Autor: Agnieszka Lingas- Łoniewska
Tytuł: Wszystko wina kota!
Liczba stron: 400
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Novae Res
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)
Agnieszka Lingas- Łoniewska to pisarka o której słyszałam wiele. Ba! Spotkałam nawet osobiście. Wiem też, że książki jej autorstwa są popularne w mojej ulubionej bibliotece.
Dlatego to, co teraz piszę może się wydać odrobinę dziwne. Otóż dopiero dzięki "Wszystko wina kota!" zaczynam poznawać twórczość pani Agnieszki. Tak, to moja pierwsza książka. Dziś już wiem, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie. Plany są takie: czytam na bieżąco, śledzę premiery oraz nadrabiam zaległości. Czy mi się to uda? Mam nadzieję, że tak, chcę w to wierzyć.
"Wszystko wina kota!" to powieść interesująca. Odrobinę przewidywalna- dla mnie, dla osoby, któraa wiele książek ma za sobą. Na szczęście jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza.
Bohaterką jest Lidia, pisarka. Jako Róża Mak pisze bestsellery (20 powieści to bardzo dobry wynik). Powodzenie w pracy nie przekłada się na szczęście w miłości. Jesteśmy jednak świadkami rodzącego się uczucia.
Bardzo podobała mi się fabuła. Jak już wiecie- książka jest o pisarce, a więc w postaci Róży Mak możemy odnaleźć niektóre cechy Agnieszki Lingas- Łoniewskiej (o czym sama wspomina). "Dostaje się" też nieco blogerskiemu światkowi.
Czy historie miłosne mogą być ciekawe gdy tak naprawdę czyta się ich setki? Może Was zdziwię, ale tak. Każda mimo podobieństw jest inna. Czy to Lidka, Aneta czy Tatiana- one nie są do końca przygotowane na to co niesie im los.
Z wielu powieści, których autorką jest Agnieszka Lingas- Łoniewska wybrałam akurat tę. To chyba przeznaczenie, dzięki temu wiem, że sięgnę po inne jej książki, nadrobię zaległości.
Może się to wydać dziwne, ale dawno nie widziałam powieści wydrukowanej na białym papierze.
Zadajecie sobie pytanie- skąd w tytule kot. Nie zdradzę! Zapraszam do lektury.
czwartek, 13 lipca 2017
"Wszystko wina kota!"- Agnieszka Lingas- Łoniewska
czwartek, 6 lipca 2017
"Czereśnie zawsze muszą być dwie"- Magdalena Witkiewicz
Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Czereśnie zawsze muszą być dwie
Liczba stron: 450
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)
Nowość! Zapraszam na recenzję!
Często podrzucam książki mojej mamie, zdarza się nawet, że jeszcze zanim ja zdecyduję się na ich lekturę. Gust czytelniczy mamy jest odrobinę inny od mojego (na przykład rzadko ona czyta zagranicznych autorów, nawet tych najlepszych) dlatego jeśli jakaś powieść jej się spodoba to wiem, że naprawdę warto po nią sięgnąć.
Tak było w przypadku "Czereśnie zawsze muszą być dwie". Wprawdzie do przeczytania tego, co zostało napisane przez tę autorkę nie trzeba mnie namawiać, ale wiecie- lepiej smakuje potrawa zachwalana, prawda? Zwłaszcza, że ostatnimi czasy nie udało mi się zbytnio zauroczyć jej powieściami. "Tylko" mi się podobały...
Na szczęście "Czereśnie..." sprawiły, że wszystko się zmieniło, właściwie wróciło na poprzedni tor a ja bliska byłam zarwania nocy!
Zacznę od okładki. Początkowo nie mogłam się do niej przekonać (w momencie gdy została pokazana na grupie fanów Magdy), ale gdy otrzymałam książkę, egzemplarz papierowy, namacalny- zmieniłam zdanie. Jest urocza i wydaje się pasować do treści. Zgrzyta mi tylko część z tytułem.
To powieść, która dotyczy dwóch płaszczyzn czasowych: akcja dzieje się współcześnie, ale poznajemy też wydarzenia, które miały miejsce wcześniej, w latach 30-tych XX wieku. Współczesność to Zosia, Marek i Szymon, przeszłość zaś, jak się okaże- ma duży związek z tym, co dzieje się teraz. Czasami przeczytanie opisu na tylnej stronie okładki to zły wybór- może sprawić, że zniechęcimy się do lektury. A to duży błąd!
