Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogowy cykl świąteczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogowy cykl świąteczny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 stycznia 2017

Blogowy cykl świąteczny: Liliana Fabisińska


Święta, święta i po świętach! A u mnie na blogu nadal trwają. Przy okazji, całkiem przypadkowo piękna data na opublikowanie ostatniego wywiadu. Wiecie, będę tęsknić za rozmowami z tak ciekawymi ludźmi, jak te panie, które zgodziły się udzielić mi odpowiedzi na kilka pytań.
Dziś zapraszam do przeczytania jak o świętach i czasie okołoświątecznym pisze Liliana Fabisińska!



 Święta w dzieciństwie. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z czasu gdy wierzyło się w Świętego Mikołaja, czekało z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Czy jest coś, co do dziś Pani wspomina?
Tak naprawdę najbardziej pamiętam myszkowanie po szafach i innych domowych zakamarkach, żeby sprawdzić, co przyniesie mi Mikołaj. Oczywiście zdobytej w ten sposób wiedzy nie zdradzałam nikomu i przy wyciąganiu paczek spod choinki odgrywałam przepiękne sceny zaskoczenia.

Już na początku listopada w sklepach pojawiają się choinki, bombki, w radiach kolędy- ogólnie rzecz biorąc- zaczyna się czuć tę szczególną atmosferę. Czy Pani lubi ten czas? A może odwrotnie- w głowie pojawia się myśl by w grudniu uciec gdzieś, gdzie nie ma radia, telewizji i wrócić dopiero po świętach?

W tym roku zdecydowanie chciałabym uciec z komputerem w jakieś miłe, ciepłe miejsce bez Świąt i bez internetu. Muszę skończyć pisać książkę... a wciąż mam przy niej jeszcze sporo pracy.

Z powodów rodzinnych nie mogę tak całkowicie odwołać Świąt, ale swoje zaangażowanie w przygotowania na pewno ograniczę do minimum.

Zresztą – z jakiegoś niejasnego powodu – co roku jest podobnie. W drugiej połowie grudnia mam najwięcej pracy, i w Święta więcej czasu spędzam z komputerem i notatkami niż z bliskimi przy stole albo na spacerach.

I oczywiście zawsze obiecuję sobie, że to już ostatni raz i za rok będzie całkiem inaczej... I nigdy nie udaje mi się dotrzymać słowa.

Tradycja mówi, że na stole ma być dwanaście potraw. W moim domu wieczerza wigilijna rozpoczyna się około godziny 17. Dania są tradycyjne, bezmięsne: uszka, krokiety, kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć karpia i kompotu z suszu. Z dań niekoniecznie tradycyjnych: w ostatnią wigilię przygotowałam łososia.
A jak jest u Pani? Wigilia w gronie najbliższych czy i dalszych krewnych? Jak wygląda przygotowywanie Świąt?


Nie powiem na ten temat ani słowa, dobrze? Święta są dla mnie czymś intymnym, i rodzinne wspomnienia oraz rytuały pragnę zostawić tylko dla najbliższych. Mogę tylko zdradzić, że zawsze znajduję w Święta czas na dwie rzeczy: czytanie książek (nie tylko tych znalezionych pod choinką) oraz oglądanie filmów. I tu absolutnie nie jestem oryginalna: Kevin (obie części!), Szklana pułapka oraz To właśnie miłość to pozycje obowiązkowe...

Po kolacji nadchodzi czas gdy możemy obserwować na twarzy rodziny uśmiechy. Z prezentów cieszą się nie tylko dzieci. Ja uwielbiam sprawiać radość moim bliskim. Mimo skromnych funduszy staram się by podarkiem ucieszyć. Wiele jest zwyczajów: w jednych domach prezenty dostają tylko dzieci, w innych- każdy- każdemu. Jak to jest u Pani?

Prezenty należą się każdemu, bez względu na wiek. To część magii Świąt. Ale to mogą być drobiazgi, własnoręcznie zrobione, zabawne, nawet ironiczne... lub autoironiczne. Liczy się fantazja! Czasami cały urok prezentu jest w jego opakowaniu, czasami w dołączonej karteczce...

Te dla mnie najcenniejsze, które wciąż przechowuję i pamiętam, nawet po wielu latach, to były właśnie śmiesznostki, wyjątkowe przez to, że powstały – lub zostały twórczo zaadaptowane – z myślą o mnie i tylko o mnie.

