Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Łucja Misiołek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Łucja Misiołek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2019

"Ktoś ci siię przygląda"- Katarzyna Misiołek

Autor: Katarzyna Misiołek
Tytuł: Ktoś ci się przygląda
Liczba stron: 320
Data wydania: 2018
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki


Zapierałam się, że nie sięgnę po kolejne alter ego Kasi Misiołek- Darię Orlicz, ale chyba będę musiała się złamać bo... skończyły mi się książki sygnowane nazwiskiem tej autorki! A, jak wiecie z poprzednich recenzji, warto zaznajomić się z jej książkami.
Wiem, że powtarzałam to już nieraz, powtórzę jednak kolejny: jestem zachwycona powieściami Kasi. Każda ma coś w sobie, coś co wciąga. Gdybym miała wybrać książkę, która najbardziej przypadła mi do gustu to miałabym problem, jednak z pewnością "Ktoś ci się przygląda" ma pozycję bardzo wysoko.
Co tu dużo mówić- autorka "kupiła mnie" tą książką, nie mogłam się od niej oderwać. Historia Anny, krakowskiej radiowej dziennikarki jest taką, która mogłaby przydarzyć się każdemu. Nasza bohaterka samotnie wychowuje syna starając się pogodzić pracę i rodzicielstwo. Jednak pewnego dnia doświadcza czegoś okropnego: do jej domu wchodzi nieznany mężczyzna. Później pojawiają się kolejne niepokojące sytuacje. Czy Anna odzyska spokój ducha? Czy obserwującym ją mężczyzną jest niebezpieczny przestępca napadający kobiety w ich własnych domach?
Katarzyna Misiołek stworzyła powieść niesamowitą. Idealnie oddała emocje targające bohaterką, tak, jakby było się biernym obserwatorem wydarzeń... Dodatkowo- poruszyła bardzo ważny temat- stalkingu. Pokazuje, że w naszym kraju policja jeszcze nie do końca radzi sobie z tym tematem.
Cóż robić... Serdecznie polecam książkę, naprawdę warto po nią sięgnąć.

piątek, 6 września 2019

"Kryształowe motyle"- Katarzyna Misiołek

Autor: Katarzyna Misiołek
Tytuł: Kryształowe motyle
Liczba stron:  288
Data wydania: 2019 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Książnica
Źródło: egzemplarz recenzencki


Po każdej przeczytanej książce Katarzyny Misiołek jestem coraz bardziej skonfudowana. Jak jedna autorka może: po pierwsze- pisać tyle książek, po drugie- pisać książki tak różne od siebie. To oczywiście z przymrużeniem oka, ale naprawdę- autorce należy się pochwała za tak różnorodne powieści, które zawsze czytam z przyjemnością i jeszcze nie zdarzyło się by moja opinia o nich była zła.
Tym razem tematem książki jest znajomość, przyjaźń kilku kobiet. Poznają się w internecie, na stronie zrzeszającej "takie jak one". Takie, czyli matki, które straciły dziecko. Córka Ani zmarła na anoreksję- nie udało jej się pomóc, syn Eli- popełnił samobójstwo, a maleńka córeczka Izabeli straciła życie w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Dziewczyny wspierają siebie, prowadzą rozmowy o trudnych sprawach. Każda z nich na swój sposób przeżywa to, co się stało i próbuje dojść do prawdy zadając sobie jedno pytanie: dlaczego? Prócz problemów z poradzeniem sobie z sytuacją kobiety również zmagają się z trudnościami w domu- Anna z matką i siostrą, a Ela z dorastającą córką. Jak skończy się książka? Co się wydarzy? Zapraszam do lektury.
Powieść, jak już wspominałam- jest trudna. Dla wielu wrażliwych osób może być nie do przejścia. Moim zdaniem- pełni też funkcję terapeutyczną- jakieś ukojenie w niej znajdą Ci, którzy mają podobne przeżycia jak nasze bohaterki, przeżyły śmierć kogoś bliskiego. Pokazuje, że życie nadal się toczy, a uśmiech i myśli o czym innym nie są zdradą, zapomnieniem o zmarłym.
Nie podobała mi się jedna rzecz: w prologu w jakimś stopniu zdradzono zakończenie. Nie lubię tego, do wszystkiego wolę dochodzić sama, w miarę czytania- wcześniejsze zdradzanie treści, nawet w niewielkim stopniu nie jest w moim guście.