Wydaje się, że to kolejna mdła i pełna słodyczy zwykł i przewidywalna opowiastka o miłości. Owszem, trochę słodyczy jest, ale interesująca historia wszystko rekompensuje.
Naprawdę musiałam ćwiczyć przy niej silną wolę- trudno było się od niej oderwać. Spać jednak trzeba- niewyspanie nie jest miłe- nie można wtedy długo czytać bo oczy się same zamykają.
"Czereśnie..." polecam- idealna lektura na wakacje.
Tytuł: Czereśnie zawsze muszą być dwie
Liczba stron: 450
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)
Nowość! Zapraszam na recenzję!
Często podrzucam książki mojej mamie, zdarza się nawet, że jeszcze zanim ja zdecyduję się na ich lekturę. Gust czytelniczy mamy jest odrobinę inny od mojego (na przykład rzadko ona czyta zagranicznych autorów, nawet tych najlepszych) dlatego jeśli jakaś powieść jej się spodoba to wiem, że naprawdę warto po nią sięgnąć.
Tak było w przypadku "Czereśnie zawsze muszą być dwie". Wprawdzie do przeczytania tego, co zostało napisane przez tę autorkę nie trzeba mnie namawiać, ale wiecie- lepiej smakuje potrawa zachwalana, prawda? Zwłaszcza, że ostatnimi czasy nie udało mi się zbytnio zauroczyć jej powieściami. "Tylko" mi się podobały...
Na szczęście "Czereśnie..." sprawiły, że wszystko się zmieniło, właściwie wróciło na poprzedni tor a ja bliska byłam zarwania nocy!
Zacznę od okładki. Początkowo nie mogłam się do niej przekonać (w momencie gdy została pokazana na grupie fanów Magdy), ale gdy otrzymałam książkę, egzemplarz papierowy, namacalny- zmieniłam zdanie. Jest urocza i wydaje się pasować do treści. Zgrzyta mi tylko część z tytułem.
To powieść, która dotyczy dwóch płaszczyzn czasowych: akcja dzieje się współcześnie, ale poznajemy też wydarzenia, które miały miejsce wcześniej, w latach 30-tych XX wieku. Współczesność to Zosia, Marek i Szymon, przeszłość zaś, jak się okaże- ma duży związek z tym, co dzieje się teraz. Czasami przeczytanie opisu na tylnej stronie okładki to zły wybór- może sprawić, że zniechęcimy się do lektury. A to duży błąd!
Wydaje się, że to kolejna mdła i pełna słodyczy zwykł i przewidywalna opowiastka o miłości. Owszem, trochę słodyczy jest, ale interesująca historia wszystko rekompensuje.
Naprawdę musiałam ćwiczyć przy niej silną wolę- trudno było się od niej oderwać. Spać jednak trzeba- niewyspanie nie jest miłe- nie można wtedy długo czytać bo oczy się same zamykają.
"Czereśnie..." polecam- idealna lektura na wakacje.
"Tatarka"- Renata Kosin
Autor: Renata Kosin
Tytuł: Tatarka
Liczba stron: 488
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)
Niektóre recenzje bywają trudne do napisania. Trzeba się zastanowić czy jest dla nas ważna szczerość w stosunku do czytelników czy dobre relacje z autorami, obawa by ich nie urazić. Jako, że w blogosferze istnieję już od niemal siedmiu lat- wiele rzeczy już widziałam.
Dlaczego o tym piszę? Bo ja naprawdę miałam problem! Renatę Kosin- szalenie sympatyczną pisarkę miałam okazję spotkać kilka razy. Zawsze były to rozmowy miłe, wspólnych tematów nie brakowało.
Również "Sekret zegarmistrza", pierwsza w mojej czytelniczej karierze powieść tej autorki bardzo mi się podobała.
Więc co tym razem poszło nie tak? Nie wiem, zupełnie nie wiem. Faktem jest, że nie mogłam się mimo, że to nowość w niej "zatopić", nie zainteresowała mnie na tyle bym zapomniała o całym świecie.
Czy imiona Lena i Ksenia coś Wam mówią? Nowym czytelnikom zapewne nie, starsi, ci co za sobą mają już "Sekret zegarmistrza" z pewnością przypomną sobie, że to bohaterki, które już poznałyśmy wcześniej. Nie należy się obawiać jeśli się nie czytało jeszcze tej "pierwszej" powieści. Obie mgą funkcjonować jako odrębne książki.
