Autor: Krystyna Mirek
Tytuł: Światło w cichą noc
Liczba stron: 352
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Edipresse
Źródło: egzemplarz recenzencki
Pierwsze moje zetknięcie się z tą książką? Wstyd się przyznać, ale dałam się złapać na fake news- artykuł w fakcie, taki, który sugerował, że to prawdziwa historia.. Dopiero potem wyjaśniono, że to fabuła książki.
Z jednej strony taki artykuł to fajna rzecz, na pewno zachęcił wiele osób do przeczytania powieści, z drugiej zaś- ja poczułam się oszukana. Liczyłam na prawdziwy historię (może nawet wzruszającą), a tu niespodzianka!
Być może nie jestem z tego zadowolona ponieważ i tak bez zbędnych zachęt sięgnęłabym po książki autorstwa Krystyny Mirek (jednej z moich ulubionych polskich autorek). Po jej książki sięgnę zawsze. Bo wiecie... jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam, a wiele ich przeczytałam (choć jeszcze nie wszystkie).
Jak zdążyliście zauważyć, święta u mnie będą chyba cały rok. Kochane autorki się rozpisały...
Nie narzekam, łamię stereotyp, że książki z motywem świątecznym pysznie smakują tylko w listopadzie- grudniu. W dobie gdy nowości wydawnicze pojawiają się jak grzyby po deszczu- to NIE-MOŻ-LI-WE.
"Szczęście w cichą noc" to nie jest zwyczajna książka. Ba! Jeśli wczytujemy się w powieść to jest ona całkiem wyjątkowa. Dla Magdy bowiem Boże Narodzenie to nie czas radości, a smutku. Każdego roku ona i jej bracia na nowo przeżywają śmierć rodziców, pamiętają to, jak na nich czekali i okropną wiadomość tuż przed pierwszą gwiazdką.
Czy takim razie w powieści brak świątecznego nastroju, przygotowań?
Pisałam już, na pewno będę powtarzać- to książka wyjątkowa więc i nastrój jest. Skąd się wziął? Otóż główna bohaterka postanawia zmienić podejście, oczarować mężczyznę i zorganizować święta. Co z tego wyjdzie? Zapraszam do lektury.
Książka jest naprawdę niesamowita, wyjątkowa i ciekawa. Znacie uczucie, kiedy książka męczy w pozytywnym znaczeniu? Pojawia się tzw rollercoaster emocji, szybsze bicie serca, a po zakończeniu lektury- niemożność znalezienia sobie miejsca. To książka tego typu. I bardzo się z tego cieszę.
Lektur drugiej części czyli "Światła o poranku" jeszcze przede mną, więc już wiem, że czeka mnie wspaniała lektura.
wtorek, 24 kwietnia 2018
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
"Spotkamy się przypadkiem"- Małgorzata Garkowska
Autor: Małgorzata Garkowska
Tytuł: Spotkamy się przypadkiem
Liczba stron: 372
Data wydania: 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Pod tą, moim zdaniem niekoniecznie pasującą (choć nie brzydką) okładką kryje się prawdziwa perełka czyli książka, od której nie można się oderwać. Przeczytałam ją praktycznie za jednym zamachem, niemal zarywając noc.
"Spotkamy się przypadkiem" to powieść, z gatunku, który bardzo lubię. Znajdziemy w niej uzupełniającą się opowieść trzech osób: Joanny i Marii oraz momentami- Janka, który w życiu ma ciężko. Wyżej wspomnianych pań również los nie rozpieszczał: jedna próbuje poradzić sobie z wydarzeniami z przeszłości, drugą dopiero czekają trudne chwile. Czy uda im się odzyskać radość życia?
Książkę, choć porusza tematy trudne i ważne, czyta się lekko. O jakich problemach mowa? Na przykład- co zrobić w przypadku gdy wiemy, że w rodzinie dziecka jest alkoholizm oraz o reagowaniu w powyższej sytuacji oraz o mobbingu, dokuczaniu w szkole- jak pomóc by ne narazić się na dalsze nieprzyjemności ze strony rówieśników. Znajdziemy też wątek dotyczący radzenia sobie po stracie kogoś ważnego. Czy bohaterki ułożą sobie życie, a Janek będzie mógł zasypiać i uczyć się bez obaw, że będzie wyśmiewany?
