niedziela, 29 września 2013

"Wszystko jest możliwe"- Magda Papuzińska

Autor: Magda Papuzińska
Tytuł: Wszystko jest możliwe
Liczba stron: 88
Wydawnictwo: Akapit Press

Pierwsze, co rzuca się w oczy to nie dość, że mała czcionka to jeszcze jej styl, który mi się nie podoba. Ale za chwilę wszystko idzie w niepamięć, a ja wcale nie myślę o tym, jak się czyta bo temat już od pierwszych stron wciąga.
"Wszystko jest możliwe" to historia niepełnosprawnego chłopca, który nie chodzi, nie mówi, ale patrzy, widzi czuje.
Inni ludzie nie wierzą w to, dla nich jest tylko zbędnym balastem, który już dawno miał umrzeć. Zadziwił jednak wszystkich i żyje, żyje 13 lat.
Książka pokazuje całe spektrum uczuć, które towarzyszą pojawieniu się w domu niepełnosprawnego, który jest skazany na czyjąś pomoc. Widać też jak wielką jest miłość matczyna. Zarówno w tej książce, jak i innych o tej tematyce, a nawet w życiu w większości przypadków matka zawsze zostaje przy dziecku. A ojciec? Ojca przerasta posiadanie chorego dziecka, mówi, że niestety nie jest w stanie znieść tego i pokochać dziecka. I odchodzi.
Jak początek mnie wciągnął, tak koniec rozczarował. Spodziewałam się czegoś ciekawszego, czegoś bardziej wyrazistego. Mimo to, ciekawa lektura, choć na pewno są lepsze, choćby taka "Poczwarka" Doroty Terakowskiej..

"12 oddechów na minutę"- Janusz Świtaj

Autor: Janusz Świtaj
Tytuł: 12 oddechów na minutę
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte

Z okładki patrzy na nas sympatyczna, uśmiechnięta twarz mężczyzny. Jaką historię kryje?
Bardzo mi się ta okładka podoba, podczas lektury zerkałam na nią bardzo często.
Janusza Świtaja zapamiętałam właśnie dzięki jego kontrowersyjnemu postulatowi aby odłączyć go od aparatury i pozwolić umrzeć. Nie umiałam sobie przypomnieć, kiedy to było, ale z książki dowiedziałam się, że był to rok 2007. Wtedy tylko zanotowałam jego sylwetkę, al jakoś nie wydał mi się sympatyczny.
Muszę przyznać, że książka zmieniła moje postrzeganie jego osoby. Podziwiam go za to, że napisał książkę, bo jak jest napisane na okładce trwało to 7 lat,, właśnie ze względu na jego niepełnosprawność. Mógł dyktować ją komuś, a jednak nie, zrobił to sam, zapewne kosztowało go to wiele godzin pracy, więc już to wystarczy aby wzbudzał szacunek.
Książka opisuje niesamowicie trudne przeżycia Janusza po wypadku na motorze. Nawet lekarze mówią, że często taki uraz bywa śmiertelny, ale widać Januszowi udało się nie tylko przeżyć, ale też trochę radzić w życiu. Do czynności codziennych i pielęgnacyjnych potrzebuje i będzie potrzebował pomocy do końca życia (i to właśnie było przyczyną wołania o pomoc w ulżeniu cierpienia jemu i rodzicom, którzy jak na razie się nim opiekują), ale z tego co zrozumiałam, rozmawia, pomaga jak tylko może.
Polecam do przeczytania  Na pewno wzruszy, ale też pokaże, z jakimi problemami na codzień muszą się zmagać niepełnosprawni.

sobota, 28 września 2013

"Co to znaczy... 101 zabawnych historyjek, które pozwolą zrozumieć znaczenie niektórych powiedzeń"- Grzegorz Kasdepke

Autor: Grzegorz Kasdepke
Tytuł: Co to znaczy... 101 zabawnych historyjek, które pozwolą zrozumieć znaczenie niektórych powiedzeń
Liczba stron: 104
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literatura