"Tatarka" to niezwykle klimatyczna powieść. Ksenia ulega urokowi pewnego Tatara, jednak nie będzie to ckliwa historia miłosna, raczej saga rodzinna. Łączy losy dwóch rodzin.
Nie wiem dlaczego, ale nie udało mi się "przepaść". Obawiam się, że powód mógł być prozaiczny- to nie był odpowiedni czas na nią... Kalendarzowo nie mogłam trafić lepiej (w książce mowa o nocy świętojańskiej).
Co mogę powiedzieć o okładce? Jest cudna, lekka- aż chce się patrzeć!
Na pewno sięgnę po inne pozycje pani Renaty z nadzieją na kolejne udane spotkania.
Tytuł: Tatarka
Liczba stron: 488
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)
Niektóre recenzje bywają trudne do napisania. Trzeba się zastanowić czy jest dla nas ważna szczerość w stosunku do czytelników czy dobre relacje z autorami, obawa by ich nie urazić. Jako, że w blogosferze istnieję już od niemal siedmiu lat- wiele rzeczy już widziałam.
Dlaczego o tym piszę? Bo ja naprawdę miałam problem! Renatę Kosin- szalenie sympatyczną pisarkę miałam okazję spotkać kilka razy. Zawsze były to rozmowy miłe, wspólnych tematów nie brakowało.
Również "Sekret zegarmistrza", pierwsza w mojej czytelniczej karierze powieść tej autorki bardzo mi się podobała.
Więc co tym razem poszło nie tak? Nie wiem, zupełnie nie wiem. Faktem jest, że nie mogłam się mimo, że to nowość w niej "zatopić", nie zainteresowała mnie na tyle bym zapomniała o całym świecie.
Czy imiona Lena i Ksenia coś Wam mówią? Nowym czytelnikom zapewne nie, starsi, ci co za sobą mają już "Sekret zegarmistrza" z pewnością przypomną sobie, że to bohaterki, które już poznałyśmy wcześniej. Nie należy się obawiać jeśli się nie czytało jeszcze tej "pierwszej" powieści. Obie mgą funkcjonować jako odrębne książki.
"Tatarka" to niezwykle klimatyczna powieść. Ksenia ulega urokowi pewnego Tatara, jednak nie będzie to ckliwa historia miłosna, raczej saga rodzinna. Łączy losy dwóch rodzin.
Nie wiem dlaczego, ale nie udało mi się "przepaść". Obawiam się, że powód mógł być prozaiczny- to nie był odpowiedni czas na nią... Kalendarzowo nie mogłam trafić lepiej (w książce mowa o nocy świętojańskiej).
Co mogę powiedzieć o okładce? Jest cudna, lekka- aż chce się patrzeć!
Na pewno sięgnę po inne pozycje pani Renaty z nadzieją na kolejne udane spotkania.
"Zaufaj mi, Karolino"- Alina Białowąs
Autor: Alina Białowąs
Tytuł: Zaufaj mi, Karolino
Liczba stron: 288
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Replika
Źródło: egzemplarz recenzencki
Pierwsza książka Aliny Białowąs mocno zapadła mi w pamięć. Nie mogłam doczekać się momenty gdy na rynku wydawniczym pojawi się kontynuacja. Byłam pewna, że po raz kolejny powieść tej autorki okaże się wciągająca, że aż trudna do odłożenia. Czy rzeczywiście tak było? Zapraszam do przeczytania recenzji.
Pierwsza rzecz, o której wspomnę dotyczy osób, które nie miały jeszcze okazji przeczytać "Obudź się, Karolino". Otóż, jak zawsze zapraszam do czytania wszystkich, tak wyżej wymienioną grupę muszę odwieść od tego. Recenzja będzie zdradzać szczegóły, o których niekoniecznie chcecie wiedzieć.
Karolina, którą niektórzy zdążyli już poznać próbuje dojść do siebie po ostatnich wydarzeniach i po rozwodzie. Jej postępowanie powinno być wzorem dla wielu. O czym mówię? Nasza bohaterka w dniu ślubu została pobita. Dzięki wsparciu bliskich i hartowi ducha znalazła w sobie siłę by nie tkwić w związku bez przyszłości i nie dać sobą pomiatać. Rozwód- choć to trudne przeżycie- to lepsza opcja niż tkwienie w związku z obawy lub tylko dla dzieci.
Mimo ciekawej pierwszej części, interesującego wątku- "Zaufaj mi, Karolino" mocno mnie rozczarowało. Przez większą część powieści była mowa o jej zauroczeniu, ale niewiele sięe działo. Pojawiały się dziwne pretensje do obiektu westchnień i.. do rodziców.
