Autor: Małgorzata Garkowska
Tytuł: Spotkamy się przypadkiem
Liczba stron: 372
Data wydania: 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Pod tą, moim zdaniem niekoniecznie pasującą (choć nie brzydką) okładką kryje się prawdziwa perełka czyli książka, od której nie można się oderwać. Przeczytałam ją praktycznie za jednym zamachem, niemal zarywając noc.
"Spotkamy się przypadkiem" to powieść, z gatunku, który bardzo lubię. Znajdziemy w niej uzupełniającą się opowieść trzech osób: Joanny i Marii oraz momentami- Janka, który w życiu ma ciężko. Wyżej wspomnianych pań również los nie rozpieszczał: jedna próbuje poradzić sobie z wydarzeniami z przeszłości, drugą dopiero czekają trudne chwile. Czy uda im się odzyskać radość życia?
Książkę, choć porusza tematy trudne i ważne, czyta się lekko. O jakich problemach mowa? Na przykład- co zrobić w przypadku gdy wiemy, że w rodzinie dziecka jest alkoholizm oraz o reagowaniu w powyższej sytuacji oraz o mobbingu, dokuczaniu w szkole- jak pomóc by ne narazić się na dalsze nieprzyjemności ze strony rówieśników. Znajdziemy też wątek dotyczący radzenia sobie po stracie kogoś ważnego. Czy bohaterki ułożą sobie życie, a Janek będzie mógł zasypiać i uczyć się bez obaw, że będzie wyśmiewany?
Z przyjemnością sięgnę po kolejne tej autorki, a poprzednią- "Układankę z uczuć" również bardzo polecam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
wtorek, 20 lutego 2018
"Deadline na szczęście"- Anna Tabak
Autor: Anna Tabak
Tytuł: Deadline na szczęście
Liczba stron: 312
Data wydania: 22 stycznia 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Z powieścią Anny Tabak spotykam się nie po raz pierwszy. Dokładniej rzecz biorąc- to moje drugie. Poprzednia- muszę przyznać- zainteresowała mnie, ale będę szczera- nie jakoś mocno. Tym razem jednak już od pierwszych stron wiedziałam, że będzie bardzo ciekawie.
Główną bohaterką jest Ewa- kobieta sukcesu. Pracuje jako menadżer w dużej firmie, nie waha się podejmować szybkich decyzji. Przez wszystkich chwalona, z wielkimi osiągnięciami. Również jej życie prywatne to pasmo sukcesów. Kochający mąż, zagraniczne wyjazdy to wszystko czego chce. Ustaliła z mężem, że powiększanie rodziny poczeka, zresztą, jak możemy na początku przeczytać- Ewa ma swoje fobie, obawy, przyzwyczajenia, z którymi trudno walczyć, trzeba je zaakceptować. W miarę czytania dowiadujemy się (mam nadzieję, że nie zdradzę zbyt wiele), że pod maską zimnej, poświęconej pracy pani menadżer skrywa się osoba krucha, pełna obaw.
Czy w jej życiu coś się zmieni, czy istnieć będzie tylko praca? Kim jest dziewczynka, która sprawy, że nasza bohaterka choć na chwilkę będzie poruszać się bez planu? Kto przyjmie więcej nauk?
Jak już wspominałam na początku- książka jest rewelacyjna. Szybko się ją czyta i naprawdę- okrutnie wciąga. Do tego ciekawa okładka..
Może i przewidywalny jest koniec, ale to co? Nie zmienię zdania- warto po nią sięgnąć. Żeby nie było, znalazłam też wadę. W powieści znajdują się słowa, których używają ludzie pracujący w korporacjach. Dla mnie są całkowicie niezrozumiałe- nie miałam z nimi styczności i nie wiem co oznaczają. To taka tyci malutka niedogodność nie mająca wpływu na mój odbiór (cóż to jest te kilka słów?).
Tytuł: Deadline na szczęście
Liczba stron: 312
Data wydania: 22 stycznia 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Z powieścią Anny Tabak spotykam się nie po raz pierwszy. Dokładniej rzecz biorąc- to moje drugie. Poprzednia- muszę przyznać- zainteresowała mnie, ale będę szczera- nie jakoś mocno. Tym razem jednak już od pierwszych stron wiedziałam, że będzie bardzo ciekawie.
Główną bohaterką jest Ewa- kobieta sukcesu. Pracuje jako menadżer w dużej firmie, nie waha się podejmować szybkich decyzji. Przez wszystkich chwalona, z wielkimi osiągnięciami. Również jej życie prywatne to pasmo sukcesów. Kochający mąż, zagraniczne wyjazdy to wszystko czego chce. Ustaliła z mężem, że powiększanie rodziny poczeka, zresztą, jak możemy na początku przeczytać- Ewa ma swoje fobie, obawy, przyzwyczajenia, z którymi trudno walczyć, trzeba je zaakceptować. W miarę czytania dowiadujemy się (mam nadzieję, że nie zdradzę zbyt wiele), że pod maską zimnej, poświęconej pracy pani menadżer skrywa się osoba krucha, pełna obaw.
Czy w jej życiu coś się zmieni, czy istnieć będzie tylko praca? Kim jest dziewczynka, która sprawy, że nasza bohaterka choć na chwilkę będzie poruszać się bez planu? Kto przyjmie więcej nauk?
Jak już wspominałam na początku- książka jest rewelacyjna. Szybko się ją czyta i naprawdę- okrutnie wciąga. Do tego ciekawa okładka..
Może i przewidywalny jest koniec, ale to co? Nie zmienię zdania- warto po nią sięgnąć. Żeby nie było, znalazłam też wadę. W powieści znajdują się słowa, których używają ludzie pracujący w korporacjach. Dla mnie są całkowicie niezrozumiałe- nie miałam z nimi styczności i nie wiem co oznaczają. To taka tyci malutka niedogodność nie mająca wpływu na mój odbiór (cóż to jest te kilka słów?).
piątek, 20 października 2017
"Bursztynowy anioł"- Anna Tabak
Autor: Anna Tabak
Tytuł: Bursztynowy Anioł
Liczba stron: 320
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Pierwsze na co zwraca się uwagę w przypadku "Bursztynowego anioła" to okładka. Nie jest zbyt udziwniona, nie ma tych krytykowanych przez wiele osób krajobrazów, nie widać też mocnej ingerencji Photoshopa. Niby zwykła, a ma w sobie coś, co przyciąga wzrok. Jest taka.. realna.
