Autor: Danuta Pytlak
Tytuł: Medalion szczęścia
Liczba stron: 380
Data wydania 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Nie spodziewałam się. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta niepozorna książka aż tak mnie wciągnie. Początek jest taki jakich wiele w dzisiejszych powieściach dla pań. Samotna kobieta otrzymuje spadek, wyprowadza się na tak zwany "koniec świata", szuka miłości i poświęca się pracy.
Brzmi znajomo? Oczywiście, ale tu kończą się podobieństwa między tą książką, a innymi bowiem "Medalion szczęścia" zgrabnie łączy wątek obyczajowy z historycznym, w taki sposób, że czasami oddech zamiera, a serce zaczyna bić szybciej. Te opowieści, niespodziewane spotkania rodzinne, skarby! Gratka dla lubiących taką literaturę, sagi rodzinne, historie z dawnych lat.
Przypomina mi się powiedzenie "Mówił dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu". Powieść zaczyna się mocnym akcentem: o wypiciu pysznej nalewki nasza bohaterka rozmawia z przodkiem, który znajduje się na obrazie w jej nowym domu. To on sprawia, że kobieta nabiera ochoty by poznać historię rodziny nie spodziewając się, co ją czeka.
Ale odkrywanie tajemnic rodu to nie jest jedyny temat: przeczytamy również o bezinteresownej pomocy, o problemach w przyjaźni i miłości. Mimo, że od początku przewidywałam, że związek Jose i Uli nie będzie szczęśliwy to smutno mi było, że moja intuicja w tym przypadku się nie pomyliła.
Polecam tę książkę- jej klimat na pewno spodoba osobom, dla których powieść obyczajowa to mało, lubią za to łączenie wątków.
sobota, 9 stycznia 2016
piątek, 8 stycznia 2016
"Czas pokaże"- Anna Ficner- Ogonowska
Autor: Anna Ficner- Ogonowska
Tytuł: Czas pokaże
Liczba stron: 715
Data wydania: 18 listopada 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki/ prezent
Zapowiadałam recenzję tej książki? Zapowiadałam. No i jest.
"Czas pokaże" jest powieścią, która może przerazić czytelnika. Na szczęście- tylko z wyglądu. Wiele osób może odpychać fakt, że ma ona ponad 700 stron.
Na początku miałam recenzować ebook, lecz traf chciał, że już po jego otrzymaniu Mikołaj przyniósł mi książkę. Musiałam więc zdecydować się: papier czy książka elektroniczna. Jak widać- mój wybór padł na papier.
Wiecie- byłam święcie przekonana, że jest to kolejna powieść z cyklu "Alibi na szczęście", a bohaterkami będą Lena i Hania. Co lepsze- nadal jestem pewna, że taką informację musiałam gdzieś przeczytać, na jakiejś facebookowej grupie miłośników książek.
"Czas pokaże" to ciekawa książka. Początkowo zastanawiałam się, jak doczytam do końca bowiem przez pierwsze 200 stron nudziłam się, mało się działo. Na szczęście- później się to poprawiło i powieść zakończyłam zadowolona, z pytaniem :czy będzie kontynuacja? (na to raczej nie ma szans, niestety).
Dawno bohaterka nie rytowała mnie tak bardzo. Julka to grzeczna i miła dziewczyna. Jej matka z ciotką bardzo to wykorzystują i pozwalają sobie na komentarze i wykorzystywanie dziewczyny wiedząc, że ta nie zaprotestuje. Przez całą książkę czekałam by zaczęła walczyć o siebie, a ciętych ripost używała nie tylko w myślach. Czy się doczekałam-sięgnijcie po "Czas pokaże" i sprawdźcie.
Powieść ta porusza dość ważny i ciekawy temat. Łączy element sagi rodzinnej z opowieścią o miłości. Nie takiej zwykłej dodam. Otóż nasza bohaterka poznała mężczyznę, z którym chciała się związać. Sęk w tym, że ona sama była studentką psychologii, zaś jej wybranek Łukasz- ordynatorem. Łatwo więc policzyć, że była młodą dziewczyną, mężczyzna zaś miał 42 lata.
I tu clou program tak zwane. Mama i ciocia Julki jest dosyć specyficzna, prezentująca zaściankowe myślenie. Chodzą do kościoła, przygotowują niedzielne obiadki, sącząc jad. Czy jeśli napiszę, że według nich wiele dziewcząt to latawice, całowanie z chłopakiem to wielki grzech.
Można się domyśleć jaką reakcję wywołał związek z taką różnicą lat. Pomijając, że moim zdaniem była straszne naiwna i impulsywna- bardzo rozczarowało ją, że ponad 40- letni mężczyzna miał żonę i dziecko to wreszcie Julia odważyła się zawalczyć o siebie i szczęście. Jakie skutki to odniesie i czy zmieni się nastawienie kobiet, nie będą już tak zgorzkniałe?
Dawniej normalnym wydawał się związek młodej dziewczyny z mężczyzną starszym. Dopiero od niedawna taki związek uznaje się za moralnie naganny.
Polecam. Mimo, że nóż mi się w kieszeni otwierał to uważam, że książka jest życiowa, odzwierciedlająca problemy wielu związków.
Bardzo podoba mi się okładka.
Tytuł: Czas pokaże
Liczba stron: 715
Data wydania: 18 listopada 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki/ prezent
Zapowiadałam recenzję tej książki? Zapowiadałam. No i jest.
"Czas pokaże" jest powieścią, która może przerazić czytelnika. Na szczęście- tylko z wyglądu. Wiele osób może odpychać fakt, że ma ona ponad 700 stron.
Na początku miałam recenzować ebook, lecz traf chciał, że już po jego otrzymaniu Mikołaj przyniósł mi książkę. Musiałam więc zdecydować się: papier czy książka elektroniczna. Jak widać- mój wybór padł na papier.
Wiecie- byłam święcie przekonana, że jest to kolejna powieść z cyklu "Alibi na szczęście", a bohaterkami będą Lena i Hania. Co lepsze- nadal jestem pewna, że taką informację musiałam gdzieś przeczytać, na jakiejś facebookowej grupie miłośników książek.
