Autor: Patricia Pearson
Tytuł: Drzwi do nieba
Liczba stron: 336
Data wydania: 16 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki
Po tę książkę sięgnęłam z zaciekawieniem. Czasami lubię poczytać o sytuacjach paranormalnych. Taka lektura skłania do przemyśleń, zastanowienia się nad życiem, nad tym co czeka nas w przyszłości. Właściwie mogłabym powiedzieć, że nie polecam osobom, które zbyt serio traktują taki temat oraz nie wierzą w życie po śmierci. Po chwili jednak przyszło mi na myśl, że może być to dla nich interesujące doświadczenie, pocieszenie i dla niego i dla bliskich, że po śmierci COŚ istnieje oraz, że możemy okazać wsparcie osobom żyjącym na ziemi (lub zmarli nam).
Książka Patricii Pearson to ciekawa pozycja. Może się nie spodobać czytelnikom, którzy nie lubią literatury faktu, książek pisanych językiem naukowym. Autorka jednak postanowiła wyjść ku potencjalnym odbiorcom i w prostych słowach mówiła przekazywała nam wiedzę. Podała nam mnóstwo przykładów mówiących o zjawiskach, z którymi ludzki umysł ma problem z ogarnięciem.
Wiele osób pocieszą lub pomogą przeżyć trudne chwile, żałobę (a przynajmniej tak mi się wydaje) historie związane ze zjawiskami paranormalnymi. Niektóre z nich trudno zrozumieć, inne pokazują, że w taki sposób zostało ocalone czyjeś życie. Miło też wiedzieć, że czuwa nad nami, otacza opieką ktoś, kto nam dobrze życzy, kogo kochamy mimo, że już go nie ma.
Co do okładki- została idealnie do tematyki. Biel z niebieskim to spokojne kolory, które symbolizują miejsce, w którym mogą znajdować się bliscy czyli niebo. muz
środa, 30 marca 2016
wtorek, 29 marca 2016
"Rewizja"- Remigiusz Mróz [recenzja przedpremierowa]
Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Rewizja
Liczba stron: 624
Data wydania: 30 marca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki
Na okładce każdej książki Mroza powinno być ostrzeżenie: Czytasz na własną odpowiedzialność! Autor nie odpowiada za brak obiadu czy zarwanie nocy. Nie odpowiada za to, że nie możesz oderwać się od jego książki i zapominasz o całym świecie.
Od dłuższego czasu na Facebooku czytam wpisy pochwalne, same dobre słowa na temat powieści Remigiusza Mroza. Wywoływało to u mnie zupełnie odwrotne zachowanie: irytowało mnie to,że tyle mówi się na jego temat i to tylko same dobre rzeczy. Bo jak to tak, wszystkim się podoba? Niemożliwe.
Kolejna rzecz: nie lubię podążać za modą, to co popularne odpycha mnie. To wcale nie jest dobre bowiem może mnie ominąć wiele. No i nie warto się uprzedzać.
Skoro wyjaśniłam już wam, jak bardzo myliłam się w ocenie powieści Remigiusza to powiem kilka słów o "Rewizji". Przepadłam. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo będę czekać na kolejne tomy opowieści o wyrazistych prawnikach. Chyłka i Zordon mimo, że czasem zdarza im się postępować wbrew prawu to ludzie, którzy dla dobra pomyślnego wyniku rozprawy są skłonni zrobić wiele.
"Zaginięcie" skończyło się mocnym akcentem, w "Rewizji" mamy kontynuację wątku pracy Joanny. Tym razem wydarzy się coś, czego czytelnik absolutnie się nie spodziewał i co wydaje się niemożliwe. Chyłka i Zordon zajmują się tą samą sprawą, tyle że... kobieta jest obrońcą, zaś Konrad Oryński- stoi po drugiej stronie barykady.
Sprawa, nad którą oboje pracują z pozoru jest prosta. Otóż gra toczy się o polisę na życie. Na torowisku zostają znalezione zmasakrowane zwłoki dwóch osób: kobiety i młodej dziewczyny. Ojciec i mąż szaleje z rozpaczy. Nie jest dane przeżyć mu żałoby w taki sposób jak należy bowiem zostaje aresztowany pod
zarzutem zabójstwa. Wpływ na to miały na pewno uprzedzenia kulturowe (był to Rom) i dowód uznany za mocny (naskórek pod paznokciem). Czy jednak jest to prawda? Czy kobiety zostały zabite tylko po to by wypłacono polisę?
Książka jest nieprawdopodobnie wciągająca. Wprawdzie momentami denerwowałam się na Joannę Chyłkę, na to jej popijanie w każdej sytuacji ale to tylko wzmagało moją ciekawość, zastanawiałam się, czy uda się jej poradzić z problemami.
Już dziś wiem- kolejny tom znów zaskoczy! Ehh... Premiera "Rewizji za chwilę, a ja już myślę o kolejnym tomie mojego ulubionego thrillera prawniczego.
Tytuł: Rewizja
Liczba stron: 624
Data wydania: 30 marca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki
Na okładce każdej książki Mroza powinno być ostrzeżenie: Czytasz na własną odpowiedzialność! Autor nie odpowiada za brak obiadu czy zarwanie nocy. Nie odpowiada za to, że nie możesz oderwać się od jego książki i zapominasz o całym świecie.
Od dłuższego czasu na Facebooku czytam wpisy pochwalne, same dobre słowa na temat powieści Remigiusza Mroza. Wywoływało to u mnie zupełnie odwrotne zachowanie: irytowało mnie to,że tyle mówi się na jego temat i to tylko same dobre rzeczy. Bo jak to tak, wszystkim się podoba? Niemożliwe.