Zresztą- treść książki też wyróżnia się spośród innych, a jak wiadomo, to dobrze. Nie ma przesadnie wymyślonej, niezbyt prawdopodobnej historii miłosnej, nie ma ckliwych opowieści. Powieść jest ciekawa, opisuje prozę życia. Tak właśnie może wygląda moje życie lub Twoje czytelniku.
Bohaterką jest Joanna młoda kobieta, studentka ekonomii. Gdy ją poznajemy- rozstaje się z mężczyzną, z którym była w związku kilka lat. To dość wywiera dość mocny wpływ na jej życie jednak dzięki przyjaciółkom i swojej własnej sile Asi udaje się pogodzić z tym co ją spotkało. To, że poradziła sobie z zawodem miłosnym to jednak nie koniec- czeka ją jeszcze kilka innych problemów między innymi z pieniędzy czy niezdanymi egzaminami. Czy wszystko się ułoży?
Nie zwykłam zdradzać zbyt wiele z fabuły, ale dziś odrobinkę złamię swoje zasady i powiem Wam, że Asia kogoś pozna. Ba! Na wczasach pozna przystojniaka, który zawróci jej w głowie. Czy to ten jedyny wymarzony? A może pisany jest ktoś inny?
"Bursztynowy Anioł" to powieść, którą warto przeczytać. Można zyskać wiele przydatnych rad na temat życia. Jakich? A na przykład, że warto spełniać marzenia, walczyć o siebie. Z powieści wyłania się obraz zgranej "paczki" koleżanek, które zawsze mogą liczyć na wsparcie reszty. Asi można pozazdrościć współlokatorek i przyjaciółek.
Czy podczas lektury zawsze było dobrze i miło? Nie, muszę się Wam przyznać, że momentami byłam zła na krótkowzroczność głównej bohaterki. Ale ciii... nic więcej nie zdradzę! Chcecie poznać szczegóły? Sięgnijcie po książkę.
Tytuł: Bursztynowy Anioł
Liczba stron: 320
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Pierwsze na co zwraca się uwagę w przypadku "Bursztynowego anioła" to okładka. Nie jest zbyt udziwniona, nie ma tych krytykowanych przez wiele osób krajobrazów, nie widać też mocnej ingerencji Photoshopa. Niby zwykła, a ma w sobie coś, co przyciąga wzrok. Jest taka.. realna.
Zresztą- treść książki też wyróżnia się spośród innych, a jak wiadomo, to dobrze. Nie ma przesadnie wymyślonej, niezbyt prawdopodobnej historii miłosnej, nie ma ckliwych opowieści. Powieść jest ciekawa, opisuje prozę życia. Tak właśnie może wygląda moje życie lub Twoje czytelniku.
Bohaterką jest Joanna młoda kobieta, studentka ekonomii. Gdy ją poznajemy- rozstaje się z mężczyzną, z którym była w związku kilka lat. To dość wywiera dość mocny wpływ na jej życie jednak dzięki przyjaciółkom i swojej własnej sile Asi udaje się pogodzić z tym co ją spotkało. To, że poradziła sobie z zawodem miłosnym to jednak nie koniec- czeka ją jeszcze kilka innych problemów między innymi z pieniędzy czy niezdanymi egzaminami. Czy wszystko się ułoży?
Nie zwykłam zdradzać zbyt wiele z fabuły, ale dziś odrobinkę złamię swoje zasady i powiem Wam, że Asia kogoś pozna. Ba! Na wczasach pozna przystojniaka, który zawróci jej w głowie. Czy to ten jedyny wymarzony? A może pisany jest ktoś inny?
"Bursztynowy Anioł" to powieść, którą warto przeczytać. Można zyskać wiele przydatnych rad na temat życia. Jakich? A na przykład, że warto spełniać marzenia, walczyć o siebie. Z powieści wyłania się obraz zgranej "paczki" koleżanek, które zawsze mogą liczyć na wsparcie reszty. Asi można pozazdrościć współlokatorek i przyjaciółek.
Czy podczas lektury zawsze było dobrze i miło? Nie, muszę się Wam przyznać, że momentami byłam zła na krótkowzroczność głównej bohaterki. Ale ciii... nic więcej nie zdradzę! Chcecie poznać szczegóły? Sięgnijcie po książkę.
"Zimowa miłość"- Elżbieta Rodzeń
Autor: Elżbieta Rodzeń
Tytuł: Zimowa miłość
Liczba stron: 464
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Dlaczego, ja się pytam, dlaczego ta książka przeleżała u mnie na półce tyle czasu?Posypuję głowę popiołem, kajam się- to czysta głupota z mojej strony.
O Elżbiecie Rodzeń i jej książkach usłyszałam przypadkiem, zdaje się, że w trakcie tegorocznych Warszawskich Targów Książki. Nie byłabym sobą, gdybym nie zdecydowała się sprawdzić, co proponuje nam ta chwalona pisarka.
W momencie, gdy się na to decydowałam nie wiedziałam jeszcze, że do grona moich ulubionych pisarzy dołączy kolejny- wyżej wspomniana pani.
Najpierw słówko o okładce. Prosta, nieskomplikowana, tajemnicza. Może się podobać lub nie, ale wydaje się pasować do tej książki.
"Zimowa miłość" to powieść o tym, co w życiu ważne. Anna wiele poświęciła pracy (pracuje jako chirurg plastyczny). W jej życiu osobistym wskutek decyzji sprzed lat- nie będę oszukiwać- nie układa się. Co stanie się gdy na jej drodze stanie dawny kolega?
Ktoś może powiedzieć, że książka przewidywalna. Może i tak. Inny, że ckliwy i banalny romans. Może i tak. Jednak "Zimowa miłość" ma w sobie coś, co nie pozwala jej odłożyć, coś, sprawia, że trzeba ją czytać do upadłego, do kresu sił.
Było bardzo wiele ciekawych wątków: i ten dotyczący wyjazdy Anny na konferencję i jego następstw, które mogły okazać się tragiczne w skutkach. I ten dotyczący ponownego spotkania Michała i Anny. Właściwie... nie było takiego, który by mi się nie podobał..
Z książki płynie ważna nauka. Miłość to wielka siła, ma dużą moc. Nie warto nic ukrywać, odbierać komuś prawa do decydowania. Można skrzywdzić i siebie i drugą osobę.