Z przyjemnością sięgnę po kolejne tej autorki, a poprzednią- "Układankę z uczuć" również bardzo polecam.
Tytuł: Spotkamy się przypadkiem
Liczba stron: 372
Data wydania: 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Pod tą, moim zdaniem niekoniecznie pasującą (choć nie brzydką) okładką kryje się prawdziwa perełka czyli książka, od której nie można się oderwać. Przeczytałam ją praktycznie za jednym zamachem, niemal zarywając noc.
"Spotkamy się przypadkiem" to powieść, z gatunku, który bardzo lubię. Znajdziemy w niej uzupełniającą się opowieść trzech osób: Joanny i Marii oraz momentami- Janka, który w życiu ma ciężko. Wyżej wspomnianych pań również los nie rozpieszczał: jedna próbuje poradzić sobie z wydarzeniami z przeszłości, drugą dopiero czekają trudne chwile. Czy uda im się odzyskać radość życia?
Książkę, choć porusza tematy trudne i ważne, czyta się lekko. O jakich problemach mowa? Na przykład- co zrobić w przypadku gdy wiemy, że w rodzinie dziecka jest alkoholizm oraz o reagowaniu w powyższej sytuacji oraz o mobbingu, dokuczaniu w szkole- jak pomóc by ne narazić się na dalsze nieprzyjemności ze strony rówieśników. Znajdziemy też wątek dotyczący radzenia sobie po stracie kogoś ważnego. Czy bohaterki ułożą sobie życie, a Janek będzie mógł zasypiać i uczyć się bez obaw, że będzie wyśmiewany?
Z przyjemnością sięgnę po kolejne tej autorki, a poprzednią- "Układankę z uczuć" również bardzo polecam.
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
"Jedną noga w niebie"- Izabella Frączyk
Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Jedną nogą w niebie
Liczba stron: 296
Data wydania: 9 listopada 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Jak na pewno zdążyliście się zorientować- na moim blogu często pojawiają sę recenzje książek napisanych przez Izę Frączyk. Nie ma co ukrywać, lubię zarówno książki, jak i samą akutorkę. Czy jednak prywatna relacja rzutuje na ocenę książki? Sprawdźcie!
Przy okazji recenzji poprzednich tomów wspomniałam, że mam problem z serią o Pieńkach. Z jednej strony zainteresowała mnie fabuła, wydarzenia związane z bohaterami, z drugiej zaś- część dotycząca przygotowywania gospodarstwa, zwierząt nie trafiła do mnie. To po prostu nie moje klimaty. Nie wstydzę się tego powiedzieć. Każdy lubi coś innego. Być może ktoś powie, że nie mm uczuć bo nie lubię zwierząt, ale tu się myli. To nie to. Nie wiem skąd u mnie takie odczucia.
Powieść jest na wysokim poziomie. Losy głównej bohaterki układały się w sinusoidę- jeśli było dobrze to potem pojawiało się prawdziwe trzęsienie ziemi, by potem znów móc wrócić na właściwe tory.
W książce podobało mi się, że autorka pokazywała, że los dla ludzi niesie wiele, choć wydaje się, że czasem gorzej być nie może. Daje nadzieję, że jutro będzie dobrze.
Podoba mi się też to, że pokazywana est wzajemna pomoc, że główna bohaterka zawsze może liczyć na przyjaciół (i oczywiście- oni na nią też).
Na pewno też kiedyś wspomniałam, że z książek Izy wolę te, które nie ukazały się w seriach. Choć "Za stare grzechy" czeka już w kolejce i liczę, że niedługo będę mogła podzielić się moją opinią na jej temat.
Tytuł: Jedną nogą w niebie
Liczba stron: 296
Data wydania: 9 listopada 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Jak na pewno zdążyliście się zorientować- na moim blogu często pojawiają sę recenzje książek napisanych przez Izę Frączyk. Nie ma co ukrywać, lubię zarówno książki, jak i samą akutorkę. Czy jednak prywatna relacja rzutuje na ocenę książki? Sprawdźcie!
Przy okazji recenzji poprzednich tomów wspomniałam, że mam problem z serią o Pieńkach. Z jednej strony zainteresowała mnie fabuła, wydarzenia związane z bohaterami, z drugiej zaś- część dotycząca przygotowywania gospodarstwa, zwierząt nie trafiła do mnie. To po prostu nie moje klimaty. Nie wstydzę się tego powiedzieć. Każdy lubi coś innego. Być może ktoś powie, że nie mm uczuć bo nie lubię zwierząt, ale tu się myli. To nie to. Nie wiem skąd u mnie takie odczucia.