Kolejna rzecz: nie lubię podążać za modą, to co popularne odpycha mnie. To wcale nie jest dobre bowiem może mnie ominąć wiele. No i nie warto się uprzedzać.
Skoro wyjaśniłam już wam, jak bardzo myliłam się w ocenie powieści Remigiusza to powiem kilka słów o "Rewizji". Przepadłam. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo będę czekać na kolejne tomy opowieści o wyrazistych prawnikach. Chyłka i Zordon mimo, że czasem zdarza im się postępować wbrew prawu to ludzie, którzy dla dobra pomyślnego wyniku rozprawy są skłonni zrobić wiele.
"Zaginięcie" skończyło się mocnym akcentem, w "Rewizji" mamy kontynuację wątku pracy Joanny. Tym razem wydarzy się coś, czego czytelnik absolutnie się nie spodziewał i co wydaje się niemożliwe. Chyłka i Zordon zajmują się tą samą sprawą, tyle że... kobieta jest obrońcą, zaś Konrad Oryński- stoi po drugiej stronie barykady.
Sprawa, nad którą oboje pracują z pozoru jest prosta. Otóż gra toczy się o polisę na życie. Na torowisku zostają znalezione zmasakrowane zwłoki dwóch osób: kobiety i młodej dziewczyny. Ojciec i mąż szaleje z rozpaczy. Nie jest dane przeżyć mu żałoby w taki sposób jak należy bowiem zostaje aresztowany pod
zarzutem zabójstwa. Wpływ na to miały na pewno uprzedzenia kulturowe (był to Rom) i dowód uznany za mocny (naskórek pod paznokciem). Czy jednak jest to prawda? Czy kobiety zostały zabite tylko po to by wypłacono polisę?
Książka jest nieprawdopodobnie wciągająca. Wprawdzie momentami denerwowałam się na Joannę Chyłkę, na to jej popijanie w każdej sytuacji ale to tylko wzmagało moją ciekawość, zastanawiałam się, czy uda się jej poradzić z problemami.
Już dziś wiem- kolejny tom znów zaskoczy! Ehh... Premiera "Rewizji za chwilę, a ja już myślę o kolejnym tomie mojego ulubionego thrillera prawniczego.
poniedziałek, 28 marca 2016
"Nareszcie wolna"- Mahtob Mahmoody
Autor: Mahtob Mahmoody
Tytuł: Nareszcie wolna
Liczba stron: 352
Data wydania: 14 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak Literanova
Źródło: egzemplarz recenzencki
Korzystając z leniwego świątecznego dnia postanowiłam zająć się strawą nie tylko dla ciała, lecz także dla duszy. Książkę skończyłam czytać wczoraj wieczorem, jednak nie od razu przysiadłam do recenzji. Pozwoliłam myślom ułożyć się w głowie, miałam czas na przemyślenia..
"Nareszcie wolna" to pozycja bardzo ważna społecznie. Powinno przeczytać ją jak najwięcej osób. Pomyślcie: my mamy wiele, mamy wolność, w naszych rodzinach panuje zrozumienie (o tyle, o ile, nie wnikam w relacje rodzinne) tymczasem Betty i Mahtob Mahmoody musiały zmierzyć się z niezrozumieniem, z innym postrzeganiem świata, czy wreszcie- z uwięzieniem. Im udało się uciec, lecz ile jest takich osób, którym nie udało się uciec i tych, których przeżycia nie są nagłaśniane?
Betty i Mahtob wyrwały się z piekła. Postanowiły też opowiedzieć o swoich przeżyciach. Wszystko skończyło się dobrze, więc postanowiły pomóc innym- ich życie się zmieniło.
Popełniłam jeden błąd. Już na samym początku okazało się, że powinnam co nieco poczytać o książce, dowiedziałabym się, że warto najpierw sięgnąć po książkę Betty Mahmody, przeczytać o wydarzeniach z jej punktu widzenia. Kajam się, nie zrobiłam tego, czułam lekki niedosyt, momentami denerwowałam się na swój brak orientacji. Mimo to- ostatecznie- dało się przeczytać bez znajomości niektórych zdarzeń.
"Nareszcie wolna" to ciekawa lektura o zaufaniu i różnych decyzjach. Mama Mahtob do niczego jej nie zmusza, za to tłumaczy wszystkie za i przeciw. Weźmy na przykład sprawę spotkania młodej dziewczyny z ojcem. Po tych wszystkich przejściach to córce pozostawiła decyzję, czy chce się spotkać z tatą, czy nie.
W "Nareszcie wolnej" przeczytamy piękne słowa o wierze w Boga, o tym, jakie to było ważne dla bohaterek.
Tytuł: Nareszcie wolna
Liczba stron: 352
Data wydania: 14 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak Literanova
Źródło: egzemplarz recenzencki
Korzystając z leniwego świątecznego dnia postanowiłam zająć się strawą nie tylko dla ciała, lecz także dla duszy. Książkę skończyłam czytać wczoraj wieczorem, jednak nie od razu przysiadłam do recenzji. Pozwoliłam myślom ułożyć się w głowie, miałam czas na przemyślenia..
"Nareszcie wolna" to pozycja bardzo ważna społecznie. Powinno przeczytać ją jak najwięcej osób. Pomyślcie: my mamy wiele, mamy wolność, w naszych rodzinach panuje zrozumienie (o tyle, o ile, nie wnikam w relacje rodzinne) tymczasem Betty i Mahtob Mahmoody musiały zmierzyć się z niezrozumieniem, z innym postrzeganiem świata, czy wreszcie- z uwięzieniem. Im udało się uciec, lecz ile jest takich osób, którym nie udało się uciec i tych, których przeżycia nie są nagłaśniane?