Książkę serdecznie polecam! Z największą przyjemnością sięgnę po inne powieści tej autorki.
Tytuł: Zimowa miłość
Liczba stron: 464
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Dlaczego, ja się pytam, dlaczego ta książka przeleżała u mnie na półce tyle czasu?Posypuję głowę popiołem, kajam się- to czysta głupota z mojej strony.
O Elżbiecie Rodzeń i jej książkach usłyszałam przypadkiem, zdaje się, że w trakcie tegorocznych Warszawskich Targów Książki. Nie byłabym sobą, gdybym nie zdecydowała się sprawdzić, co proponuje nam ta chwalona pisarka.
W momencie, gdy się na to decydowałam nie wiedziałam jeszcze, że do grona moich ulubionych pisarzy dołączy kolejny- wyżej wspomniana pani.
Najpierw słówko o okładce. Prosta, nieskomplikowana, tajemnicza. Może się podobać lub nie, ale wydaje się pasować do tej książki.
"Zimowa miłość" to powieść o tym, co w życiu ważne. Anna wiele poświęciła pracy (pracuje jako chirurg plastyczny). W jej życiu osobistym wskutek decyzji sprzed lat- nie będę oszukiwać- nie układa się. Co stanie się gdy na jej drodze stanie dawny kolega?
Ktoś może powiedzieć, że książka przewidywalna. Może i tak. Inny, że ckliwy i banalny romans. Może i tak. Jednak "Zimowa miłość" ma w sobie coś, co nie pozwala jej odłożyć, coś, sprawia, że trzeba ją czytać do upadłego, do kresu sił.
Było bardzo wiele ciekawych wątków: i ten dotyczący wyjazdy Anny na konferencję i jego następstw, które mogły okazać się tragiczne w skutkach. I ten dotyczący ponownego spotkania Michała i Anny. Właściwie... nie było takiego, który by mi się nie podobał..
Z książki płynie ważna nauka. Miłość to wielka siła, ma dużą moc. Nie warto nic ukrywać, odbierać komuś prawa do decydowania. Można skrzywdzić i siebie i drugą osobę.
Książkę serdecznie polecam! Z największą przyjemnością sięgnę po inne powieści tej autorki.
czwartek, 19 października 2017
"Jutro będziemy szczęśliwi"- Anna Dąbrowska
Autor: Anna Dąbrowska
Tytuł: Jutro będziemy szczęśliwi
Liczba stron: 304
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Klimat świąteczny we wrześniu? Odkąd książkę "Anioł do wynajęcia" przeczytałam w święta wielkanocne nie ma dla mnie w tym nic niestosownego. Owszem, fajnie jest czytać w danym terminie by poczuć ten wyjątkowy klimat, ale w obecnym czasie na rynku wydawniczym jest tyle wspaniałych książek, że nie sposób trzymać się tej zasady.
Wiem, że dla autorki pogodzenie się z myślą, że świąteczna powieść premierę mieć będzie pod koniec sierpnia/ na początku września było trudne. Zapewniam jednak, że dla mnie (a i mam nadzieję, że i dla Was) nie jest to zbyt ważne. Przeciwnie, najważniejsze jest to, że znów możemy się cieszyć, że pojawiło się coś ciekawego do czytania, coś napisane przez ulubionego autora.
Może i książka troszeńkę przewidywalna, ale niektóry były momenty tajemnicze.
Początkowo myślałam, że w przypadku "Jutro będziemy szczęśliwi" nic mnie nie zaskoczy.
A jednak! Nie raz i nie dwa przy okazji różnych recenzji pisałam, że jeśli coś lekko irytuje to dobry objaw bo to oznacza, że książka "działa" na czytelnika. Podtrzymuję to nadal. O czym mowa? O postaci głównego bohatera- Adama. Jego postępowanie okazało się naganne- bez słowa wyjaśnienia zerwał kontakt z ukochaną. Dlaczego to zrobił? Czy Zuzie uda się rozpocząć nowe życie i znaleźć miłość?
Jedno wiem- zachowanie Adama okazało się dziecinne i pochopne. Nie dał nikomu szansy na okazanie wsparcia (nie udawanego współczucia). Choć myślał, że jest mocny okazał się słabym mężczyzną, takim, który nie rozumie istoty związku.
Gdybym miała wybrać jeden wątek, który najbardziej mnie przyciągnął- nie potrafiłabym tego zrobić. W przypadku tej powieści (jak i innych Ani Dąbrowskiej)nie można się nudzić.
Co mnie zainteresowało? A na przykład opowieść o życiu uczuciowym Zuzy, o, albo o pracy w klimatycznym sklepiku.
Zdecydowanie w tym roku święta nadejdą wcześniej- zadbały o to nasze kochane polskie autorki. W księgarniach pojawi się mnóstwo wspaniałych świątecznych premier, że doprawdy nie wiem kiedy będzie czas by to przeczytać.
"Jutro będziemy szczęśliwi" bardzo polecam. Oprócz ciekawej treści wzrok czytelnika na pewno na chwilę zatrzyma się na pięknej okładce. Warto zapoznać się z tą powieścią!
Tytuł: Jutro będziemy szczęśliwi
Liczba stron: 304
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Klimat świąteczny we wrześniu? Odkąd książkę "Anioł do wynajęcia" przeczytałam w święta wielkanocne nie ma dla mnie w tym nic niestosownego. Owszem, fajnie jest czytać w danym terminie by poczuć ten wyjątkowy klimat, ale w obecnym czasie na rynku wydawniczym jest tyle wspaniałych książek, że nie sposób trzymać się tej zasady.
Wiem, że dla autorki pogodzenie się z myślą, że świąteczna powieść premierę mieć będzie pod koniec sierpnia/ na początku września było trudne. Zapewniam jednak, że dla mnie (a i mam nadzieję, że i dla Was) nie jest to zbyt ważne. Przeciwnie, najważniejsze jest to, że znów możemy się cieszyć, że pojawiło się coś ciekawego do czytania, coś napisane przez ulubionego autora.
Może i książka troszeńkę przewidywalna, ale niektóry były momenty tajemnicze.
Początkowo myślałam, że w przypadku "Jutro będziemy szczęśliwi" nic mnie nie zaskoczy.