Powieść jest na wysokim poziomie. Losy głównej bohaterki układały się w sinusoidę- jeśli było dobrze to potem pojawiało się prawdziwe trzęsienie ziemi, by potem znów móc wrócić na właściwe tory.
W książce podobało mi się, że autorka pokazywała, że los dla ludzi niesie wiele, choć wydaje się, że czasem gorzej być nie może. Daje nadzieję, że jutro będzie dobrze.
Podoba mi się też to, że pokazywana est wzajemna pomoc, że główna bohaterka zawsze może liczyć na przyjaciół (i oczywiście- oni na nią też).
Na pewno też kiedyś wspomniałam, że z książek Izy wolę te, które nie ukazały się w seriach. Choć "Za stare grzechy" czeka już w kolejce i liczę, że niedługo będę mogła podzielić się moją opinią na jej temat.
"Serce z piernika"- Magdalena Kordel
Autor: Magdalena Kordel
Tytuł: Serce z piernika
Liczba stron: 400
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki
Serię o urokliwym Malowniczym pokochałam i z niecierpliwością oczekiwałam na kolejne tomy. Również 48 tygodni (jeszcze w starym wydania) też mi się podobało.
"Serce z piernika" otrzymałam dosyć dawno temu. Towarzyszyła jej promocja, która na długi czas pozostanie w mojej pomięci. Nie będzie chyba dziwne, jeśli napiszę, że otrzymanie książki i pudełeczka z piernikiem było dla mnie ogromnym wyróżnieniem i radością.
Jako, że od premiery książki minęło już dość dużo czasu toteż nie raz i nie dwa, a naprawdę wiele razy zdarzało mi się natykać na jej recenzje. Wszystkie były pozytywne, zaś Magda Kordel usłyszała wiele miłych słów na temat swojej twórczości. Zaczęłam się zastanawiać czy to ja dostrzegam coś dziwnego, a książka wcale jest taka zła. Czy mylę się ja czy tyle innych osób?
Nie wiem sama. Naprawdę nie wiem. Nie potrafię zrozumieć postępowania głównej bohaterki. Opiekuje się ona babcią, o której mówi się, że jest osobą specyficzną. Ja się temu dziwię- przecież opisane jest to tak, że ewidentnie widać początki choroby, której Klementyna chyba dostrzec nie chce. Kłóci się z lekarzem, który niezbyt asertywnie próbuje przekonać kobietę do podawania leków babci. No nie! Trudo czytać o czymś takim. W dzisiejszych czasach wiele rzeczy się neguje. Nie podoba mi się takie patrzenie na choroby. Wiem, że trudno sobie z nimi poradzić, ale w momencie gdy starszy człowiek nie jest bezpieczny- trzeba przyjąć to do wiadomości.
Wiele osób zachowanie córki Klementyny uważa za urocze. Znów idę pod prąd- dla mnie była odrobinę bezczelna.
ak każda książka Magdy Kordel, tak i ta ma coś w sobie, co przyciąga. Czuć niemal zapachy wypieków przygotowywanych przez Klementynę.
Mimo, że cały czas "idę pod prąd" (bo widzę, czytam tylko ogromnie pozytywne recenzje) to uważa,, że autorka wykonała dobrą robotę. Idealnie stworzyła nastrój świąteczny (a raczej nie było to łatwe bo powieść powstawała latem gdy o śniegu, choinkach, pierniczkach nikt jeszcze nie myślał).
Tytuł: Serce z piernika
Liczba stron: 400
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki
Serię o urokliwym Malowniczym pokochałam i z niecierpliwością oczekiwałam na kolejne tomy. Również 48 tygodni (jeszcze w starym wydania) też mi się podobało.
"Serce z piernika" otrzymałam dosyć dawno temu. Towarzyszyła jej promocja, która na długi czas pozostanie w mojej pomięci. Nie będzie chyba dziwne, jeśli napiszę, że otrzymanie książki i pudełeczka z piernikiem było dla mnie ogromnym wyróżnieniem i radością.