Betty i Mahtob wyrwały się z piekła. Postanowiły też opowiedzieć o swoich przeżyciach. Wszystko skończyło się dobrze, więc postanowiły pomóc innym- ich życie się zmieniło.
Popełniłam jeden błąd. Już na samym początku okazało się, że powinnam co nieco poczytać o książce, dowiedziałabym się, że warto najpierw sięgnąć po książkę Betty Mahmody, przeczytać o wydarzeniach z jej punktu widzenia. Kajam się, nie zrobiłam tego, czułam lekki niedosyt, momentami denerwowałam się na swój brak orientacji. Mimo to- ostatecznie- dało się przeczytać bez znajomości niektórych zdarzeń.
"Nareszcie wolna" to ciekawa lektura o zaufaniu i różnych decyzjach. Mama Mahtob do niczego jej nie zmusza, za to tłumaczy wszystkie za i przeciw. Weźmy na przykład sprawę spotkania młodej dziewczyny z ojcem. Po tych wszystkich przejściach to córce pozostawiła decyzję, czy chce się spotkać z tatą, czy nie.
W "Nareszcie wolnej" przeczytamy piękne słowa o wierze w Boga, o tym, jakie to było ważne dla bohaterek.
środa, 23 marca 2016
"Serce w kawałkach"- Kathrin Lange
Autor: Kathrin Lange
Tytuł: Serce w kawałkach
Liczba stron: 416
Data wydania: 16 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki
Niewiele brakowało bym po raz kolejny napisała, że jakaś książka mnie pokonała. Nie chodzi o to, że jest to książka nie warta przeczytania lecz o fakt, że musiałam poświęcić jej kilka dni (co u mnie rzadko się zdarza, zwykle jest tak: jedna powieść- jeden dzień).
Po "Serce w kawałkach" sięgnęłam zachęcona poprzednim tomem, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Muza jesienią ubiegłego roku. Byłam ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów i co czeka na nich w drugiej już części. Tak samo będę czekać na ostatnią (czy zakończenie będzie szczęśliwe, patrząc na tytuł mam wrażenie, że niestety nie).
Dłużyło mi się strasznie- myślę, że miał wpływ na to fakt, że nie lubię zbyt długo siedzieć nad jedną powieścią. A tu jak na złość- miałam mało czasu na czytanie. Druga rzecz- ostatnio zorientowałam się, że lepiej, jeśli książka ma papier cienki, nie biały.
To, o czym wspomniałam- to są szczególiki, które przy treści są mniej ważne.
Bohaterzy, to Julie i David. Myślałam, że po wcześniejszych wydarzeniach ich życie bardziej się ustabilizuje, zapomną o tym co złe, jednak myliłam się. Jeśli oczekiwaliście spokoju: to nie ten adres! Będzie jeszcze więcej się działo, tajemnice wcale się nie rozwiążą, a będzie ich coraz więcej. Zakończenie jest ogromnym zaskoczeniem i jeszcze bardziej wzmaga ciekawość. I nawet jeśli powieść byłaby zła (a nie jest)- chciałabym doczytać do końca, doczekać rozwiązania wszystkich zagadek.
Ponad pięć lat w blogosferze, a człowiek ciągle uczy się czegoś nowego. Niekiedy nachodzą myśli, że wiemy już wiele, lecz po chwili okazuje się, że tak nie jest.
Kiedyś zarzekałam się, że nie przeczytam skandynawskich kryminałów. Bo moda, bo nudne. Jednak dałam szansę- i warto było- teraz je uwielbiam! To samo z czytnikiem i ebookami.
"Serce w kawałkach" pokazało mi nowy gatunek literacki. Coś, co znałam, co było dla mnie oczywiste, znane zyskało nową nazwę. Tak samo rzecz się ma z "Young Adult".
Wiele słyszałam o literaturze New Adult, jednak wyszłam z założenia, że mnie to nie interesuje. Zrobiłam błąd- nie wiedząc o co chodzi- skreśliłam go. Traf chciał, że gdy ja jeszcze byłam w trakcie lektury- na Facebooku natknęłam się na recenzję tej powieści. Nie byłabym sobą, gdyby mnie otworzyła linku, nie sprawdziła co myśli druga osoba. To właśnie tutaj zobaczyłam o co chodzi z gatunkiem New Adult. Być może moim wpisem pomogę komuś (tak jak i ja otrzymałam pomoc).
Nie spodziewałam się, że "zwykłe" opowieści o nastolatkach mogą być zaliczane do całkiem nowego gatunku literackiego. New Adult charakteryzuje się tym, że bohaterami są zwykle osoby po szkołach średnich, często uczący się, którzy przechodzą poważne zawirowania życiowe. Porusza się różne tematy, nawet takie związane z erotyzmem (pamiętajcie, to nie książki dla młodszych nastolatek, lecz dla tych co wchodzą w dorosłe życie).
Tytuł: Serce w kawałkach
Liczba stron: 416
Data wydania: 16 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki
Niewiele brakowało bym po raz kolejny napisała, że jakaś książka mnie pokonała. Nie chodzi o to, że jest to książka nie warta przeczytania lecz o fakt, że musiałam poświęcić jej kilka dni (co u mnie rzadko się zdarza, zwykle jest tak: jedna powieść- jeden dzień).
Po "Serce w kawałkach" sięgnęłam zachęcona poprzednim tomem, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Muza jesienią ubiegłego roku. Byłam ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów i co czeka na nich w drugiej już części. Tak samo będę czekać na ostatnią (czy zakończenie będzie szczęśliwe, patrząc na tytuł mam wrażenie, że niestety nie).