A jednak! Nie raz i nie dwa przy okazji różnych recenzji pisałam, że jeśli coś lekko irytuje to dobry objaw bo to oznacza, że książka "działa" na czytelnika. Podtrzymuję to nadal. O czym mowa? O postaci głównego bohatera- Adama. Jego postępowanie okazało się naganne- bez słowa wyjaśnienia zerwał kontakt z ukochaną. Dlaczego to zrobił? Czy Zuzie uda się rozpocząć nowe życie i znaleźć miłość?
Jedno wiem- zachowanie Adama okazało się dziecinne i pochopne. Nie dał nikomu szansy na okazanie wsparcia (nie udawanego współczucia). Choć myślał, że jest mocny okazał się słabym mężczyzną, takim, który nie rozumie istoty związku.
Gdybym miała wybrać jeden wątek, który najbardziej mnie przyciągnął- nie potrafiłabym tego zrobić. W przypadku tej powieści (jak i innych Ani Dąbrowskiej)nie można się nudzić.
Co mnie zainteresowało? A na przykład opowieść o życiu uczuciowym Zuzy, o, albo o pracy w klimatycznym sklepiku.
Zdecydowanie w tym roku święta nadejdą wcześniej- zadbały o to nasze kochane polskie autorki. W księgarniach pojawi się mnóstwo wspaniałych świątecznych premier, że doprawdy nie wiem kiedy będzie czas by to przeczytać.
"Jutro będziemy szczęśliwi" bardzo polecam. Oprócz ciekawej treści wzrok czytelnika na pewno na chwilę zatrzyma się na pięknej okładce. Warto zapoznać się z tą powieścią!
poniedziałek, 8 maja 2017
"W rytmie passady"- Anna Dąbrowska
Autor: Anna Dąbrowska
Tytuł: W rytmie passady
Liczba stron: 392
Data wydania: 24 kwietnia 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
"W rytmie passady" to już druga powieść Anny Dąbrowskiej napisana pod jej nazwiskiem (jedna pisana pod pseudonimem). Tak jak w przypadku "Wszystkich twoich marzeń", tak i tu obawiałam się, że nic nie przebije poprzedniej pozycji. "Nakarmię cię miłością" okazało się bardzo ciekawe i, że tak się wyrażę- mega wciągające. Czy i "W rytmie passady" takie jest?
Co do recenzowanej dziś powieści mam mieszane uczucia. To prawda, fabuła jest bardzo ciekawa, główni bohaterowie mocno wyraziści. Co więc mi "przeszkadza"?
Już na początku dowiadujemy się, że Julita wiele przeszła. Świadczy o tym jej zachowanie, to, że panicznie boi się ludzi. Czemu więc zaufała dopiero co poznanemu mężczyźnie? Fakt, minęło trochę czasu od traumatycznego wydarzenia, ale wydaje mi się, że radzenie sobie z fobiami to nie takie hop- siup, taka łatwa. Skoro nie poradził sobie specjalista, terapia nie przynosiła skutków to jakim cudem po kilku spotkaniach udało się to Marcelowi?
Książka mocno wciąga (choć z początku trochę miałam problem z przeniknięciem do świata bohaterów). Taniec nadaje książce ciekawości, a okładka jest trafiona w dziesiątkę- trudno oderwać od niej wzrok.
Anna Dąbrowska zrobiła coś, co mnie zaskoczyło, czego całkowicie się nie spodziewałam. Jak tak można?! Nie wyrażam zgody! Powiedzieć, że serce roztrzaskało mi się na tysiąc kawałków to takie górnolotne, ale tak jest. W pewnym momencie zamarłam i aż mnie w środku.
Książkę polecam, warta przeczytania.
Tytuł: W rytmie passady
Liczba stron: 392
Data wydania: 24 kwietnia 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
"W rytmie passady" to już druga powieść Anny Dąbrowskiej napisana pod jej nazwiskiem (jedna pisana pod pseudonimem). Tak jak w przypadku "Wszystkich twoich marzeń", tak i tu obawiałam się, że nic nie przebije poprzedniej pozycji. "Nakarmię cię miłością" okazało się bardzo ciekawe i, że tak się wyrażę- mega wciągające. Czy i "W rytmie passady" takie jest?
Co do recenzowanej dziś powieści mam mieszane uczucia. To prawda, fabuła jest bardzo ciekawa, główni bohaterowie mocno wyraziści. Co więc mi "przeszkadza"?
Już na początku dowiadujemy się, że Julita wiele przeszła. Świadczy o tym jej zachowanie, to, że panicznie boi się ludzi. Czemu więc zaufała dopiero co poznanemu mężczyźnie? Fakt, minęło trochę czasu od traumatycznego wydarzenia, ale wydaje mi się, że radzenie sobie z fobiami to nie takie hop- siup, taka łatwa. Skoro nie poradził sobie specjalista, terapia nie przynosiła skutków to jakim cudem po kilku spotkaniach udało się to Marcelowi?
Książka mocno wciąga (choć z początku trochę miałam problem z przeniknięciem do świata bohaterów). Taniec nadaje książce ciekawości, a okładka jest trafiona w dziesiątkę- trudno oderwać od niej wzrok.
Anna Dąbrowska zrobiła coś, co mnie zaskoczyło, czego całkowicie się nie spodziewałam. Jak tak można?! Nie wyrażam zgody! Powiedzieć, że serce roztrzaskało mi się na tysiąc kawałków to takie górnolotne, ale tak jest. W pewnym momencie zamarłam i aż mnie w środku.
Książkę polecam, warta przeczytania.
sobota, 6 maja 2017
"Połknąć żabę"- Monika B. Janowska
Autor: Monika B. Janowska
Tytuł: Połknąć żabę
Liczba stron: 352
Data wydania: 9 stycznia 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Na książkę można patrzeć z wielu punktów widzenia. Można oceniać treść, wątki, język. Ale jest coś jeszcze- najważniejsze- patrzymy czy powieść nas "pochłania", działa na psychikę- słowem czy "zatapiamy" się w niej i nie myślimy o tym co się dzieje.
Bohaterka to osoba, która w życiu przeszła wiele. W momencie gdy ją poznajemy na nowo poskładała życie. Przyzwyczaiła się do myśli, że po raz kolejny została singielką. Wyjaśnienie powodów poprzedniego rozstania czytelnicy poznają w późniejszym czasie, nie na wstępie. Prawda będzie smutna.