środa, 28 grudnia 2016

Blogowy cykl świąteczny: Natalia Sońska


Dziś przedostatni odcinek blogowego cyklu świątecznego. Wszystko co dobre szybko się kończy, prawda?
Zapraszam do przeczytania wywiadu.



Święta w dzieciństwie. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z czasu gdy wierzyło się w Świętego Mikołaja, czekało z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Czy jest coś, co do dziś Pani wspomina?

Wiele jest takich wspomnień z dzieciństwa, które wciąż siedzą w mojej głowie i wracają właśnie w tym świątecznym okresie. Na pewno najważniejszymi z nich są te, dotyczące przygotowań do świąt. Pieczenie ciast, ubieranie choinki, nakrywanie do stołu, wyczekiwanie pierwszej gwiazdki, wspólne rozmowy towarzyszące tym przygotowaniom, to dla mnie zawsze były takie magiczne momenty, które wspominam z uśmiechem na twarzy. Staram się jednak, by te wspomnienia nie pozostawały jedynie w głowie, ale co roku były na nowo wcielane w życie.


Już na początku listopada w sklepach pojawiają się choinki, bombki, w radiach kolędy- ogólnie rzecz biorąc- zaczyna się czuć tę szczególną atmosferę. Czy Pani lubi ten czas? A może odwrotnie- w głowie pojawia się myśl by w grudniu uciec gdzieś, gdzie nie ma radia, telewizji i wrócić dopiero po świętach?

Uwielbiam ten czas! Atmosfera, która tworzy się wokół świąt Bożego Narodzenia jest jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna. Nastrój jaki wówczas panuje w domach pozwala na chwilę zapomnienia o troskach i daje szansę na spędzenie pięknych chwil w gronie rodziny i najbliższych. Co więcej, ludzie zwracają wówczas większą uwagę na najważniejsze wartości, między innymi właśnie na rodzinną więź, miłość i przyjaźń. To jest zbyt piękne, by od tego uciekać.


Uwielbiam zapach choinki, jednak od wielu lat muszę zadowolić się sztucznym drzewkiem. Wraz z rodziną ubierana jest w przeddzień lub nawet w dzień Wigilii. Co roku czekam na ten piękny czas. Jak to wygląda u Pani?
W moim domu obowiązkowo pojawia się żywe drzewko. Jego zapach jest rzeczywiście niesamowity. Choinkę ubieramy zazwyczaj w dzień wigilii i każdy ma w tym strojeniu swój udział. Tato umieszcza drzewko w stojaku i wiesza lampki, ja z moją siostrą wieszamy bombki, cukierki i inne ozdoby, babcia i mama najczęściej też dorzucają do tego rytuału swoje pięć groszy. Uwielbiam wspólne ubieranie choinki, bo zazwyczaj dużo wtedy rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy. Jest rodzinnie i przyjemnie.

Tradycja mówi, że na stole ma być dwanaście potraw. W moim domu wieczerza wigilijna rozpoczyna się około godziny 17. Dania są tradycyjne, bezmięsne: uszka, krokiety, kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć karpia i kompotu z suszu. Z dań niekoniecznie tradycyjnych: w ostatnią wigilię przygotowałam łososia.
A jak jest u Pani? Wigilia w gronie najbliższych czy i dalszych krewnych? Jak wygląda przygotowywanie Świąt?



Wigilię spędzamy zawsze u babci. Zbiera się wówczas cała nasza rodzina, rodzeństwo mamy, kuzynostwo, a kolacja rozpoczyna się około godziny 18. Dania także są tradycyjnie bezmięsne, a karp w galarecie i barszcz z uszkami obowiązkowo podawane są w pierwszej kolejności. Oprócz tych dań na stole znajdują się między innymi także pierogi z kapustą, gołąbki z kaszą gryczaną, śledzie, kompot z suszu, kutia, kapusta z grochem czy makowiec. Wszystko to jest przygotowywane wspólnie, najwięcej jednak potraw przyrządza moja babcia według swoich receptur. Przygotowywania zaś rozpoczynają się już kilka dni przed wigilią, by zdążyć ze wszystkimi wypiekami i potrawami, a jest ich naprawdę sporo na naszym stole.


Po kolacji nadchodzi czas gdy możemy obserwować na twarzy rodziny uśmiechy. Z prezentów cieszą się nie tylko dzieci. Ja uwielbiam sprawiać radość moim bliskim. Mimo skromnych funduszy staram się by podarkiem ucieszyć. Wiele jest zwyczajów: w jednych domach prezenty dostają tylko dzieci, w innych- każdy- każdemu. Jak to jest u Pani?