Dłużyło mi się strasznie- myślę, że miał wpływ na to fakt, że nie lubię zbyt długo siedzieć nad jedną powieścią. A tu jak na złość- miałam mało czasu na czytanie. Druga rzecz- ostatnio zorientowałam się, że lepiej, jeśli książka ma papier cienki, nie biały.
To, o czym wspomniałam- to są szczególiki, które przy treści są mniej ważne.
Bohaterzy, to Julie i David. Myślałam, że po wcześniejszych wydarzeniach ich życie bardziej się ustabilizuje, zapomną o tym co złe, jednak myliłam się. Jeśli oczekiwaliście spokoju: to nie ten adres! Będzie jeszcze więcej się działo, tajemnice wcale się nie rozwiążą, a będzie ich coraz więcej. Zakończenie jest ogromnym zaskoczeniem i jeszcze bardziej wzmaga ciekawość. I nawet jeśli powieść byłaby zła (a nie jest)- chciałabym doczytać do końca, doczekać rozwiązania wszystkich zagadek.
Ponad pięć lat w blogosferze, a człowiek ciągle uczy się czegoś nowego. Niekiedy nachodzą myśli, że wiemy już wiele, lecz po chwili okazuje się, że tak nie jest.
Kiedyś zarzekałam się, że nie przeczytam skandynawskich kryminałów. Bo moda, bo nudne. Jednak dałam szansę- i warto było- teraz je uwielbiam! To samo z czytnikiem i ebookami.
"Serce w kawałkach" pokazało mi nowy gatunek literacki. Coś, co znałam, co było dla mnie oczywiste, znane zyskało nową nazwę. Tak samo rzecz się ma z "Young Adult".
Wiele słyszałam o literaturze New Adult, jednak wyszłam z założenia, że mnie to nie interesuje. Zrobiłam błąd- nie wiedząc o co chodzi- skreśliłam go. Traf chciał, że gdy ja jeszcze byłam w trakcie lektury- na Facebooku natknęłam się na recenzję tej powieści. Nie byłabym sobą, gdyby mnie otworzyła linku, nie sprawdziła co myśli druga osoba. To właśnie tutaj zobaczyłam o co chodzi z gatunkiem New Adult. Być może moim wpisem pomogę komuś (tak jak i ja otrzymałam pomoc).
Nie spodziewałam się, że "zwykłe" opowieści o nastolatkach mogą być zaliczane do całkiem nowego gatunku literackiego. New Adult charakteryzuje się tym, że bohaterami są zwykle osoby po szkołach średnich, często uczący się, którzy przechodzą poważne zawirowania życiowe. Porusza się różne tematy, nawet takie związane z erotyzmem (pamiętajcie, to nie książki dla młodszych nastolatek, lecz dla tych co wchodzą w dorosłe życie).
poniedziałek, 21 marca 2016
"Cukiernia w ogrodzie"- Carole Matthews
Autor: Carole Matthws
Tytuł: Cukiernia w ogrodzie
Liczba stron: 464
Data wydania: 17 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Harper Collins
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania książka)
Już na samym początku, spoglądając na tył okładki zobaczymy wyróżniający się (napisany większą czcionką) napis: "Apetyczna powieść lepsza niż "Czekolada" i "Cukiernia pod Amorem". Czy tak jest? Czy słowa nie są pompatyczne i mające na celu przyciągnąć czytelnika, a treść od tego odbiega?
Być może narażę się wielu osobom, ale obie książki niekoniecznie przypadły mi do gustu (być może nie był to "ich czas"). Z ciekawością sięgnęłam więc po recenzowaną dziś przeze mnie książkę by samej się przekonać, czy wszystko co o "Cukierni w ogrodzie" się pisze to prawda.
Dziś już całą pewnością mogę powiedzieć: Caroline Matthews napisała świetną książkę! Lekka, przyjemna w lekturze, a przy okazji z przesłaniem. Wywołuje tak wiele emocji: od wzruszenia po irytację, od współczucia po złość.
Główną bohaterką jest Fay. Kocha gotować, piec. Prowadzi cukiernię w ogrodzie domu rodzinnego, w którym mieszka od lat. Na pierwszym miejscu u niej jest rodzina. Dni upływają jej na pracy w wyżej wspomnianej kawiarence oraz na opiece nad ciągle niezadowolonej mamie. Fay z siebie daje wszystko, lecz mimo to otrzymuje reprymendy, brak zrozumienia.
W związku bohaterki też nie dzieje się zbyt dobrze- po dziesięciu latach coś zaczyna się psuć, a wspólne przebywanie wydaje być się tylko przyzwyczajeniem.
Czy przezwyciężą kryzys, mimo tego, że w życiu Fay pojawi się przystojny Danny, a w zespole Anthony'ego- Deborah.
Ale "Cukiernia w ogrodzie" to powieść nie tylko o miłości. Rzekłabym, że uczucie jest na drugim planie, podczas gdy na pierwszy wychodzą emocje: zarówno te dobre, jak i złe. Będziemy jej towarzyszyć w najtrudniejszym momencie życia, gdy zrani ją najbliższa osoba. Właśnie wtedy dowiadujemy się, na kogo Fay będzie mogła liczyć.
Ta książka pokazała, że moja intuicja nadal jest na swoim miejscu. Czy można więc powiedzieć, że jest przewidywalna? Nie wydaje mi się- lecz sprawdźcie sami.
Bardzo podoba mi się okładka-prosta, nieprzekombinowana, od razu sprawia, że ma się ochotę na coś słodkiego.
Ja ze swojej strony polecam!