wtorek, 13 sierpnia 2019

"Księżycowa kołysanka"- Katarzyna Misiołek

Autor: Katarzyna Misiołek
Tytuł: Księżycowa Kołysanka
Liczba stron: 336
Data wydania: 2019
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Książnica
Źródło: egzemplarz recenzencki


Ta książka nie jest moją pierwszą przeczytaną pozycją tej autorki. Na moim logu pojawiło się już kilka recenzji, a w planach mam kolejne- pisane zarówno pod imieniem i nazwiskiem, jak i pod pseudonimami (Olga Haber i Daria Orlicz). Dlaczego? Bo naprawdę są warte przeczytania.
Każda z powieści jest inna i to między innymi mnie w nich urzeka. Nie ma, jak to się mówi, małych, białych domków, nie ma królewiczów na białym koniu. Jest za to życie, takie zwyczajne, niekoloryzowane, prawdziwe. Wciągają od pierwszych stron.  
I tym razem towarzyszymy głównej bohaterce w jej smutkach i radościach, jednak istnieje podział na czasy dawne i teraźniejszość. To przeplata się ze sobą, nie mamy wszystkiego podanego na tacy tylko musimy poczekać by dowiedzieć się o różnych wydarzeniach.
Jesteśmy świadkami trudnych relacji między Agatą, a jej przyjaciółką Barbarą. Obie, wraz z mężami zainwestowali lata temu oszczędności w urokliwy domek nad jeziorem. Miała to być oaza spokoju, jednak jak się okazuje- w domu wiele się wydarzyło. Czy nasza główna bohaterka będzie szczęśliwa? Jak ułoży się jej życie?
Powieść jest ogromnie wciągająca oraz... zaskakująca. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, jakie zaserwowała nam autorka, a jednocześnie- szkoda, że skończyło się tak szybko. Nie obraziłabym się gdyby pewien wątek poprowadzono dalej.


poniedziałek, 19 marca 2018

"Ironia losu"- Katarzyna Misiołek

Autor: Katarzyna Misiołek
Tytuł: Ironia losu
Liczba stron: 416
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki


Oj, rozpisała się Kasia Misiołek! Ale to akurat dobrze, do czytelników często trafia dobra i warta przeczytania książka.
Pisałam wcześniej, że "Ostatni dzień roku" tak tylko odrobinę mnie zainteresował, "Dziewczyna, która przepadła" niemal doprowadziła do płaczu. A "Ironia losu"?
Dla "Ironii losu" byłam skłonna zarwać noc. Książka, którą napisała Kasia porusza bardzo ważny temat.
Mowa tu o uczuciach, zdradzie. W wielu powieściach jest obecna zdrada, jednak głównie mówi się o tym, jak mężczyźni zdradzają kobiety, jak one sobie z tym radzą. Bardzo rzadko (choć nie nigdy) stroną niewierną jest kobieta. Tak, tak...
Marzena ma wszystko, między innymi kochającego męża i poukładane życie. Ma też jeszcze coś, a właściwie kogoś. Kochanka. Swój wolny czas dzieli pomiędzy dwóch mężczyzn. Wierzy, że mąż nigdy się nigdy nie dowie o jej podwójnym życiu. Czy tak się uda?
Kasia Misiołek po raz kolejny napisała książkę poruszającą w ludziach czułą strunę. Temat zdrady tak naprawdę poruszany jest, jak już wyżej pisałam- w perspektywie- mężczyzna zdradza kobietę. Rzadko mówi się, że mężczyzna może być raniony przez to, że to właśnie partnerka kłamie i zdradza, ma kochanka. Głównego bohatera trzeba "lubić", prawda? A tu jest trudno, przecież ten ktoś postępuje moralnie nagannie. Większość czytelników pewnie nie popiera tego, co robi Marzena.
Mimo to- polecam. Okładka naprawdę przyciąga wzrok.  Tymczasem czeka na mnie kolejna powieść autorki- "Julia zaczyna od nowa". Liczę, że już niedługo znajdziecie jej recenzję na blogu.

