. Czytając opis utwierdziłam się w przekonaniu, że pierwsze wrażenie tym razem mnie nie zwiodło.
Powieść to relacja dwóch kobiet: Agathy i Meghan. Początkowo nie znają się, lecz los styka je ze sobą. Obie są w ciąży, Agatha ma urodzić pierwsze dziecko, Meg- trzecie. Każda z nich ma swoje problemy. Co się wydarzy?
Na tylnej stronie okładki czytamy, że Agatha jest osobą złą do szpiku kości. Zupełnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Moim zdaniem na zachowanie tego czarnego charakteru wpływ miały wydarzenia z przeszłości.
To, jak wiele przeżyła ta młoda kobieta odcisnęło piętno na jej psychice. Może to głupie, ale nie potrafiłam źle o niej myśleć, przeciwnie, współczułam jej i tłumaczyłam jej postępowanie.
Fabuła książki jest bardzo ciekawa, wciągająca. Trudno się oderwać od czytania, trudno zostawić nim przeczyta się ostatnią stronę.
Ale czy w przypadku powieści "Raj nie istnieje" są same pozytywne rzeczy? Otóż moje zdanie jest takie: nie wszystko mi się podobało. Odrobinę rozczarowało mnie zakończenie, jest troszeczkę niejasne, ale trzeba przyznać- oryginalne i ciekawe.
wtorek, 20 lutego 2018
""Cud na Piątej Alei" - Sarah Morgan
Autor: Sarah Morgan
Tytuł: Cud na Piątej Alei
Liczba stron: 304
Data wydania: 24 stycznia 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Dawno, dawno temu (będzie już ze dwa lata ) miałam okazję przeczytać książkę "Pocałunek pod jemiołą" Richarda Paula Evansa. Wprawdzie "Cud na Piątej Alei" nie jest zbyt podobny, jednak można dostrzec pewne podobieństwa. Dlaczego wspominam o tym akurat dziś, przy okazji recenzji wyżej wspomnianej powieści? Otóż towarzyszą mi dobrze znane emocje, klimat obu książek jest podobny.
Premiera książki miała miejsce miesiąc temu- 24 stycznia 2018 r. Tu lekki strzał w stopę. Ja to ja, nie mam problemu z czytaniem literatury świątecznej w innym terminie. Ale są ludzie, dla których czas Bożego Narodzenia jest święty i książki z tym motywem czytają tylko wtedy.
Bardzo, bardzo przyjemnie spędziłam czas. Historia Evy i Lucasa mocno mnie wciągnęła. On- przeciwnik świąt, ona kochająca. On wiele przeżył, ona też. Gdy się spotykają nie wiedzą, że każde ma spory bagaż doświadczeń, coś co rzutuje na ich życie. Czy uda im się dojść do porozumienia i pokonać smutki i prozę życia codziennego?
Niby jest to historia sztampowa, jednak ma coś w sobie. Coś, co nie pozwala książki odłożyć do momentu gdy się nie dotrze do ostatniej strony. Jest dbałość o szczegóły, są wyraziści bohaterowie i "to coś".
Zapraszam do przeczytania, dowiecie się co łączy organizatorkę przyjęć, wesel, oświadczyn, która sama jest singielką oraz pisarza kryminałów, który zaczyna cierpieć na brak weny.
W oczy rzuca się jedna rzecz. Jest to powieść świąteczna, ten klimat aż kipi z powieści, a okładka nic o tym nie mówi, nie pokazuje tego. Tu dostrzegam błąd- mimo, że szata graficzna przyciąga wzrok. Akcja dzieje się w zimie, jest śnieg, mróz i święta i to właśnie powinno się pokazać.
Tytuł: Cud na Piątej Alei
Liczba stron: 304
Data wydania: 24 stycznia 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Dawno, dawno temu (będzie już ze dwa lata ) miałam okazję przeczytać książkę "Pocałunek pod jemiołą" Richarda Paula Evansa. Wprawdzie "Cud na Piątej Alei" nie jest zbyt podobny, jednak można dostrzec pewne podobieństwa. Dlaczego wspominam o tym akurat dziś, przy okazji recenzji wyżej wspomnianej powieści? Otóż towarzyszą mi dobrze znane emocje, klimat obu książek jest podobny.
Premiera książki miała miejsce miesiąc temu- 24 stycznia 2018 r. Tu lekki strzał w stopę. Ja to ja, nie mam problemu z czytaniem literatury świątecznej w innym terminie. Ale są ludzie, dla których czas Bożego Narodzenia jest święty i książki z tym motywem czytają tylko wtedy.
Bardzo, bardzo przyjemnie spędziłam czas. Historia Evy i Lucasa mocno mnie wciągnęła. On- przeciwnik świąt, ona kochająca. On wiele przeżył, ona też. Gdy się spotykają nie wiedzą, że każde ma spory bagaż doświadczeń, coś co rzutuje na ich życie. Czy uda im się dojść do porozumienia i pokonać smutki i prozę życia codziennego?
Niby jest to historia sztampowa, jednak ma coś w sobie. Coś, co nie pozwala książki odłożyć do momentu gdy się nie dotrze do ostatniej strony. Jest dbałość o szczegóły, są wyraziści bohaterowie i "to coś".
Zapraszam do przeczytania, dowiecie się co łączy organizatorkę przyjęć, wesel, oświadczyn, która sama jest singielką oraz pisarza kryminałów, który zaczyna cierpieć na brak weny.
W oczy rzuca się jedna rzecz. Jest to powieść świąteczna, ten klimat aż kipi z powieści, a okładka nic o tym nie mówi, nie pokazuje tego. Tu dostrzegam błąd- mimo, że szata graficzna przyciąga wzrok. Akcja dzieje się w zimie, jest śnieg, mróz i święta i to właśnie powinno się pokazać.
"Wszystkie pieniądze świata"- John Pearson
Autor: John Pearson
Tytuł: Wszystkie pieniądze świata
Liczba stron: 384
Data wydania: 24 stycznia 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Bywają książki, do których podchodzi się, potocznie mówiąc- "jak pies do jeża". To znaczy- mimo chęci pojawiają się objawy dotyczące lektury. Biografie to ciężki orzech do zgryzienia. W takich pozycjach nie znajdziemy akcji, która pędzi, nagłych zwrotów akcji. Nie znajdziemy bo to nie powieść. Jak więc oceniam dziś recenzowaną pozycję?
Wbrew pozorom i moim obawom- bardzo dobrze. Ktoś powie- biografie są nudne. I ma rację! Nie, właściwie też nie ma racji. Bo bywają takie, które czyta się z zapartym tchem, nie czując gatunku.
O nich też trudno pisać- bo każda z nich jest podobna, opisuje czyjeś życie: czasami skupia się na jednej osobie, często są też mówi się nie tylko o bohaterze, ale też o jego rodzinie.
Tak też było i tutaj. "Wszystkie pieniądze świata" to opowieść o marzeniach, o drodze do nich. Pokazano, że dla wielu ludzi ważne są pieniądze, czasami przesłaniały relacje rodzinne. Historia rodu Gettych pokazuje, że wcale szczęścia nie dają. Ich pokręcone losy pokazują to dosyć wyraźnie.
Na wspomnienie zasługuje fakt, że dziadek posiadający fortunę nie chciał zapłacić okupu (wnuk został porwany. Jak to się zakończy? Czy chłopak zostanie uwolniony?
Potwierdza się, że osoby, którym nie brakuje rzeczy materialnych brakuje uwagi, wsparcia, zwykłej rozmowy.
Do kin wchodzi film "Wszystkie pieniądze świata". Wybierzecie się? Ja raczej nie (fundusze nie pozwalają), jednak z niecierpliwością będę oczekiwać gdy pojawi się w telewizji. Zwykle najpierw czytam książkę, dopiero potem ekranizacja. Trzymam się tej zasady, boję się, że gdybym najpierw zobaczyła film nie miałabym radości z lektury...
Tytuł: Wszystkie pieniądze świata
Liczba stron: 384
Data wydania: 24 stycznia 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Bywają książki, do których podchodzi się, potocznie mówiąc- "jak pies do jeża". To znaczy- mimo chęci pojawiają się objawy dotyczące lektury. Biografie to ciężki orzech do zgryzienia. W takich pozycjach nie znajdziemy akcji, która pędzi, nagłych zwrotów akcji. Nie znajdziemy bo to nie powieść. Jak więc oceniam dziś recenzowaną pozycję?
Wbrew pozorom i moim obawom- bardzo dobrze. Ktoś powie- biografie są nudne. I ma rację! Nie, właściwie też nie ma racji. Bo bywają takie, które czyta się z zapartym tchem, nie czując gatunku.