W moim domu, po wieczerzy wigilijnej, całą rodziną udajemy się do pokoju, w którym stoi choinka, by szukać pod nią podarunków. Znajdują się tam prezenty dla każdego i moment, w którym wszyscy zbierają się przy drzewku i rozpakowują przygotowane dla nich paczuszki, jest równie magiczny jak całe święta. Uśmiech na twarzach rodziny wywołany prezentami jest bezcenny. Najważniejsze jest jednak, by każdy prezent był podarowany od serca, to cieszy najbardziej.

wtorek, 27 grudnia 2016

Blogowy cykl świąteczny- Agnieszka Lis


Jak to się mówi? Święta, święta i po świętach... A figa! U Knigoholiczki w tym roku święta potrwają trochę dłużej- a to za sprawą świątecznych wywiadów. Pozostało mi do opublikowania jeszcze trzy.
Zapraszam więc do przeczytania rozmowy z Agnieszką Lis autorki kilku wspaniałych książek. Niebawem premiera jej najnowszej powieści!



 Święta w dzieciństwie. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z czasu gdy wierzyło się w Świętego Mikołaja, czekało z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Czy jest coś, co do dziś Pani wspomina?

Ja święta generalnie wspominam wspaniale. Nie mam jakiś konkretnych, spektakularnych wydarzeń – bardziej została we mnie świąteczna atmosfera, taka magia, choinka, pod nią kolorowe paczki. Dzisiaj staram się, żeby ta magia istniała w moim domu. Święta mają być uśmiechnięte i bezproblemowe. Trudno, może to oczekiwanie wydaje się nierealne, wyjęte z reklamy, amerykańskie, ale święta takie właśnie mają być. I takie są w moim domu.

Mój starszy syn dopiero w czwartej klasie, z podręcznika (zła jestem na autorów!) dowiedział się, że Święty Mikołaj nie istnieje. Mam takie przekonanie, infantylne być może, że dopóki dzieci wierzą w Mikołaja, dopóty jest to dzieciństwo pełna gębą. A potem wchodzi rzeczywistość… więc tę magię staram się utrzymywać jak najdłużej.

Już na początku listopada w sklepach pojawiają się choinki, bombki, w radiach kolędy - ogólnie rzecz biorąc - zaczyna się czuć tę szczególną atmosferę. Czy Pani lubi ten czas? A może odwrotnie - w głowie pojawia się myśl by w grudniu uciec gdzieś, gdzie nie ma radia, telewizji i wrócić dopiero po świętach?

 O nic podobnego! Żadnych ucieczek! Pisałam już, że święta lubię i celebruję. Wprawdzie wkurza mnie ich komercjalizowanie, ale i tak się na cieszę. Jak dziecko, którym staram się być chociaż od czasu do czasu.

Czasem myślę, że szkoda trochę ich magii… Dodatkowy talerz, który jest pustym gestem, zastawiony stół, przy którym się nikt nie uśmiecha, owczy pęd do kupowania czegokolwiek… Znak czasu? Nie wiem. Pogoń? Za czym? Za ułudą szczęścia?

Nie cierpię wizyt w sklepach przed świętami. Dziki tłum i wewnętrzny przymus – kupuj, kupuj! Wszechobecne reklamy, ogłupiające niestety. Wyścig czerwonych i niebieskich mikołajów, świąteczne piosenki zachwalające jogurt, dachówki i perfumy. Ja prezenty zbieram od września, czasem nawet wcześniej coś znajdę ciekawego i przychomikuję. Czekają na swój moment, są przemyślane i przygotowane dla konkretnej osoby. Przed świętami mogę dokupić śmietany, jeśli mi zabraknie do śledzi, ale prezentów – na pewno już nie.

Nie bardzo mam zresztą czas na bieganie po sklepach, więc mnie to specjalnie nie denerwuje, ale jeśli już jestem w listopadzie w centrum handlowym, i zaraz po Wszystkich Świętych widzę wystawę bombek… to mnie to śmieszy. Tak, bardziej śmieszy niż denerwuje.  Chociaż również zastanawia. Bo skoro tak jest, to znaczy, że tego rodzaju marketing działa. A skoro działa… to gdzie się podziało myślenie wśród konsumentów?

Uwielbiam zapach choinki, jednak od wielu lat muszę zadowolić się sztucznym drzewkiem. Wraz z rodziną ubierana jest w przeddzień lub nawet w dzień Wigilii. Co roku czekam na ten piękny czas. Jak to wygląda u Pani?