I znów zaczęłam ze złej strony. Najpierw przeczytałam, drugą, potem pierwszą część. I powiem, że zdecydowanie ciekawsza jest druga część. W pierwszej poznajemy Bartusia, chłopca, który jest bardzo ciekawy świata i zadającego wiele pytań. Bartuś pyta o znaczenie wyrażeń frazeologicznych, bo bierze je dosłownie. Pytania te i dociekanie często wpędzają rodziców i jego samego w kłopoty bo jeszcze nie wie, że niektóre rzeczy powinien zachować dla siebie bo nie wypada ich mówić ( można sprawić komuś przykrość). Mimo to, odczułam, że w tej książce jest jakoś więcej kłótni, niesnasek i sytuacji, które sprawiają, że nasz bohater robi komuś przykrość. Durga część jest dla mnie bardziej przystępna, ciekawsza, śmieszna.
Polecam książkę. Warto podsunąć ją dziecku, dzięki niej poprzez zabawę nauczy się znaczenia niektórych wyrażeń frazeologicznych, których jest w Polsce wiele. To taki mały słownik frazeologiczny, który i uczy i bawi.
Choć jestem dorosła to lubię książki pana Grzegorza i z miłą chęcią zabieram się do ich lektury (jak tylko jakąś spotkam).

"Zhańbiona"- Jasvinger Sanghera

Autor: Jasvinder Sanghera
Tytuł: Zhańbiona
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Dawno, dawno temu... a właściwie to jakieś dwa lata temu dostałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka książkę do recenzji "Córki hańby" autorstwa Jasvinder Sanghera. Podobała mi się, a, że wspomniane w niej było, że jest taka książka jak "Zhańbiona" to pomyślałam, że warto przeczytać i poznać wcześniejsze wydarzenia. Pomyślałam i zapomniałam. Do teraz. Kiedy tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że będzie ciekawie.
"Zhańbiona" to autobiografia, i jak mi się wydaje próba poradzenia sobie z przeszłością.  Autorka wiele przeżyła, tylko dlatego, że nie chciała wyjść za mąż tak jak nakazuje kultura.
Przerażające jest to, że jeszcze w dzisiejszych czasach zdarzają się morderstwa honorowe i zmuszanie do małżeństw. No i tak dużo mówi się o przynoszeniu wstydu rodzinie, gdy wcale nie robi się nic złego. Zgrzytałam zębami i czułam irytację czytając o tym, jak matka mówiła o Jasvinder same złe rzeczy, właśnie o przynoszeniu wstydu i o tym, że jest zła, problemowa. Ja zapytam- czy to grzech ułożyć sobie życie po swojemu? Uderzyła mnie taka myśl, wiek XXI, wszędzie jest akceptacja wyborów bliskich (a przynajmniej się tak wydaje), tylko jakoś w krajach arabskich nie mogą się do tego dostosować. Dla nich kobieta to niewiele warta istota, a narodziny dziewczynki to nieszczęście. Ale nie można uogólniać, w wielu rodzinach tak jest, ale drugie tyle szanuje swoje rodziny i stara się żyć jak im serce nakazuje, a nie spojrzenia ludzi.
Jasvinder przeszła wiele i przyznam, że jej historia nie jest taka hm... książkowa, jak wiele. W wielu książkach dziewczęta zgadzają się na wszystko, nie próbują walczyć, poddają się rodzinie i robią to, czego od nich się oczekuje. Jasvinder miała odwagę się postawić i niestety zapłaciła za to wysoką cenę. Bardzo wzruszyły mnie jej losy. Liczyłam, że życie jej się ułoży, że będzie dzieliła je z mężczyzną, ze swoim pierwszym chłopakiem, który pomógł jej uciec. Ale życie czasem nie jest zbyt łaskawe i szykuje niespodzianki, nie tylko te dobre.

piątek, 27 września 2013

"Bibliotekarki"- Teresa Monika Rudzka

Autor: Teresa Monika Rudzka
Tytuł: Bibliotekarki
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Skrzat

Myślicie, że biblioteka to spokojne miejsce? Myślicie, że przychodzą tam ludzie mili, inteligentni, oczytani i kulturalni? Myślicie, że w bibliotece nie spotkacie pijaczka, wariata czy dresiarza? Mylicie się jak cholera.
Myślicie, że w bibliotece jest nudno? Że w bibliotece nic się nie dzieje i nie ma się z czego pośmiać? Mylicie się jak cholera”.