"Czas pokaże" to ciekawa książka. Początkowo zastanawiałam się, jak doczytam do końca bowiem przez pierwsze 200 stron nudziłam się, mało się działo. Na szczęście- później się to poprawiło i powieść zakończyłam zadowolona, z pytaniem :czy będzie kontynuacja? (na to raczej nie ma szans, niestety).
Dawno bohaterka nie rytowała mnie tak bardzo. Julka to grzeczna i miła dziewczyna. Jej matka z ciotką bardzo to wykorzystują i pozwalają sobie na komentarze i wykorzystywanie dziewczyny wiedząc, że ta nie zaprotestuje. Przez całą książkę czekałam by zaczęła walczyć o siebie, a ciętych ripost używała nie tylko w myślach. Czy się doczekałam-sięgnijcie po "Czas pokaże" i sprawdźcie.
Powieść ta porusza dość ważny i ciekawy temat. Łączy element sagi rodzinnej z opowieścią o miłości. Nie takiej zwykłej dodam. Otóż nasza bohaterka poznała mężczyznę, z którym chciała się związać. Sęk w tym, że ona sama była studentką psychologii, zaś jej wybranek Łukasz- ordynatorem. Łatwo więc policzyć, że była młodą dziewczyną, mężczyzna zaś miał 42 lata.
I tu clou program tak zwane. Mama i ciocia Julki jest dosyć specyficzna, prezentująca zaściankowe myślenie. Chodzą do kościoła, przygotowują niedzielne obiadki, sącząc jad. Czy jeśli napiszę, że według nich wiele dziewcząt to latawice, całowanie z chłopakiem to wielki grzech.
Można się domyśleć jaką reakcję wywołał związek z taką różnicą lat. Pomijając, że moim zdaniem była straszne naiwna i impulsywna- bardzo rozczarowało ją, że ponad 40- letni mężczyzna miał żonę i dziecko to wreszcie Julia odważyła się zawalczyć o siebie i szczęście. Jakie skutki to odniesie i czy zmieni się nastawienie kobiet, nie będą już tak zgorzkniałe?
Dawniej normalnym wydawał się związek młodej dziewczyny z mężczyzną starszym. Dopiero od niedawna taki związek uznaje się za moralnie naganny.
Polecam. Mimo, że nóż mi się w kieszeni otwierał to uważam, że książka jest życiowa, odzwierciedlająca problemy wielu związków.
Bardzo podoba mi się okładka.
czwartek, 7 stycznia 2016
"Mąż zastępczy"- Joanna M. Chmielewska
Autor: Joanna M. Chmielewska
Tytuł: Mąż zastępczy
Liczba stron: 272
Data wydania: 2014 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Źródło: egzemplarz recenzencki
Cóż za książka! Od poprzedniej recenzji minęła zaledwie chwila, a ja przychodzę z kolejną bo książkę czyta się naprawdę błyskawicznie. Nadal jestem pełna emocji bo to naprawdę powieść- hit, taka, która nie powinna schodzić z list bestsellerów.
Bohaterką jest kobieta. Nie spodziewała się, że jej wyjazd za granicę do pracy stanie się przyczyną rozpadu jej małżeństwa. Trudno się jej po tym wszystkim pozbierać.
Brzmi znajomo, prawda? Taka jest fabuła dużej ilości polskich powieści. Lecz nic z tego! Joanna Chmielewska stworzyła coś oryginalnego, niesztampowego. I na dodatek, oczywiście moim zdaniem, bez wad. Bohaterem recenzowanego przeze mnie dziś "Męża zastępczego" Piotr- młody i dobry człowiek, który przeżył wielkie rozczarowanie. Zarabiając na życie poza krajem nie spodziewał się, że niedługo otrzyma cios w serce. Po powrocie dowiaduje się, że jego żona odchodzi, chce rozwodu i... ma romans z jego szefem. Za jednym zamachem traci rodzinę i pracę. Czy się podźwignie i choćby w niewielkim stopniu uda mu się posklejać rozsypane kawałki życia?
Nie doceniacie Piotra! Nasz bohater szukając pracy przypadkiem wpada na pomysł by być tytułowym "mężem zastępczym". Nie chodzi jednak o świadczenie usług seksualnych, towarzyskich lecz o pomoc kobietom w domu przy czynnościach wymagających mężczyzny, fachowca- słowem- złotej rączki. Czy ktoś taki jest potrzebny, a pieniądze zarobione w ten sposób pozwolą przeżyć naszemu bohaterowi?
Okazuje się, że tak- otrzymuje on wiele telefonów z prośbami o pomoc, a przy okazji przeżywa wiele przygód. Czym na przykład się zajmował? Ratował kota uwięzionego na drzewie, pomagał damie w opresji- która w sylwestrową noc została uwięziona w lochach zamku, pomagał pisać książkę był Mikołajem. Wykonywał również drobne naprawy typu skręcanie mebli, wieszanie półek czy malowanie.
Wrodzony urok naszego bohatera sprawiał, że ludzie lgnęli do niego, a dzięki poczcie pantoflowej miał coraz więcej zleceń.
Książka jest naprawdę niesamowita. Jest pełna optymizmu i taka inna od wszystkich. Trzeba przyznać, że niewiele jest powieści obyczajowych, w których bohaterem jest mężczyzna i to jeszcze taki, którego życie jest w rozsypce.
Dopiero początek roku, a mi już udało się przeczytać kilka niezłych powieści? A tyle jeszcze mnie czeka...
Bardzo dziękuję Joannie Chmielewskiej za możliwość przeczytania "Męża zastępczego. Cieszę się, że mogłam poznać osobiście tak miłą osobę. Na pewno sięgnę po inne jej książki, a i Wam polecam- bo naprawdę warto!
Tytuł: Mąż zastępczy
Liczba stron: 272
Data wydania: 2014 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Źródło: egzemplarz recenzencki
Cóż za książka! Od poprzedniej recenzji minęła zaledwie chwila, a ja przychodzę z kolejną bo książkę czyta się naprawdę błyskawicznie. Nadal jestem pełna emocji bo to naprawdę powieść- hit, taka, która nie powinna schodzić z list bestsellerów.
Bohaterką jest kobieta. Nie spodziewała się, że jej wyjazd za granicę do pracy stanie się przyczyną rozpadu jej małżeństwa. Trudno się jej po tym wszystkim pozbierać.