 Ja także uwielbiam zapach choinki, ale jestem pragmatyczką. Od kilku lat mam sztuczną. Jakoś mieliśmy niefart do choinek. Albo była nieforemna (chociaż nie było tego wcześniej widać), albo – co przytrafiło nam się kilka razy z rzędu – nieświeża. Sypała się już w Wigilię. Co to za przyjemność patrzeć na łyse drzewko i dwa razy dziennie pod nim odkurzać? Więc pewnego roku podjęłam decyzję i przyjechałam do domu z plastikową choinką. Jako rekompensatę dla dzieciaków wybrałam największą, jaka była.

Za to przybieramy ją co roku inaczej. W listopadzie jeden z moich synów wybiera kolor. Bombek mamy w domu zatrzęsienie, więc wybieramy wspólnie, które w tym roku zawisną na naszym drzewku. Czasem coś dokupujemy. Sporo ozdób robimy też sami, podobnie jak kartki świąteczne. Od lat ich nie kupuję, tylko razem z dziećmi tnę i kleję. Efekty są różne, ale zawsze własnoręczne ;-)


Tradycja mówi, że na stole ma być dwanaście potraw. W moim domu wieczerza wigilijna rozpoczyna się około godziny 17. Dania są tradycyjne, bezmięsne: uszka, krokiety, kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć karpia i kompotu z suszu. Z dań niekoniecznie tradycyjnych: w ostatnią wigilię przygotowałam łososia.
A jak jest u Pani? Wigilia w gronie najbliższych czy i dalszych krewnych? Jak wygląda przygotowywanie Świąt?


 Uwielbiam gotować. Zwyczajnie sprawia mi to przyjemność. Mamy w domu już swoje własne potrawy, niekoniecznie tradycyjne w powszechnym rozumieniu, ale w naszym domu są ściśle wigilijne. Jest czerwony barszcz z grzybowymi uszkami. Pasztet z grzybów. Śledzie w bitej śmietanie. Sałatka śledziowo-buraczana. Rolada łososiowa z nadzieniem serowym. Tatar z pstrąga. Karp w galarecie. Na ciepło karp w piwie. Nie przepadamy za kutią czy kompotem z suszu, więc w naszym domu po prostu ich nie ma. Szaleję za to z ciastami. Mój mąż jest wielbicielem serników, więc nie może sernika nie być. Zawsze tort, kiedyś makowy, ale któregoś roku obydwoje z mężem w tajemnicy wyznaliśmy sobie, że nie lubimy maku ;-) Więc nie ma u nas makowca ani pierników, bo też nie przepadamy. Czasami pierniczki piekę z dziećmi, dla ich radości lepienia i zdobienia. W tym roku planuję tort nugatowy i bezowy, sernik, ciasto biszkoptowe ze śmietaną i może tiramisu. A może jeszcze coś mi wpadnie do głowy.

Grudniowe święta spędzamy w domu. Nie mam ochoty nigdzie wyjeżdżać – Boże Narodzenie jest dla mnie domowe, rodzinne. Na Wielkanoc wyjeżdżamy chętnie, może nie co roku, ale za to z przyjemnością. Nie wyobrażam sobie jednak wyjazdu w Boże Narodzenie. W tym roku będzie u nas osiem osób w Wigilię i jedenaście w pierwszy dzień świąt. I w ogóle mi to nie przeszkadza. Lubię gotować, umiem sobie pracę w kuchni rozplanować, więc się nie martwię. Wielkie gotowanie zacznę od pieczenia, marynowania, macerowania i namaczania już we wtorek ;-)

 Po kolacji nadchodzi czas gdy możemy obserwować na twarzy rodziny uśmiechy. Z prezentów cieszą się nie tylko dzieci. Ja uwielbiam sprawiać radość moim bliskim. Mimo skromnych funduszy staram się by podarkiem ucieszyć. Wiele jest zwyczajów: w jednych domach prezenty dostają tylko dzieci, w innych- każdy- każdemu. Jak to jest u Pani?