Tytuł: Cukiernia w ogrodzie
Liczba stron: 464
Data wydania: 17 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Harper Collins
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania książka)
Już na samym początku, spoglądając na tył okładki zobaczymy wyróżniający się (napisany większą czcionką) napis: "Apetyczna powieść lepsza niż "Czekolada" i "Cukiernia pod Amorem". Czy tak jest? Czy słowa nie są pompatyczne i mające na celu przyciągnąć czytelnika, a treść od tego odbiega?
Być może narażę się wielu osobom, ale obie książki niekoniecznie przypadły mi do gustu (być może nie był to "ich czas"). Z ciekawością sięgnęłam więc po recenzowaną dziś przeze mnie książkę by samej się przekonać, czy wszystko co o "Cukierni w ogrodzie" się pisze to prawda.
Dziś już całą pewnością mogę powiedzieć: Caroline Matthews napisała świetną książkę! Lekka, przyjemna w lekturze, a przy okazji z przesłaniem. Wywołuje tak wiele emocji: od wzruszenia po irytację, od współczucia po złość.
Główną bohaterką jest Fay. Kocha gotować, piec. Prowadzi cukiernię w ogrodzie domu rodzinnego, w którym mieszka od lat. Na pierwszym miejscu u niej jest rodzina. Dni upływają jej na pracy w wyżej wspomnianej kawiarence oraz na opiece nad ciągle niezadowolonej mamie. Fay z siebie daje wszystko, lecz mimo to otrzymuje reprymendy, brak zrozumienia.
W związku bohaterki też nie dzieje się zbyt dobrze- po dziesięciu latach coś zaczyna się psuć, a wspólne przebywanie wydaje być się tylko przyzwyczajeniem.
Czy przezwyciężą kryzys, mimo tego, że w życiu Fay pojawi się przystojny Danny, a w zespole Anthony'ego- Deborah.
Ale "Cukiernia w ogrodzie" to powieść nie tylko o miłości. Rzekłabym, że uczucie jest na drugim planie, podczas gdy na pierwszy wychodzą emocje: zarówno te dobre, jak i złe. Będziemy jej towarzyszyć w najtrudniejszym momencie życia, gdy zrani ją najbliższa osoba. Właśnie wtedy dowiadujemy się, na kogo Fay będzie mogła liczyć.
Ta książka pokazała, że moja intuicja nadal jest na swoim miejscu. Czy można więc powiedzieć, że jest przewidywalna? Nie wydaje mi się- lecz sprawdźcie sami.
Bardzo podoba mi się okładka-prosta, nieprzekombinowana, od razu sprawia, że ma się ochotę na coś słodkiego.
Ja ze swojej strony polecam!
sobota, 19 marca 2016
Konkurs! Konkurs!
Psttt... Nikomu jeszcze o tym nie mówiłam, ale... przychodzę do Was z konkursem!
Mam nadzieję, że się cieszycie ;-)
Zadanie konkursowe: przesłać zdjęcie związane z waszą ulubioną książką albo bohaterem. Pełna dowolność- może być to zdjęcie luźno związane z bohaterem lub ciekawe pokazanie jak czytacie, co czytacie ( ciekawie ukazane stosiki fajna rzecz-i nie chodzi mi tylko o ułożenie książek w stos, ale jakiś pomysł na wyeksponowanie, wzbudzenie zainteresowania).
Zdjęcie być musi bo uwielbiam książki i chciałabym dowiedzieć się co czytacie! ;-) (słowem- warunek konieczny)
Jako, że nagród jest dwie- jedna książka trafi do osoby, której zdjęcie najbardziej mi się spodoba, drugiego zwycięzcę wylosuję.
Konkurs zaczyna się dziś i będzie trwał do 3 kwietnia (do godziny 23:59).
Zdjęcia można wysyłać w komentarzach lub na adres e-mailowy podany niżej (knigoholiczka@gmail.com)
Po rozwiązaniu konkursu na czekam 3 dni na zgłoszenie się laureatów i podanie danych (wysłanie wiadomości na profilu Recenzje Knigoholiczki lub e-maiila na adres knigoholiczka@gmail.com) po tym czasie wybiorę kolejne osoby.
Zgłaszamy się tylko raz- albo na fanpage'u Recenzje Knigoholiczki albo na blogu.
Gracie o jedną z dwóch książek- dla Was są to Powieść 1 i Powieść 2- nie wybieracie tytułu.
Sponsorem nagród jest Wydawnictwo MUZA SA..
Mam nadzieję, że się cieszycie ;-)
Zadanie konkursowe: przesłać zdjęcie związane z waszą ulubioną książką albo bohaterem. Pełna dowolność- może być to zdjęcie luźno związane z bohaterem lub ciekawe pokazanie jak czytacie, co czytacie ( ciekawie ukazane stosiki fajna rzecz-i nie chodzi mi tylko o ułożenie książek w stos, ale jakiś pomysł na wyeksponowanie, wzbudzenie zainteresowania).
Zdjęcie być musi bo uwielbiam książki i chciałabym dowiedzieć się co czytacie! ;-) (słowem- warunek konieczny)
Jako, że nagród jest dwie- jedna książka trafi do osoby, której zdjęcie najbardziej mi się spodoba, drugiego zwycięzcę wylosuję.
Konkurs zaczyna się dziś i będzie trwał do 3 kwietnia (do godziny 23:59).
Zdjęcia można wysyłać w komentarzach lub na adres e-mailowy podany niżej (knigoholiczka@gmail.com)
Po rozwiązaniu konkursu na czekam 3 dni na zgłoszenie się laureatów i podanie danych (wysłanie wiadomości na profilu Recenzje Knigoholiczki lub e-maiila na adres knigoholiczka@gmail.com) po tym czasie wybiorę kolejne osoby.