Brzmi znajomo, prawda? Taka jest fabuła dużej ilości polskich powieści. Lecz nic z tego! Joanna Chmielewska stworzyła coś oryginalnego, niesztampowego. I na dodatek, oczywiście moim zdaniem, bez wad. Bohaterem recenzowanego przeze mnie dziś "Męża zastępczego" Piotr- młody i dobry człowiek, który przeżył wielkie rozczarowanie. Zarabiając na życie poza krajem nie spodziewał się, że niedługo otrzyma cios w serce. Po powrocie dowiaduje się, że jego żona odchodzi, chce rozwodu i... ma romans z jego szefem. Za jednym zamachem traci rodzinę i pracę. Czy się podźwignie i choćby w niewielkim stopniu uda mu się posklejać rozsypane kawałki życia?
Nie doceniacie Piotra! Nasz bohater szukając pracy przypadkiem wpada na pomysł by być tytułowym "mężem zastępczym". Nie chodzi jednak o świadczenie usług seksualnych, towarzyskich lecz o pomoc kobietom w domu przy czynnościach wymagających mężczyzny, fachowca- słowem- złotej rączki. Czy ktoś taki jest potrzebny, a pieniądze zarobione w ten sposób pozwolą przeżyć naszemu bohaterowi?
Okazuje się, że tak- otrzymuje on wiele telefonów z prośbami o pomoc, a przy okazji przeżywa wiele przygód. Czym na przykład się zajmował? Ratował kota uwięzionego na drzewie, pomagał damie w opresji- która w sylwestrową noc została uwięziona w lochach zamku, pomagał pisać książkę był Mikołajem. Wykonywał również drobne naprawy typu skręcanie mebli, wieszanie półek czy malowanie.
Wrodzony urok naszego bohatera sprawiał, że ludzie lgnęli do niego, a dzięki poczcie pantoflowej miał coraz więcej zleceń.
Książka jest naprawdę niesamowita. Jest pełna optymizmu i taka inna od wszystkich. Trzeba przyznać, że niewiele jest powieści obyczajowych, w których bohaterem jest mężczyzna i to jeszcze taki, którego życie jest w rozsypce.
Dopiero początek roku, a mi już udało się przeczytać kilka niezłych powieści? A tyle jeszcze mnie czeka...
Bardzo dziękuję Joannie Chmielewskiej za możliwość przeczytania "Męża zastępczego. Cieszę się, że mogłam poznać osobiście tak miłą osobę. Na pewno sięgnę po inne jej książki, a i Wam polecam- bo naprawdę warto!
środa, 6 stycznia 2016
"Zanim będzie za późno"- Lauren Frankel
Autor: Lauren Frankel
Tytuł: Zanim będzie za późno
Liczba stron: 352
Data wydania: 29 października 2015 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Korzystając z większej ilości wolnego czasu więcej czytam, a co za tym idzie- na blogu recenzje pojawiają się jak grzyby po deszczu. Ledwo skończę książkę, zrecenzuję, a już zbliżam się do zakończenia kolejnej. Czyżby miałaby to oznaczać, że kolejne tygodnie będą ubogie czytelniczo? Mam nadzieję, że nie, lecz pożyjemy- zobaczymy.
Na początku moja recenzja miała być inna. Chciałam napisać, że z serii "Kobieca strona thrillera zafascynowały mnie tylko dwie książki ( do tej pory wydano 7). Lecz im bliżej było końca- tym bardziej byłam przekonana, że moja opinia będzie inna. Zupełnie inna.
To bardzo ciekawa książka. Ważna i potrzebna. Pokazuje, że nigdy nie można być niczego pewnymi. Przekonała się o tym nasza bohaterka Rebecca, kiedy pewnego dnia otrzymała telefon ze szkoły, że jej "przybrana córka" (użyłam takiego określenia ponieważ tak naprawdę jest ona opiekunem prawnym dziewczynki) oblała farbą koleżankę. Dowiadujemy się, że dziewczyna wiele przeżyła- jej mama została zamordowana, a tata popełnił samobójstwo. Czy to miało wydarzenia miały aż tak wielki wpływ na nastolatkę, że postanowiła odreagować na koleżance (była jeszcze malutka gdy zmarli jej rodzice).
Teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Wspomnienia Rebecci wiele wyjaśniają, rzucają jasne światło na to, co działo się obecnie.
"Zanim będzie za późno" to bardzo dobra książka o przemocy. Pokazuje, jak niewiele wystarczy by z przyjaciela zrobił się wróg życzący jak najgorzej. Zobaczymy też, jak wielkie możliwości w mobbingu, znęcaniu dają nowe media: internet i telefony komórkowe.
Wspomnę o jeszcze jednym: moje ulubione tytuły z serii "Kobieca strona thrillera" to: "Dopóki cię nie zdobędę", "Co z ciebie za matka", "Gdzie kończy się cisza" i od dziś- "Zanim będzie za późno". Polecam.
Tytuł: Zanim będzie za późno
Liczba stron: 352
Data wydania: 29 października 2015 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Korzystając z większej ilości wolnego czasu więcej czytam, a co za tym idzie- na blogu recenzje pojawiają się jak grzyby po deszczu. Ledwo skończę książkę, zrecenzuję, a już zbliżam się do zakończenia kolejnej. Czyżby miałaby to oznaczać, że kolejne tygodnie będą ubogie czytelniczo? Mam nadzieję, że nie, lecz pożyjemy- zobaczymy.
Na początku moja recenzja miała być inna. Chciałam napisać, że z serii "Kobieca strona thrillera zafascynowały mnie tylko dwie książki ( do tej pory wydano 7). Lecz im bliżej było końca- tym bardziej byłam przekonana, że moja opinia będzie inna. Zupełnie inna.
To bardzo ciekawa książka. Ważna i potrzebna. Pokazuje, że nigdy nie można być niczego pewnymi. Przekonała się o tym nasza bohaterka Rebecca, kiedy pewnego dnia otrzymała telefon ze szkoły, że jej "przybrana córka" (użyłam takiego określenia ponieważ tak naprawdę jest ona opiekunem prawnym dziewczynki) oblała farbą koleżankę. Dowiadujemy się, że dziewczyna wiele przeżyła- jej mama została zamordowana, a tata popełnił samobójstwo. Czy to miało wydarzenia miały aż tak wielki wpływ na nastolatkę, że postanowiła odreagować na koleżance (była jeszcze malutka gdy zmarli jej rodzice).
Teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Wspomnienia Rebecci wiele wyjaśniają, rzucają jasne światło na to, co działo się obecnie.
"Zanim będzie za późno" to bardzo dobra książka o przemocy. Pokazuje, jak niewiele wystarczy by z przyjaciela zrobił się wróg życzący jak najgorzej. Zobaczymy też, jak wielkie możliwości w mobbingu, znęcaniu dają nowe media: internet i telefony komórkowe.
Wspomnę o jeszcze jednym: moje ulubione tytuły z serii "Kobieca strona thrillera" to: "Dopóki cię nie zdobędę", "Co z ciebie za matka", "Gdzie kończy się cisza" i od dziś- "Zanim będzie za późno". Polecam.
"Dlaczego szczękamy zębami. Historyjki dla ciekawych dzieci"- Andrea Schütze
Autor: Andrea Schütze
Tytuł: Dlaczego szczękamy zębami. Historyjki dla ciekawych dzieci
Liczba stron: 128
Data wydania: 5 listopada 2015 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
W mojej biblioteczce można znaleźć kilka poprzednich książek z serii "historyjki dla ciekawskich dzieci". To, moim zdaniem, pozycja warta zakupienia. Pochwalić należy między innymi ładne ilustracje, które są w stanie zainteresować moją trzyletnią siostrzenicę (siada i ogląda, opowiada sobie historyjki). Ale to nie wszystko- książka ma jeszcze treść edukacyjną.
Dla niektórych dorosłych tematy poruszane w książce mogą być obrzydliwe (znajdziemy w niej rozdziały poświęcone różnym sprawom np. dlaczego siuśki są żółte, dlaczego woskowina w uchu jest gorzka, czy strach potrafi sparaliżować, skąd się biorą kozy w nosie, dlaczego kiedy jesteśmy źli mamy ochotę wrzeszczeć, dlaczego nie czujemy smaków gdy mamy katar. I wiele innych. Oraz jeden wiersz- o puszczaniu bąków.
Autorka wychodzi naprzeciw młodemu czytelnikowi i próbuje odpowiedzieć na najtrudniejsze pytania, nawet takie, które na pierwszy rzut oka wydają się bezsensowne. Wiele ludzi nie ma ochoty czytać czegoś takiego bo to OBRZYDLIWE. Spotykam się z wieloma takimi opiniami.
Ja jestem osobą, której trudno coś obrzydzić, również dzieci, powodowane zwykłą ciekawością przeżywają fascynację sprawami związanymi z różnymi wydzielinami ciała (a używanie słów kupa, g...o wzbudza chichot i szacunek wśród kolegów). Zadaniem rodzica jest wytłumaczyć młodemu człowiekowi sytuacji i miejsc, gdzie takich słów absolutnie nie można używać, a także nauczyć szacunku do starszych.
Tytuł: Dlaczego szczękamy zębami. Historyjki dla ciekawych dzieci
Liczba stron: 128
Data wydania: 5 listopada 2015 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
W mojej biblioteczce można znaleźć kilka poprzednich książek z serii "historyjki dla ciekawskich dzieci". To, moim zdaniem, pozycja warta zakupienia. Pochwalić należy między innymi ładne ilustracje, które są w stanie zainteresować moją trzyletnią siostrzenicę (siada i ogląda, opowiada sobie historyjki). Ale to nie wszystko- książka ma jeszcze treść edukacyjną.
Dla niektórych dorosłych tematy poruszane w książce mogą być obrzydliwe (znajdziemy w niej rozdziały poświęcone różnym sprawom np. dlaczego siuśki są żółte, dlaczego woskowina w uchu jest gorzka, czy strach potrafi sparaliżować, skąd się biorą kozy w nosie, dlaczego kiedy jesteśmy źli mamy ochotę wrzeszczeć, dlaczego nie czujemy smaków gdy mamy katar. I wiele innych. Oraz jeden wiersz- o puszczaniu bąków.
Autorka wychodzi naprzeciw młodemu czytelnikowi i próbuje odpowiedzieć na najtrudniejsze pytania, nawet takie, które na pierwszy rzut oka wydają się bezsensowne. Wiele ludzi nie ma ochoty czytać czegoś takiego bo to OBRZYDLIWE. Spotykam się z wieloma takimi opiniami.
Ja jestem osobą, której trudno coś obrzydzić, również dzieci, powodowane zwykłą ciekawością przeżywają fascynację sprawami związanymi z różnymi wydzielinami ciała (a używanie słów kupa, g...o wzbudza chichot i szacunek wśród kolegów). Zadaniem rodzica jest wytłumaczyć młodemu człowiekowi sytuacji i miejsc, gdzie takich słów absolutnie nie można używać, a także nauczyć szacunku do starszych.
wtorek, 5 stycznia 2016
"Szczęście w cichą noc"- Anna Ficner- Ogonowska
Autor: Anna Ficner- Ogonowska
Tytuł: Szczęście w cichą noc
Liczba stron: 176
Data wydania: 7 listopada 2013 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: wypożyczona z biblioteki
Z każdym dniem powiększa się liczba moich przeczytanych książek. Dziś mam przyjemność zrecenzować książkę, która wiele mnie nauczyła. Czego? O tym za chwilę.
Już jakiś czas temu miałam okazję przeczytać trylogię Anny Ficner-Ogonowskie, o której wiele się mówi. Jedni chwalą, inni ganią mówiąc, że książka jest mało interesująca i irytująca. Mi się podobało.
W listopadzie ukazała się najnowsza powieść autorki- "Czas pokaże" (recenzja już niedługo na blogu). Mając w perspektywie jej przeczytanie postanowiłam nadrobić zaległości i przeczytać "Szczęście w cichą noc". Z tą powieścią wiąże się jedno z moich największych rozczarowań. Egzemplarz dziś czytany wprawdzie wypożyczyłam z biblioteki, jednak na święta (te ponad rok temu) zakupiłam tę książkę w prezencie dla siostry. Jak każdy mól książkowy długo zastanawiam się nad kupnem książki i wydanymi pieniędzmi (bo im mniej wydanych tym więcej książek można mieć). Popełniłam duży błąd i niezbyt dokładnie przeczytałam opis. Byłam niemile zaskoczona gdy za ok 30 złotych dostałam malutką, cieniutką książeczkę (raptem 176 stron).