O nich też trudno pisać- bo każda z nich jest podobna, opisuje czyjeś życie: czasami skupia się na jednej osobie, często są też mówi się nie tylko o bohaterze, ale też o jego rodzinie.
Tak też było i tutaj. "Wszystkie pieniądze świata" to opowieść o marzeniach, o drodze do nich. Pokazano, że dla wielu ludzi ważne są pieniądze, czasami przesłaniały relacje rodzinne. Historia rodu Gettych pokazuje, że wcale szczęścia nie dają. Ich pokręcone losy pokazują to dosyć wyraźnie.
Na wspomnienie zasługuje fakt, że dziadek posiadający fortunę nie chciał zapłacić okupu (wnuk został porwany. Jak to się zakończy? Czy chłopak zostanie uwolniony?
Potwierdza się, że osoby, którym nie brakuje rzeczy materialnych brakuje uwagi, wsparcia, zwykłej rozmowy.
Do kin wchodzi film "Wszystkie pieniądze świata". Wybierzecie się? Ja raczej nie (fundusze nie pozwalają), jednak z niecierpliwością będę oczekiwać gdy pojawi się w telewizji. Zwykle najpierw czytam książkę, dopiero potem ekranizacja. Trzymam się tej zasady, boję się, że gdybym najpierw zobaczyła film nie miałabym radości z lektury...
wtorek, 2 stycznia 2018
"Dobra córka"- Karin Slaughter
Autor: Karin Slaughter
Tytuł: Dobra córka
Liczba stron: 560
Data wydania: 11 października 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Nie po raz pierwszy widzę nazwisko tej autorki. Jako, że już jakiś czas temu miałam styczność z jej powieściami- postanowiłam spróbować po raz kolejny i przekonać się czy to Karin Slaughter jeden raz udało się mnie zainteresować, czy druga (dla mnie) jej książka jest warta uwagi.
W książkach tej autorki nic nie jest oczywiste. Od początku wiedziałam czego mogę się spodziewać, że dopiero na końcu dowiemy się kto, co i dlaczego.
Charlie i jej siostra nie mają ze sobą dobrego kontaktu, choć po wydarzeniach z dzieciństwa powinno być inaczej. Po tym jak ich matka została zamordowana, a one same ranne- powinny być dla siebie wsparciem, a mimo to każda poszła w inną stronę. Od tych wydarzeń minęło wiele lat, ale siostry nadal milczą na ten temat i nadal, niestety mają na nie wpływ to znaczy- nie mogą odejść w zapomnienie.
Znacie mnie, przy wielu książkach na początku pojawiają się mi w głowie myśli- dlaczego ja po nią sięgnęłam? Jednak za chwilę mi się przypomina, że to nie jest "moja pierwsza" książka Karin Slaughter i że po jakimś czasie akcja się rozkręca, a autorka serwuje nam naprawdę niezłą powieść.
Oczywiście tym razem też tak było. "Dobra córka" to ciekawa i wciągająca książka pełna zaskakujących zwrotów akcji. Chociaż, jeśli mam być szczera- Slaugter nie jest moją ulubioną autorką (znalazłoby się kilku innych, których mogę czytać całkowicie w ciemno) to jednak mogę polecić jej książki. A czy Wy już spotkaliście się z jakąś powieścią tej Pani?
Tytuł: Dobra córka
Liczba stron: 560
Data wydania: 11 października 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Nie po raz pierwszy widzę nazwisko tej autorki. Jako, że już jakiś czas temu miałam styczność z jej powieściami- postanowiłam spróbować po raz kolejny i przekonać się czy to Karin Slaughter jeden raz udało się mnie zainteresować, czy druga (dla mnie) jej książka jest warta uwagi.
W książkach tej autorki nic nie jest oczywiste. Od początku wiedziałam czego mogę się spodziewać, że dopiero na końcu dowiemy się kto, co i dlaczego.
Charlie i jej siostra nie mają ze sobą dobrego kontaktu, choć po wydarzeniach z dzieciństwa powinno być inaczej. Po tym jak ich matka została zamordowana, a one same ranne- powinny być dla siebie wsparciem, a mimo to każda poszła w inną stronę. Od tych wydarzeń minęło wiele lat, ale siostry nadal milczą na ten temat i nadal, niestety mają na nie wpływ to znaczy- nie mogą odejść w zapomnienie.
Znacie mnie, przy wielu książkach na początku pojawiają się mi w głowie myśli- dlaczego ja po nią sięgnęłam? Jednak za chwilę mi się przypomina, że to nie jest "moja pierwsza" książka Karin Slaughter i że po jakimś czasie akcja się rozkręca, a autorka serwuje nam naprawdę niezłą powieść.
Oczywiście tym razem też tak było. "Dobra córka" to ciekawa i wciągająca książka pełna zaskakujących zwrotów akcji. Chociaż, jeśli mam być szczera- Slaugter nie jest moją ulubioną autorką (znalazłoby się kilku innych, których mogę czytać całkowicie w ciemno) to jednak mogę polecić jej książki. A czy Wy już spotkaliście się z jakąś powieścią tej Pani?
środa, 22 listopada 2017
"Zdobyć Rosie. Czas próby"- Kirsty Moseley
Autor: Kirsty Moseley
Tytuł: Zdobyć Rosie. Czas próby
Liczba stron: 304
Data wydania: 2017
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Znów coś się kończy za szybko...
Takie książki mogłabym czytać ciągle- trzymające w napięciu, wciągające. Najlepszą recenzją dla książki jest to, że jest czytana, a dla osoby- blogera- to że ktoś dzięki poleceniu przez niego sięgnął po daną pozycję. Dlatego zrobiło mi się ciepło na sercu gdy osoba, która w ogóle nie czyta książek po pożyczeniu "Zdobyć Rosie. Początek" poprosiła o drugą część, a gdy zakończyła serię- o kolejne "takie" powieści.
Wierzcie mi na słowo- seria jest naprawdę warta uwagi. Niesamowicie wciąga, bardzo trudno się oderwać.
Tę recenzję jest mi trudno napisać. Niedawno na rynku wydawniczym pojawiła się pierwsza część cyklu, teraz, niespełna miesiąc po jej recenzji- druga. Ze strony czytelnika to dobrze- wrażenia nie zdążyły jeszcze ostygnąć, pamiętamy co wydarzyło się wcześniej. Trochę się obawiałam tak szybkiej kontynuacji, zmęczenia i znudzenia, ale na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Przeciwnie, ja mam ochotę na więcej, mimo, że wiem, że cykl został już zakończony.
Nie wiem też co mogę napisać o treści. To kontynuacja, a więc dalsze losy Nate'a i Rosie. Czy Nate'a wytrwa w wyzwaniu, które postawiła mu jego partnerka? Czy pokaże siłę charakteru? Co jeszcze przeżyją?
Polubiłam naszych bohaterów i ich rodziny. Razem z nimi przeżywałam wydarzenia, cieszyłam się i smuciłam. Niejeden raz byłam wzruszona postępowaniem Nate'a.
Cieszę się, że zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, a moje oczy skierowały się na autorkę Kirsty Moseley. Dzięki Rosie i Nate'owi wiem, że warto zwrócić uwagę na inne jej książki. Tu pytanie do Was czytelnicy- czy są tak samo ciekawe jak ta dziś przeze mnie recenzowana?
I tylko trochę śmiać mi się chce z okładki- czy tylko mi nie podoba się dobór zdjęć? Jako, że to seria i to jeszcze bohaterami obydwu tomów są te same osoby- nie rozumiem wyboru okładek z fotografiami innych osób. Moje zdanie- można to było zaplanować inaczej, tak, aby wszystko się zgadzało.
Polecam! Bardzo, bardzo polecam!
Tytuł: Zdobyć Rosie. Czas próby
Liczba stron: 304
Data wydania: 2017
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Znów coś się kończy za szybko...
Takie książki mogłabym czytać ciągle- trzymające w napięciu, wciągające. Najlepszą recenzją dla książki jest to, że jest czytana, a dla osoby- blogera- to że ktoś dzięki poleceniu przez niego sięgnął po daną pozycję. Dlatego zrobiło mi się ciepło na sercu gdy osoba, która w ogóle nie czyta książek po pożyczeniu "Zdobyć Rosie. Początek" poprosiła o drugą część, a gdy zakończyła serię- o kolejne "takie" powieści.
Wierzcie mi na słowo- seria jest naprawdę warta uwagi. Niesamowicie wciąga, bardzo trudno się oderwać.
Tę recenzję jest mi trudno napisać. Niedawno na rynku wydawniczym pojawiła się pierwsza część cyklu, teraz, niespełna miesiąc po jej recenzji- druga. Ze strony czytelnika to dobrze- wrażenia nie zdążyły jeszcze ostygnąć, pamiętamy co wydarzyło się wcześniej. Trochę się obawiałam tak szybkiej kontynuacji, zmęczenia i znudzenia, ale na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Przeciwnie, ja mam ochotę na więcej, mimo, że wiem, że cykl został już zakończony.