Zgłaszamy się tylko raz- albo na fanpage'u Recenzje Knigoholiczki albo na blogu.
Gracie o jedną z dwóch książek- dla Was są to Powieść 1 i Powieść 2- nie wybieracie tytułu.
Sponsorem nagród jest Wydawnictwo MUZA SA..
Zastrzegam sobie prawo do zmian lub edytowania posta konkursowego jeśli wystąpi taka konieczność.
Będę wdzięczna jeśli polubicie fanpage Recenzje Knigoholiczki i udostępnicie post konkursowy.
Będę wdzięczna jeśli polubicie fanpage Recenzje Knigoholiczki i udostępnicie post konkursowy.
piątek, 18 marca 2016
"Jego piekielna kuchnia/ Jej anielska kuchnia"- książka kucharska
Tytuł: Jego piekielna kuchnia/ Jej anielska kuchnia
Liczba stron: 288
Data wydania: 23 listopada 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
Źródło: egzemplarz recenzencki
Ach, jak ja uwielbiam książki kucharskie wydawane przez wydawnictwo Olesiejuk! Są pięknie wydane, w twardej oprawi i na dodatek w dość przystępnej cenie. W obecnej chwili na mojej półce można znaleźć kilka pozycji o gotowaniu wspomnianego wydawnictwa i... to by było na tyle- innych książek kucharskich NIE POSIADAM.
"Jego piekielna kuchnia..." to propozycja zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Tutaj zastosowano podział który nie do końca mi się podoba- niby oczywisty, lecz czy naprawdę wszyscy mężczyźni uwielbiają pikantne jedzenie, a kobiety słodkie i delikatne?
Polemizowałbym- sama należę do osób, które chętniej zjadłyby dużego hamburgera z pikantnym sosem niż ciasto. Tak samo, mogą być mężczyźni, którzy lubią słodkie. Nie lubię uogólnień, przykro mi.
W chwili obecnej niestety nie wykorzystam żadnego przepisu, lecz gdy już będę mogła- niektóre z dań na pewno zagoszczą na moim stole.
Przeglądanie tej książki wywołuje ślinotok. Naprawdę- jest w niej tyle pysznych przepisów, że aż żal nie skorzystać. Trzeba się liczyć z jednym- waga może pójść w górę. Lecz gdy takie potrawy spożywa się z umiarem, raz na jakiś czas- myślę, że nie będzie problemu, a dodatkowe kilogramy nie pojawią się.
Książka została podzielona na dwa działy. Pierwszy z nich to "Jego piekielna kuchnia". Znajdziemy w niej potrawy dla "prawdziwych mężczyzn", głównie mięsne lub tłuste. Drugi to "Jej anielska kuchnia" czyli dział dla kobiet. Dania w niej prezentowane są lekkie, z jogurtem czy warzywami. Są smaczne, mogą też pomóc w zyskaniu dobrych nawyków żywieniowych oraz zrzuceniu kilki nadprogramowych kilogramów. Na pewno nie wywołają zgagi.
W obu przypadkach na początku zamieszczono spis treści, który pozwoli na lepszą orientację. Zdjęcia są pięknie wykonane: aż chce się patrzeć i jeść!
Liczba stron: 288
Data wydania: 23 listopada 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
Źródło: egzemplarz recenzencki
Ach, jak ja uwielbiam książki kucharskie wydawane przez wydawnictwo Olesiejuk! Są pięknie wydane, w twardej oprawi i na dodatek w dość przystępnej cenie. W obecnej chwili na mojej półce można znaleźć kilka pozycji o gotowaniu wspomnianego wydawnictwa i... to by było na tyle- innych książek kucharskich NIE POSIADAM.
"Jego piekielna kuchnia..." to propozycja zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Tutaj zastosowano podział który nie do końca mi się podoba- niby oczywisty, lecz czy naprawdę wszyscy mężczyźni uwielbiają pikantne jedzenie, a kobiety słodkie i delikatne?
Polemizowałbym- sama należę do osób, które chętniej zjadłyby dużego hamburgera z pikantnym sosem niż ciasto. Tak samo, mogą być mężczyźni, którzy lubią słodkie. Nie lubię uogólnień, przykro mi.
W chwili obecnej niestety nie wykorzystam żadnego przepisu, lecz gdy już będę mogła- niektóre z dań na pewno zagoszczą na moim stole.
Przeglądanie tej książki wywołuje ślinotok. Naprawdę- jest w niej tyle pysznych przepisów, że aż żal nie skorzystać. Trzeba się liczyć z jednym- waga może pójść w górę. Lecz gdy takie potrawy spożywa się z umiarem, raz na jakiś czas- myślę, że nie będzie problemu, a dodatkowe kilogramy nie pojawią się.
Książka została podzielona na dwa działy. Pierwszy z nich to "Jego piekielna kuchnia". Znajdziemy w niej potrawy dla "prawdziwych mężczyzn", głównie mięsne lub tłuste. Drugi to "Jej anielska kuchnia" czyli dział dla kobiet. Dania w niej prezentowane są lekkie, z jogurtem czy warzywami. Są smaczne, mogą też pomóc w zyskaniu dobrych nawyków żywieniowych oraz zrzuceniu kilki nadprogramowych kilogramów. Na pewno nie wywołają zgagi.
W obu przypadkach na początku zamieszczono spis treści, który pozwoli na lepszą orientację. Zdjęcia są pięknie wykonane: aż chce się patrzeć i jeść!
"Kolorowanka Zosi fiołkowej wróżki"- kolorowanka
Liczba stron: 80
Data wydania: 3 września 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
Źródło: egzemplarz recenzencki
Okazuje się, że niespodzianki to świetna rzecz. Kolorowanka, o której Wam dziś trochę opowiem to egzemplarz recenzencki przesłany mi przez Wydawnictwo Olesiejuk. Nie spodziewałam się, że ta niepozorna, ale piękna książeczka aż tak przypadnie do gustu mojej siostrzenicy.