Taki tekst widnieje na odwrocie książki. Uważa, ze jest niesamowicie trafne, a praca bibliotekarza umniejszana, a oni uważani za tych gorszych.
 
Gdy po raz pierwszy zobaczyłam tę książkę od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. W końcu jak na razie to jedyna powieść obyczajowa o zawodzie bibliotekarza. A, że ja miałam swoim życiu epizody bibliotekarskie (studia kierunku informacji naukowej i bibliotekoznawstwa i dwa staże w bibliotece. To właśnie z biblioteką mam zamiar związać przyszłość, ale jak na razie marnie mi to wychodzi.
Ale wracając do książki, byłam jej ciekawa. Wiadomo, co w społeczeństwie myśli się o bibliotekarzach- nudny, bez wyrazu, nierób i tak dalej. Tymczasem, po stażach powiem tak- podziwiam panie bibliotekarki za chęć do pracy, zaangażowanie. Zwłaszcza ostatnia biblioteka była źródłem ciekawych przeżyć i wiedzy o życiu.
Przed przeczytaniem "Bibliotekarek" byłam w stanie bronić tej książki, dlaczego, nie wiem chyba czułam moralny obowiązek. Przeczytałam kilka recenzji, porozmawiałam z jedną panią, która pracuje w bibliotece i która przeczytała tę książkę i dowiedziałam się, że niestety, mimo, że ta książka miała łamać stereotypy, to w niektórych jeszcze bardziej utwierdza. Ale pisze też wiele gorzkiej prawdy o pracownikach biblioteki.
Do pracy w bibliotece przychodzi Żywia, po dłuższym chodzeniu do dyrektora i dopytywaniu się o wolne miejsce ( i to pokazuje jak dobrze ma się zasada, że jak samemu się nie załatwi, ni będzie się "upierdliwym" to niewiele się załatwi. Koleżanki z pracy ( najpierw  z jednej, potem z drugiej filii) prezentują całą gamę stereotypowych zachowań. Książka trochę bawi,śmieszy, ale jednak skłania do smutnych przemyśleń- o tym jakie realia panują w dzisiejszym świecie- brak środków na kadrę i wyposażenie czy artykuły higieniczne, intrygi (choć nie wszędzie) i ludzie, którzy wysyłają skargi z nawet głupstwami: typu: nie ma książki- wina bibliotekarek, a dyrekcja za to nie za bardzo odpowiada ma je tylko zdyscyplinować. Tak się składa, że wiem jak wygląda wybór książek bo czytelnicy pragną nowości ( nie dziwię się!) i zakupy w bibliotekach no i często jest to wybór trudny, bo brak finansów na nowości i kontynuacje i braki. Czasem trzeba wybierać mniejsze zło. Niektóre spostrzeżenia są trafne, pokazują zachowania, które zdarzają się w bibliotece.
Pokazują też, że biblioteka to nie miejsce tylko do wypożyczania, ale też można tam znaleć przyjazną duszę, która wysłucha.

Widzę, że wyszedł mi post mocno emocjonalny ;-)

czwartek, 26 września 2013

"Córki swoich matek"- Joanna Miszczuk

Autor: Joanna Miszczuk
Tytuł: Córki swoich matek
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