poniedziałek, 18 września 2017

"Nie podchodź bliżej"- Katarzyna Misiołek

Autor: Katarzyna Misiołek
Tytuł: Nie podchodź bliżej
Liczba stron: 350
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki


Obiecałam i słowa dotrzymuję! Mówiłam, że na mojej półce czekają dwie powieści Kasi Misiołek do recenzji. Postanowiłam więc najpierw zmierzyć się z "Nie podchodź do mnie".
Większej ochoty na przeczytanie nabrałam gdy na jednej z facebook'owych grup dowiedziałam się, że okładka książki jest tragiczna. Od samego początku nie zgadzałam się z tym, przeciwnie, twierdzę, że jest ona idealna do tej powieści. Nieskomplikowana, ale przyciąga wzrok.
Główną bohaterką jest Dorota. Można powiedzieć, że dopiero w momencie gdy ją poznajemy jej życie zaczęło się wreszcie układać. Poznała mężczyznę, do którego poczuła "coś więcej", powoli zapominała o złych chwilach.
Mogło być tak pięknie, prawda? Ale nie było by książki, gdyby ta miało być przez cały czas (bo było by nudno).
Pewnego dnia do miasteczka, w którym miesza nasza bohaterka wraca jej dawna przyjaciółka, Natasza. Początkowo Dorota bardzo się cieszy, spotkania z koleżanką są miłe. Jednak w miarę upływu czasu pojawiają się gorsze wspomnienia, a i zachowanie Nataszy zmienia się. Dorota zaczyna dostrzegać jej toksyczność, widzi to jednak tylko ona. Początkowo jej najbliżsi czyli partner i nastoletnia córka wcale jej nie rozumieją, jednak czy będzie tak cały czas? Jak to się zakończy?
To książka poruszająca trudne tematy, takie jak syndrom DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) czy tajemnic i ich wpływu na rodzinę. Czy Dorota zdecyduje się je wyjawić?
Muszę przyznać, że po zakończeniu czułam niedosyt. "Polubiłam" bohaterów i nie uśmiechało mi się opuszczać ich świata. Zdecydowanie powieść jest za krótka.
Polecam. Książki Katarzyny Misiołek są warte przeczytania.

piątek, 18 sierpnia 2017

"Dziewczyna, która przepadła"- Katarzyna Misiołek

Autor: Katarzyna Misiołek
Tytuł: Dziewczyna, która przepadła
Liczba stron: 464
Data wydania: 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki


"Ostatni dzień roku" to pierwsza powieść Katarzyny Misiołek. Zapoznałam się z nią... w sylwestra 2015 roku jednak nie byłam nią jakoś szczególnie zachwycona (Kasiu, przepraszam!). Okropnie podobała mi się okładka, choć do treści to ona nie za bardzo pasowała. Treść nie porwała mnie. Z obawą sięgnęłam po "Dziewczynę, która przepadła". To, jeśli można tak powiedzieć, kontynuacja losów Magdy z "Ostatniego dnia roku". Tym razem jednak narratorką jest Monika, zaginiona siostra. Opowiada o tym jak to się stało, że zaginęła. Czy chcemy, czy nie ( o ile zdecydujemy się na lekturę) jesteśmy świadkami koszmaru, jaki przeżywała przez 7 lat.
Możecie mi wierzyć lub nie,  jestem osobą, która rzadko kiedy wzrusza się przy powieściach o miłości. Nie "ruszają" mnie też zabójstwa, nie boję się o tym czytać. A jednak przy "Dziewczynie, która przepadła" prawie się popłakałam. To, co przez lata przeżywała Monika mrozi krew w żyłach, nie mieści się w głowie. Główna bohaterka, jak już wspominałam, przez siedem lat była więziona przez szaleńca. Po odzyskaniu wolności musi na nowo nauczyć się żyć, jednak pewne jest, że strach nigdy jej nie opuści.
Wydawać by się mogło, że autorka popuściła wodze fantazji, że takie rzeczy w realnym świecie się nie zdarzają. Niestety sprawa Josepha Fritzla pokazuje, że tacy szaleńcy naprawdę istnieją.
Książkę polecam, jednak uprzedzam, że przy jej lekturze chusteczki powinny być w standardowym wyposażeniu. To bardzo trudna książka, ale przeczytać ją warto choćby dlatego, że porusza ważny społeczny temat.
To nie jest moja ostatnia książka tej autorki. Na półce czekają kolejne dwie, które, mam nadzieję, przeczytam z przyjemnością.