Nie wiem też co mogę napisać o treści. To kontynuacja, a więc dalsze losy Nate'a i Rosie. Czy Nate'a wytrwa w wyzwaniu, które postawiła mu jego partnerka? Czy pokaże siłę charakteru? Co jeszcze przeżyją?
Polubiłam naszych bohaterów i ich rodziny. Razem z nimi przeżywałam wydarzenia, cieszyłam się i smuciłam. Niejeden raz byłam wzruszona postępowaniem Nate'a.
Cieszę się, że zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, a moje oczy skierowały się na autorkę Kirsty Moseley. Dzięki Rosie i Nate'owi wiem, że warto zwrócić uwagę na inne jej książki. Tu pytanie do Was czytelnicy- czy są tak samo ciekawe jak ta dziś przeze mnie recenzowana?
I tylko trochę śmiać mi się chce z okładki- czy tylko mi nie podoba się dobór zdjęć? Jako, że to seria i to jeszcze bohaterami obydwu tomów są te same osoby- nie rozumiem wyboru okładek z fotografiami innych osób. Moje zdanie- można to było zaplanować inaczej, tak, aby wszystko się zgadzało.
Polecam! Bardzo, bardzo polecam!
czwartek, 26 października 2017
"Prawdziwa Ginny Moon"- Benjamin Ludwig
Autor: Benjamin Ludwig
Tytuł: Prawdziwa Ginny Moon
Liczba stron: 352
Data wydania: 13 września 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Główną bohaterką oraz narratorką jest Ginny Moon. To od niej dowiadujemy się, co przez lata działo się w jej życiu. A musicie mi uwierzyć- było tego wiele i niestety- nie chodzi tylko o radosne wydarzenia. Dziś jest już nastolatką, ale wcześniej wychowywała się z matką, która tkwiła w nieodpowiednich związkach, a gdy została jej odebrana- w kilku rodzinach zastępczych.
Ginny jest wyjątkową dziewczynką. Cierpi na autyzm, a mimo to opowiada nam tę trudną, pełną bólu historię. Dowiadujemy się, że nikt jej nie rozumie, kiedy mówi o lalce, którą się zajmowała. Nie wiedzą też dlaczego dziewczynka co i rusz szuka kontaktu z matką i szuka sposobności ucieczki od rodziny zastępczej.
Muszę powiedzieć Wam, że historia Ginny okropnie mnie poruszyła. Pokazuje życie osób niepełnosprawnych, można choć odrobinę wczuć się w ich sytuację. Z jednej strony- rodzina zastępcza walczy o to by Ginny pozostawiła za sobą przeszłość, zapomniała o trudnych chwilach, z drugiej zaś izoluje od nowego i własnego dziecka. Serce aż mnie ściskało gdy czytałam jak to robią. Wiem, że obawiali się o bezpieczeństwo malutkiej dziewczynki, ale dla mnie, dla czytelnika ich zachowanie było niepojęte i trudne do zrozumienia. Taka izolacja moim zdaniem nie przynosi dobrych efektów, może za to wywoływać zazdrość.
Książki wydawane przez Wydawnictwo HarperCollins wyróżniają się okładkami- które tak bardzo pasują do treści.
Tę pozycję na pewno będę polecać.
Tytuł: Prawdziwa Ginny Moon
Liczba stron: 352
Data wydania: 13 września 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Główną bohaterką oraz narratorką jest Ginny Moon. To od niej dowiadujemy się, co przez lata działo się w jej życiu. A musicie mi uwierzyć- było tego wiele i niestety- nie chodzi tylko o radosne wydarzenia. Dziś jest już nastolatką, ale wcześniej wychowywała się z matką, która tkwiła w nieodpowiednich związkach, a gdy została jej odebrana- w kilku rodzinach zastępczych.
Ginny jest wyjątkową dziewczynką. Cierpi na autyzm, a mimo to opowiada nam tę trudną, pełną bólu historię. Dowiadujemy się, że nikt jej nie rozumie, kiedy mówi o lalce, którą się zajmowała. Nie wiedzą też dlaczego dziewczynka co i rusz szuka kontaktu z matką i szuka sposobności ucieczki od rodziny zastępczej.
Muszę powiedzieć Wam, że historia Ginny okropnie mnie poruszyła. Pokazuje życie osób niepełnosprawnych, można choć odrobinę wczuć się w ich sytuację. Z jednej strony- rodzina zastępcza walczy o to by Ginny pozostawiła za sobą przeszłość, zapomniała o trudnych chwilach, z drugiej zaś izoluje od nowego i własnego dziecka. Serce aż mnie ściskało gdy czytałam jak to robią. Wiem, że obawiali się o bezpieczeństwo malutkiej dziewczynki, ale dla mnie, dla czytelnika ich zachowanie było niepojęte i trudne do zrozumienia. Taka izolacja moim zdaniem nie przynosi dobrych efektów, może za to wywoływać zazdrość.
Książki wydawane przez Wydawnictwo HarperCollins wyróżniają się okładkami- które tak bardzo pasują do treści.
Tę pozycję na pewno będę polecać.
"Zdobyć Rosie. Początek gry"- Kirsty Moseley
Autor: Kirsty Moseley
Tytuł: Zdobyć Rosie. Początek gry
Liczba stron: 320
Data wydania: 29 września 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Spodziewałam się naprawdę "soczystego" erotyku. O seksie jest bardzo dużo bo główny bohater to młody, przystojny mężczyzna, którego myśli krążą głównie wokół zdobywania kobiet i uciech miłosnych.
Zaskoczeniem dla było, że oprócz tego, o czym wspominam wyżej jest jeszcze coś "głębszego". Jest historia miłosna, która wydaje się zwykła, jest też proza życia codziennego czyli praca Nate'a i jego próby pogodzenia jej z życiem osobistym. A musicie wiedzieć, że jego praca jest bardzo odpowiedzialna (niech pozostanie tajemnicą czym się zajmuje).
Punktem zwrotnym w jego życiu okazują się narodziny córki przyjaciół. To właśnie wtedy przez głowę kawalera, dla którego ważny był tylko niezobowiązujący seks i takież związki przechodzi myśl, że być może fajnie by było jakby sam miał takiego maluszka. Drugim punktem tak zwanym zwrotnym jest poznanie pięknej Rosie. Czy Nate'owi uda się ją zdobyć i nie znudzić się? Czy Rosie jest na przegranej pozycji?
Było już o treści książki, teraz słów kilka o konstrukcji. Od samego początku zastanawiałam się po co kolejne rozdziały podpisywane są imieniem Nate'a skoro narratorem jest tylko on. Dopiero w połowie książki do narracji wchodzi druga osoba, dobrze się domyślacie, Rosie. W oko wpada okładka, która jest zapowiedzią arcyciekawej treści.
Ciekawe, co nam zaserwowała autorka w kolejnej części, którą mam nadzieję przeczytać już niedługo.
Polecam!
Tytuł: Zdobyć Rosie. Początek gry
Liczba stron: 320
Data wydania: 29 września 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Spodziewałam się naprawdę "soczystego" erotyku. O seksie jest bardzo dużo bo główny bohater to młody, przystojny mężczyzna, którego myśli krążą głównie wokół zdobywania kobiet i uciech miłosnych.
Zaskoczeniem dla było, że oprócz tego, o czym wspominam wyżej jest jeszcze coś "głębszego". Jest historia miłosna, która wydaje się zwykła, jest też proza życia codziennego czyli praca Nate'a i jego próby pogodzenia jej z życiem osobistym. A musicie wiedzieć, że jego praca jest bardzo odpowiedzialna (niech pozostanie tajemnicą czym się zajmuje).
Punktem zwrotnym w jego życiu okazują się narodziny córki przyjaciół. To właśnie wtedy przez głowę kawalera, dla którego ważny był tylko niezobowiązujący seks i takież związki przechodzi myśl, że być może fajnie by było jakby sam miał takiego maluszka. Drugim punktem tak zwanym zwrotnym jest poznanie pięknej Rosie. Czy Nate'owi uda się ją zdobyć i nie znudzić się? Czy Rosie jest na przegranej pozycji?
Było już o treści książki, teraz słów kilka o konstrukcji. Od samego początku zastanawiałam się po co kolejne rozdziały podpisywane są imieniem Nate'a skoro narratorem jest tylko on. Dopiero w połowie książki do narracji wchodzi druga osoba, dobrze się domyślacie, Rosie. W oko wpada okładka, która jest zapowiedzią arcyciekawej treści.
Ciekawe, co nam zaserwowała autorka w kolejnej części, którą mam nadzieję przeczytać już niedługo.