"Córki swoich matek" to trzecia książka opowiadająca o Asi i jej kobietach z jej rodziny. To historia niezwykła i wciągająca, a ja już drugi raz z zadowoleniem, ale też dużym zaskoczeniem przyjmuję fakt, że ukazuje się kolejna część. Cieszę się, że w mojej kolekcji znajdują się dwie. Ciekawi mnie też, czy to już koniec,czy pojawi się kolejna powieść Joanny Miszczuk.
Kilka słów o okładce- poprzednie tomy miały taką, powiedziałabym, że lekką, eteryczną i magiczną okładkę. Ta też mi się podoba, ale trochę się różni.
Zapewne myśleliście kiedyś o swoich przodkach, o tym jak żyło się w przeszłości i o miłości w dawnych czasach.Większości z nas nie jest dane poznać losów swoich przodków z taką dokładnością, jak mogła to zrobić nasza bohaterka. Asia dostała bowiem w spadku pamiętniki i listy kobiet ze swojej rodziny, a także pierścień miłości i przebaczenia. O nm i o tym, w jaki sposób się to odbyło można przeczytać w poprzednich książkach Joanny Miszczuk "Matki, żony, czarownice" oraz "Zalotnice i wiedźmy". Dokumenty, dokumenty, o których mowa,  sięgały wspomnień  XIII wieku, ale w tej książce poznajemy historie rodzinne począwszy od wieku XVI.
Już na początku autorka wspomniała, że zdarzenia i postaci są wytworem literackim, jednak mimo to bardzo przyjemnie się czyta  Z początku myślałam sobie, że ile można pisać, że chyba temat został powoli wyczerpany bo kilka pierwszych stron jakoś mnie nie zachwyciło. Ale kolejne? Poezja, a przynajmniej dla mnie. Próbowałam wybrać która część ciekawsza, czy pamiętniki tych niezwykłych kobiet czy teraźniejszość i wydarzenia w których uczestniczy Asia. A wbrew pozorom w jej życiu dzieje się bardzo wiele: ślub z Marokańczykiem, problemy z byłym mężem, plany powrotu do firmy, którą obecnie zarządza Julian, były mąż (a nie jest on kryształowym człowiekiem, liczy się dla niego tylko kasa i seks). Także jakbym miała wybrać to chyba bardziej wciąga mnie teraźniejszość, ale przeszłość też jest arcyciekawa.
Książkę czyta się szybko, lekko. To idealna lektura na jesienne wieczory.

poniedziałek, 23 września 2013

"Kto, jak nie ja"- Katarzyna Kołczewska

Autor: Katarzyna Kołczewska
Tytuł: Kto, jak nie ja?
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Druga w nocy, a ja siedzę i piszę. Oj, jutro będzie słabo ;-). Ale nie mogłam się opanować, nie było takiej siły, która by oderwała mnie od tej książki. To debiutancka powieść autorki a ja już mam ochotę na kolejne, dlatego ucieszyłam się, gdy na stronie wydawnictwa przeczytałam, że pani Katarzyna pracuje nad kolejną powieścią.
Książka jest dla tych, którzy mają trochę wolnego czasu (a nawet i dużo, bo gdy już się zacznie czytać czyta się do ostatniej strony) i dla tych, którzy lubią sobie popłakać. Porusza wiele problemów, ale w gruncie rzeczy to ciepła powieść o heroizmie, rodzinie.
Annę, lekarkę poznajemy w najgorszym momencie jej życia- na urlopie bezpłatnym, uzależniona od leków i alkoholu. Wiele osób chce jej pomóc, ale ona czuje się, że na to nie zasługuje, prześladują ją wydarzenia z przeszłości. Jednak przyjaciele i rodzina postanawiają pokazać jej, jak się myli. Pierwszym krokiem jest spędzenie rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, na co Anna godzi się, ale w pijackim ciągu zapomina. Rodzina jednak nie zapomniała, ba zrobiła wszystko, żeby nasza bohaterka się pojawiła na tej uroczystości. Po Annę ma przyjechać siostrzenica z mężem i trzyletnią córeczką. Po drodze wydarza się tragedia... Wypadek samochodowy zabiera małej Oli rodziców, nie ma się kto nią zająć po wyjściu ze szpitala. W normalnych warunkach powierzono by opiekę babci i dziadkowi, ale niestety nieszczęście goni nieszczęście no i gdy babcia dziewczynki dowiaduje się o stanie córki dostaje zawał. Jak to mówią- tragiczny zbieg okoliczności.
Książka jest podzielona na dwie części. Pierwsza część to opowieść o heroicznej walce Anny o dziecko, którym w sumie nawet nie chciała opiekować. A także zmaganie się z uzależnieniem od leków i alkoholu. Czy naszej bohaterce uda się nie pić i być dobrą ciocią, w sytuacji gdy nigdy nie chciała mieć dzieci i nawet ich nie lubi?
Druga część to życie Anny i Aleksandry dekadę po wydarzeniach opisanych w pierwszej części. Nie spodziewałam się tego, ale bardzo ciekawie się czytało. W tej części opisane są problemy jakie są z nastolatkami. Trudno z nimi walczyć matkom, a co dopiero Annie, która choć jest ciocią Oli to w momencie gdy następują te wydarzenia jest już starszą panią po sześćdziesiątce. Można więc poczytać o ciemnych stronach późnego macierzyństwa i pokazać, że nie zawsze mierzy się siły na zamiary i czasami człowiek może nie poradzić sobie (choć mu się wdaje inaczej). Ciekawe są niektóre rozwiązania, które Anna stosuje w "walce" z krnąbrną nastolatką (gdyby nie było problemów, to i nie byłoby drugiej części, prawda?). Niektóre rozwiązania są dobre, ale zdarzały się takie, których wcale nie pochwalam.
Jedyny minus- bardzo nie podobało mi się to, że Anna używała tylu przekleństw, nawet w obecności dziecka. Wiem, że to po prostu kreacja, postać stworzona przez autorkę, ale trochę realizmu też by się przydało- ile dorosłych przeklina przy dziecku, nie zwraca na to uwagi i nie zwraca uwagi gdy dziecko przeklina, nie karci go nawet?
Książkę polecam i polecać będę znajomym bo naprawdę warto przeczytać.