Jako, że od premiery książki minęło już dość dużo czasu toteż nie raz i nie dwa, a naprawdę wiele razy zdarzało mi się natykać na jej recenzje. Wszystkie były pozytywne, zaś Magda Kordel usłyszała wiele miłych słów na temat swojej twórczości. Zaczęłam się zastanawiać czy to ja dostrzegam coś dziwnego, a książka wcale jest taka zła. Czy mylę się ja czy tyle innych osób?
Nie wiem sama. Naprawdę nie wiem. Nie potrafię zrozumieć postępowania głównej bohaterki. Opiekuje się ona babcią, o której mówi się, że jest osobą specyficzną. Ja się temu dziwię- przecież opisane jest to tak, że ewidentnie widać początki choroby, której Klementyna chyba dostrzec nie chce. Kłóci się z lekarzem, który niezbyt asertywnie próbuje przekonać kobietę do podawania leków babci. No nie! Trudo czytać o czymś takim. W dzisiejszych czasach wiele rzeczy się neguje. Nie podoba mi się takie patrzenie na choroby. Wiem, że trudno sobie z nimi poradzić, ale w momencie gdy starszy człowiek nie jest bezpieczny- trzeba przyjąć to do wiadomości.
Wiele osób zachowanie córki Klementyny uważa za urocze. Znów idę pod prąd- dla mnie była odrobinę bezczelna.
ak każda książka Magdy Kordel, tak i ta ma coś w sobie, co przyciąga. Czuć niemal zapachy wypieków przygotowywanych przez Klementynę.
Mimo, że cały czas "idę pod prąd" (bo widzę, czytam tylko ogromnie pozytywne recenzje) to uważa,, że autorka wykonała dobrą robotę. Idealnie stworzyła nastrój świąteczny (a raczej nie było to łatwe bo powieść powstawała latem gdy o śniegu, choinkach, pierniczkach nikt jeszcze nie myślał).
wtorek, 27 marca 2018
"Mamy jeszcze czas"- Michael Zadoorian
Autor:
Michael Zadoorian
Tytuł: Mamy jeszcze czas
Liczba stron: 256
Data wydania: 22 lutego 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Masz oczy w tak zwanym "mokrym miejscu"? W takim razie by przeczytać tę książkę musisz zaopatrzyć się w pudełko chusteczek.
Bo musicie wiedzieć, że "Mamy jeszcze czas" to powieść ogromnie wzruszająca. Opowiada o dwojgu starszych ludziach, którzy wyruszają w podróż życia poprzez wszystkie stany Ameryki. Na pewno Was nie zdziwi taki wyjazd przecież ludzie w jesieni życia dziś normalne żyją, pracują, uprawiają sporty.
Więc cóż wyróżnia tę dziś recenzowaną przeze mnie książkę? Otóż Ella i John to osoby schorowane. Kobieta ma ostatnie stadium raka, brak nadziei na wyzdrowienie, mężczyzna cierpi zaś na zaawansowaną postać choroby Alzheimera. To dosyć ciekawa, oryginalna mieszanka... Z jednej strony to dobrze, że małżeństwo spełnia swoje marzenia, z drugiej zaś- nie dziwię się obawom ich dzieeci, ba! sama uważam, że to skrajnie nieodpowiedzialne, by ktoś chorujący na zaniki pamięci prowadził samochód (mimo, że czasami odzyskuje świadomość).
Co mi się spodobało? Na każdej stronie widać ogrom miłości. Ludzie schorowani, ale pamiętający o uczuciu, o drobnych gestach. Ujęła mnie troska, z którą Ella zajmowała się mężem, dbała o niego.
I mimo, ze zakończenie okazało się przewidywalne, trudno. W świetle tego, co przeczytałam nie jest to problemem.
Tytuł: Mamy jeszcze czas
Liczba stron: 256
Data wydania: 22 lutego 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Masz oczy w tak zwanym "mokrym miejscu"? W takim razie by przeczytać tę książkę musisz zaopatrzyć się w pudełko chusteczek.
Bo musicie wiedzieć, że "Mamy jeszcze czas" to powieść ogromnie wzruszająca. Opowiada o dwojgu starszych ludziach, którzy wyruszają w podróż życia poprzez wszystkie stany Ameryki. Na pewno Was nie zdziwi taki wyjazd przecież ludzie w jesieni życia dziś normalne żyją, pracują, uprawiają sporty.