Ze zwykłej ciekawości poczekam na trzeci tom przygód Karoliny. Czy będzie tak dobrze, jak poprzednim razem? A może podobnie jak teraz?
Tytuł: Zaufaj mi, Karolino
Liczba stron: 288
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Replika
Źródło: egzemplarz recenzencki
Pierwsza książka Aliny Białowąs mocno zapadła mi w pamięć. Nie mogłam doczekać się momenty gdy na rynku wydawniczym pojawi się kontynuacja. Byłam pewna, że po raz kolejny powieść tej autorki okaże się wciągająca, że aż trudna do odłożenia. Czy rzeczywiście tak było? Zapraszam do przeczytania recenzji.
Pierwsza rzecz, o której wspomnę dotyczy osób, które nie miały jeszcze okazji przeczytać "Obudź się, Karolino". Otóż, jak zawsze zapraszam do czytania wszystkich, tak wyżej wymienioną grupę muszę odwieść od tego. Recenzja będzie zdradzać szczegóły, o których niekoniecznie chcecie wiedzieć.
Karolina, którą niektórzy zdążyli już poznać próbuje dojść do siebie po ostatnich wydarzeniach i po rozwodzie. Jej postępowanie powinno być wzorem dla wielu. O czym mówię? Nasza bohaterka w dniu ślubu została pobita. Dzięki wsparciu bliskich i hartowi ducha znalazła w sobie siłę by nie tkwić w związku bez przyszłości i nie dać sobą pomiatać. Rozwód- choć to trudne przeżycie- to lepsza opcja niż tkwienie w związku z obawy lub tylko dla dzieci.
Mimo ciekawej pierwszej części, interesującego wątku- "Zaufaj mi, Karolino" mocno mnie rozczarowało. Przez większą część powieści była mowa o jej zauroczeniu, ale niewiele sięe działo. Pojawiały się dziwne pretensje do obiektu westchnień i.. do rodziców.
Ze zwykłej ciekawości poczekam na trzeci tom przygód Karoliny. Czy będzie tak dobrze, jak poprzednim razem? A może podobnie jak teraz?
"Wojna i więzienie"- Wasilij Aksionow [t.2]
Autor:Wasilij Aksionow
Tytuł: Wojna i więzienie [t.2]
Liczba stron: 520
Data wydania: 2 czerwca 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Zupełnie nie wiem dlaczego, ale ostatnimi czasy często trafiam na pozycje związane z drugą wojną światową. Najpierw był "Speer. Architekt śmierci", teraz "Wojna i więzienie", a w kolejce do recenzji- "Kobiety z Ravensbruck". Lubię taką literaturą, choć może nie jest tu odpowiednie słowo "lubię". O! Cenię sobie, że dzięki nim mogę dowiedzieć się czegoś o przeszłości. Złota zaasada: we wszystkim trzeba mieć umiar. Przesycenie w niczym nie jest dobre.
Niekoniecznie zainteresowała mnie ta pozycja, ale źle nie było. Świadczy o tym chociażby fakt, że nie odłożyłam książki w połowie czytania (a wbrew pozorom- czasem zdarza mi się to zrobić).
Po książkę sięgnęłam zupełnie przypadkowo i dziś już wiem, że to był błąd. Nie z powodu nudy czy czegoś innego, a po prostu... nie doczytałam, ze to tom drugi! Nie czytałam od początku- nie jestem zorientowana w akcji poprzedniej powieści.
Czy żałuję decyzji? Nie. "Wojna i więzienie" to książka o napaści Niemiec na Rosję, skutkiem czego Stalin ogłasza mobilizację wojsk, zwalnia z więzień aresztowanych dowódców.
Autor to ceniony prozaik, dramaturg, scenarzysta.
Tytuł: Wojna i więzienie [t.2]
Liczba stron: 520
Data wydania: 2 czerwca 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Zupełnie nie wiem dlaczego, ale ostatnimi czasy często trafiam na pozycje związane z drugą wojną światową. Najpierw był "Speer. Architekt śmierci", teraz "Wojna i więzienie", a w kolejce do recenzji- "Kobiety z Ravensbruck". Lubię taką literaturą, choć może nie jest tu odpowiednie słowo "lubię". O! Cenię sobie, że dzięki nim mogę dowiedzieć się czegoś o przeszłości. Złota zaasada: we wszystkim trzeba mieć umiar. Przesycenie w niczym nie jest dobre.