Polecam!
czwartek, 21 września 2017
"To, co nas dzieli"- Anna McPartlin
Autor: Anna McPartlin
Tytuł: To, co nas dzieli
Liczba stron:
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło:egzemplarz recenzencki
Ha! Jestem z siebie bardzo dumna! Może zauważyliście, recenzja powieści "To, co nas dzieli" pojawia się na moim blogu po raz drugi.
Dlaczego? Wyjaśnienie jest proste. Wydawnictwo HarperCollins nie przyjęło mojej poprzedniej recenzji, w której napisałam, że nie dałam rady przeczytać książki. Chcąc kontynuować współpracę, a także być "fair" w stosunku do czytelników bloga- zdecydowałam, że jeszcze raz zmierzę się z książką.
Męczarnia była okropna, ale udało się i przeczytałam powieść. Jest to, jak już wcześniej pisałam, powód do dumy. Było naprawdę ciężko- wiele razy chciałam odłożyć książkę i do niej nie wracać. Zaprałam się jednak i postanowiłam skończyć.
Nie udało mi się w lekturze na tyle mocno by zainteresowały mnie losy przyjaciółek, które spotkały się po latach. Owszem, pojawiły się wątki, które mi się spodobały, ale było ich mało i zdecydowanie pod koniec.
To książka o miłości i przyjaźni. O zawirowaniach życiowych. Nie będę jej nikomu odradzać, nie było tak źle. Przeciwnie, zarekomenduję ją, zachęcę czytelników do sięgnięcia po nią- może Wasze wrażenia, odczucia będą całkiem inne od moich?
Na plus zasługuje okładka. Szata graficzna podobna do poprzedniej powieści.
Tytuł: To, co nas dzieli
Liczba stron:
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło:egzemplarz recenzencki
Ha! Jestem z siebie bardzo dumna! Może zauważyliście, recenzja powieści "To, co nas dzieli" pojawia się na moim blogu po raz drugi.
Dlaczego? Wyjaśnienie jest proste. Wydawnictwo HarperCollins nie przyjęło mojej poprzedniej recenzji, w której napisałam, że nie dałam rady przeczytać książki. Chcąc kontynuować współpracę, a także być "fair" w stosunku do czytelników bloga- zdecydowałam, że jeszcze raz zmierzę się z książką.
Męczarnia była okropna, ale udało się i przeczytałam powieść. Jest to, jak już wcześniej pisałam, powód do dumy. Było naprawdę ciężko- wiele razy chciałam odłożyć książkę i do niej nie wracać. Zaprałam się jednak i postanowiłam skończyć.
Nie udało mi się w lekturze na tyle mocno by zainteresowały mnie losy przyjaciółek, które spotkały się po latach. Owszem, pojawiły się wątki, które mi się spodobały, ale było ich mało i zdecydowanie pod koniec.
To książka o miłości i przyjaźni. O zawirowaniach życiowych. Nie będę jej nikomu odradzać, nie było tak źle. Przeciwnie, zarekomenduję ją, zachęcę czytelników do sięgnięcia po nią- może Wasze wrażenia, odczucia będą całkiem inne od moich?
Na plus zasługuje okładka. Szata graficzna podobna do poprzedniej powieści.
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
"Wzgórze niezapominajek"- Anna Bichalska
Autor: Anna Bichalska
Tytuł: Wzgórze niezapominajek
Liczba stron: 288
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Co zachęciło mnie do sięgnięcia po tę książkę? Tytuł i ładna okładka. Podświadomie wiedziałam, że może być ciekawie (ostatnimi czasy czytam dużo polskich powieści).
Lena to młoda kobieta. Pracuje jako grafik, planuje ślub. Słowem- w jej życiu wszystko się pięknie układa. Ale, ale! Gdyby tak przez cały czas było- powieść stałaby się nudna. Pewnego dnia Lena odkrywa, że narzeczony ją zdradza. By się psychicznie pozbierać wyjeżdża na wieś- pomyśleć i spędzić trochę czasu z babcią.
I to dokładnie w tym miejscu rozpoczyna się historia właściwa.
Wbrew pozorom Lena nie ma czasu się nudzić i rozpamiętywać smutki. Dni wypełnione ma spotkaniami z nowym przyjacielem, rozmowami z babcią oraz rozwikływaniem pewnej tajemnicy z przeszłości. Pewnego dnia znajduje w szkatułce list od przyjaciółki, która zmarła jakiś czas przed wspomnianymi wydarzeniami.
Nasza bohaterka jeszcze nie wie, jak wieli wpływ będzie to miało na jej życie.
Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z książkami Anny Bichalskiej, dlatego muszę przyznać, obawiałam się nudy.
Wprawdzie okazało się, że jest nawet interesująco, ale to nie oznacza, że jest to powieś któa zapiera dech, powoduje szybsze bicie serca. Jest po prostu taka zwykła...
Tytuł: Wzgórze niezapominajek
Liczba stron: 288
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Co zachęciło mnie do sięgnięcia po tę książkę? Tytuł i ładna okładka. Podświadomie wiedziałam, że może być ciekawie (ostatnimi czasy czytam dużo polskich powieści).
Lena to młoda kobieta. Pracuje jako grafik, planuje ślub. Słowem- w jej życiu wszystko się pięknie układa. Ale, ale! Gdyby tak przez cały czas było- powieść stałaby się nudna. Pewnego dnia Lena odkrywa, że narzeczony ją zdradza. By się psychicznie pozbierać wyjeżdża na wieś- pomyśleć i spędzić trochę czasu z babcią.
I to dokładnie w tym miejscu rozpoczyna się historia właściwa.
Wbrew pozorom Lena nie ma czasu się nudzić i rozpamiętywać smutki. Dni wypełnione ma spotkaniami z nowym przyjacielem, rozmowami z babcią oraz rozwikływaniem pewnej tajemnicy z przeszłości. Pewnego dnia znajduje w szkatułce list od przyjaciółki, która zmarła jakiś czas przed wspomnianymi wydarzeniami.
Nasza bohaterka jeszcze nie wie, jak wieli wpływ będzie to miało na jej życie.
Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z książkami Anny Bichalskiej, dlatego muszę przyznać, obawiałam się nudy.
Wprawdzie okazało się, że jest nawet interesująco, ale to nie oznacza, że jest to powieś któa zapiera dech, powoduje szybsze bicie serca. Jest po prostu taka zwykła...
"Rozłąka"- Dinah Jefferies
Autor: Dinah Jefferies
Tytuł: Rozłąka
Liczba stron: 448
Data wydania: 2017 r.
Forma: Książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Przyznam, że odrobinę obawiałam się tej książki. Nie wiem jednak dlaczego. Może jakiś wpływ na to miało to, że nie znam autorki, albo to, że akcja dzieje się w przeszłości? Nie wiem, jedno jest pewne- na szczęście moje obawy się nie sprawdziły i cieszyłam się lekturą.
Książka to relacja matki i córki. Obie piszą o tęsknocie za sobą, o tym, jak los rozłączył ich drogi.
Ojciec wraz z dwiema córkami opuszcza Malezję i udaje się do Anglii. Dzieciom wmawia, że matka je porzuciła. Z kolei Lidia jest pewna, że jej rodzina zginęła w pożarze.
Czy ich drogi na powrót połączą się?
To piękna i wzruszająca historia o miłości matczynej i o wierze w lepsze jutro. Lidia nie przestała mieć nadziei, że uda się jej odnaleźć dzieci, zaś jej starsza córka gdzieś w głębi, całkiem irracjonalnie czuła, że to co jej mówi ojciec jest nieprawdą i mama ich nie porzuciła.
W tle mamy klimat Malezji i Anglii lat pięćdziesiątych.
Myślę, że po takiej lekturze jeśli będę miała okazję- sięgnę po inne książki tej autorki.
Tytuł: Rozłąka
Liczba stron: 448
Data wydania: 2017 r.
Forma: Książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Przyznam, że odrobinę obawiałam się tej książki. Nie wiem jednak dlaczego. Może jakiś wpływ na to miało to, że nie znam autorki, albo to, że akcja dzieje się w przeszłości? Nie wiem, jedno jest pewne- na szczęście moje obawy się nie sprawdziły i cieszyłam się lekturą.
Książka to relacja matki i córki. Obie piszą o tęsknocie za sobą, o tym, jak los rozłączył ich drogi.
Ojciec wraz z dwiema córkami opuszcza Malezję i udaje się do Anglii. Dzieciom wmawia, że matka je porzuciła. Z kolei Lidia jest pewna, że jej rodzina zginęła w pożarze.
Czy ich drogi na powrót połączą się?