poniedziałek, 14 marca 2016

"Niekochana"- Katarzyna Łucja Misiołek

Autor: Katarzyna Łucja Misiołek
Tytuł: Niekochana
Liczba stron: 352
Data wydania: 28 października 2014 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Źródło: egzemplarz recenzencki


Należą się Wam wyjaśnienia. Ostatnimi czasy coraz rzadziej pojawiają się nowe recenzje.To nie tak, że porzucam bloga czy nie czytam. Czytam i to bardzo dużo, niestety nagromadziło mi się trochę zaległości. Trudno mi usiąść, przelać myśli, choć chyba weny nie brakuje.. Mam nadzieję, że już niedługo powrócę na 100%.

Przejdźmy do recenzji.
Czy macie czasem takie wrażenie, że niemożliwie irytuje Was główna bohaterka? Wstyd się przyznać (wstyd bo bardzo lubię powieści Katarzyny Misiołek), że zarówno w "Ostatnim dniu roku" jak i w "Niekochanej" okropnie denerwowało mnie postępowanie postaci pierwszoplanowej. Miałam ochotę potrząsnąć nimi i powiedzieć "Ogarnij się! Walcz!"
Katarzyna Misiołek w "Niekochanej" poruszyła bardzo ważny temat.
Agnieszka jest tłumaczką. Ma męża, są kilka lat po ślubie. Wydawać by się mogło, że ich życie to sielanka, ale brak u nich porozumienia czy zwykłych rozmów o niczym. Igor i Aga po prostu ze sobą nie rozmawiają.
Powieść to zapis odczuć naszej bohaterki, jej walki o rodzinę.
Niektóre książki sprawiają, że czytelnik współodczuwa z postaciami literackimi. Bardzo rzadko mi się coś takiego zdarza, ale tutaj już od początku byłam z Agnieszką, "towarzyszyłam" jej. Podziwiam, że stoczyła tak wielką walkę o uczucie. Musicie bowiem wiedzieć, że pewnego dnia zdecydowała się odejść od Igora, lecz po jakimś czasie dała się przekonać do powrotu. Czy to uczucie przetrwa i szczęście zawita w progi ich domu? A może przeciwnie- wydarzy się coś, co sprawi, że związku nie da się uratować?
By poznać odpowiedzi na te pytania wystarczy zrobić jedną rzecz: przeczytać książkę!
Zapewniam, że warto to zrobić- powieść pokazuje, że często ludzie wkładają "maski" nie chcąc pokazać swojej prawdziwej twarzy lub nie dopuszczają różnych myśli do siebie.

czwartek, 31 grudnia 2015

"Ostatni dzień roku"- Katarzyna Łucja Misiołek

Autor: Katarzyna Misiołek
Tytuł: Ostatni dzień roku
Liczba stron: 440
Data wydania: 21 października 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza SA
Źródło: egzemplarz recenzencki