Nie mam też bardzo dobrych wspomnień z lektury książki. Ot, była taka sobie. Przez większą część byliśmy świadkami, jak Dominika próbowała wszelkimi sposobami przekonać główną bohaterkę by z powodu zaawansowanej ciąży nie zajmowała się przygotowywaniem Wigilii dla bliskich (pierwszej w jej nowym życiu). I choć nie było drukowanej czcionki to miałam wrażenie, że Dominika cały czas krzyczy.
Na końcu znajdziemy przepisy na potrawy wigilijne, które zostały przygotowane przez bohaterów i pojawiły się na ich stole.
Wprawdzie jakiś klimat świąteczny w książce jest, jednak postawię sprawę uczciwie: są lepsze z takim motywem np "Obietnica pod jemiołą" czy "Cicha 5".
Jestem bardzo ciekawa, co przyniesie przyszłość i "Czas pokaże".
Tytuł: Szczęście w cichą noc
Liczba stron: 176
Data wydania: 7 listopada 2013 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: wypożyczona z biblioteki
Z każdym dniem powiększa się liczba moich przeczytanych książek. Dziś mam przyjemność zrecenzować książkę, która wiele mnie nauczyła. Czego? O tym za chwilę.
Już jakiś czas temu miałam okazję przeczytać trylogię Anny Ficner-Ogonowskie, o której wiele się mówi. Jedni chwalą, inni ganią mówiąc, że książka jest mało interesująca i irytująca. Mi się podobało.
W listopadzie ukazała się najnowsza powieść autorki- "Czas pokaże" (recenzja już niedługo na blogu). Mając w perspektywie jej przeczytanie postanowiłam nadrobić zaległości i przeczytać "Szczęście w cichą noc". Z tą powieścią wiąże się jedno z moich największych rozczarowań. Egzemplarz dziś czytany wprawdzie wypożyczyłam z biblioteki, jednak na święta (te ponad rok temu) zakupiłam tę książkę w prezencie dla siostry. Jak każdy mól książkowy długo zastanawiam się nad kupnem książki i wydanymi pieniędzmi (bo im mniej wydanych tym więcej książek można mieć). Popełniłam duży błąd i niezbyt dokładnie przeczytałam opis. Byłam niemile zaskoczona gdy za ok 30 złotych dostałam malutką, cieniutką książeczkę (raptem 176 stron).
Nie mam też bardzo dobrych wspomnień z lektury książki. Ot, była taka sobie. Przez większą część byliśmy świadkami, jak Dominika próbowała wszelkimi sposobami przekonać główną bohaterkę by z powodu zaawansowanej ciąży nie zajmowała się przygotowywaniem Wigilii dla bliskich (pierwszej w jej nowym życiu). I choć nie było drukowanej czcionki to miałam wrażenie, że Dominika cały czas krzyczy.
Na końcu znajdziemy przepisy na potrawy wigilijne, które zostały przygotowane przez bohaterów i pojawiły się na ich stole.
Wprawdzie jakiś klimat świąteczny w książce jest, jednak postawię sprawę uczciwie: są lepsze z takim motywem np "Obietnica pod jemiołą" czy "Cicha 5".
Jestem bardzo ciekawa, co przyniesie przyszłość i "Czas pokaże".
"Kobiety w islamie. Miłość w życiu muzułmanek"- Nighat M. Gandhi
Autor: Nighat M. Gandhi
Tytuł: Kobiety w islamie. Miłość w życiu muzułmanek
Liczba stron: 480
Data wydania: 19 listopada 2015 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
"Jak bardzo irytował mnie powielany do znudzenia w mediach obraz muzułmańskiej kobiety – zniewolonej, zakwefionej, zgnębionej, bez prawa głosu? Jak bardzo chciałam wpleść w pisanie swoje miłości? Jak wielki miały na mnie wpływ, aż w końcu przybrały kształt tej książki? Kiedy myślę o swoich podróżach, pisaniu, o osobach, które spotkałam, rozumiem, że każdy krok ku poznaniu siebie wiązał się z odkryciem rzeczy, miejsc i ludzi. Za każdym razem, gdy odsłaniam się w tekście, mówię o moich wrażeniach i interakcjach z rzeczami, miejscami i ludźmi. Wrażenia te kolekcjonowałam, wędrując przez trzy lata po moich trzech ojczyznach. W miastach i wioskach Indii, Pakistanu i Bangladeszu spotykałam kobiety w ich kuchniach, na podwórkach i w miejscach pracy. Rozmawiałyśmy o naszych miłościach"
Powyższy cytat opisuje co skłoniło autorkę do napisania książki. Chciała opisać, jak wygląda miłość i szacunek do kobiet w krajach Bliskiego Wschodu- w Indiach, Pakistanie i Bangladeszu. Miała nadzieję odczarować, zmienić obraz i postrzeganie kobiet w powyższych krajach.
Obecnie na rynku wydawniczym jest mnóstwo książek o życiu i walce pań o swoje "ja". Popularne są arabskie opowieści o młodych dziewczętach poddanych nieludzkiemu zwyczajowi rytualnego obrzezania i sprzedania mężowi, jak jakiś towar. Nauczone posłuszeństwa mężowi nie protestują przeciw złemu traktowaniu i braku szacunku.
Czy taki obraz wyłania się też z książki "Kobiety w islamie"? Jaka jest moja opinia?
Otóż odrobinę zawiodłam się na tej pozycji. Miałam nadzieję, że będzie to opowieść o kobietach bardzo dzielnych, które cechuje hart ducha i które walczą o lepszy byt (swój i dzieci). Niestety- już na początku poznajemy historię miłosną, w której dziewczyna po rozstaniu z chłopakiem chce wziąć życie w swoje ręce i poślubić Hindusa. Tu zaczynają się wpływy ojca i prośbą, nie groźbą namawia córkę przebywającą w USA do powrotu do kraju. Kategorycznie sprzeciwia się zamążpójściu (widać dorosła kobieta nie mogła decydować o sobie) i nie pozwala wrócić do Stanów Zjednoczonych (nie jest dosłownie wspomniane jak to zrobił, lecz podejrzewam, że po prostu zabrał lub ukradł naszej bohaterce paszport).