To piękna i wzruszająca historia o miłości matczynej i o wierze w lepsze jutro. Lidia nie przestała mieć nadziei, że uda się jej odnaleźć dzieci, zaś jej starsza córka gdzieś w głębi, całkiem irracjonalnie czuła, że to co jej mówi ojciec jest nieprawdą i mama ich nie porzuciła.
W tle mamy klimat Malezji i Anglii lat pięćdziesiątych.
Myślę, że po takiej lekturze jeśli będę miała okazję- sięgnę po inne książki tej autorki.
poniedziałek, 17 lipca 2017
Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Chile"- Katy Colins
Autor: Katy Colins
Tytuł: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek Chile
Liczba stron:
Data wydania: 14 czerwca 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
To już trzecia książka z serii "Biuro Podróży Samotnych Serc". Pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu (dokładniej mówiąc- przy pierwszej części) byłam zniechęcona. Bardzo się cieszę, że w miarę czytania coraz bardziej mi się podobało i teraz gdy nie widziałam zapowiedzi kolejnej książki poczułam smutek. Mam nadzieję, że moje domysły są błędne i my, czytelnicy doczekamy się kontynuacji.
Georgia zwiedziła już Tajlandię lecząc złamane serce) i Indie. Propozycja wyjazdu do Chile choć spada nieoczekiwanie to jest jakby prezentem od losu. Tym rzem wycieczka nie jest związana z pracą zawodową Georgii i Bena. Para wyjeżdża wspólnie na nagranie do programu. Kobieta chce zastanawia się nad uczuciami jakie ich łączą, Ben zaś... a nie zdradzę! Nie będzie wyjścia- trzeba przeczytać książkę.
Bardzo polubiłam serię książek o sympatycznej kobiecie, której życie nie rozpieszczało. Mimo różnych wydarzeń, mimo tego, że zdarza jej się popełniać gafy (oj! często) to zachowuje pogodę ducha i pokazuje siłę.
Do Chile wraz z naszymi bohaterami wyrusza też kilka innych par biorących udział w rywalizacji. Kto wygra? Co się stanie? Trzeba powiedzieć, że inwencja twórcza osób wymyślających konkurencje jest duża.
Książka może wydawać się lekka, lecz tak naprawdę taka nie jest. Porusza mnóstwo ważnych i niełatwych tematów. Uczy o tym, że w związku należy rozmawiać, mówić o swoich oczekiwaniach. Serdecznie polecam całą niesamowicie interesującą serię "Biuro Podróży Samotnych Serc".
Tytuł: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek Chile
Liczba stron:
Data wydania: 14 czerwca 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
To już trzecia książka z serii "Biuro Podróży Samotnych Serc". Pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu (dokładniej mówiąc- przy pierwszej części) byłam zniechęcona. Bardzo się cieszę, że w miarę czytania coraz bardziej mi się podobało i teraz gdy nie widziałam zapowiedzi kolejnej książki poczułam smutek. Mam nadzieję, że moje domysły są błędne i my, czytelnicy doczekamy się kontynuacji.
Georgia zwiedziła już Tajlandię lecząc złamane serce) i Indie. Propozycja wyjazdu do Chile choć spada nieoczekiwanie to jest jakby prezentem od losu. Tym rzem wycieczka nie jest związana z pracą zawodową Georgii i Bena. Para wyjeżdża wspólnie na nagranie do programu. Kobieta chce zastanawia się nad uczuciami jakie ich łączą, Ben zaś... a nie zdradzę! Nie będzie wyjścia- trzeba przeczytać książkę.
Bardzo polubiłam serię książek o sympatycznej kobiecie, której życie nie rozpieszczało. Mimo różnych wydarzeń, mimo tego, że zdarza jej się popełniać gafy (oj! często) to zachowuje pogodę ducha i pokazuje siłę.
Do Chile wraz z naszymi bohaterami wyrusza też kilka innych par biorących udział w rywalizacji. Kto wygra? Co się stanie? Trzeba powiedzieć, że inwencja twórcza osób wymyślających konkurencje jest duża.
Książka może wydawać się lekka, lecz tak naprawdę taka nie jest. Porusza mnóstwo ważnych i niełatwych tematów. Uczy o tym, że w związku należy rozmawiać, mówić o swoich oczekiwaniach. Serdecznie polecam całą niesamowicie interesującą serię "Biuro Podróży Samotnych Serc".
piątek, 14 lipca 2017
"To, co nas dzieli"- Anna McPartlin
Autor: Anna McPartlin
Tytuł: To, co nas dzieli
Liczba stron:
Data wydania: 14 czerwca 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Podczas wyboru książki do recenzji miałam problem, nie wiedziałam, którą powieść chcę zrecenzować: czy z zachęcającą fabułą czy z zachęcającą fabułą i dobrze kojarzącą się. Los zdecydował za mnie i dziś przychodzę z recenzją "To, co nas dzieli".
Książkę napisaną przez Annę McPartlin miałam już okazję czytać jakiś czes temu. Bardzo dobre wspomnienia sprawiły, że z zaciekawieniem wzięłam się za lekturę.
I poległam...Przepraszam, nie byłam w stanie dokończyć tej powieści. Ba! Miałam nawet dwa podejścia i nic. Po raz kolejny przykro mi, że nie dałam rady. Do spróbowania jeszcze raz zachęciła mnie opinia jednej blogerki. Znów nic. Zadziwiające, a jednocześnie całkiem normalne jest jak bardzo mogą się różnić opinie.
Skoro nie przeczytałam- nie za bardzo wiem, co mogę napisać o wydarzeniach i akcji. Wiem tylko, że to opowieść o przyjaźni nastolatek, a później dorosłych już kobiet. O marzeniach.
Tak właściwie to nie potrafię powiedzieć co mi w niej przeszkadzało. To daje nadzieję, że w późniejszym czasie znów po nią sięgnę i mój odbiór będzie zupełnie inny. Nie odradzam przeczytania "To, co nasz dzieli", zachęcam do tego byście mogli wyrobić własne zdanie.
Bardzo podoba mi się okładka. Dobrym i ciekawym pomysłem jest wydawanie dzieł jednej autorki w podobnej szacie graficznej.
Tytuł: To, co nas dzieli
Liczba stron:
Data wydania: 14 czerwca 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Podczas wyboru książki do recenzji miałam problem, nie wiedziałam, którą powieść chcę zrecenzować: czy z zachęcającą fabułą czy z zachęcającą fabułą i dobrze kojarzącą się. Los zdecydował za mnie i dziś przychodzę z recenzją "To, co nas dzieli".
Książkę napisaną przez Annę McPartlin miałam już okazję czytać jakiś czes temu. Bardzo dobre wspomnienia sprawiły, że z zaciekawieniem wzięłam się za lekturę.
I poległam...Przepraszam, nie byłam w stanie dokończyć tej powieści. Ba! Miałam nawet dwa podejścia i nic. Po raz kolejny przykro mi, że nie dałam rady. Do spróbowania jeszcze raz zachęciła mnie opinia jednej blogerki. Znów nic. Zadziwiające, a jednocześnie całkiem normalne jest jak bardzo mogą się różnić opinie.
Skoro nie przeczytałam- nie za bardzo wiem, co mogę napisać o wydarzeniach i akcji. Wiem tylko, że to opowieść o przyjaźni nastolatek, a później dorosłych już kobiet. O marzeniach.
Tak właściwie to nie potrafię powiedzieć co mi w niej przeszkadzało. To daje nadzieję, że w późniejszym czasie znów po nią sięgnę i mój odbiór będzie zupełnie inny. Nie odradzam przeczytania "To, co nasz dzieli", zachęcam do tego byście mogli wyrobić własne zdanie.
Bardzo podoba mi się okładka. Dobrym i ciekawym pomysłem jest wydawanie dzieł jednej autorki w podobnej szacie graficznej.
piątek, 7 kwietnia 2017
"Córeczka"- Anna Snoekstra
Autor: Anna Snoekstra
Tytuł: Córeczka
Liczba stron: 272
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Tak jak ostatnimi czasy przy wielu książkach, tak i przy tej przez długi czas nie mogłam się "zanurzyć" tak by świat przestał dla mnie istnieć. Między innymi właśnie dlatego nie rezygnuję po przeczytaniu kilkudziesięciu stron- zdaję sobie sprawę, że akcja może się rozkręcić i można trafić na prawdziwą perełkę.
Tym razem było podobnie. Początkowo odrobinę się nudziłam, ale po jakimś czasie o tym całkowicie zapomniałam. Akcja oraz główny wątek są bardzo interesujące, a zakończenie czyli rozwiązanie zagadki- majstersztyk. Przepadłam i chociażby chociażby dlatego sięgnę po inne książki tej autorki.
Pewna dziewczyna, bezdomna dwudziestolatka zostaje przyłapana na kradzieży. By odwrócić uwagę i uniknąć kary wykorzystuje swoje podobieństwo do zaginionej Rebeki Winter. Podaje się za nią licząc, że jej życie będzie lepsze i spokojne, bez problemów.
