sobota, 6 lipca 2013

"Skandaliści w koronach. Łotry, rozpustnicy i głupcy na polskim tronie"- Andrzej Zieliński

 Autor: Andrzej Zieliński
Tytuł: Skandaliści w koronach. Łajdacy, rozpustnicy i głupcy na polskim tronie
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rewelacyjna książka!
I nie mówię tego dlatego, że współpracuję z wydawnictwem Prószyński i S-ka. Książka jest naprawdę ciekawa. Historyczna, ale pisana takim językiem, że zainteresuje każdego, kto chociaż w minimalnym stopniu zechce poznać historię naszego kraju na przestrzeni wieków (a powinien). Chciałabym, żeby lekcje historii były chociaż trochę podobne, prowadzone w podobny sposób. W wielu szkołach historia to przedmiot, na który trzeba wykuć wiele dat, zapisać notatki i definicje z podręcznika. O ile ciekawsza byłaby zwykła rozmowa na en temat (w której uczniowie braliby czynny udział) i oprócz faktów przytoczenie anegdot historycznych. Wydaje mi się, że właśnie kazanie, że historia to nie tylko nuda sprawiłoby, że wiele osób chciałoby ją poznać bardziej szczegółowo.
"Skandaliści w koronach..." to bardzo wciągająca pozycja. Mi przeczytanie jej zajęło dwa dni, a wcale nie poświęcałam każdej wolnej chwili na czytanie. Książka zawiera kilkanaście rozdziałów, które opowiadają o życiu naszych władców. Zawarte w niej tezy zostały poparte między innymi relacją kronikarzy: Galla Anonima i Jana Długosza, choć jak autor książki wspomina, nie wszystkie fakty znajdują w nich poparcie. Czasami nie ma w nich żadnej wzmianki o wydarzeniu, było po prostu zatajane (może było dla kogoś niewygodne? nie chciano stawiać naszego kraju w złym świetle? Z wielkim zaciekawieniem czytałam ten, który dotyczył rzucania klątw oraz życia Jadwigi. Wprawdzie o klątwach rzucanych przez Kościół uczy się w szkołach, ale nie jest to do końca wyjaśnione. Książka rzuca inne światło na wydarzenia powszechnie znane.
Polecam! Historię Polski powinien znać każdy więc warto przeczytać. Ja po przeczytaniu podrzucę komuś książkę bo i inni powinni skorzystać z tej okazji i czegoś się dowiedzieć.

8 komentarzy:

  1. Nie wiem czy te postulaty dotyczące lekcji historii piszesz, żeby zapełnić notkę, czy naprawdę tak uważasz. Bo dla mnie to takie pisanie dla pisania bez przemyślenia tematu, więc nawet nie chce mi się pytać, jak Ty sobie wyobrażasz takie lekcje.

    OdpowiedzUsuń
  2. A uważasz, że historia to tylko wykuwanie na pamięć dat i wydarzeń? Zero rozmowy, tylko informacje?
    O ile przyjemniej byłoby gdyby nauczyciel czasem odstąpił od tego schematu.
    U mnie w liceum właśnie tak było. Nauczyciel z nami rozmawiał, prac domowych było niewiele, nie trzymał nas krótką ręką tylko w nas wierzył. Dzięki niemu polubiłam historię, zdawałam ją na maturze i studia wybrałam związane między innymi z historią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bibliotekoznawstwo jest związane z historią? Hmmm.

      Jest coś takiego jak podstawa programowa. Dyskusja o ciekawostkach i anegdotach jak najbardziej, jak starczy czasu, a czasu jest mało. Historię zwłaszcza swojego państwa trzeba znać, już nie przesadzajmy z wkuwaniem dat. Trzeba się orientować w ramach czasowych i wiązać fakty.
      Program trzeba zrealizować, wbić konkretną wiedzę i z tego nauczyciel i uczniowie są rozliczani.
      Dlatego ja uważam takie teksty za nieprzemyślane i gadanie dla gadania

      Usuń
    2. Kasiek, uważasz, że bibliotekoznawstwo jest o czym?
      Podstawą (na mojej uczelni) była właśnie historia.
      Historia książki, pisma, nauki (związana też astronomią!).
      Może nie jest to historia w znaczeniu wiedzy o państwie, świecie, ale to nadal historia.
      Przedmioty związane w jakiś sposób z historią mieliśmy w każdym semestrze.

      Usuń
    3. Ok. to ja nie wiedziałam, jak bardzo historyczny kierunek ja skończyłam. A wciąż uważam, że jednak historykiem amatorem jestem. ;)
      W takim ujęciu o każdym kierunku studiów można powiedzieć, że jest związany z historią.

      To mówisz, że nawet z astronomią związane. Widzę, że jesteś wielbicielką sensu largo.

      Usuń
    4. Cóż, widać moja uczelnia to wyjątkowe miejsce, gdzie z pakietem wiedzy o książce dostałam wiedzę o astronomii (przykład z III roku,przedmiot kończył się egzaminem- systemy komunikowania w nauce). To, o czym mówił profesor na wykładach i doktor na ćwiczeniach diametralnie się różniło. Jedno krążyło wokół astronomii, filozofii itd (wykład i egzamin), drugie zaś sensownie wyjaśniało zagadnienia. Również przedmioty fakultatywne i opcyjne, u nas obowiązkowe do zaliczenia (prowadzone przez tego pana) krążyły wokół gwiazd- Kepler, Herschel

      Usuń
    5. Ok. To ja chyba na takiej zasadzie jestem, a nie wiedziałam o tym, specjalistą od samolotów i statków powietrznych, od broni jądrowej itp.


      ;]

      Usuń
  3. Smutna prawda jest taka, że uczniom nie chce się uczyć i trzeba ich do tego zmusić. Zmuszenie wiąże się ze stresem, ani mniejszym, ani większym nić z innych przedmiotów. Nie da się zrobić tak, żeby WSZYSCY kochali dany przedmiot, a z Twoich wypowiedzi, tzn. z tej ostatniej można wyczytać, że historycy to ssmani, którzy z karabinami stoją nad uczniami i wbijają im do głowy daty, podczas gdy innych przedmiotów uczniowie uczą się z radością.
    Niestety proces nauki szkolnej wiąże się z tym, że niektóre przedmioty lubi się bardziej, inne mniej. Nauka jednych jest dla nas przyjemnością a innych męczarnią.
    Twoja recenzja, nie wychodzi za bardzo poza Twoją refleksję o szkolnictwie przeto nie mogę się odnieść do tego czy można ją wykorzystać w procesie edukacji i na jakim stopniu. Nie wiem jakie informacje dokładnie tak Cię zainteresowały, wiem, że jakieś dwie. Szczególnie.\
    Nie możesz, wbrew temu co twierdzić, robić co chcesz w kwestii realizacji programu, o różnych(rzekomo) sposobach sprawdzenia wiedzy zmilczę, bo chyba nie wiesz o czym piszesz, są egzaminy centralne i jeśli szkoła wypadnie słabo i szkołą dostanie program naprawczy to "nauczycielowi z wesołą inicjatywą" na pewno podziękują wszyscy ;/

    OdpowiedzUsuń