 Prezenty - obowiązkowo! – dla wszystkich. Przyznam się do jeszcze jednej mojej dziecinnej radości – lubię prezenty pakować. Więc najchętniej każdą czekoladkę zapakowałabym osobno ;-)

Oczywiście, dzieci są obdarowywane najhojniej, ale i dorosłym niczego pod tym świątecznym drzewkiem nie brak. Mogą być to drobiazgi, ale być muszą!
Czego, korzystając z okazji, życzę także wszystkim Czytelnikom Pani bloga. Niech magia świąt zaczaruje dla wszystkich ten czas. Niech będzie przepełniony radością i miłością. Nawet, jeśli dla kogoś te wszystkie światełka, mikołaje, renifery i kolorowe paczuszki to synonim kiczu – to życzę na tyle dystansu, aby był to jednak powód do uśmiechu. I to nie tylko w święta. Ważniejsze dla mnie jest, aby tolerancja, życzliwość i pogoda ducha towarzyszyły nam wszystkim, na co dzień. Czego życzę i Pani, i Państwu, i – egoistycznie – także sobie

niedziela, 25 grudnia 2016

Blogowy cykl świąteczny: Katarzyna Puzyńska


Po kolacji wigilijnej, w pierwszy dzień świąt zapraszam do przeczytania wywiadu z Katarzyną Puzyńską - autorką poczytnej serii o policjantach z Lipowa.

Święta w dzieciństwie. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z czasu gdy wierzyło się w Świętego Mikołaja, czekało z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Czy jest coś, co do dziś Pani wspomina? 
 
Święta kojarzą mi się z Lipowem… A właściwie z wsią, która była jego pierwowzorem. Mieszkali tam moi dziadkowie. W dzieciństwie zawsze spędzałam Boże Narodzenie właśnie u nich. Zimy były wtedy mroźne i śnieżne. Nadal słyszę skrzypienie białego puchu pod butami. Czuję szczypanie mrozu na zmarzniętej twarzy, kiedy idziemy z dziadkiem po choinkę do leśniczówki. Już zmierzcha, bo zimowe dni są przecież krótkie. Przedzieramy się przez las. Pomiędzy drzewami jest już mroczno i trochę strasznie, więc śpiewamy kolędy, żeby dodać sobie otuchy.
Choinkę ubieramy dopiero następnego dnia, w Wigilię. Ozdoby musimy przynieść ze strychu. Trzeba sobie przypomnieć, co gdzie jest. Potem rozplątać światełka i łańcuchy. Wreszcie przymocować nitki do bombek, bo stare w magiczny sposób zginęły. Dziadek zapala w kominku. Ogień trzaska na wilgotnych jeszcze nieco polanach.
Potem oczekiwanie pierwszej gwiazdki. Na stole pyszni się dwanaście wigilijnych potraw. Przygotowały je babcia, mama i ciocia. Pod obrusem pachnie siano, które dostaliśmy od sąsiadów.
Po wieczerzy ruszamy na pasterkę. Wychodzimy około o jedenastej. Potrzeba aż godzinę, bo kościół jest po drugiej stronie wsi. Pewnie można by dojść tam szybciej, ale dorosłym nie chce się spieszyć po sutym posiłku.

Już na początku listopada w sklepach pojawiają się choinki, bombki, w radiach kolędy- ogólnie rzecz biorąc- zaczyna się czuć tę szczególną atmosferę. Czy Pani lubi ten czas? A może odwrotnie- w głowie pojawia się myśl by w grudniu uciec gdzieś, gdzie nie ma radia, telewizji i wrócić dopiero po świętach?

Faktycznie z każdym rokiem przygotowania zdają się ruszać coraz wcześniej. Niektórzy na to narzekają, ale mnie to nie przeszkadza.

Uwielbiam zapach choinki, jednak od wielu lat muszę zadowolić się sztucznym drzewkiem. Wraz z rodziną ubierana jest w przeddzień lub nawet w dzień Wigilii. Co roku czekam na ten piękny czas. Jak to wygląda u Pani?

Uwielbiam zapach choinki! Przez wiele lat mieliśmy z mężem sztuczną. Tym razem jednak zdecydowaliśmy się na prawdziwą. Z reguły ubieramy ją razem w przeddzień Wigilii.

Tradycja mówi, że na stole ma być dwanaście potraw. W moim domu wieczerza wigilijna rozpoczyna się około godziny 17. Dania są tradycyjne, bezmięsne: uszka, krokiety, kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć karpia i kompotu z suszu. Z dań niekoniecznie tradycyjnych: w ostatnią wigilię przygotowałam łososia. A jak jest u Pani? Wigilia w gronie najbliższych czy i dalszych krewnych? Jak wygląda przygotowywanie Świąt?