Od początku wiele się działo. Pauliną zaskakuje wiadomość o śmierci byłego męża (kto by się nie przejął?). Śmierć była nagła- Grzegorz był młodym, zdrowym mężczyzną, nie chorował. Okazuje się, że popełnił samobójstwo.
Mimo, że zaszedł on naszej bohaterce mocno za skórę postanowiła ona przeprowadzić własne śledztwo nie wierząc w przypadkową śmierć. Czy uda się jej rozwikłać zagadkę?
Książka, mimo, że ciekawa to troszkę inna niż się spodziewałam. Czy gorsza? Nie, po prostu wszystko poszło trochę w inną stronę. Myślałam, że większy nacisk będzie na mroczną stronę, na sprawę kryminalną. Tymczasem... nieźle się bawiłam. Bardzo mnie zainteresował wątek rodzinny Pauliny- jej kontakty z bratem i bratanicą oraz bratową- jej przyjaciółką. Zaś mój ulubiony dotyczył ślubu wyżej wspomnianej bratanicy- koncepcje zmieniały się co chwilę, a przyszła panna młoda okazała się tak zwaną bridezillą.
Książka bawi. Nie raz i nie dwa wybuchałam śmiechem. Nie dało się go opanować. Czy tak powinno być przy powieści, w której jest element śmierci?
Tytuł: Połknąć żabę
Liczba stron: 352
Data wydania: 9 stycznia 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Na książkę można patrzeć z wielu punktów widzenia. Można oceniać treść, wątki, język. Ale jest coś jeszcze- najważniejsze- patrzymy czy powieść nas "pochłania", działa na psychikę- słowem czy "zatapiamy" się w niej i nie myślimy o tym co się dzieje.
Bohaterka to osoba, która w życiu przeszła wiele. W momencie gdy ją poznajemy na nowo poskładała życie. Przyzwyczaiła się do myśli, że po raz kolejny została singielką. Wyjaśnienie powodów poprzedniego rozstania czytelnicy poznają w późniejszym czasie, nie na wstępie. Prawda będzie smutna.
Od początku wiele się działo. Pauliną zaskakuje wiadomość o śmierci byłego męża (kto by się nie przejął?). Śmierć była nagła- Grzegorz był młodym, zdrowym mężczyzną, nie chorował. Okazuje się, że popełnił samobójstwo.
Mimo, że zaszedł on naszej bohaterce mocno za skórę postanowiła ona przeprowadzić własne śledztwo nie wierząc w przypadkową śmierć. Czy uda się jej rozwikłać zagadkę?
Książka, mimo, że ciekawa to troszkę inna niż się spodziewałam. Czy gorsza? Nie, po prostu wszystko poszło trochę w inną stronę. Myślałam, że większy nacisk będzie na mroczną stronę, na sprawę kryminalną. Tymczasem... nieźle się bawiłam. Bardzo mnie zainteresował wątek rodzinny Pauliny- jej kontakty z bratem i bratanicą oraz bratową- jej przyjaciółką. Zaś mój ulubiony dotyczył ślubu wyżej wspomnianej bratanicy- koncepcje zmieniały się co chwilę, a przyszła panna młoda okazała się tak zwaną bridezillą.
Książka bawi. Nie raz i nie dwa wybuchałam śmiechem. Nie dało się go opanować. Czy tak powinno być przy powieści, w której jest element śmierci?
poniedziałek, 13 lutego 2017
"Układanka z uczuć"- Małgorzata Garkowska
Autor: Małgorzata Garkowska
Tytuł: Układanka z uczuć
Liczba stron: 328
Data wydania: 25 sierpnia 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Po usłyszeniu opinii mojej koleżanki na temat "Układanki z uczuć" postanowiłam jak najszybciej zmierzyć się z tą lekturą. Nie wiem czy słysząc zachwyty nad powieścią czy z innego powodu- nie czułam wielkiego przyciągania. Co prawda okładka jest przepiękna, za nią należą się wielkie brawa i ocena celująca. Nawet gdy zaczęłam czytać byłam pełna dobrych przeczuć. To wszystko powinno przełożyć się na dalsze strony, ale im dalej tym dla mnie gorzej. Zapytacie dlaczego. Już wyjaśniam.
Powodem takiego stanu była główna bohaterka. Momentami chciałam podejść, potrząsnąć nią i powiedzieć kilka niemiłych słów na temat jej zachowania. To ciągłe przepraszanie, nawet gdy ktoś nie miał racji, ta uległość i ciągłe tłumaczenie występków męża na jego korzyść by się nie rozstać po prostu ogromnie działały mi na nerwy.
Wiem jednak, że to dobra reakcja, świadczy o tym, że książkę przeczytałam i że wywarła na mnie duży wpływ. Agnieszka to młoda dziewczyna. Sama jest mieszkanką wsi, jednak gdy poznaje Pawła jej życie bardzo się zmienia. Gdy go poślubia- jest jak w bajce, prawda?
Wyprowadzę Was z błędu. Cała ta piękna otoczka to tylko pozory. Widok dla innych.
W ich związku brakuje miłości. Dla Agnieszki seks nie jest przyjemnością, a obowiązkiem, na którego spełnienie powinna być zawsze gotowa. Dodatkowo w świadomości ciągle pojawia się rysa- kłótnia z matką i jej brak kontaktu. brak obecności na ślubie młodych. Zupełnie nie rozumiem takiego postępowania, może przeoczyłam jego wyjaśnienie, ale zapytam: co strasznego może zrobić córka (taka jak Agnieszka) by matka tak ją potraktowała?
Czy małżonkom uda się przezwyciężyć kryzys w związku? A może znajdą nowych partnerów i pójdą oddzielną drogą niczego nie ratując?
Zapraszam do lektury, rozwiążecie zagadkę bo ja nic nie zdradzę.
Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Zysk i S-ka jest otwarte na debiutantów. Dzięki temu mamy szansę poznawać ciekawe powieści.
Tytuł: Układanka z uczuć
Liczba stron: 328
Data wydania: 25 sierpnia 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Po usłyszeniu opinii mojej koleżanki na temat "Układanki z uczuć" postanowiłam jak najszybciej zmierzyć się z tą lekturą. Nie wiem czy słysząc zachwyty nad powieścią czy z innego powodu- nie czułam wielkiego przyciągania. Co prawda okładka jest przepiękna, za nią należą się wielkie brawa i ocena celująca. Nawet gdy zaczęłam czytać byłam pełna dobrych przeczuć. To wszystko powinno przełożyć się na dalsze strony, ale im dalej tym dla mnie gorzej. Zapytacie dlaczego. Już wyjaśniam.