Jaką książkę wybrać do przeczytania w Sylwestra? Oczywiście "Ostatni dzień w roku".
O powieści słyszałam wiele- od zachwytów po niepochlebne komentarze typu "na okładce zdradza się fabułę", "Nie wspomniano, że autorka wcześniej wydawała pod pseudonimem". Owszem, co do tego drugiego- warto wspomnieć o takiej rzeczy jak wydanie wcześniejszych książek, ale nie ma takiego obowiązku.
Tę powieść chciałabym polecić wszystkim, jednak po głębszym zastanowieniu zapytam- czy powinny ją czytać osoby, które doświadczyły zaginięcia bliskie osoby? Czy nie będzie to rozdrapywanie ran? O tym powinna zdecydować osoba, która będzie ją czytać? Zdecydowanie odradzam sprezentowanie "Ostatniego dnia.." osobie, którą niezbyt dobrze znamy- nie wiemy o tym, co dana osoba przeżyła.
Bo musicie wiedzieć, że tytuł "Ostatni dzień w roku" jest odrobinę mylący. Spodziewałam się, że będzie to powieść o perypetiach sylwestrowych (okładka do tego stopnia skradła moje serce, że nie czytałam już opisy, byłam pewna, że muszę ją przeczytać!), tymczasem do rąk czytelników trafia opowieść o ważnym temacie- zaginięciu ludzi. W dzisiejszym świecie coraz częściej dzieją się takie rzeczy- ciągle ktoś ginie. To dramat dla rodzin, ta bezsilność, ten brak informacji wykańcza.
Pozwólcie, że powiem Wam słówko o fabule. Główna bohaterka w ferworze przygotowań do imprezy sylwestrowej dostaje telefon, który ma ogromny wpływ na jej życie. Okazuje się, że jej siostra zniknęła. Po prostu zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu- wyszła na zakupy i nie wróciła. Rozpoczyna się trudny okres dla jej rodziny. Czy kiedykolwiek zobaczą swoją żonę, siostrę, córkę?
Czuję niedosyt. Mogłabym jeszcze czytać o tym, co spotkało Monikę. I nic, że odrobinę denerwowały mnie postawy bohaterów- nie przeżyłam takiej tragedii, nie mogę więc zbyt mocno krytykować. Na Magdę i jej rodzinę spada cios- każdy przeżywa to po swojemu. Magda zrywa ze swoi partnerem (a wydawać by się mogło, że potrzebuje wsparcia bliskiej osoby), na jaw wychodzą różne tajemnice rodzinne.
Bardzo ciekawa książka. Cieszę się, że miałam okazję ją przeczytać. To były bardzo przyjemnie spędzone TRZY godziny.

piątek, 18 grudnia 2015

Blogowy cykl świąteczny: Katarzyna Łucja Misiołek

Na zdjęciu widzimy przesympatyczną panią. To Katarzyna Łucja Misiołek, autorka książki "Niekochana" i niedawno wydanej pozycji: "Ostatni dzień roku". Publikowała, pisała powieści również jako Olga Haber. A teraz wypadało by się skryć mysiej dziurce by nie musieć się wstydzić... Czego? Książka pani Kasi czeka u mnie na przeczytanie. Ciągle nie mogę się za nią zabrać...


Dzień dobry. Przede wszystkim dziękuję, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na kilka pytań.
Zaczynajmy.


R.K.: Święta w dzieciństwie.  Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z czasu gdy wierzyło się w Świętego Mikołaja, czekało z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Czy jest coś, co do dziś Pani wspomina?
K. Ł. M.: Wspominam przede wszystkim ten szczególny nastrój oczekiwania. W naszym rodzinnym domu choinkę ubierało się dopiero w wigilijne przedpołudnie, z olbrzymią niecierpliwością czekałam więc, aż Tato wniesie do salonu cudownie pachnące drzewko. Dzieciństwo jest takim szczególnym czasem, kiedy wszystkie smaki, zapachy i emocje przeżywa się chyba znacznie intensywniej, niż będąc dorosłym - może dlatego tak dobrze pamiętam dosłownie każdą ręcznie wykonaną przez moją Babcię ozdobę choinkową, czy unoszący się w domu zapach świątecznych wypieków. Kolejnym wspomnieniem, które teraz niemal przyprawia mnie o ciarki, jest pływający w naszej wannie karp, z którym lubiliśmy się bawić – wkładało się rękę do wody i usiłowało pogłaskać biedną rybę. Bawiło mnie to dopóty, dopóki nie dowiedziałam się, że nieszczęśnica wylądowała później na naszym stole… I jeszcze dosłownie kilometry łańcuchów z kolorowego papieru, które wspólnie z moimi młodszymi braćmi, produkowaliśmy w ilościach wręcz hurtowych. Ręce cudownie lepkie od kleju, cały dywan w kolorowych wycinkach… Urodziłam się w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, kiedy dzieciaki były znacznie bardziej kreatywne. Dziś idzie się do supermarketu i kupuje jakieś złocone, chińskie badziewie… Szczęściem są rodziny, w których wspólne robienie ozdób, czy pieczenie słodkości, nadal jest piękną tradycją. Dziś zupełnie przypadkiem podejrzałam na Facebooku zrobione przez zaprzyjaźnioną pisarkę Sabinę Waszut domki z piernika i pomyślałam, że jej Dzieciaki na pewno będą miały magiczne wspomnienia z tego szczególnego, przedświątecznego okresu;) 