niedziela, 22 września 2013

"Trio z Plainview"- Edward Kelsey Moore

Autor: Edward Kelsey Moore
Tytuł: Trio z Plainview
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Na moim blogu trudno znaleźć krytyczną recenzję bo wszystko mi się podoba. Można pomyśleć, że piszę to tylko dlatego aby nie narazić się wydawnictwu, z którego uprzejmości korzystam i dostaję książkę do zrecenzowania. Tak nie jest, co widać po poniższej recenzji- staram się uczciwie pisać o moich odczuciach. Spodziewałam się czegoś lepszego. O wiele, wiele lepszego. Okładka ładna, opis z tyłu okładki pozwala myśleć, że to wciągająca opowieść o trzech przyjaciółkach, Niestety, ta książka zupełnie nie przypadła mi do gustu. Najpierw pomyślałam sobie, że to przedstawienie bohaterek, które było bardzo rozwlekłe stronnicowo to tylko wstęp. Przydługi, ale wstęp.
Pomyliłam się niestety- cała książka była w takim stylu. Niewiele dialogów, główne bohaterki, które nie do końca polubiłam, a tylko wywoływały irytację podczas lektury. Bo jak można się nie denerwować gdy kobieta (akurat Clarice) jest przez lata zdradzana, ale kompletnie nic z tym nie robi, nie licząc scen zazdrości, czasem publicznych, Jeszcze byłabym w stanie zrozumieć jedno, drugie danie szansy, ale jeszcze kolejne? Ta kobieta nie miała chyba szacunku do samej siebie. Po drugim takim wyryku powinna go zostawić.
Najbardziej zapamiętałam właśnie Clarice, może dlatego, że wywołała takie emocje. Z kolei Betty Jean  była taka jakaś nijaka- niewiele o niej można powiedzieć.
Ale "Trio z Plainview" mają też zalety, nie dostrzegam tylko wad. Bardzo spodobała mi się historia Odeette, która musiała zwalczyć chorobę, a dodatkowo... widziała ducha matki i Eleanor Roosevelt.
Choć uczciwie przyznam, bardziej ciekawe były sylwetki bohaterów pobocznych niż głównych.


sobota, 21 września 2013

"To, co zostało"- Jodi Picoult

Autor: Jodi Picoult
Tytuł: To, co zostało
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