Wydaje mi się, że najlepszą recenzją będzie powiedzenie prawdy (bo jak inaczej?). Otóż od miesiąca nie ma dnia by moja Wiktoria sięgnęła po inną kolorowankę. Tylko Zosia fiołkowa wróżka.
Ciekawa jestem co ją tak w niej zauroczyło: duży format, ciekawe rysunki, przy których może spędzić godziny czy jeszcze coś innego?
Rodziców na pewno zadowoli w miarę niska cena- bo jak na kolorowankę o takim formacie i o takiej ilości wydaje się ona być adekwatna (koszt 19.99). Ucieszą się również z chwili wolnego czasu, w któym mogą zrobić coś w domu czy "egoistycznie" usiąść obok i poczytać książkę. A może sami kolorują, skoro na rynku dostępnych jest tyle kolorowanek dla dorosłych?
Recenzowana przeze mnie książeczka to 80 stron pięknych obrazków. Każdy z nich pokazuje jeden dzień z życia Zosi, pokazuje co przeżyła i co robiła.
Z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. Wydaje mi się, że jest odpowiednia już dla dzieci w wieku ok 3,5 roku- już powinny sobie z poradzić.
W książce znajdziemy również śliczne naklejki- które można nakleić zarówno w książce, jak i według własnego pomysłu.
Poniżej znajdziecie kilka przykładowych rysunków
A tak poradziła sobie z nimi Wiktoria ;-) (prawie 4 lata)
środa, 16 marca 2016
"Ginekolodzy"- Jürgen Thorwald
Autor: Jürgen Thorwald
Tytuł: Ginekolodzy
Liczba stron: 352
Data wydania: 13 stycznia 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Marginesy
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)
Z ulgą zamknęłam tę książkę po przeczytaniu ostatniej strony. Nie chodzi o to, że była to pozycja zła i nie warta czytania, o nie! Po prostu dotarło do mnie jak wielkie szczęście mamy żyjąc w tych czasach.
"Ginekolodzy" to pierwsza książka Jürgena Thorwalda, którą miałam okazję przeczytać- do "Stulecia chirurgów" i "Triumfu chirurgów" jeszcze nie dotarłam.
Nietrudno domyślić się, o czym jest ta pozycja. To wielka dawka historii zawodu ginekologa. Możecie pomyśleć sobie: nuda! Po cichutku powiem, że przez krótką chwileczkę również tak myślałam. Otóż nie ma się czego obawiać- autor temat mocno naukowy, historię przedstawia czytelnikowi w sposób przystępny, interesujący.
Jak już wspomniałam, mamy niebywałe szczęście. Mamy dostęp do lekarzy różnych specjalności, operacji, leków. Coś, co dla nas jest lekką chorobą, kiedyś było śmiertelne. Włos się na głowie jeży czytając o braku dostępu do znanych dziś narzędzi chirurgicznych czy braku wiedzy na tematy dla współczesnych ludzi oczywiste.
Nie myto rąk- skutkiem czego pacjentki umierały po zakażeniach bakteriami, swoje żniwo zbierały też komplikacje poporodowe.
Książkę Jürgena Thorwalda uważa się za kontrowersyjną i chyba trzeba się z tym zgodzić. Mężczyźni pracujący jako ginekolodzy, prowadzący badania, które miały na celu zwiększenie szans na przeżycie [po porodach czy w związku z chorobami), mieli zawsze pod górkę.
Czy wyobrażacie sobie, że lekarz ginekolog nie mógł patrzeć na miejsce badanie (zasłaniano zasłonką). Nie mogli również szukać rozwiązań mających uśmierzyć ból porodowy bowiem było to nieczyste i niezgodne z nauką Kościoła.
Z zaciekawieniem przeczytałam tę książkę. Lubię powieści, które opowiadają o dawnych czasach, o tym jak żyli zwykli ludzie.
Tytuł: Ginekolodzy
Liczba stron: 352
Data wydania: 13 stycznia 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Marginesy
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)
Z ulgą zamknęłam tę książkę po przeczytaniu ostatniej strony. Nie chodzi o to, że była to pozycja zła i nie warta czytania, o nie! Po prostu dotarło do mnie jak wielkie szczęście mamy żyjąc w tych czasach.
"Ginekolodzy" to pierwsza książka Jürgena Thorwalda, którą miałam okazję przeczytać- do "Stulecia chirurgów" i "Triumfu chirurgów" jeszcze nie dotarłam.
Nietrudno domyślić się, o czym jest ta pozycja. To wielka dawka historii zawodu ginekologa. Możecie pomyśleć sobie: nuda! Po cichutku powiem, że przez krótką chwileczkę również tak myślałam. Otóż nie ma się czego obawiać- autor temat mocno naukowy, historię przedstawia czytelnikowi w sposób przystępny, interesujący.
Jak już wspomniałam, mamy niebywałe szczęście. Mamy dostęp do lekarzy różnych specjalności, operacji, leków. Coś, co dla nas jest lekką chorobą, kiedyś było śmiertelne. Włos się na głowie jeży czytając o braku dostępu do znanych dziś narzędzi chirurgicznych czy braku wiedzy na tematy dla współczesnych ludzi oczywiste.
Nie myto rąk- skutkiem czego pacjentki umierały po zakażeniach bakteriami, swoje żniwo zbierały też komplikacje poporodowe.