Więc cóż wyróżnia tę dziś recenzowaną przeze mnie książkę? Otóż Ella i John to osoby schorowane. Kobieta ma ostatnie stadium raka, brak nadziei na wyzdrowienie, mężczyzna cierpi zaś na zaawansowaną postać choroby Alzheimera. To dosyć ciekawa, oryginalna mieszanka... Z jednej strony to dobrze, że małżeństwo spełnia swoje marzenia, z drugiej zaś- nie dziwię się obawom ich dzieeci, ba! sama uważam, że to skrajnie nieodpowiedzialne, by ktoś chorujący na zaniki pamięci prowadził samochód (mimo, że czasami odzyskuje świadomość).
Co mi się spodobało? Na każdej stronie widać ogrom miłości. Ludzie schorowani, ale pamiętający o uczuciu, o drobnych gestach. Ujęła mnie troska, z którą Ella zajmowała się mężem, dbała o niego.
I mimo, ze zakończenie okazało się przewidywalne, trudno. W świetle tego, co przeczytałam nie jest to problemem.
"Raj nie istnieje"- Michael Robotham
Autor: Michael Robotham
Tytuł: Raj nie istnieje
Liczba stron: 480
Data wydania: 15 lutego 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HaperCollins Polska
Źródło: egzemplarz recenzencki
Gdy tylko spojrzałam na okładkę wiedziałam już, że obok tej książki nie przejdę obojętnie. No cóż, po prostu spodobała mi się, była taka niebanalna. Czytając opis utwierdziłam się w przekonaniu, że pierwsze wrażenie tym razem mnie nie zwiodło.
Powieść to relacja dwóch kobiet: Agathy i Meghan. Początkowo nie znają się, lecz los styka je ze sobą. Obie są w ciąży, Agatha ma urodzić pierwsze dziecko, Meg- trzecie. Każda z nich ma swoje problemy. Co się wydarzy?
Na tylnej stronie okładki czytamy, że Agatha jest osobą złą do szpiku kości. Zupełnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Moim zdaniem na zachowanie tego czarnego charakteru wpływ miały wydarzenia z przeszłości.
To, jak wiele przeżyła ta młoda kobieta odcisnęło piętno na jej psychice. Może to głupie, ale nie potrafiłam źle o niej myśleć, przeciwnie, współczułam jej i tłumaczyłam jej postępowanie.
Fabuła książki jest bardzo ciekawa, wciągająca. Trudno się oderwać od czytania, trudno zostawić nim przeczyta się ostatnią stronę.
Ale czy w przypadku powieści "Raj nie istnieje" są same pozytywne rzeczy? Otóż moje zdanie jest takie: nie wszystko mi się podobało. Odrobinę rozczarowało mnie zakończenie, jest troszeczkę niejasne, ale trzeba przyznać- oryginalne i ciekawe.
Tytuł: Raj nie istnieje
Liczba stron: 480
Data wydania: 15 lutego 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HaperCollins Polska
Źródło: egzemplarz recenzencki
Gdy tylko spojrzałam na okładkę wiedziałam już, że obok tej książki nie przejdę obojętnie. No cóż, po prostu spodobała mi się, była taka niebanalna. Czytając opis utwierdziłam się w przekonaniu, że pierwsze wrażenie tym razem mnie nie zwiodło.
Powieść to relacja dwóch kobiet: Agathy i Meghan. Początkowo nie znają się, lecz los styka je ze sobą. Obie są w ciąży, Agatha ma urodzić pierwsze dziecko, Meg- trzecie. Każda z nich ma swoje problemy. Co się wydarzy?
Na tylnej stronie okładki czytamy, że Agatha jest osobą złą do szpiku kości. Zupełnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Moim zdaniem na zachowanie tego czarnego charakteru wpływ miały wydarzenia z przeszłości.
To, jak wiele przeżyła ta młoda kobieta odcisnęło piętno na jej psychice. Może to głupie, ale nie potrafiłam źle o niej myśleć, przeciwnie, współczułam jej i tłumaczyłam jej postępowanie.
Fabuła książki jest bardzo ciekawa, wciągająca. Trudno się oderwać od czytania, trudno zostawić nim przeczyta się ostatnią stronę.