Powodem takiego stanu była główna bohaterka. Momentami chciałam podejść, potrząsnąć nią i powiedzieć kilka niemiłych słów na temat jej zachowania. To ciągłe przepraszanie, nawet gdy ktoś nie miał racji, ta uległość i ciągłe tłumaczenie występków męża na jego korzyść by się nie rozstać po prostu ogromnie działały mi na nerwy.
Wiem jednak, że to dobra reakcja, świadczy o tym, że książkę przeczytałam i że wywarła na mnie duży wpływ. Agnieszka to młoda dziewczyna. Sama jest mieszkanką wsi, jednak gdy poznaje Pawła jej życie bardzo się zmienia. Gdy go poślubia- jest jak w bajce, prawda?
Wyprowadzę Was z błędu. Cała ta piękna otoczka to tylko pozory. Widok dla innych.
W ich związku brakuje miłości. Dla Agnieszki seks nie jest przyjemnością, a obowiązkiem, na którego spełnienie powinna być zawsze gotowa. Dodatkowo w świadomości ciągle pojawia się rysa- kłótnia z matką i jej brak kontaktu. brak obecności na ślubie młodych. Zupełnie nie rozumiem takiego postępowania, może przeoczyłam jego wyjaśnienie, ale zapytam: co strasznego może zrobić córka (taka jak Agnieszka) by matka tak ją potraktowała?
Czy małżonkom uda się przezwyciężyć kryzys w związku? A może znajdą nowych partnerów i pójdą oddzielną drogą niczego nie ratując?
Zapraszam do lektury, rozwiążecie zagadkę bo ja nic nie zdradzę.
Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Zysk i S-ka jest otwarte na debiutantów. Dzięki temu mamy szansę poznawać ciekawe powieści.
czwartek, 9 lutego 2017
"Dziennik Bridget Jones. Dziecko"- Helen Fielding
Autor: Helen Fielding
Tytuł: Dziennik Bridget Jones. Dziecko
Liczba stron: 304
Data wydania: 21 listopada 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Wspomnienia, ach te wspomnienia. To dzięki nim zdecydowałam się sięgnąć po kontynuację , najnowszą część przygód Bridget Jones. Gdzieś tam w czeluściach internetu widziałam, że chyba pominęłam jeden tom. Obiecuję to kiedyś nadrobić. Kiedyś...
Powieści Helen Fielding cenię sobie za tę niesamowitą lekkość. Cudownie się czyta (chociaż i filmy są fantastyczne). Bridget ujmuje mnie swoją osobą, czasem wzrusza, jednak częściej bawi.
Mam szczęście, że książkę czytałam samotnie w domu. Przynajmniej nikt się na mnie dziwnie nie patrzył kiedy momentami wybuchałam śmiechem. Nie dało się inaczej, "przepychanki kogutów" czyli Marka i Daniela, a czasem i zachowanie, przemyślenia głównej bohaterki po prostu bawiły mnie.
Bridget rozstała się z Markiem, jednak pewnego razu na chrzcinach dzieje się między nimi coś więcej niż przyjacielska rozmowa. Jednak mężczyzna stwierdza, że mimo to nie mogą być razem. Tak mocno to rani bohaterkę, że poszukując potwierdzenia swojej wartości spędza noc z Danielem (który nadal na nią działa). Można się domyśleć co będzie dalej, chociażby patrząc na tytuł, prawda? No właśnie.
Książka jest świetna, chociaż momentami postępowanie bohaterów mnie irytowało. Wiem jednak, że łatwo mówić teoretycznie, gdy nigdy nie było się w danej sytuacji.
Czytając przed oczyma mam adaptację filmową i gdy mówi się o Bridget widzę Renée Zellweger, o Marku- Colina Firth'a, a Daniel ma twarz mojego ulubionego aktora- Hugh Granta.
Podsumowując- polecam, idealna pozycja do odpoczynku, odstresowania się po długim, ciężkim dniu.
Tytuł: Dziennik Bridget Jones. Dziecko
Liczba stron: 304
Data wydania: 21 listopada 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Wspomnienia, ach te wspomnienia. To dzięki nim zdecydowałam się sięgnąć po kontynuację , najnowszą część przygód Bridget Jones. Gdzieś tam w czeluściach internetu widziałam, że chyba pominęłam jeden tom. Obiecuję to kiedyś nadrobić. Kiedyś...
Powieści Helen Fielding cenię sobie za tę niesamowitą lekkość. Cudownie się czyta (chociaż i filmy są fantastyczne). Bridget ujmuje mnie swoją osobą, czasem wzrusza, jednak częściej bawi.
Mam szczęście, że książkę czytałam samotnie w domu. Przynajmniej nikt się na mnie dziwnie nie patrzył kiedy momentami wybuchałam śmiechem. Nie dało się inaczej, "przepychanki kogutów" czyli Marka i Daniela, a czasem i zachowanie, przemyślenia głównej bohaterki po prostu bawiły mnie.
Bridget rozstała się z Markiem, jednak pewnego razu na chrzcinach dzieje się między nimi coś więcej niż przyjacielska rozmowa. Jednak mężczyzna stwierdza, że mimo to nie mogą być razem. Tak mocno to rani bohaterkę, że poszukując potwierdzenia swojej wartości spędza noc z Danielem (który nadal na nią działa). Można się domyśleć co będzie dalej, chociażby patrząc na tytuł, prawda? No właśnie.
Książka jest świetna, chociaż momentami postępowanie bohaterów mnie irytowało. Wiem jednak, że łatwo mówić teoretycznie, gdy nigdy nie było się w danej sytuacji.
Czytając przed oczyma mam adaptację filmową i gdy mówi się o Bridget widzę Renée Zellweger, o Marku- Colina Firth'a, a Daniel ma twarz mojego ulubionego aktora- Hugh Granta.