Niekoniecznie zainteresowała mnie ta pozycja, ale źle nie było. Świadczy o tym chociażby fakt, że nie odłożyłam książki w połowie czytania (a wbrew pozorom- czasem zdarza mi się to zrobić).
Po książkę sięgnęłam zupełnie przypadkowo i dziś już wiem, że to był błąd. Nie z powodu nudy czy czegoś innego, a po prostu... nie doczytałam, ze to tom drugi! Nie czytałam od początku- nie jestem zorientowana w akcji poprzedniej powieści.
Czy żałuję decyzji? Nie. "Wojna i więzienie" to książka o napaści Niemiec na Rosję, skutkiem czego Stalin ogłasza mobilizację wojsk, zwalnia z więzień aresztowanych dowódców.
Autor to ceniony prozaik, dramaturg, scenarzysta.
"Bliżej nieba, bliżej ludzi"- Iwona, Beata i Krzysztof Demscy
Autor: Iwona, Beata i Krzysztof Demscy
Tytuł: Blisko ziemi, blisko nieba
Liczba stron: 240
Data wydania: 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zwierciadło
Źródło: egzemplarz recenzencki
Oj, długo naczekała się ta książka na to bym wreszcie ją zrecenzowała. Tak naprawdę to ogarnia mnie wstyd, jak o tym pomyślę.
To bardzo niepozorna książeczka. Mała, cienka, ale bardzo ładnie wydana. Z jej kart wylewa się morze szacunku, jaki do księdza Twardowskiego czują jego przyjaciele.
Dawno temu miałam okazję przeczytać tomiki wierszy przez niego napisanych. Później- jego biografię. Teraz recenzowana książka jest idealnym ukoronowaniem, podsumowaniem. Od czasu mojego pierwszego "spotkania" z księdzem Janem sięgam po różne opracowania.
I choć jego nie ma z nami już od dekady to nadal jest w sercach wielu osób. To z ich wspomnień powstała dziś opisywana przeze mnie pozycja.
To dlatego jest taka niesamowita, wyjątkowa- bo znajdziemy wdzięczność i szacunek dla tego zwykłego- niezwykłego księdza. Dla wielu był prawdziwym ojcem, drogowskazem w życiu. Przy lekturze można poczuć wzruszenie czy ściśnięte serce.
To bardzo mała książeczka, cienka, ale jej wnętrze jest jak najbardziej warte uwagi.
Czy jest minus? Tak, cena! Za to fotografie w niej zamieszczone: piękne i wzruszające.
Polecam!
Tytuł: Blisko ziemi, blisko nieba
Liczba stron: 240
Data wydania: 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zwierciadło
Źródło: egzemplarz recenzencki
Oj, długo naczekała się ta książka na to bym wreszcie ją zrecenzowała. Tak naprawdę to ogarnia mnie wstyd, jak o tym pomyślę.
To bardzo niepozorna książeczka. Mała, cienka, ale bardzo ładnie wydana. Z jej kart wylewa się morze szacunku, jaki do księdza Twardowskiego czują jego przyjaciele.
Dawno temu miałam okazję przeczytać tomiki wierszy przez niego napisanych. Później- jego biografię. Teraz recenzowana książka jest idealnym ukoronowaniem, podsumowaniem. Od czasu mojego pierwszego "spotkania" z księdzem Janem sięgam po różne opracowania.
I choć jego nie ma z nami już od dekady to nadal jest w sercach wielu osób. To z ich wspomnień powstała dziś opisywana przeze mnie pozycja.
To dlatego jest taka niesamowita, wyjątkowa- bo znajdziemy wdzięczność i szacunek dla tego zwykłego- niezwykłego księdza. Dla wielu był prawdziwym ojcem, drogowskazem w życiu. Przy lekturze można poczuć wzruszenie czy ściśnięte serce.
To bardzo mała książeczka, cienka, ale jej wnętrze jest jak najbardziej warte uwagi.
Czy jest minus? Tak, cena! Za to fotografie w niej zamieszczone: piękne i wzruszające.
Polecam!
"Sława"- Karolina Korwin- Piotrowska
Autor: Karolina Korwin- Piotrowska
Tytuł: Sława
Liczba stron: 560
Data wydania: 23 maja 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
W kolejce do przeczytania czeka u mnie kilka książek Karoliny Korwin- Piotrowskiej. Wstyd się przyznać, ale "Sława" to moje pierwsze spotkanie z tą autorką.