Książka nie zachwyciła mnie, lecz była ciekawym doświadczeniem. Mogłam przeczytać historie miłosne wielu kobiet oraz o ich spojrzeniu na edukację, chęci do nauki.
Przy okazji: okładka wydawała mi się jakaś znajoma... Chwila poszukiwań w internecie i proszę.
Tytuł: Kobiety w islamie. Miłość w życiu muzułmanek
Liczba stron: 480
Data wydania: 19 listopada 2015 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
"Jak bardzo irytował mnie powielany do znudzenia w mediach obraz muzułmańskiej kobiety – zniewolonej, zakwefionej, zgnębionej, bez prawa głosu? Jak bardzo chciałam wpleść w pisanie swoje miłości? Jak wielki miały na mnie wpływ, aż w końcu przybrały kształt tej książki? Kiedy myślę o swoich podróżach, pisaniu, o osobach, które spotkałam, rozumiem, że każdy krok ku poznaniu siebie wiązał się z odkryciem rzeczy, miejsc i ludzi. Za każdym razem, gdy odsłaniam się w tekście, mówię o moich wrażeniach i interakcjach z rzeczami, miejscami i ludźmi. Wrażenia te kolekcjonowałam, wędrując przez trzy lata po moich trzech ojczyznach. W miastach i wioskach Indii, Pakistanu i Bangladeszu spotykałam kobiety w ich kuchniach, na podwórkach i w miejscach pracy. Rozmawiałyśmy o naszych miłościach"
Powyższy cytat opisuje co skłoniło autorkę do napisania książki. Chciała opisać, jak wygląda miłość i szacunek do kobiet w krajach Bliskiego Wschodu- w Indiach, Pakistanie i Bangladeszu. Miała nadzieję odczarować, zmienić obraz i postrzeganie kobiet w powyższych krajach.
Obecnie na rynku wydawniczym jest mnóstwo książek o życiu i walce pań o swoje "ja". Popularne są arabskie opowieści o młodych dziewczętach poddanych nieludzkiemu zwyczajowi rytualnego obrzezania i sprzedania mężowi, jak jakiś towar. Nauczone posłuszeństwa mężowi nie protestują przeciw złemu traktowaniu i braku szacunku.
Czy taki obraz wyłania się też z książki "Kobiety w islamie"? Jaka jest moja opinia?
Otóż odrobinę zawiodłam się na tej pozycji. Miałam nadzieję, że będzie to opowieść o kobietach bardzo dzielnych, które cechuje hart ducha i które walczą o lepszy byt (swój i dzieci). Niestety- już na początku poznajemy historię miłosną, w której dziewczyna po rozstaniu z chłopakiem chce wziąć życie w swoje ręce i poślubić Hindusa. Tu zaczynają się wpływy ojca i prośbą, nie groźbą namawia córkę przebywającą w USA do powrotu do kraju. Kategorycznie sprzeciwia się zamążpójściu (widać dorosła kobieta nie mogła decydować o sobie) i nie pozwala wrócić do Stanów Zjednoczonych (nie jest dosłownie wspomniane jak to zrobił, lecz podejrzewam, że po prostu zabrał lub ukradł naszej bohaterce paszport).
Książka nie zachwyciła mnie, lecz była ciekawym doświadczeniem. Mogłam przeczytać historie miłosne wielu kobiet oraz o ich spojrzeniu na edukację, chęci do nauki.
Przy okazji: okładka wydawała mi się jakaś znajoma... Chwila poszukiwań w internecie i proszę.
Podsumowanie- rok 2015
O tym, jak wielki wpływ na mnie ma choroba, z którą toczę bój od około miesiąca (a największy od kilku dni) dowiedziałam się dzisiaj, gdy się lepiej poczułam.
W tym roku udało mi się podsumować czytelniczo rok 2015.
Liczba przeczytanych książek: 259
Liczba przeczytanych książek w poszczególnych miesiącach:
Styczeń- 16
Luty- 19
Marzec- 15
Kwiecień-18
Maj- 19
Czerwiec-14
Lipiec-19
Sierpień- 31
Wrzesień- 30
Październik- 27
Listopad- 18
Grudzień- 30
Nawiązałam współpracę recenzencką z kilkoma cudownymi wydawnictwami na przykład z Wydawnictwem Filia, Znak (Znak, Znak Emotikon, Znak Literanova) i portalami związanymi z książką: Empik.com, Virtualo.
W moim życiu blogowym wydarzyło się wiele, tak naprawdę był to dla mnie najlepszy rok. Poznałam wiele nowych, cudownych osób. Spędziłam dwa dni na Targach Książki w Warszawie (po raz pierwszy, i na pewno nie ostatni!), poznałam polskie najpopularniejsze polskie pisarki (i pisarzy).
Pod koniec października, również pierwszy raz wyjechałam na odbywający się w pobliskich Siedlcach Festiwal Literatury Kobiet Pióro i Pazur. Po wręczeniu nagród odbył się bankiet, na którym spotkałam tyle przesympatycznych autorek, że aż trudno policzyć.
Dla mojego bloga również był to dobry czas. Liczba opublikowanych postów przez cały czas istnienia-ponad 850 wpisów. Również liczba wyświetleń sprawiła mi wielką radość- 100 000 to nie jest byle co! (teraz jest już 111 000 )
Książki, które miałam okazję przeczytać pochodziły z różnych źródeł: były to zarówno egzemplarze recenzenckie, kupione i wypożyczone z biblioteki.
Czytałam książki z różnych dziedzin. Najbardziej pochłonęły mnie powieści obyczajowe, ściskające serce, jak kryminały, książki kucharskie, biografie, książki dziecięce i młodzieżowe.
Co czytała Knigooliczka?
W tym roku udało mi się podsumować czytelniczo rok 2015.
Liczba przeczytanych książek: 259
Liczba przeczytanych książek w poszczególnych miesiącach:
Styczeń- 16
Luty- 19
Marzec- 15
Kwiecień-18
Maj- 19
Czerwiec-14
Lipiec-19
Sierpień- 31
Wrzesień- 30
Październik- 27
Listopad- 18
Grudzień- 30
Na zdjęciu znajdują się książki, które zapadły mi w pamięć, i które naprawdę warto przeczytać.