No, no! Wróżę bestseller. Książka jest niesamowita.
Z twórczością Jodi Picoult po raz pierwszy spotkałam się lata temu, zapewne jak byłam w liceum. Pierwszą książką tej autorki, którą przeczytałam było "Bez mojej zgody". No i od tego czasu choruję na jej twórczość.
Ta pozycja jest trochę inna od innych, które napisała Jodi Pioult. Miejscami zapominałam, że to jej książka.
Teraz trochę opowiem o fabule. Akcja książki zaczyna się w momencie gdy główna bohaterka, dwudziestokilkulatka pracująca w piekarni na spotkaniu grupy spotyka staruszka o imieniu Josef. Sage liczy, że spotkania pomogą się jej pogodzić ze śmiercią matki, Josef? nie wiem ale wydaje mi się, że przychodzi na te spotkania bo jest po prostu samotny, a może też próbuje poradzić sobie z przeszłością, o której jeszcze nikomu nie wspominał. Trudno uwierzyć, ale tych dwoje mimo kilkudziesięcioletniej różnicy wieku zostaje przyjaciółmi. Gdy już Josef wie, że może ufać Sage prosi ją o przysługę. Liczy, że Sage jako przyjaciółka pomoże mu. Mogło by się wydawać, że to nic trudnego, że dlaczego miałaby nie pomóc, ale jak zwykle jest jakieś "ale". W tym przypadku nie jest to łatwe do spełnienia bowiem Josef poprosił aby nasza bohaterka pomogła mu...umrzeć. Powiecie- jak to? no chyba się nie zgodzi?! Nic jednak nie jest tylko białe ani tylko czarne, wszystko ma inne barwy. Tak i tu Sage nie tak łatwo podjąć decyzję podczas gdy słyszy historię Josefa i powód, dla którego nie ma ochoty żyć. Właściwie też trudno powiedzieć, że nie chce żyć- mężczyzna ma 95 lat i potworne wyrzuty sumienia z powodu przeszłości i rzeczy, które w niej popełnił. Prosi też aby mu wybaczono.
Tak jak już wcześniej pisałam, książka jest po prostu niesamowita. Właśnie za takie książki uwielbiam Jodi Picoult. Potrafi zrobić z czytelnikiem tak, aby on nie mógł oderwać się od lektury, a gdy się skończy czuł niedosyt i chciał więcej.
"To, co zostało to opowieść o zbrodniach przeszłości, o obozach koncentracyjnych i sytuacji żydów podczas drugiej wojny światowej, o trudnościach w poradzeniu sobie ze śmiercią bliskiego, o związku z żonatym mężczyzną. I o miłości, takiej prawdziwej, bo Sage pozna mężczyznę, którego pokocha, ale czy będzie mogła z nim się związać?
Często piszę o okładkach książek, zwykle jest to kilka słów. Teraz też tak będzie. Okładka jest bardzo dobrze dobrana- idealnie pokazuje nieuchronny upływ czasu i sprawia, że czytelnik patrząc na nią zaczyna się nad tym zastanawiać.


czwartek, 19 września 2013

"Zacisze 13. Powrót"- Olga Rudnicka

Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: Zacisze 13. Powrót.
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Wczoraj zastanawiałam się czy obie książki umieścić w jednej recenzji czy w oddzielnych. Jak widać stanęło na tym, że jedna książka- jedna recenzja.
Poprzednia książka bardzo mi się podobała, jak się okazało lubię czarne komedie. Bałam się, że kolejna część może nie być już tak wciągająca, na szczęście bardzo dobrze trzyma poziom. Może już tak nie bawi, no ale jest bardzo ok.
O czym jest?
Jak wiadomo z poprzedniej książki Marta po wyjściu za mąż miała wrócić do jej byłego domu by zająć się pozostawionymi pod podłogą ciałami złodziei. Tak, tak dobrze widzicie, nie pomyliłam się, a cała sytuacja to zbieg niesprzyjających zdarzeń.  Myślałam, że będzie to tylko głównie powieść jak Marta i Aneta poradziły sobie z pozbyciem się ciał. No, nie doceniłam inwencji twórczej autorki- znów ciągle się coś dzieje: a to były mąż Anety, koleżanki Marty, a to wścibska sąsiadka, która nawiasem mówiąc była strasznie irytująca, dokładnie taka jakiej nikt nie lubi. Wiem o jaki typ chodzi, na szczęście nie miałam do czynienia z takimi osobami. Bohaterkom, mimo iż cała sytuacja mnie bawiła to serdecznie współczułam im tego, co musiały przeżyć z nią. Nie zabrakło też akcji z szantażystami, śledzeniem, tak, jak to było w poprzednim "Zaciszu".
Czytelnik nie będzie się nudził podczas lektury, ciągle się coś dzieje. Bardzo lubię takie powieści i chętnie po nie sięgam.
Za to okładka wydaje mi się zupełnie nietrafiona.