Nie spodziewa się, że wiele rzeczy wygląda inaczej niż w rzeczywistości, a rodzina Winterów skrywa tajemnicę... Dla niej ważne jest tylko to by nikt nie poznał jej prawdziwej tożsamości.
Czy to się uda? Czy zagadka zaginięcia Rebeki zostanie rozwiązana?
Zapraszam do przeczytania, naprawdę warto.
Tytuł: Córeczka
Liczba stron: 272
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Tak jak ostatnimi czasy przy wielu książkach, tak i przy tej przez długi czas nie mogłam się "zanurzyć" tak by świat przestał dla mnie istnieć. Między innymi właśnie dlatego nie rezygnuję po przeczytaniu kilkudziesięciu stron- zdaję sobie sprawę, że akcja może się rozkręcić i można trafić na prawdziwą perełkę.
Tym razem było podobnie. Początkowo odrobinę się nudziłam, ale po jakimś czasie o tym całkowicie zapomniałam. Akcja oraz główny wątek są bardzo interesujące, a zakończenie czyli rozwiązanie zagadki- majstersztyk. Przepadłam i chociażby chociażby dlatego sięgnę po inne książki tej autorki.
Pewna dziewczyna, bezdomna dwudziestolatka zostaje przyłapana na kradzieży. By odwrócić uwagę i uniknąć kary wykorzystuje swoje podobieństwo do zaginionej Rebeki Winter. Podaje się za nią licząc, że jej życie będzie lepsze i spokojne, bez problemów.
Nie spodziewa się, że wiele rzeczy wygląda inaczej niż w rzeczywistości, a rodzina Winterów skrywa tajemnicę... Dla niej ważne jest tylko to by nikt nie poznał jej prawdziwej tożsamości.
Czy to się uda? Czy zagadka zaginięcia Rebeki zostanie rozwiązana?
Zapraszam do przeczytania, naprawdę warto.
wtorek, 21 marca 2017
"Nie jesteśmy gotowi"- Meg Little Reilly
Autor: Meg Little Reilly
Tytuł: Nie jesteśmy gotowi
Liczba stron: 352
Data wydania: 22 lutego 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Harper Collins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Znów moje oczekiwania rozbiły się o rzeczywistość. Jednak nie potrafię powiedzieć dlaczego tak się stało. W ogólnym odbiorze książka okazała się interesująca i naprawdę warta przeczytania. Coś, co mnie zaskoczyło to to, że do jej napisania przyczyniły się autentyczne wydarzenia. Opisano tu przygotowania ludzi do kataklizmu, który ma nawiedzić Amerykę. Informacje, które docierają do mieszkańców miasteczka są niepełne oraz niepotwierdzone, bardziej na zasadzie przypuszczeń.
Książka doskonale oddaje emocje, czułam się niemal uczestniczką tych wydarzeń. To, że wiele rzeczy wydarzyło się naprawdę nadaje powieści realności. Również przeżycia osobiste bohaterów nie wskazywały, że jest to fikcja literacka.
Jakoś zupełnie inaczej wyobrażałam sobie głównych bohaterów i ich problemy w związku (tak, o tym wiedziałam wcześniej bo przeczytałam opis na okładce). Na początku byłam pewna, że łączy ich wielka miłość, im głębiej zatapiałam się w lekturze tym mniej byłam o tym przekonana. Nawet gdy Ash snuje opowieść o związku z Pią i wspomina o uczucie to opis nie wskazuje by było gorące i gwałtowne. Po prostu było. Nie twierdzę, że się nie kochali, nie brak też było namiętności.
Mam nadzieję, że zrozumiecie, o co mi chodzi, zapewniam, że nie o brak miłości. Czy uda się im pokonać kryzys?
Książka jest warta przeczytania. Pokazuje nam, jak wspólny cel jednoczy ludzi ( choć i są przypadki, że dzieli) oraz, ze nasz bohater to dobry człowiek, który nie waha się pomagać czasem nawet kosztem rodziny.
A Wy sięgniecie po "Nie jesteśmy gotowi"?
Tytuł: Nie jesteśmy gotowi
Liczba stron: 352
Data wydania: 22 lutego 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Harper Collins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Znów moje oczekiwania rozbiły się o rzeczywistość. Jednak nie potrafię powiedzieć dlaczego tak się stało. W ogólnym odbiorze książka okazała się interesująca i naprawdę warta przeczytania. Coś, co mnie zaskoczyło to to, że do jej napisania przyczyniły się autentyczne wydarzenia. Opisano tu przygotowania ludzi do kataklizmu, który ma nawiedzić Amerykę. Informacje, które docierają do mieszkańców miasteczka są niepełne oraz niepotwierdzone, bardziej na zasadzie przypuszczeń.
Książka doskonale oddaje emocje, czułam się niemal uczestniczką tych wydarzeń. To, że wiele rzeczy wydarzyło się naprawdę nadaje powieści realności. Również przeżycia osobiste bohaterów nie wskazywały, że jest to fikcja literacka.
Jakoś zupełnie inaczej wyobrażałam sobie głównych bohaterów i ich problemy w związku (tak, o tym wiedziałam wcześniej bo przeczytałam opis na okładce). Na początku byłam pewna, że łączy ich wielka miłość, im głębiej zatapiałam się w lekturze tym mniej byłam o tym przekonana. Nawet gdy Ash snuje opowieść o związku z Pią i wspomina o uczucie to opis nie wskazuje by było gorące i gwałtowne. Po prostu było. Nie twierdzę, że się nie kochali, nie brak też było namiętności.
Mam nadzieję, że zrozumiecie, o co mi chodzi, zapewniam, że nie o brak miłości. Czy uda się im pokonać kryzys?
Książka jest warta przeczytania. Pokazuje nam, jak wspólny cel jednoczy ludzi ( choć i są przypadki, że dzieli) oraz, ze nasz bohater to dobry człowiek, który nie waha się pomagać czasem nawet kosztem rodziny.
A Wy sięgniecie po "Nie jesteśmy gotowi"?
niedziela, 26 lutego 2017
"Z każdym oddechem"- Maya Banks
Autor: Maya Banks
Tytuł: Z każdym oddechem
Liczba stron: 320
Data wydania: 15 lutego 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Patrząc na tę absolutnie cudowną minimalistyczną okładkę spodziewałam się, że i treść mnie "porwie". Cóż, w tym przypadku było inaczej. Nie przemawia do mnie ta książka.
Jako bloger mam dużo obowiązków i uwierzcie mi, to, że trafiam na powieści, w których mało się dzieje wcale nie pomaga. Nie doszłam jeszcze do takiej wprawy by odkładać książkę jeśli mi się nie podoba (na szczęście powoli się to zmienia i coraz częściej odkładam pozycję jeśli mnie nudzi). Są też takie tytuły, którym daję drugą szansę z nadzieją, że w późniejszym czasie się rozkręci. Tak właśnie było z "Z każdym oddechem". Na to jednak musiałam długo czekać (w tym czasie mogłam sięgnąć po coś ciekawszego).
Eliza w swoim życiu wiele przeszła. Skrzętnie ukrywa swoją przeszłość, zmieniła nawet nazwisko w nadziei, że nie zostanie odnaleziona. Zapytacie- czego się boi?
Otóż była dziewczyną mordercy, przyczyniła się do jego aresztowania. Teraz powoli zaczyna zapominać o tym, co ją spotkało (wspomnienia nawiedzające ją co noc wcale nie są wesołe).
Informacja o tym, że Thomas zostaje zwolniony z więzienia spada na nią niespodziewanie i co tu dużo mówić- szokuje. Jak do tego podejdzie główna bohaterka. Co zrobi?
Zdradzę tylko, że nie oceniam zbyt dobrze jej wyborów. To, jak postąpiła dla mnie było dziwne i lekkomyślne.
"Z każdym oddechem" to pierwsza książka Mai Banks, którą miałam okazję przeczytać. Czy sięgnę po jej wcześniejsze powieści? Nie wiem, lecz jeśli są romanse czy powieści historyczne, to może warto dać szansę?
Tytuł: Z każdym oddechem
Liczba stron: 320
Data wydania: 15 lutego 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Patrząc na tę absolutnie cudowną minimalistyczną okładkę spodziewałam się, że i treść mnie "porwie". Cóż, w tym przypadku było inaczej. Nie przemawia do mnie ta książka.
Jako bloger mam dużo obowiązków i uwierzcie mi, to, że trafiam na powieści, w których mało się dzieje wcale nie pomaga. Nie doszłam jeszcze do takiej wprawy by odkładać książkę jeśli mi się nie podoba (na szczęście powoli się to zmienia i coraz częściej odkładam pozycję jeśli mnie nudzi). Są też takie tytuły, którym daję drugą szansę z nadzieją, że w późniejszym czasie się rozkręci. Tak właśnie było z "Z każdym oddechem". Na to jednak musiałam długo czekać (w tym czasie mogłam sięgnąć po coś ciekawszego).