Podsumowując- polecam, idealna pozycja do odpoczynku, odstresowania się po długim, ciężkim dniu.
wtorek, 31 stycznia 2017
"Nakarmię cię miłością"- Anna Dąbrowska
Autor: Anna Dąbrowska
Tytuł: Nakarmię cię miłością
Liczba stron: 352
Data wydania: 3 października 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
egzemplarz od autora
Czuję ogromny wstyd. Dawno nie zdarzyła mi się taka wtopa. Naprawdę dawno. Książkę, za co ogromnie dziękuję, do recenzji otrzymałam od samej autorki.
Niestety... natłok obowiązków recenzenckich (końca nie widać, nie wygląda bym się kiedyś wygrzebała z zaległości..) sprawił, że od momentu otrzymania przesyłki do jej recenzji minęło jakieś trzy- cztery miesiące. W zawirowaniu remontowym troszkę o niej zapomniałam... Mój wstyd potęguje to, że czuję się ogromnie niezręcznie wobec pani Anny, z którą kilkakrotnie rozmawiałam w sprawie publikacji recenzji.
Zdradzę Wam tajemnicę... Ja się po prostu obawiałam tej książki. Zupełnie nie wiem dlaczego, jednak w mojej głowie pojawiła się myśl, ze jest to pozycja lekka, z bohaterami, którzy żyją szybko, bez zobowiązań.
Prawda jest zupełnie inna. Zupełnie. Tobiasz przeżył rozczarowanie w związku, przeszłość, dzieciństwo też nie były różowe. Laura ma partnera, który jej nie szanuje, nie zwraca uwagi, że słowa również ranią. Pierwsze spotkanie tych dwojga jest dosyć oryginalne- ma miejsce w barze, w którym Tobiasz ze swoim zespołem ma koncert, a Laura bawi się z koleżankami. Domyśleć się można, że z dnia na dzień będzie łączyło ich coraz więcej. Czy nasza bohaterka odejdzie od mężczyzny, który ją ogranicza? Czy osoby tak doświadczone stworzą udany związek?
Książka wywołała we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony podobało mi się, że nie można się przy niej nudzić, że tyle się dzieje, z drugiej zaś czułam , że tych smutnych wydarzeń jest za dużo, przytłaczało mnie to odrobinę. Nie podobało mi się jak poprowadzono wątek przyjaciółki LAury- Kaśki. Powieść musi się dobrze kończyć, a więc Kasia jak za dotknięciem różdżki zmienia się w dobrą osobę, porzuca dotychczasowy styl życia. To jej historia, mimo, że ciekawa okazała się dla mnie przewidywalna.
Mimo wszystko wiem, że na pewno sięgnę po inne książki napisane przez panią Annę. Co tu ukrywać. Bardzo, bardzo mi się podobało.
Tytuł: Nakarmię cię miłością
Liczba stron: 352
Data wydania: 3 października 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
egzemplarz od autora
Czuję ogromny wstyd. Dawno nie zdarzyła mi się taka wtopa. Naprawdę dawno. Książkę, za co ogromnie dziękuję, do recenzji otrzymałam od samej autorki.
Niestety... natłok obowiązków recenzenckich (końca nie widać, nie wygląda bym się kiedyś wygrzebała z zaległości..) sprawił, że od momentu otrzymania przesyłki do jej recenzji minęło jakieś trzy- cztery miesiące. W zawirowaniu remontowym troszkę o niej zapomniałam... Mój wstyd potęguje to, że czuję się ogromnie niezręcznie wobec pani Anny, z którą kilkakrotnie rozmawiałam w sprawie publikacji recenzji.
Zdradzę Wam tajemnicę... Ja się po prostu obawiałam tej książki. Zupełnie nie wiem dlaczego, jednak w mojej głowie pojawiła się myśl, ze jest to pozycja lekka, z bohaterami, którzy żyją szybko, bez zobowiązań.
Prawda jest zupełnie inna. Zupełnie. Tobiasz przeżył rozczarowanie w związku, przeszłość, dzieciństwo też nie były różowe. Laura ma partnera, który jej nie szanuje, nie zwraca uwagi, że słowa również ranią. Pierwsze spotkanie tych dwojga jest dosyć oryginalne- ma miejsce w barze, w którym Tobiasz ze swoim zespołem ma koncert, a Laura bawi się z koleżankami. Domyśleć się można, że z dnia na dzień będzie łączyło ich coraz więcej. Czy nasza bohaterka odejdzie od mężczyzny, który ją ogranicza? Czy osoby tak doświadczone stworzą udany związek?
Książka wywołała we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony podobało mi się, że nie można się przy niej nudzić, że tyle się dzieje, z drugiej zaś czułam , że tych smutnych wydarzeń jest za dużo, przytłaczało mnie to odrobinę. Nie podobało mi się jak poprowadzono wątek przyjaciółki LAury- Kaśki. Powieść musi się dobrze kończyć, a więc Kasia jak za dotknięciem różdżki zmienia się w dobrą osobę, porzuca dotychczasowy styl życia. To jej historia, mimo, że ciekawa okazała się dla mnie przewidywalna.
Mimo wszystko wiem, że na pewno sięgnę po inne książki napisane przez panią Annę. Co tu ukrywać. Bardzo, bardzo mi się podobało.
poniedziałek, 21 listopada 2016
"Nasze kiedyś"- Natalia Jagiełło- Dąbrowska
Autor: Natalia Jagiełło- Dąbrowska
Tytuł: Nasze kiedyś
Liczba stron: 464
Data wydania: 30 maj 2016 r.
Forma: książka papierwa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
O książce słyszałam wiele. Były to opinie zarówno pozytywne, jak i negatywne. Zapragnęłam przekonać się, jak jest naprawdę. Niestety- chyba zabrałam się do tego od złej strony- zauważyłam bowiem u siebie coś niepokojącego. Otóż gdzieś w podświadomości co i rusz pojawiały się przeczytane wcześniej słowa o najgorszej książce. Nie mogłam się tego pozbyć. Ciekawiło mnie skąd się to wzięło i chyba "zainspirowana" szukałam wad. Nie powiem, znalazłam kilka.
Po pierwsze- historia momentami wydaje si e banalna. Związek naszej bohaterki z przystojnym obcokrajowcem rozpoczyna się niefortunnie: Hektor uderzył ją niechcący piłką, zderzyli się, a nawet oblał ją. Mimo początkowych trudności stają się sobie coraz bliżsi.