Książkę Jürgena Thorwalda uważa się za kontrowersyjną i chyba trzeba się z tym zgodzić. Mężczyźni pracujący jako ginekolodzy, prowadzący badania, które miały na celu zwiększenie szans na przeżycie [po porodach czy w związku z chorobami), mieli zawsze pod górkę.
Czy wyobrażacie sobie, że lekarz ginekolog nie mógł patrzeć na miejsce badanie (zasłaniano zasłonką). Nie mogli również szukać rozwiązań mających uśmierzyć ból porodowy bowiem było to nieczyste i niezgodne z nauką Kościoła.
Z zaciekawieniem przeczytałam tę książkę. Lubię powieści, które opowiadają o dawnych czasach, o tym jak żyli zwykli ludzie.
"Anatomia uległości"- Augusta Docher
Autor: Augusta Docher
Tytuł: Anatomia uległości
Liczba stron: 592
Data wydania: styczeń 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lucky
Źródło: egzemplarz recenzencki
To nie miało być tak. Miałam napisać, że książka wcale nie jest dobra, że nie trafiła do nie, a bohaterzy nie zyskali mojej sympatii. No i oczywiście, że się nie wciągnęłam w lekturę.
To, o czym napisałam wyżej to tylko połowiczna prawda. Takie odczucia miałam na na samym początku, jednak pomyślałam, że nie można zrażać się już na początku. Sprawdza się tu zasada,że na wszystko musi być odpowiedni czas. Ja postanowiłam zacząć od nowa czytanie. Jak widać- czasem warto książce dać drugą szansę.
Polacy nie uprawiają seksu dla własnej przyjemności, a przynajmniej się nie pisze o tym książek. Takie wrażenie można odnieść kiedy na rynku wydawniczym obserwujemy wysyp książek erotycznych. Pisane są zarówno przez zagraniczne autorki, jak i polskie. Niestety, do tej pory nie spotkałam się z erotykiem, którego bohaterzy to polska para.
Jakie są tego przyczyny? Czy chodzi o to, że w naszym niby świeckim kraju byłoby to źle odebrane? A może jesteśmy tacy nudni i pruderyjni?
Zupełnie inaczej jest z Melanie Valentine Duvall, główną bohaterką "Anatomii". Wiedzie ona ciekawe życie, jest spełniona w pracy. Kusi i rządzi mężczyznami. Kiedy poznaje Adama Hardinga jej życie się zmienia. Początkowo ich spotkania i igraszki łóżkowe miały być częścią układu, lecz szybko się to przerodziło w coś więcej.
Dochodzimy tu do tego, co dość mocno wyróżnia "Anatomię" spośród innych książek o tej tematyce. Zwykle miłość pojawia się pod koniec, podczas gdy tu już mniej więcej w połowie "układ" zmienił się w uczucie (myślę, że nie zdradzam Wam zbyt wiele z fabuły).
Początkowo miałam wrażenie, że mało jest scen erotycznych, a jeśli są, to krótkie.
Takie książki jak "Anatomia uległości" są potrzebne. Jednak, co zaznaczę- nie spodobają się wszystkim, bowiem znajdziemy w niej elementy przemocy seksualnej (zwykle za obupólną zgodą) czy BDSM.
Mimo tego,o czym wspomniałam wcześniej miło spędziłam czas z tą książką.
Bardzo podoba mi się okładka- to coś, co mocno wyróżnia się na księgarnianej półce.
Tytuł: Anatomia uległości
Liczba stron: 592
Data wydania: styczeń 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lucky
Źródło: egzemplarz recenzencki
To, o czym napisałam wyżej to tylko połowiczna prawda. Takie odczucia miałam na na samym początku, jednak pomyślałam, że nie można zrażać się już na początku. Sprawdza się tu zasada,że na wszystko musi być odpowiedni czas. Ja postanowiłam zacząć od nowa czytanie. Jak widać- czasem warto książce dać drugą szansę.
Polacy nie uprawiają seksu dla własnej przyjemności, a przynajmniej się nie pisze o tym książek. Takie wrażenie można odnieść kiedy na rynku wydawniczym obserwujemy wysyp książek erotycznych. Pisane są zarówno przez zagraniczne autorki, jak i polskie. Niestety, do tej pory nie spotkałam się z erotykiem, którego bohaterzy to polska para.
Jakie są tego przyczyny? Czy chodzi o to, że w naszym niby świeckim kraju byłoby to źle odebrane? A może jesteśmy tacy nudni i pruderyjni?
Zupełnie inaczej jest z Melanie Valentine Duvall, główną bohaterką "Anatomii". Wiedzie ona ciekawe życie, jest spełniona w pracy. Kusi i rządzi mężczyznami. Kiedy poznaje Adama Hardinga jej życie się zmienia. Początkowo ich spotkania i igraszki łóżkowe miały być częścią układu, lecz szybko się to przerodziło w coś więcej.
Dochodzimy tu do tego, co dość mocno wyróżnia "Anatomię" spośród innych książek o tej tematyce. Zwykle miłość pojawia się pod koniec, podczas gdy tu już mniej więcej w połowie "układ" zmienił się w uczucie (myślę, że nie zdradzam Wam zbyt wiele z fabuły).
Początkowo miałam wrażenie, że mało jest scen erotycznych, a jeśli są, to krótkie.
Takie książki jak "Anatomia uległości" są potrzebne. Jednak, co zaznaczę- nie spodobają się wszystkim, bowiem znajdziemy w niej elementy przemocy seksualnej (zwykle za obupólną zgodą) czy BDSM.
Mimo tego,o czym wspomniałam wcześniej miło spędziłam czas z tą książką.
Bardzo podoba mi się okładka- to coś, co mocno wyróżnia się na księgarnianej półce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