Eliza w swoim życiu wiele przeszła. Skrzętnie ukrywa swoją przeszłość, zmieniła nawet nazwisko w nadziei, że nie zostanie odnaleziona. Zapytacie- czego się boi?
Otóż była dziewczyną mordercy, przyczyniła się do jego aresztowania. Teraz powoli zaczyna zapominać o tym, co ją spotkało (wspomnienia nawiedzające ją co noc wcale nie są wesołe).
Informacja o tym, że Thomas zostaje zwolniony z więzienia spada na nią niespodziewanie i co tu dużo mówić- szokuje. Jak do tego podejdzie główna bohaterka. Co zrobi?
Zdradzę tylko, że nie oceniam zbyt dobrze jej wyborów. To, jak postąpiła dla mnie było dziwne i lekkomyślne.
"Z każdym oddechem" to pierwsza książka Mai Banks, którą miałam okazję przeczytać. Czy sięgnę po jej wcześniejsze powieści? Nie wiem, lecz jeśli są romanse czy powieści historyczne, to może warto dać szansę?
"Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie"- Katy Colins
Autor: Katy Colins
Tytuł: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie
Liczba stron: 320
Data wydania: 15 lutego 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Czasem bywa tak, że by poznać coś dobrego trzeba przełamać swoją niechęć. W moim przypadku niechęcią nie można nazwać niechęcią reakcji, jaką wywołała pierwsza książka Katy. Nie był to też wielki zachwyt. Rzekłabym, że "Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia" to powieść należąca do gatunku "przeczytać i zapomnieć". Dlaczego więc zdecydowałam się poświęcić swój czas recenzowanej dziś powieści? Powodów jest kilka. Po pierwsze- często staram się sięgać po kontynuacje chociażby po to żeby sprawdzić czy dana powieść nadal nie wywołuje we mnie większych emocji. Po drugie- lubię być na bieżąco, zwłaszcza w przypadki serii.
Jaka jest więc moja opinia na temat książki "Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie"? Cóż... Nie spodziewałam się, że będzie tak dobrze. Poprzednia pozycja odrobinę mnie znudziła, a teraz? Teraz po prostu nie mogłam się oderwać! Okładka zachwyca kolorami, a treść wciąga, oj bardzo wciąga...Jak już wiemy z poprzedniej książki- główna bohaterka założyła biuro podróży, z którego usług mają osoby samotne. Jako że biznes dopiero się rozkręcał- Georgia wpadła w wir pracy. Tu Mała dygresja: rodzina i przyjaciele mają jej za złe, że wiele czasu i energii poświęca na życie zawodowe. Dla mnie nie jest to dziwne. Rozumiem ją i prawdę mówiąc kibicowałam jej by wszystko się udało.
Skąd Indie? Otóż po przeczytaniu negatywnej recenzji jednej z wycieczek przez nią organizowanych Georgia postanawia sprawdzić skąd taka opinia i czy naprawdę jej klienci są źle traktowani oraz niezadowoleni z wyjazdów. W tym celu sama wybiera się w podróż. Co z tego wyniknie?
Podsumowując: jestem ogromnie zaskoczona, że tak mi się podobała ta powieść (cały czas mając w pamięci poprzedni tom). Nie mogę się doczekać kolejnej pozycji z serii "Biuro Podróży Samotnych Serc" (którego tematyką będzie podróż do Chile). Już się na to cieszę!
Bardzo zaciekawił mnie wątek relacji Georgii i Bena. Nie, stop, wszystkie wątki były interesujące. Chyba nie potrafiłabym wybrać tego jednego, najważniejszego.
Polecam jako pozycję idealną na odpoczynek, odstresowanie się po ciężkim dniu.
Tytuł: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie
Liczba stron: 320
Data wydania: 15 lutego 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Czasem bywa tak, że by poznać coś dobrego trzeba przełamać swoją niechęć. W moim przypadku niechęcią nie można nazwać niechęcią reakcji, jaką wywołała pierwsza książka Katy. Nie był to też wielki zachwyt. Rzekłabym, że "Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia" to powieść należąca do gatunku "przeczytać i zapomnieć". Dlaczego więc zdecydowałam się poświęcić swój czas recenzowanej dziś powieści? Powodów jest kilka. Po pierwsze- często staram się sięgać po kontynuacje chociażby po to żeby sprawdzić czy dana powieść nadal nie wywołuje we mnie większych emocji. Po drugie- lubię być na bieżąco, zwłaszcza w przypadki serii.
Jaka jest więc moja opinia na temat książki "Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie"? Cóż... Nie spodziewałam się, że będzie tak dobrze. Poprzednia pozycja odrobinę mnie znudziła, a teraz? Teraz po prostu nie mogłam się oderwać! Okładka zachwyca kolorami, a treść wciąga, oj bardzo wciąga...Jak już wiemy z poprzedniej książki- główna bohaterka założyła biuro podróży, z którego usług mają osoby samotne. Jako że biznes dopiero się rozkręcał- Georgia wpadła w wir pracy. Tu Mała dygresja: rodzina i przyjaciele mają jej za złe, że wiele czasu i energii poświęca na życie zawodowe. Dla mnie nie jest to dziwne. Rozumiem ją i prawdę mówiąc kibicowałam jej by wszystko się udało.
Skąd Indie? Otóż po przeczytaniu negatywnej recenzji jednej z wycieczek przez nią organizowanych Georgia postanawia sprawdzić skąd taka opinia i czy naprawdę jej klienci są źle traktowani oraz niezadowoleni z wyjazdów. W tym celu sama wybiera się w podróż. Co z tego wyniknie?
Podsumowując: jestem ogromnie zaskoczona, że tak mi się podobała ta powieść (cały czas mając w pamięci poprzedni tom). Nie mogę się doczekać kolejnej pozycji z serii "Biuro Podróży Samotnych Serc" (którego tematyką będzie podróż do Chile). Już się na to cieszę!
Bardzo zaciekawił mnie wątek relacji Georgii i Bena. Nie, stop, wszystkie wątki były interesujące. Chyba nie potrafiłabym wybrać tego jednego, najważniejszego.
Polecam jako pozycję idealną na odpoczynek, odstresowanie się po ciężkim dniu.
czwartek, 1 grudnia 2016
"Miłośniczki Czekolady i ślub"- Carole Matthews
Autor: Carole Matthews
Tytuł: Miłośniczki Czekolady i Ślub
Liczba stron: 368
Data wydania: 9 listopada 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Jeśli po spojrzeniu na okładkę pomyśleliście, że to ciekawa lecz na pewno lekka pozycja, to muszę Was zmartwić- jest zupełnie odwrotnie. Książka porusza trudne i wywołujące emocje tematy.
Jej przeczytanie może być wysiłkiem dla osób, które są na diecie. Wiem o czym mówię- czytanie o wspaniałych i przepysznych czekoladach oraz innych słodyczach to "męka" i ślinotok gwarantowany.
Lucy rozpoczyna nowe życie. Po rozstaniu z Marcusem i odejściu z Czekoladowego Nieba kobieta spotyka mężczyznę, z którym planuje ślub. Zawodowo też zaczyna się jej układać. Czy będzie dobrze?
Wtedy nie byłoby książki. Lucy czekają mocne zawirowania, będzie musiała zastanowić się co jest ważne, co powinno być na pierwszym miejscu.
Ale w "Miłośniczki Czekolady i ślub" są też inne bohaterki. Podoba mi się ich relacja- mgą na siebie liczyć w każdej sytuacji.
Przeżywają one podobne problemy- zmagają się z brakiem akceptacji rodziców i... szukają miłości, są w nowych związkach.
Po przeczytaniu książki nasuwa się pytanie czy jest możliwość by ktoś zmienił się, lekkoducha stał się poważnym.
Tytuł: Miłośniczki Czekolady i Ślub
Liczba stron: 368
Data wydania: 9 listopada 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Jeśli po spojrzeniu na okładkę pomyśleliście, że to ciekawa lecz na pewno lekka pozycja, to muszę Was zmartwić- jest zupełnie odwrotnie. Książka porusza trudne i wywołujące emocje tematy.
Jej przeczytanie może być wysiłkiem dla osób, które są na diecie. Wiem o czym mówię- czytanie o wspaniałych i przepysznych czekoladach oraz innych słodyczach to "męka" i ślinotok gwarantowany.
Lucy rozpoczyna nowe życie. Po rozstaniu z Marcusem i odejściu z Czekoladowego Nieba kobieta spotyka mężczyznę, z którym planuje ślub. Zawodowo też zaczyna się jej układać. Czy będzie dobrze?