R.K.: Już na początku listopada w sklepach pojawiają się choinki, bombki, w radiach kolędy- ogólnie rzecz biorąc- zaczyna się czuć tę szczególną atmosferę.  Czy Pani lubi ten czas? A może odwrotnie- w głowie pojawia się myśl by w grudniu uciec gdzieś, gdzie nie ma radia, telewizji i wrócić dopiero po świętach?

K.Ł.M.:
Uwielbiam udekorowany świątecznie Kraków, szkoda tylko, że w tym roku nie sypnie śniegiem… Jestem raczej stworzeniem ciepłolubnym i nie przepadam za zimą, ale śnieg w Boże Narodzenie jest moim marzeniem z dzieciństwa, które nadal gdzieś tam we mnie drzemie. To, co mnie irytuje, to wszechobecna amerykanizacja. Boję się nawet pomyśleć z czym dzisiejsze święta kojarzą się najmłodszym - z reklamami Coca Coli? Szczęściem, jak już zresztą wspomniałam, tylko od nas zależy, co przekażemy następnym pokoleniom. Odnośnie pytania o wielką, świąteczną ucieczkę – tak, czasem mam ochotę wsiąść w samolot i uciec gdzieś pod palmy. Ale Wigilia to szczególny czas, w dodatku imieniny mojego Taty Adama, więc staram się spędzać go w domu. Chociaż zdarzają się wyjątki – kilka lat temu miałam przyjemność uczestniczyć w uroczystej kolacji pod gościnnym dachem zaprzyjaźnionych Włochów. Piękny wieczór, kilkanaście osób przy stole i bardzo ciepłe wspomnienia. Na koniec zdradzę, że dzień wcześniej zepsuła się zmywarka, co bardzo zestresowało panią domu – w duchu wigilijnej miłości bliźniego umyłam więc za nią stosy tłustych talerzy, misek i brytfanek. Maria Caterina była pod takim wrażeniem, że niemal popłakała się ze szczęścia. Ja tylko się uśmiechnęłam, bo przecież to bułka z masłem – nie od dziś wiadomo, że polskie dziewczyny potrafią naprawdę wszystko;)  

R.K.: Uwielbiam zapach choinki, jednak od wielu lat muszę zadowolić się sztucznym drzewkiem. Wraz z rodziną ubierana jest w przeddzień lub nawet w dzień Wigilii. Co roku czekam na ten piękny czas. Jak to wygląda u Pani?