Ale czy w przypadku powieści "Raj nie istnieje" są same pozytywne rzeczy? Otóż moje zdanie jest takie: nie wszystko mi się podobało. Odrobinę rozczarowało mnie zakończenie, jest troszeczkę niejasne, ale trzeba przyznać- oryginalne i ciekawe.
poniedziałek, 19 marca 2018
"1000 słów"- Jerzy Bralczyk
Autor: Jerzy Bralczyk
Tytuł: 1000 słów
Liczba stron: 480
Data wydania: 27 września 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Ktoś, kto ceni sobie książki z zakresu językoznawstwa, dotyczące naszego rodzimego języka z pewnością z przyjemnością sięgnie po tę pozycję.
Nie bez znaczenia może okazać się fakt, że jej autorem jest guru poprawnej polszczyzny: profesor Jerzy Bralczyk. Bardzo się cieszę, że na jednych z targów miałam okazję go spotkać i porozmawiać z nim.
Nie będę ukrywać, że napisać tę recenzję było mi trudno. O takich książkach mówić nie jest łatwo. Mogę napisać, że bardzo mi się podobała, że dowiedziałam się wiele i wiedzę na pewno wykorzystam.
Nie będę na przykład wymieniała słów, o których pisze profesor bo jest to bezcelowe. Wspomnę tylko, że jestem pod wrażeniem ogromu wiedzy autora.
A jakie są Wasze ulubione słowa?
Tytuł: 1000 słów
Liczba stron: 480
Data wydania: 27 września 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Ktoś, kto ceni sobie książki z zakresu językoznawstwa, dotyczące naszego rodzimego języka z pewnością z przyjemnością sięgnie po tę pozycję.
Nie bez znaczenia może okazać się fakt, że jej autorem jest guru poprawnej polszczyzny: profesor Jerzy Bralczyk. Bardzo się cieszę, że na jednych z targów miałam okazję go spotkać i porozmawiać z nim.
Nie będę ukrywać, że napisać tę recenzję było mi trudno. O takich książkach mówić nie jest łatwo. Mogę napisać, że bardzo mi się podobała, że dowiedziałam się wiele i wiedzę na pewno wykorzystam.
Nie będę na przykład wymieniała słów, o których pisze profesor bo jest to bezcelowe. Wspomnę tylko, że jestem pod wrażeniem ogromu wiedzy autora.
A jakie są Wasze ulubione słowa?
"Rodzinne więzy"- Julie Lawson Timmer
Autor: Julie Lawson Timmer
Tytuł: Rodzinne więzy
Liczba stron: 384
Data wydania: 7 września 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Już widząc okładkę wiedziałam, że książka nie sprawi mi zawodu, a jej przeczytanie będzie dobrym pomysłem. Oczywiście- nie pomyliłam się i dziś z całą odpowiedzialnością mogę polecić tę pozycję.
Gdy umiera bliska osoba życie staje się puste. Emocje są ogromne i trudno sobie z nimi poradzić.
To właśnie przydarzyło się Char. Umiera jej partner życiowy, ukochany mąż. Kobieta nie ma jednak czasu na rozpamiętywanie, rozmyślanie, mówiąc wprost- musi "wziąć się w garść" by wspierać pasierbicę, która śmierć ojca przeżyła równie mocno. A trzeba jeszcze dodać, że młoda dziewczyn straciła ojca, z którym mieszkała, który się nią interesował. Linda, biologiczna matka kocha córkę, ale nie jest z nią na co dzień.
Po wspomnianych wyżej trudnych dla Allie wydarzeniach postanawia zabrać córkę do siebie. Nie patrzy jednak na nic, oczekuje posłuszeństwa wobec siebie, nie zwracając uwagi na to, że tak naprawdę nie wie, co dobre dla nastolatki, nie zna jej. Nie widzi też jak się różnią...
Jak to wszystko się skończy?
To nie pierwsza książka Julie Lawson Timmer. Kolejna, która sięga w głąb duszy. Idealnie pokazano emocje Allie po pożegnaniu taty. Pokazano jej samotność, problemy w nauce i zachowaniu. Podoba mi się to, że autorka nie skupia się tylko na Allie, na jej przyjaźniach, smutkach i radościach, znajomości z dziewczyną, której udziela korepetycji, ale też na tym co czuje Char.
Polecam!
