Autor: Dawn Barker
Tytuł: Pozwól jej odejść
Liczba stron: 440
Data wydania: 14 kwietnia 2016 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Po raz drugi zdecydowałam się sięgnąć po książkę tej autorki. I niestety, kolejny raz przekonuję się, że nie są one dla mnie. Nie potrafię całkowicie zatopić się w lekturze, zapomnieć o tym co było i jest. Niekiedy słyszę słowa zachwytu- wielu ludzi bardzo dobrze wypowiada się o tej pozycji. Lecz nie zawsze coś może podobać się wszystkim, prawda?
"Pozwól jej odejść" to był sprawdzian. Jak wielu autorom, tak i Dawn Barker postanowiłam dać drugą szansę. Byłam ciekawa, czy nastąpiła jakaś zmiana, czy tym razem nie będę się mogła oderwać od czytania. Owszem, w porównaniu do pierwszej książki było dużo lepiej, ale dla mnie to jeszcze nie to.
Dawn Barker słynie z poruszaniu trudnych tematów. To się nie zmieniło. Wcześniej mogliśmy poczytać o problemie depresji poporodowej. Teraz czytelnik zostaje wprowadzony w świat Zoe i Nadii, dwóch sióstr, z których jedna ma kochającą rodzinę, druga- mimo szczerych chęci- kłopoty z zajściem w ciążę.
Nadia podejmuje trudną decyzję: postanawia pomóc siostrze i urodzić dla niej dziecko, zostać, jak to się mówi, surogatkę. To, co zamierza zrobić będzie miało ogromny wpływ na jej rodzinę i innych.
Autorka przedstawia sytuację z różnych punktów widzenia. Pisze o tym co czują obydwie kobiety, ale także o tym jak na wieść o całej sprawie zareaguje córka Zoe- Louise.
Podsumowując- mając do wyboru książkę np Jodi Picoult i Dawn Baker to bez zastanowienia sięgnę po pozycję napisaną przez Jodi.
W recenzowanej dziś przeze mnie "Pozwól jej odejść" znalazłam kilka rzeczy, które na pewno miały wpływ na mój odbiór, kilka niedociągnięć. Przede wszystkim bardzo trudno mi się zorientować w akcji, która jest zarówno zapisem wspomnień, jak i wydarzeń teraźniejszych. Jest wprawdzie podział na rozdziały, ale nie ma zaakcentowanych dat lub porządku chronologicznego: może się zdarzyć, że wspomnienia to jeden rozdział, potem teraźniejszość, a znów za chwilę trzy rozdziały, w których opisane jest to co dawniej było. Niestety dopiero po chwili można się zorientować co i jak.
Zgrzytało mi też odmienianie imienia Nadia. Mimo, że wyczytałam, że używanie formy "Nadiu" nie jest błędem to jednak nie podoba mi się ta odmiana, jest nie do końca naturalna.