K.Ł.M.:Tak, zapach jedliny to chyba jeden z najpiękniejszych aromatów pod słońcem. Zawsze sobie marzę, że któregoś dnia będziemy mieć w salonie drzewko sięgające sufitu, jak kiedyś, w dzieciństwie. Ostatnio kończy się jednak na stroikach i udekorowanych girlandami żyrandolach. Wszyscy chcieliby zobaczyć w domu gigantyczną choinkę, ale nikomu nie chce się po nią iść na pobliski plac. Ostatnio usłyszałam, że samochodem też się nie przywiezie, bo jeszcze drzewko lakier zrysuje… Nie, to nie! Będzie stroik!;) Człowiek z wiekiem staje się chyba coraz bardziej wygodny. Jeszcze kilka lat temu razem z moim przyjacielem i braćmi wybraliśmy się na krakowski rynek, gdzie przemarznięci na kość, stercząc w gigantycznej kolejce i popijając grzańca, mieliśmy nadzieję na prezent w postaci rozdawanych przez radio RMF choinek. Przez tłum co jakiś czas przechodziły mrożące krew w żyłach szepty, że drzewek chyba zabraknie, ale starczyło. Każdy dostał po jednym i taszcząc te cztery całkiem spore choinki z rynku, aż pod dworzec, dotarliśmy na przystanek. Miałam całą kurtkę w żywicy, ale radość z tych sprezentowanych nam iglaków była niesamowita;) Teraz mało optymistyczna puenta – dziś już pewnie nie chciałby mi się sterczeć na mrozie, w tej ciągnącej się w nieskończoność kolejce…   

R.K.: Tradycja mówi, że na stole ma być dwanaście potraw. W moim domu wieczerza wigilijna rozpoczyna się około godziny 17. Dania są tradycyjne, bezmięsne: uszka, krokiety, kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć karpia i kompotu z suszu.  Z dań niekoniecznie tradycyjnych: w ostatnią wigilię przygotowałam łososia.  A jak jest u Pani? Wigilia w gronie najbliższych czy i dalszych krewnych? Jak wygląda przygotowywanie Świąt?

K.Ł.M.: Nasze rodzinne Wigilie dzielę na dwa okresy wspomnień – Święta, które spędzaliśmy u mojej nieżyjącej już dziś Babci i te, które od kilku lat wspólnie spędzamy w domu rodziców. Dwunastu dań na pewno nie ma, ale są rzeczy, których nie może zabraknąć - jak chociażby wymieniony przez Panią kompot z suszu, czy pierożki z grzybami. Karpia w galarecie uwielbiała robić Babcia. Dziś króluje u nas łosoś i oczywiście barszcz z domowymi uszkami, a na deser nie może zabraknąć makowca.
Przygotowywanie Świąt przypomina czasem wdzierające się na ląd tsunami i przyznam szczerze, że nie przepadam za tym okresem wzmożonej przedświątecznej krzątaniny. Wigilia zazwyczaj w gronie najbliższej rodziny i krewnych – dawniej bywały u nas również moje kuzynki i brat mamy z ciocią, dziś siadamy przy stole w nieco okrojonym składzie, staram się jednak znaleźć czas na przedświąteczne spotkania z rodziną. Do wieloletniej tradycji należą chociażby nasze kawiarniane rozmowy z moją Chrzestną Matką, ciocią Hanią – widujemy się rok w rok na kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Dwa lata temu, będąc na etapie gorączkowych poszukiwań wydawcy usłyszałam od Cioci, że chciałaby mieć chrześnicę pisarkę. Spełniło się, więc zaczynam podejrzewać, że być może moja Chrzestna Matka jest taką niemal bajkową, Dobrą Wróżką;)    

R.K.:
Po kolacji nadchodzi czas gdy możemy obserwować na twarzy rodziny uśmiechy. Z prezentów cieszą się nie tylko dzieci.  Ja uwielbiam sprawiać radość moim bliskim. Mimo skromnych funduszy staram się by podarkiem ucieszyć.  Wiele jest zwyczajów: w jednych domach prezenty dostają tylko dzieci, w innych- każdy- każdemu.  Jak to jest u Pani?

Prezenty absolutnie dla każdego! Myślę, że w chwili, kiedy zerkamy pod choinkę, każdy z nas, bez względu na wiek, w sercu nadal jest dzieckiem;)

Dziękuję serdecznie za udzielenie wywiadu!

Również dziękuję, Pani Małgorzato! Mam nadzieję, że tegoroczne Boże Narodzenie będzie dla Pani pięknym, rodzinnym świętem radości i miłości! – to nie na bloga, tylko do Pani;) Pozdrawiam i dziękuję serdecznie za pamięć;) KM