Boże Narodzenie spędzamy całą rodziną u mojej cioci. Część osób mieszka za granicą, więc jest to moment, kiedy wszyscy nareszcie możemy się spotkać i spędzić trochę więcej czasu razem. Najczęściej pojawiają się tradycyjne wigilijne potrawy, ale zdarzają się też drobne szaleństwa. Ja osobiście najbardziej lubię, tradycyjnie, kompot z suszu! Dla mnie to smak Wigilii.

Po kolacji nadchodzi czas gdy możemy obserwować na twarzy rodziny uśmiechy. Z prezentów cieszą się nie tylko dzieci. Ja uwielbiam sprawiać radość moim bliskim. Mimo skromnych funduszy staram się by podarkiem ucieszyć. Wiele jest zwyczajów: w jednych domach prezenty dostają tylko dzieci, w innych- każdy- każdemu. Jak to jest u Pani?

Prezenty każdy daje w miarę swoich możliwości. Najpiękniejsze jest w tym chyba zobaczyć radość na czyjejś twarzy, jeżeli prezent przygotowany przez nas jest udany. 🙂

piątek, 23 grudnia 2016

Blogowy cykl świąteczny- Joanna Opiat- Bojarska


Coraz bliżej święta, a ja nie zwalniam! Dziś zapraszam do przeczytania rozmowy z Joanną Opiat- Bojarską. Jakie są jej święta?

Święta w dzieciństwie. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z czasu gdy wierzyło się w Świętego Mikołaja, czekało z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Czy jest coś, co do dziś Pani wspomina?

Dziwnym zbiegiem okoliczności Gwiazdor (bo u nas w Poznaniu w wigilię przychodzi Gwiazdor) przychodził do nas zawsze wtedy, gdy z mamą lub babcią wychodziłam z pokoju. Słyszałam otwieranie drzwi, psy zaczynały szczekać, a kiedy wybiegałam na korytarz Gwiazdora już nie było.


Już na początku listopada w sklepach pojawiają się choinki, bombki, w radiach kolędy- ogólnie rzecz biorąc- zaczyna się czuć tę szczególną atmosferę. Czy Pani lubi ten czas? A może odwrotnie- w głowie pojawia się myśl by w grudniu uciec gdzieś, gdzie nie ma radia, telewizji i wrócić dopiero po świętach?

Lubię czas od końca listopada, kiedy tak naprawdę zaczynam czuć, że zbliżają się święta. Pierwsza świąteczna piosenka usłyszana w tym roku w radio wywołała na mojej twarzy ogromny uśmiech.


Uwielbiam zapach choinki, jednak od wielu lat muszę zadowolić się sztucznym drzewkiem. Wraz z rodziną ubierana jest w przeddzień lub nawet w dzień Wigilii. Co roku czekam na ten piękny czas. Jak to wygląda u Pani?

Wieczór, choinka, migające światełka i bliskość drugiej osoby… bardzo lubimy taki klimat, dlatego zaczynamy bardzo wcześnie. Już w pierwszy weekend grudnia ubieramy choinkę (sztuczną, bo może stać w nieskończoność i jest idealnie równa ;)). Prawdziwe drzewa mamy tuż za oknem.


Tradycja mówi, że na stole ma być dwanaście potraw. W moim domu wieczerza wigilijna rozpoczyna się około godziny 17. Dania są tradycyjne, bezmięsne: uszka, krokiety, kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć karpia i kompotu z suszu. Z dań niekoniecznie tradycyjnych: w ostatnią wigilię przygotowałam łososia.
A jak jest u Pani? Wigilia w gronie najbliższych czy i dalszych krewnych? Jak wygląda przygotowywanie Świąt?

ntnint
Tylko nie kompot z suszu! Robiła go moja babcia. Mama kazała mi pić, a ja miałam odruch wymiotny. Bleee. Wigilię spędzamy w gronie najbliższych – my, moi rodzice, teściowie, siostra męża z rodziną, dziadek męża. Co roku liczę potrawy, zwykle jest cały tuzin. Moje ulubione to zupa grzybowa, pierogi podsmażone z cebulką, karp i ryba na słodko- pikantnie (moja wigilijna specjalność).

Po kolacji nadchodzi czas gdy możemy obserwować na twarzy rodziny uśmiechy. Z prezentów cieszą się nie tylko dzieci. Ja uwielbiam sprawiać radość moim bliskim. Mimo skromnych funduszy staram się by podarkiem ucieszyć. Wiele jest zwyczajów: w jednych domach prezenty dostają tylko dzieci, w innych- każdy- każdemu. Jak to jest u Pani?

U nas prezenty dostaje każdy, bo w każdym skrywa się mniej lub bardziej ukryte dziecko ;)