Karolinę Korwin- Piotrowską dużo osób kojarzy z programów telewizyjnych takich jak "Magiel towarzyski" czy "Top model" (pierwsze kilka edycji była tam jurorką)..
Autorka do napisania książki przygotowała się, o ile można powiedzieć- profesjonalnie. Pierwsze rozdziały dotyczą historii fotografii. To ciekawe doświadczenie- zawsze można się czegoś dowiedzieć.
Jej obserwacje są zaskakująco celne, a listy związane z celebrytami czasem pokrywają się i z moimi przemyśleniami. O showbiznesie wie wiele, przecież przez lata była prowadzącą wyżej wspomnianego "Magla towarzyskiego", sama też, co tu ukrywać, należy do tego świadka. Tylko od nas zależy ile z naszego życia przedostanie się do mediów i co będą pisać.
Myślę, że książka jest warta przeczytania, jednak należy traktować ją z lekkim przymrużeniem oka oraz pamiętać, że są to subiektywne opinie autorki. To dobra odskocznia od "trudnej" tematycznie literatury. Czasem nawet na twarzy pojawi się uśmiech.
Tytuł: Sława
Liczba stron: 560
Data wydania: 23 maja 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
W kolejce do przeczytania czeka u mnie kilka książek Karoliny Korwin- Piotrowskiej. Wstyd się przyznać, ale "Sława" to moje pierwsze spotkanie z tą autorką.
Karolinę Korwin- Piotrowską dużo osób kojarzy z programów telewizyjnych takich jak "Magiel towarzyski" czy "Top model" (pierwsze kilka edycji była tam jurorką)..
Autorka do napisania książki przygotowała się, o ile można powiedzieć- profesjonalnie. Pierwsze rozdziały dotyczą historii fotografii. To ciekawe doświadczenie- zawsze można się czegoś dowiedzieć.
Jej obserwacje są zaskakująco celne, a listy związane z celebrytami czasem pokrywają się i z moimi przemyśleniami. O showbiznesie wie wiele, przecież przez lata była prowadzącą wyżej wspomnianego "Magla towarzyskiego", sama też, co tu ukrywać, należy do tego świadka. Tylko od nas zależy ile z naszego życia przedostanie się do mediów i co będą pisać.
Myślę, że książka jest warta przeczytania, jednak należy traktować ją z lekkim przymrużeniem oka oraz pamiętać, że są to subiektywne opinie autorki. To dobra odskocznia od "trudnej" tematycznie literatury. Czasem nawet na twarzy pojawi się uśmiech.
"Speer. Architekt śmierci"- Martin Kitchen
Autor: Martin Kitchen
Tytuł: Speer. Architekt śmierci
Liczba stron: 760
Data wydania: 30 maja 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Trudna to książka. Obszerna, licząca niemal osiemset stron, naszpikowana ogromną ilością szczegółów. Kogoś, kto nie jest przygotowany do jej lektury, nie będę oszukiwać, może znudzić.
Na początku wspomnę o tym, że została rzetelnie opracowana. Książkę podzielono na rozdziały, na końcu każdego znajdują się przypisy.
Myślę, że recenzowana dziś przeze mnie pozycja powinna spodobać się pasjonatom historii najnowszej, osobom, które lubią tematykę II wojny światowej.
Albert Speer to znany architekt III Rzeszy. Mówi się, że jest to przerażająca postać. To, że znajdował się blisko Adolfa Hitlera na pewno dużo znaczy.
Był ministrem uzbrojenia i amunicji, głównym budowniczym stolicy Rzeszy.
Podsumowując- to opowieść porażająca, jednak cieszę się, że dane było mi poznać ten krótki wycinek historii.
Tytuł: Speer. Architekt śmierci
Liczba stron: 760
Data wydania: 30 maja 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Trudna to książka. Obszerna, licząca niemal osiemset stron, naszpikowana ogromną ilością szczegółów. Kogoś, kto nie jest przygotowany do jej lektury, nie będę oszukiwać, może znudzić.
Na początku wspomnę o tym, że została rzetelnie opracowana. Książkę podzielono na rozdziały, na końcu każdego znajdują się przypisy.
Myślę, że recenzowana dziś przeze mnie pozycja powinna spodobać się pasjonatom historii najnowszej, osobom, które lubią tematykę II wojny światowej.
Albert Speer to znany architekt III Rzeszy. Mówi się, że jest to przerażająca postać. To, że znajdował się blisko Adolfa Hitlera na pewno dużo znaczy.
Był ministrem uzbrojenia i amunicji, głównym budowniczym stolicy Rzeszy.