Nawiązałam współpracę recenzencką z kilkoma cudownymi wydawnictwami na przykład z Wydawnictwem Filia, Znak (Znak, Znak Emotikon, Znak Literanova) i portalami związanymi z książką: Empik.com, Virtualo.
W moim życiu blogowym wydarzyło się wiele, tak naprawdę był to dla mnie najlepszy rok. Poznałam wiele nowych, cudownych osób. Spędziłam dwa dni na Targach Książki w Warszawie (po raz pierwszy, i na pewno nie ostatni!), poznałam polskie najpopularniejsze polskie pisarki (i pisarzy).
Pod koniec października, również pierwszy raz wyjechałam na odbywający się w pobliskich Siedlcach Festiwal Literatury Kobiet Pióro i Pazur. Po wręczeniu nagród odbył się bankiet, na którym spotkałam tyle przesympatycznych autorek, że aż trudno policzyć.
Dla mojego bloga również był to dobry czas. Liczba opublikowanych postów przez cały czas istnienia-ponad 850 wpisów. Również liczba wyświetleń sprawiła mi wielką radość- 100 000 to nie jest byle co! (teraz jest już 111 000 )
Książki, które miałam okazję przeczytać pochodziły z różnych źródeł: były to zarówno egzemplarze recenzenckie, kupione i wypożyczone z biblioteki.
Czytałam książki z różnych dziedzin. Najbardziej pochłonęły mnie powieści obyczajowe, ściskające serce, jak kryminały, książki kucharskie, biografie, książki dziecięce i młodzieżowe.
Co czytała Knigooliczka?
poniedziałek, 4 stycznia 2016
"Stuhrmówka czyli czyli gen wewnętrznej wolności. Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką"- Maciej Stuhr, Beata Nowicka
Autor: Maciej Stuhr, Beata Nowicka
Tytuł: Stuhrmówka czyli gen wewnętrznej wolności. Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką.
Liczba stron: 384
Data wydania: 28 września 2015 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki
Chciałoby się rzec- mało dziś tak utalentowanych ludzi jak Maciej Stuhr. Nie pierwszy raz czytam książkę, która opisuje rodzinę Stuhrów. Coś ciągnie mnie, jestem ciekawa, jak żyją i co się dzieje. Myślę, że duży wpływ mają na to poglądy i zachowanie znanych ze szklanych ekranów ( i z teatrów) Jerzego i Macieja. Próżno szukać ich udziału w skandalach, rozmów w tabloidach.
Beata Nowicka w swojej rozmowie porusza wiele tematów. Przeczytamy o dzieciństwie Maćka, o grze w teatrze, studiach, przyjaźniach i naprawdę wielu innych rzeczach. Oprócz "wywiadu rzeki" na końcu każdego rozdziału znajdujemy kilka zdań powiedzianych na temat "naszego znajomego". Wypowiadają się różne osoby, na przykład Jacek Poniedziałek, Krystyna Janda czy Marianna Bończa- Stuhr (siostra).
Możecie mi wierzyć lub nie, z książki wyłania się obraz człowieka miłego, odpowiedzialnego, dbającego o rodzinę. Lubianego przez znajomych i studentów. I przede wszystkim- uczciwego, takiego z którego można brać przykład.
Najbardziej zapadło mi w pamięć to, jak opowiadał o byciu dawcą szpiku. Dziś zarejestrowanie się jako dawców niektórych kręgach może być modne lub jeszcze gorzej- kogoś kusi dzień wolny w pracy czy na studiach (miejmy nadzieję, że mało jest takich osób). Z właściwym sobie urokiem Maciej opowiada nam o swoim genetycznym bliźniaku. Z wywiadu też dowiemy się, jak ważne jest by dziecko chwalić. Z zaciekawieniem przeczytałam, że jego ojciec, Jerzy nic nie mówił, jeśli coś było dobrze zrobione na zasadzie: "jeśli dobrze to świetnie, ale jeśli źle- trzeba ganić i mówić, mówić, mówić o tym".
W książce wspomina się też o metodach wychowawczych stosowanych w latach 80-tych- czyli o biciu dzieci. To odważny krok- kiedyś takie zachowanie uważało się za normalne, dziś za moralnie i prawnie naganne. Maciej nie wspomina, że ma żal do ojca za kary cielesne.
Podsumowując- bardzo przyjemna książka. Szybko się ją czyta, można dowiedzieć się wielu ciekawostek z prywatnego i zawodowego życia Macieja Stuhra.
Tytuł: Stuhrmówka czyli gen wewnętrznej wolności. Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką.
Liczba stron: 384
Data wydania: 28 września 2015 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Źródło: egzemplarz recenzencki
Chciałoby się rzec- mało dziś tak utalentowanych ludzi jak Maciej Stuhr. Nie pierwszy raz czytam książkę, która opisuje rodzinę Stuhrów. Coś ciągnie mnie, jestem ciekawa, jak żyją i co się dzieje. Myślę, że duży wpływ mają na to poglądy i zachowanie znanych ze szklanych ekranów ( i z teatrów) Jerzego i Macieja. Próżno szukać ich udziału w skandalach, rozmów w tabloidach.
Beata Nowicka w swojej rozmowie porusza wiele tematów. Przeczytamy o dzieciństwie Maćka, o grze w teatrze, studiach, przyjaźniach i naprawdę wielu innych rzeczach. Oprócz "wywiadu rzeki" na końcu każdego rozdziału znajdujemy kilka zdań powiedzianych na temat "naszego znajomego". Wypowiadają się różne osoby, na przykład Jacek Poniedziałek, Krystyna Janda czy Marianna Bończa- Stuhr (siostra).
Możecie mi wierzyć lub nie, z książki wyłania się obraz człowieka miłego, odpowiedzialnego, dbającego o rodzinę. Lubianego przez znajomych i studentów. I przede wszystkim- uczciwego, takiego z którego można brać przykład.