Tytuł: Rodzinne więzy
Liczba stron: 384
Data wydania: 7 września 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Już widząc okładkę wiedziałam, że książka nie sprawi mi zawodu, a jej przeczytanie będzie dobrym pomysłem. Oczywiście- nie pomyliłam się i dziś z całą odpowiedzialnością mogę polecić tę pozycję.
Gdy umiera bliska osoba życie staje się puste. Emocje są ogromne i trudno sobie z nimi poradzić.
To właśnie przydarzyło się Char. Umiera jej partner życiowy, ukochany mąż. Kobieta nie ma jednak czasu na rozpamiętywanie, rozmyślanie, mówiąc wprost- musi "wziąć się w garść" by wspierać pasierbicę, która śmierć ojca przeżyła równie mocno. A trzeba jeszcze dodać, że młoda dziewczyn straciła ojca, z którym mieszkała, który się nią interesował. Linda, biologiczna matka kocha córkę, ale nie jest z nią na co dzień.
Po wspomnianych wyżej trudnych dla Allie wydarzeniach postanawia zabrać córkę do siebie. Nie patrzy jednak na nic, oczekuje posłuszeństwa wobec siebie, nie zwracając uwagi na to, że tak naprawdę nie wie, co dobre dla nastolatki, nie zna jej. Nie widzi też jak się różnią...
Jak to wszystko się skończy?
To nie pierwsza książka Julie Lawson Timmer. Kolejna, która sięga w głąb duszy. Idealnie pokazano emocje Allie po pożegnaniu taty. Pokazano jej samotność, problemy w nauce i zachowaniu. Podoba mi się to, że autorka nie skupia się tylko na Allie, na jej przyjaźniach, smutkach i radościach, znajomości z dziewczyną, której udziela korepetycji, ale też na tym co czuje Char.
Polecam!
"Ironia losu"- Katarzyna Misiołek
Autor: Katarzyna Misiołek
Tytuł: Ironia losu
Liczba stron: 416
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki
Oj, rozpisała się Kasia Misiołek! Ale to akurat dobrze, do czytelników często trafia dobra i warta przeczytania książka.
Pisałam wcześniej, że "Ostatni dzień roku" tak tylko odrobinę mnie zainteresował, "Dziewczyna, która przepadła" niemal doprowadziła do płaczu. A "Ironia losu"?
Dla "Ironii losu" byłam skłonna zarwać noc. Książka, którą napisała Kasia porusza bardzo ważny temat.
Mowa tu o uczuciach, zdradzie. W wielu powieściach jest obecna zdrada, jednak głównie mówi się o tym, jak mężczyźni zdradzają kobiety, jak one sobie z tym radzą. Bardzo rzadko (choć nie nigdy) stroną niewierną jest kobieta. Tak, tak...
Marzena ma wszystko, między innymi kochającego męża i poukładane życie. Ma też jeszcze coś, a właściwie kogoś. Kochanka. Swój wolny czas dzieli pomiędzy dwóch mężczyzn. Wierzy, że mąż nigdy się nigdy nie dowie o jej podwójnym życiu. Czy tak się uda?
Kasia Misiołek po raz kolejny napisała książkę poruszającą w ludziach czułą strunę. Temat zdrady tak naprawdę poruszany jest, jak już wyżej pisałam- w perspektywie- mężczyzna zdradza kobietę. Rzadko mówi się, że mężczyzna może być raniony przez to, że to właśnie partnerka kłamie i zdradza, ma kochanka. Głównego bohatera trzeba "lubić", prawda? A tu jest trudno, przecież ten ktoś postępuje moralnie nagannie. Większość czytelników pewnie nie popiera tego, co robi Marzena.
Mimo to- polecam. Okładka naprawdę przyciąga wzrok. Tymczasem czeka na mnie kolejna powieść autorki- "Julia zaczyna od nowa". Liczę, że już niedługo znajdziecie jej recenzję na blogu.
Tytuł: Ironia losu
Liczba stron: 416
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki
Oj, rozpisała się Kasia Misiołek! Ale to akurat dobrze, do czytelników często trafia dobra i warta przeczytania książka.
Pisałam wcześniej, że "Ostatni dzień roku" tak tylko odrobinę mnie zainteresował, "Dziewczyna, która przepadła" niemal doprowadziła do płaczu. A "Ironia losu"?
Dla "Ironii losu" byłam skłonna zarwać noc. Książka, którą napisała Kasia porusza bardzo ważny temat.