Podsumowując- to opowieść porażająca, jednak cieszę się, że dane było mi poznać ten krótki wycinek historii.
"Kroniki Jaaru. Księga luster"- Adam Faber
Autor: Adam Faber
Tytuł: Kroniki Jaaru. Księga luster
Liczba stron: 456
Data wydania: 14 czerwca 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki
Mieszane uczucie miałam co do tej książki. Bohaterkę nazywa się Harrym Potterem w spódnicy. Nie wierzyłam w te entuzjastyczne sugestie bo dla mnie nic nie jest w stanie dorównać książkom o czarodzieju z Hogwartu. Mają jedyny i niepowtarzalny klimat, mam z nimi piękne wspomnienia.
Różne bywają powody, które decydują o moim zainteresowaniu książką. "Kroniki Jaaru" postanowiłam przeczytać właśnie dzięki zapewnieniom, o której wspominałam powyżej. Spodobała misię również okładka.
To powieść dla młodzieży, ale z powodzeniem mogą ją czytać dorośli. To książka interesująca, wciągająca, a przecież ja pozycji tego typu... nie lubię! Nie przepadam za fantastyką, a mimo to postanowiłam się z książką zmierzyć. Na złe mi to nie wyszło- wiem, że warto poznawać różne gatunki literackie. Zawsze, w każdej chwili można ją odłożyć.
Gdybym miała ściśle określić grupę wiekową, dla której jest ta pozycja- bez wahania odpowiedziałabym, że dla młodzieży.
O czym możemy przeczytać? Na przykład o magicznym świecie (o ile zrozumiałam), o ferach i innych stworzeniach w nim żyjących, a także o czarownicach. Kate jest, jak to często bywa, zwykłą nastolatką. Za sprawą pewnej księgi przenosi się do magicznego świata i poznaje swoje moce. Co się wydarzy?
Sięgając po "Kroniki Jaaru..."nie sądziłam że z zaciekawieniem przeczytam książkę z gatunku SF oraz, że ją zarekomenduję jako dobry prezent dla nastolatka.
Tytuł: Kroniki Jaaru. Księga luster
Liczba stron: 456
Data wydania: 14 czerwca 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki
Mieszane uczucie miałam co do tej książki. Bohaterkę nazywa się Harrym Potterem w spódnicy. Nie wierzyłam w te entuzjastyczne sugestie bo dla mnie nic nie jest w stanie dorównać książkom o czarodzieju z Hogwartu. Mają jedyny i niepowtarzalny klimat, mam z nimi piękne wspomnienia.
Różne bywają powody, które decydują o moim zainteresowaniu książką. "Kroniki Jaaru" postanowiłam przeczytać właśnie dzięki zapewnieniom, o której wspominałam powyżej. Spodobała misię również okładka.
To powieść dla młodzieży, ale z powodzeniem mogą ją czytać dorośli. To książka interesująca, wciągająca, a przecież ja pozycji tego typu... nie lubię! Nie przepadam za fantastyką, a mimo to postanowiłam się z książką zmierzyć. Na złe mi to nie wyszło- wiem, że warto poznawać różne gatunki literackie. Zawsze, w każdej chwili można ją odłożyć.
Gdybym miała ściśle określić grupę wiekową, dla której jest ta pozycja- bez wahania odpowiedziałabym, że dla młodzieży.
O czym możemy przeczytać? Na przykład o magicznym świecie (o ile zrozumiałam), o ferach i innych stworzeniach w nim żyjących, a także o czarownicach. Kate jest, jak to często bywa, zwykłą nastolatką. Za sprawą pewnej księgi przenosi się do magicznego świata i poznaje swoje moce. Co się wydarzy?
Sięgając po "Kroniki Jaaru..."nie sądziłam że z zaciekawieniem przeczytam książkę z gatunku SF oraz, że ją zarekomenduję jako dobry prezent dla nastolatka.
środa, 5 lipca 2017
"Zanim zapomnę"- Iwona Wilmowska
Autor: Iwona Wilmowska
Tytuł: Zanim zapomnę
Liczba stron: 368
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Replika
Źródło: egzemplarz recenzencki
Do "Zanim zapomnę" miałam dwa podejścia. Nie dlatego, że mi się nie podobało, bo było wręcz przeciwnie- od samego początku nie mogłam się oderwać. Więc dlaczego?