Najbardziej zapadło mi w pamięć to, jak opowiadał o byciu dawcą szpiku. Dziś zarejestrowanie się jako dawców niektórych kręgach może być modne lub jeszcze gorzej- kogoś kusi dzień wolny w pracy czy na studiach (miejmy nadzieję, że mało jest takich osób). Z właściwym sobie urokiem Maciej opowiada nam o swoim genetycznym bliźniaku. Z wywiadu też dowiemy się, jak ważne jest by dziecko chwalić. Z zaciekawieniem przeczytałam, że jego ojciec, Jerzy nic nie mówił, jeśli coś było dobrze zrobione na zasadzie: "jeśli dobrze to świetnie, ale jeśli źle- trzeba ganić i mówić, mówić, mówić o tym".
W książce wspomina się też o metodach wychowawczych stosowanych w latach 80-tych- czyli o biciu dzieci. To odważny krok- kiedyś takie zachowanie uważało się za normalne, dziś za moralnie i prawnie naganne. Maciej nie wspomina, że ma żal do ojca za kary cielesne.
Podsumowując- bardzo przyjemna książka. Szybko się ją czyta, można dowiedzieć się wielu ciekawostek z prywatnego i zawodowego życia Macieja Stuhra.
sobota, 2 stycznia 2016
"Zaginiony"- Michael Katz Krefeld
Autor: Michael Katz Krefeld
Tytuł: Zaginiony
Liczba stron: 416
Data wydania: listopad 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Źródło: egzemplarz recenzencki
Z przyjemnością zamieszczam pierwszą recenzję w 2016 roku. Wybór był trudny, zajął mi trochę czasu. Ostatecznie, jak widzicie- wybrałam książkę Michaela Katza Krefelda wydaną przez wydawnictwo Literackie.
"Zaginiony" to druga, po "Wykolejonym" część opowieści o detektywie Thomasie Ravnie. Nie ostatnia- w przygotowaniu kolejna, przecież nie wszystko zostało wyjaśnione.
Te powieści to dla mnie duży orzech do zgryzienia. Zdążyłam zauważyć, że na początku mało mnie ciekawi to co czytam, nie wciąga, a rozpiętości czasowe denerwują.
Tak było i w tym przypadku- gdy docierałam do końca- nie mogłam się od książki oderwać. Efekt- czytanie do trzeciej w nocy...
Tym razem były policjant musi się zmierzyć z przeszłością. Znaleziony w rzeczach zamordowanej Evy (dziewczyny Ravna) telefon zmienia punkt widzenia na różne sprawy, pokazuje, że nie wszystko było tak piękne, jak się wydawało, a w ich związku znalazło się też miejsce na tajemnice. To teraźniejszość, odkrycia dzieją się 2014 r.
W książce przeczytamy też wspomnienia działacza niemieckiej Służby Bezpieczeństwa. dowiadujemy się jak z jego perspektywy wyglądały zmiany w Niemczech w 1989 r, i o rekcjach na upadek Muru Berlińskiego dzielącego Niemcy na dwie części (Republikę Federalną Niemiec i Niemiecką Republikę Demokratyczną).
Lecz to jeszcze nie wszystko. Jak już wspomniałam, akcja dotyczy też czasów teraźniejszych- do naszego znajomego, Ravna przychodzi kobieta, która prosi o pomoc. Laura jest w rozpaczliwej sytuacji- zaginął jej brat. Ślad po nim zaginął. Okazuje się, że przed zniknięciem zdefraudował pewną sumę pieniędzy- lecz za małą by móc się za nią utrzymać przez całe życie.
Początkowo Thomas nie ma ochoty zajmować się sprawą, lecz ostatecznie zgadza się. Wyjeżdżają nawet do Berlina by szukać zaginionego.
Czy uda się odnaleźć Mogensa? Jakie tajemnice zostaną odkryte?
Czytało mi się zadziwiająco dobrze. Teraz pozostało czekać na następną książkę Michaela Katza Krefelda.
Tytuł: Zaginiony
Liczba stron: 416
Data wydania: listopad 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Źródło: egzemplarz recenzencki
Z przyjemnością zamieszczam pierwszą recenzję w 2016 roku. Wybór był trudny, zajął mi trochę czasu. Ostatecznie, jak widzicie- wybrałam książkę Michaela Katza Krefelda wydaną przez wydawnictwo Literackie.
"Zaginiony" to druga, po "Wykolejonym" część opowieści o detektywie Thomasie Ravnie. Nie ostatnia- w przygotowaniu kolejna, przecież nie wszystko zostało wyjaśnione.
Te powieści to dla mnie duży orzech do zgryzienia. Zdążyłam zauważyć, że na początku mało mnie ciekawi to co czytam, nie wciąga, a rozpiętości czasowe denerwują.
Tak było i w tym przypadku- gdy docierałam do końca- nie mogłam się od książki oderwać. Efekt- czytanie do trzeciej w nocy...
Tym razem były policjant musi się zmierzyć z przeszłością. Znaleziony w rzeczach zamordowanej Evy (dziewczyny Ravna) telefon zmienia punkt widzenia na różne sprawy, pokazuje, że nie wszystko było tak piękne, jak się wydawało, a w ich związku znalazło się też miejsce na tajemnice. To teraźniejszość, odkrycia dzieją się 2014 r.
W książce przeczytamy też wspomnienia działacza niemieckiej Służby Bezpieczeństwa. dowiadujemy się jak z jego perspektywy wyglądały zmiany w Niemczech w 1989 r, i o rekcjach na upadek Muru Berlińskiego dzielącego Niemcy na dwie części (Republikę Federalną Niemiec i Niemiecką Republikę Demokratyczną).
Lecz to jeszcze nie wszystko. Jak już wspomniałam, akcja dotyczy też czasów teraźniejszych- do naszego znajomego, Ravna przychodzi kobieta, która prosi o pomoc. Laura jest w rozpaczliwej sytuacji- zaginął jej brat. Ślad po nim zaginął. Okazuje się, że przed zniknięciem zdefraudował pewną sumę pieniędzy- lecz za małą by móc się za nią utrzymać przez całe życie.
Początkowo Thomas nie ma ochoty zajmować się sprawą, lecz ostatecznie zgadza się. Wyjeżdżają nawet do Berlina by szukać zaginionego.
Czy uda się odnaleźć Mogensa? Jakie tajemnice zostaną odkryte?
Czytało mi się zadziwiająco dobrze. Teraz pozostało czekać na następną książkę Michaela Katza Krefelda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