Mowa tu o uczuciach, zdradzie. W wielu powieściach jest obecna zdrada, jednak głównie mówi się o tym, jak mężczyźni zdradzają kobiety, jak one sobie z tym radzą. Bardzo rzadko (choć nie nigdy) stroną niewierną jest kobieta. Tak, tak...
Marzena ma wszystko, między innymi kochającego męża i poukładane życie. Ma też jeszcze coś, a właściwie kogoś. Kochanka. Swój wolny czas dzieli pomiędzy dwóch mężczyzn. Wierzy, że mąż nigdy się nigdy nie dowie o jej podwójnym życiu. Czy tak się uda?
Kasia Misiołek po raz kolejny napisała książkę poruszającą w ludziach czułą strunę. Temat zdrady tak naprawdę poruszany jest, jak już wyżej pisałam- w perspektywie- mężczyzna zdradza kobietę. Rzadko mówi się, że mężczyzna może być raniony przez to, że to właśnie partnerka kłamie i zdradza, ma kochanka. Głównego bohatera trzeba "lubić", prawda? A tu jest trudno, przecież ten ktoś postępuje moralnie nagannie. Większość czytelników pewnie nie popiera tego, co robi Marzena.
Mimo to- polecam. Okładka naprawdę przyciąga wzrok. Tymczasem czeka na mnie kolejna powieść autorki- "Julia zaczyna od nowa". Liczę, że już niedługo znajdziecie jej recenzję na blogu.
"Ta, którą znam"- Małgorzata Warda
Autor: Małgorzata Warda
Tytuł: Ta, którą znam
Liczba stron: 368
Data wydania: 13 września 2016 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Kilka już razy sięgałam po książki Małgorzaty Wardy. Za każdym razem coś mnie do nich ciągnęło, mimo, że nie jest to typ literatury, którym jestem zafascynowana. I tak naprawdę po raz pierwszy się nie zawiodłam, nie miałam myśli by przestać czytać gdzieś w połowie. Przeciwnie, zagadka, tajemnica opisana w książce mocno mnie zaciekawiła.
Bohaterką jest Ada, modelka na stałe mieszkająca poza granicami naszego kraju. Do Polski sprowadza ją tragiczne wydarzenie. W wypadku ginie jej siostra, a córka, z którą ta jechała- zostaje ranna. Rany są nie tylko fizyczne- śmierć matki, samotność wpłynęły na psychikę dziewczynki. W miarę czytania dowiadujemy się o tym, co działo się wcześniej w rodzinie. Im dalej- więcej tajemnic wychodziło na jaw. Dowiemy się na przykład dlaczego Ada wyjechała oraz o jej relacjach z byłym szwagrem.
Czy jesteście zainteresowani? Mam nadzieję, że szczegóły, które Wam zdradziłam sprawią, że zechcecie sięgnąć po "Tę, którą znam" i przeniknąć do świata Ady, jej wspomnień i wydarzeń aktualnych.
Tytuł: Ta, którą znam
Liczba stron: 368
Data wydania: 13 września 2016 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Kilka już razy sięgałam po książki Małgorzaty Wardy. Za każdym razem coś mnie do nich ciągnęło, mimo, że nie jest to typ literatury, którym jestem zafascynowana. I tak naprawdę po raz pierwszy się nie zawiodłam, nie miałam myśli by przestać czytać gdzieś w połowie. Przeciwnie, zagadka, tajemnica opisana w książce mocno mnie zaciekawiła.
Bohaterką jest Ada, modelka na stałe mieszkająca poza granicami naszego kraju. Do Polski sprowadza ją tragiczne wydarzenie. W wypadku ginie jej siostra, a córka, z którą ta jechała- zostaje ranna. Rany są nie tylko fizyczne- śmierć matki, samotność wpłynęły na psychikę dziewczynki. W miarę czytania dowiadujemy się o tym, co działo się wcześniej w rodzinie. Im dalej- więcej tajemnic wychodziło na jaw. Dowiemy się na przykład dlaczego Ada wyjechała oraz o jej relacjach z byłym szwagrem.
Czy jesteście zainteresowani? Mam nadzieję, że szczegóły, które Wam zdradziłam sprawią, że zechcecie sięgnąć po "Tę, którą znam" i przeniknąć do świata Ady, jej wspomnień i wydarzeń aktualnych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