Po prostu ostatnimi czasy błądzę jak we mgle. Mam tyle ciekawych nowości, że trudno mi się zdecydować na jeden tytuł. Czasem mam ograniczony czas na recenzję. To właśnie powód, dla którego odłożyłam "Zanim zapomnę".
Odłożyłam, ale nie zapomniałam- czekałam z wielką niecierpliwością na moment kiedy będę mogła do niej powrócić.
Iwona Wilmowska zafundowała mi przyjemnie spędzony czas- już sam początek wbija w miejsce. Potem, nie będę kłamać, jest jeszcze bardziej ciekawie.
O czym możecie przeczytać? Wbrew pozorom - o zwykłym dniu (tak się tylko wydaje, ale o tym cicho sza!).. Lidię poznajemy w momencie gdy po powrocie z Anglii rozpoczyna nową pracę. Jak każdy- nie lubi się spóźniać, nie chce też wywierać złego wrażenia. Jednak pewien ranek gdy biegnie do pracy okazuje się fatalny w skutkach. Lidia ulega wypadkowi.
Drugą bohaterką jest Agata- współpracownica Lidii. Gdy dowiaduje się o tym, co się wydarzyło postanawia wyjaśnić sprawę, zwłaszcza, że jak się okaże- między nią, poszkodowanym a narzeczonym Agaty istniało dużo powiązań, o których nawet nie wiedzieli. Czy uda się im wyjaśnić, co wydarzyło się feralnego dnia?
Jak już wcześniej wspomniałam- to lektura godna polecenia. Najlepiej zarezerwować czas na jej czytanie bo jej odłożenie to trudna sztuka. Te wszystkie zbiegi okoliczności mają swój urok, książki nie cechuje przewidywalność. Wyjaśnienie zagadki pokazuje, że przyczyna wszystkiego okazała się dla mnie niezrozumiała, odrobinę przesadzona. Powtarzam- dla mnie, dla osób winnych nie było innego wyjścia. Żałuję, że nie miałam okazji recenzować pierwszej powieści Iwony Wilmowskiej. Obiecuję nadrobić braki. Kiedyś...
Tytuł: Zanim zapomnę
Liczba stron: 368
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Replika
Źródło: egzemplarz recenzencki
Do "Zanim zapomnę" miałam dwa podejścia. Nie dlatego, że mi się nie podobało, bo było wręcz przeciwnie- od samego początku nie mogłam się oderwać. Więc dlaczego?
Po prostu ostatnimi czasy błądzę jak we mgle. Mam tyle ciekawych nowości, że trudno mi się zdecydować na jeden tytuł. Czasem mam ograniczony czas na recenzję. To właśnie powód, dla którego odłożyłam "Zanim zapomnę".
Odłożyłam, ale nie zapomniałam- czekałam z wielką niecierpliwością na moment kiedy będę mogła do niej powrócić.
Iwona Wilmowska zafundowała mi przyjemnie spędzony czas- już sam początek wbija w miejsce. Potem, nie będę kłamać, jest jeszcze bardziej ciekawie.
O czym możecie przeczytać? Wbrew pozorom - o zwykłym dniu (tak się tylko wydaje, ale o tym cicho sza!).. Lidię poznajemy w momencie gdy po powrocie z Anglii rozpoczyna nową pracę. Jak każdy- nie lubi się spóźniać, nie chce też wywierać złego wrażenia. Jednak pewien ranek gdy biegnie do pracy okazuje się fatalny w skutkach. Lidia ulega wypadkowi.
Drugą bohaterką jest Agata- współpracownica Lidii. Gdy dowiaduje się o tym, co się wydarzyło postanawia wyjaśnić sprawę, zwłaszcza, że jak się okaże- między nią, poszkodowanym a narzeczonym Agaty istniało dużo powiązań, o których nawet nie wiedzieli. Czy uda się im wyjaśnić, co wydarzyło się feralnego dnia?
Jak już wcześniej wspomniałam- to lektura godna polecenia. Najlepiej zarezerwować czas na jej czytanie bo jej odłożenie to trudna sztuka. Te wszystkie zbiegi okoliczności mają swój urok, książki nie cechuje przewidywalność. Wyjaśnienie zagadki pokazuje, że przyczyna wszystkiego okazała się dla mnie niezrozumiała, odrobinę przesadzona. Powtarzam- dla mnie, dla osób winnych nie było innego wyjścia. Żałuję, że nie miałam okazji recenzować pierwszej powieści Iwony Wilmowskiej. Obiecuję nadrobić braki. Kiedyś...
Subskrybuj:
Posty (Atom)