Wtedy nie byłoby książki. Lucy czekają mocne zawirowania, będzie musiała zastanowić się co jest ważne, co powinno być na pierwszym miejscu.
Ale w "Miłośniczki Czekolady i ślub" są też inne bohaterki. Podoba mi się ich relacja- mgą na siebie liczyć w każdej sytuacji.
Przeżywają one podobne problemy- zmagają się z brakiem akceptacji rodziców i... szukają miłości, są w nowych związkach.
Po przeczytaniu książki nasuwa się pytanie czy jest możliwość by ktoś zmienił się, lekkoducha stał się poważnym.
wtorek, 1 listopada 2016
"Kim jest ta dziewczyna?"- Mhairi McFarlane
Autor: Mhairi McFarlane
Tytuł: Kim jest ta dziewczyna?
Liczba stron: 512
Data wydania: 10 października 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Na początku przepraszam za to, że w ostatnim czasie tak rzadko pojawiają się recenzje. To nie tak, że nie czytam, ale powoli ogarnia mnie niemoc, obowiązki domowe przytłaczają. W międzyczasie odbył się jeszcze kilkudniowy wyjazd na Krakowskie Targi Książki.
Dziś zapraszam do zapoznania się z recenzją książki Mhairi McFarlane.
Po książkę sięgnęłam z ciekawości. Opis zaciekawił mnie na tyle, że zdecydowałam się na jej przeczytanie. Co mnie w niej zainteresowało?
Przede wszystkim- postać głównej bohaterki. Nieczęsto spotyka się z sytuacjami, z jakimi mieliśmy styczność w recenzowanej dziś książce. Edie mimo woli została skandalistką. Rzecz działa się na weselu znajomych z pracy, a ona została przyłapana na pocałunku z... panem młodym! Tak, to właśnie ta rzecz przekonała mnie bym sprawdziła kim jest ta dziewczyna, która nie ma wstydu i całuje się z młodym w dniu jego wesela. Byłam ciekawa jak zostanie potraktowana sprawa, jak wyjaśnione zachowanie Edie. Jak się spodziewałam- okazało się, że tak naprawdę to nie ona była winna, ona tylko ponosiła konsekwencje: ostracyzm między znajomymi, kłopoty z pracą.
Powieść mi się spodobała, to nie banalna historyjka, ale lekka książka poruszająca ważne tematy. Przeczytamy między innymi o spotkaniach naszej bohaterki z pewnym aktorem, kłopotach rodzinnych i zawodowych.
Zakończenie e nie jest jednoznaczne. Z jednej strony- lubię takie, z drugiej zaś doprowadzają mnie do pasji: chcę dowiedzieć się co dalej, czy wszystko dobrze się skończyło, wyjaśniło, a autor nie planuje kontynuacji.
Tytuł: Kim jest ta dziewczyna?
Liczba stron: 512
Data wydania: 10 października 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Na początku przepraszam za to, że w ostatnim czasie tak rzadko pojawiają się recenzje. To nie tak, że nie czytam, ale powoli ogarnia mnie niemoc, obowiązki domowe przytłaczają. W międzyczasie odbył się jeszcze kilkudniowy wyjazd na Krakowskie Targi Książki.
Dziś zapraszam do zapoznania się z recenzją książki Mhairi McFarlane.
Po książkę sięgnęłam z ciekawości. Opis zaciekawił mnie na tyle, że zdecydowałam się na jej przeczytanie. Co mnie w niej zainteresowało?
Przede wszystkim- postać głównej bohaterki. Nieczęsto spotyka się z sytuacjami, z jakimi mieliśmy styczność w recenzowanej dziś książce. Edie mimo woli została skandalistką. Rzecz działa się na weselu znajomych z pracy, a ona została przyłapana na pocałunku z... panem młodym! Tak, to właśnie ta rzecz przekonała mnie bym sprawdziła kim jest ta dziewczyna, która nie ma wstydu i całuje się z młodym w dniu jego wesela. Byłam ciekawa jak zostanie potraktowana sprawa, jak wyjaśnione zachowanie Edie. Jak się spodziewałam- okazało się, że tak naprawdę to nie ona była winna, ona tylko ponosiła konsekwencje: ostracyzm między znajomymi, kłopoty z pracą.
Powieść mi się spodobała, to nie banalna historyjka, ale lekka książka poruszająca ważne tematy. Przeczytamy między innymi o spotkaniach naszej bohaterki z pewnym aktorem, kłopotach rodzinnych i zawodowych.
Zakończenie e nie jest jednoznaczne. Z jednej strony- lubię takie, z drugiej zaś doprowadzają mnie do pasji: chcę dowiedzieć się co dalej, czy wszystko dobrze się skończyło, wyjaśniło, a autor nie planuje kontynuacji.
czwartek, 6 października 2016
"Foodie w wielkim mieście"- Jessica Tom
Autor: Jessica Tom
Tytuł: Foodie w wielkim mieście
Liczba stron: 382
Data wydania: 14 września 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Możecie mi wierzyć lub nie, ale od samego początku wiedziałam, że ta książka przypadnie mi do gustu. Co ja mówię- wiedziałam, że będę zachwycona. Oczywiście to się sprawdziło i z szczerze mogę polecić Wam tę powieść.
W niej jest wszystko: miłość, zdrady, namiętność. I pyszne jedzenie. To ostatnie dla osoby na diecie to prawdziwy sprawdzian (widocznie lubię umartwianie, bo często zdarza mi się czytać takie książki).
Tia to osoba, z którą z chęcią umówiłabym się na kawę i porozmawiała. Na pewno znalazłabym bym z nią kilka wspólnych tematów. Poznajemy ją w momencie gdy ma poukładane życie, kochającego chłopaka i znajomych. Nie spodziewa się, że jedna decyzja sprawi, że pojawią się kłopoty.
Jak już wcześniej wspomniałam- Tia kocha jedzenie. Uwielbia poznawać nowe smaki, próbować potraw. To nie wszystko. Umie też o nich pisać i mówić. Propozycja znanego krytyka kulinarnego by wraz z nim odwiedzała restauracje, kosztowała specjalności lokali i opiniowała je.
Dla niej to wyróżnienie, a nowe ubrania, garderoba utwierdzają ją w tym przekonaniu. Staje się pewną siebie dziewczyną, taką, która zna swoją wartość.
Każdy chciałby dostać taką szansę w życiu, prawda? Nasza bohaterka nie wiedziała, że przyjdzie jej drogo zapłacić za te krótkie chwile luksusu, że posypie się jej życie osobiste. Dowie się też, że taka mało pozytywna recenzja może być fatalna w skutkach.
Książka jest świetna! Lekka, szybko się czyta a mimo to można z niej wyciągać ważne nauki. Na pewno będę ją polecać.
Tytuł: Foodie w wielkim mieście
Liczba stron: 382
Data wydania: 14 września 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Możecie mi wierzyć lub nie, ale od samego początku wiedziałam, że ta książka przypadnie mi do gustu. Co ja mówię- wiedziałam, że będę zachwycona. Oczywiście to się sprawdziło i z szczerze mogę polecić Wam tę powieść.
W niej jest wszystko: miłość, zdrady, namiętność. I pyszne jedzenie. To ostatnie dla osoby na diecie to prawdziwy sprawdzian (widocznie lubię umartwianie, bo często zdarza mi się czytać takie książki).
Tia to osoba, z którą z chęcią umówiłabym się na kawę i porozmawiała. Na pewno znalazłabym bym z nią kilka wspólnych tematów. Poznajemy ją w momencie gdy ma poukładane życie, kochającego chłopaka i znajomych. Nie spodziewa się, że jedna decyzja sprawi, że pojawią się kłopoty.
Jak już wcześniej wspomniałam- Tia kocha jedzenie. Uwielbia poznawać nowe smaki, próbować potraw. To nie wszystko. Umie też o nich pisać i mówić. Propozycja znanego krytyka kulinarnego by wraz z nim odwiedzała restauracje, kosztowała specjalności lokali i opiniowała je.
Dla niej to wyróżnienie, a nowe ubrania, garderoba utwierdzają ją w tym przekonaniu. Staje się pewną siebie dziewczyną, taką, która zna swoją wartość.
Każdy chciałby dostać taką szansę w życiu, prawda? Nasza bohaterka nie wiedziała, że przyjdzie jej drogo zapłacić za te krótkie chwile luksusu, że posypie się jej życie osobiste. Dowie się też, że taka mało pozytywna recenzja może być fatalna w skutkach.
Książka jest świetna! Lekka, szybko się czyta a mimo to można z niej wyciągać ważne nauki. Na pewno będę ją polecać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