Książka miała traktować o trudnym temacie i tak jest. Dziewczyna w przeszłości przeżyła traumatyczny związek i miało to duży wpływ na jej relacje z mężczyznami. Wiem, że autorka chciała dobrze, jednak zastanawia mnie jedna rzecz: miłość od pierwszego wejrzenia jest możliwa, ale czy bez pomocy psychologa, specjalisty można "zapomnieć" o gwałcie, przemocy?
Oczywiście zapomnieć- w znaczeniu- zaangażować się w kolejny związek idąc do łóżka niedługo po poznaniu kogoś. Tak, tak, strzała Amora, powieść erotyczna rządzi się swoimi prawami, ale błagam, trochę realizmu, historia wydaje się być mocno naciągana.
Kolejna rzecz- irytowały mnie krótkie zdania.
Autorka nie ukrywa, że napisanie książki było impulsem. Wam pozostawiam ocenę powieści.
Z ciekawości i przekory sięgnę po kolejną pozycję napisaną przez Natalię Jagiełło- Dąbrowską. kontynuację opowieści o miłości Julii i Hektora
Tytuł: Nasze kiedyś
Liczba stron: 464
Data wydania: 30 maj 2016 r.
Forma: książka papierwa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
O książce słyszałam wiele. Były to opinie zarówno pozytywne, jak i negatywne. Zapragnęłam przekonać się, jak jest naprawdę. Niestety- chyba zabrałam się do tego od złej strony- zauważyłam bowiem u siebie coś niepokojącego. Otóż gdzieś w podświadomości co i rusz pojawiały się przeczytane wcześniej słowa o najgorszej książce. Nie mogłam się tego pozbyć. Ciekawiło mnie skąd się to wzięło i chyba "zainspirowana" szukałam wad. Nie powiem, znalazłam kilka.
Po pierwsze- historia momentami wydaje si e banalna. Związek naszej bohaterki z przystojnym obcokrajowcem rozpoczyna się niefortunnie: Hektor uderzył ją niechcący piłką, zderzyli się, a nawet oblał ją. Mimo początkowych trudności stają się sobie coraz bliżsi.
Książka miała traktować o trudnym temacie i tak jest. Dziewczyna w przeszłości przeżyła traumatyczny związek i miało to duży wpływ na jej relacje z mężczyznami. Wiem, że autorka chciała dobrze, jednak zastanawia mnie jedna rzecz: miłość od pierwszego wejrzenia jest możliwa, ale czy bez pomocy psychologa, specjalisty można "zapomnieć" o gwałcie, przemocy?
Oczywiście zapomnieć- w znaczeniu- zaangażować się w kolejny związek idąc do łóżka niedługo po poznaniu kogoś. Tak, tak, strzała Amora, powieść erotyczna rządzi się swoimi prawami, ale błagam, trochę realizmu, historia wydaje się być mocno naciągana.
Kolejna rzecz- irytowały mnie krótkie zdania.
Autorka nie ukrywa, że napisanie książki było impulsem. Wam pozostawiam ocenę powieści.
Z ciekawości i przekory sięgnę po kolejną pozycję napisaną przez Natalię Jagiełło- Dąbrowską. kontynuację opowieści o miłości Julii i Hektora
sobota, 19 listopada 2016
"Niebo w kruszonce"- Monika A. Oleksa
Autor: Monika A. Oleksa
Tytuł: Niebo w kruszonce
Liczba stron: 484
Data wydania: 30 maja 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
I tytuł i opis zachęcił mnie bym przeczytała tę książkę. Podświadomie czułam, że mi się spodoba. I tak oczywiście było.
Bardzo lubię powieści, a takie o codziennym życiu "zwykłych ludzi" najbardziej trafiają w mój gust.
"Niebo w kruszonce" to właśnie taka kilkuwątkowa opowieść. Mimo, że najwięcej dowiadujemy się o życiu Renaty nie możemy pominąć też innych. Przeczytamy o Kasi, samotnej matce, która szuka miłości, o Emilii, która w młodości przeżyła zawód miłosny. W książce pojawia się jeszcze więcej osób, które z Renatą dzielą się swoimi perypetiami i kłopotami. Bo musicie wiedzieć, że Renatę lubią ludzie, toteż często odwiedzają sklep spożywczy, w którym ona pracuje. Każdy chce skorzystać z jej mądrości życiowej.
Powiedziałabym, że jest trochę psychologie, To kobieta, która zawsze i wszędzie jest gotowa nieść pomoc, dawać wsparcie. Niewielu zdaje sobie sprawę, że w życiu osobistym ma ona odrobinę problemów: musi sobie radzić z tęsknotą za mężem, który wyemigrował za pracą i.. psem, którego wzięła by nie odczuwać tak mocno smutku po wyjeździe ukochanego.
Tak szczerze...to z największa przyjemnością przeczytałabym drugi tom powieści, mimo, że nadziei na jego powstanie nie mam.
Ogólnie książką jestem zachwycona, jednak pojawiły się dwie rzeczy, które mi się nie spodobały. Zgrzytało mi to, że autorka zrobiła siebie jedną z bohaterek, wczasowiczkę oraz to, że w powieści poleca inną swoją książkę. Po co to?
Tytuł: Niebo w kruszonce
Liczba stron: 484
Data wydania: 30 maja 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
I tytuł i opis zachęcił mnie bym przeczytała tę książkę. Podświadomie czułam, że mi się spodoba. I tak oczywiście było.
Bardzo lubię powieści, a takie o codziennym życiu "zwykłych ludzi" najbardziej trafiają w mój gust.
"Niebo w kruszonce" to właśnie taka kilkuwątkowa opowieść. Mimo, że najwięcej dowiadujemy się o życiu Renaty nie możemy pominąć też innych. Przeczytamy o Kasi, samotnej matce, która szuka miłości, o Emilii, która w młodości przeżyła zawód miłosny. W książce pojawia się jeszcze więcej osób, które z Renatą dzielą się swoimi perypetiami i kłopotami. Bo musicie wiedzieć, że Renatę lubią ludzie, toteż często odwiedzają sklep spożywczy, w którym ona pracuje. Każdy chce skorzystać z jej mądrości życiowej.
Powiedziałabym, że jest trochę psychologie, To kobieta, która zawsze i wszędzie jest gotowa nieść pomoc, dawać wsparcie. Niewielu zdaje sobie sprawę, że w życiu osobistym ma ona odrobinę problemów: musi sobie radzić z tęsknotą za mężem, który wyemigrował za pracą i.. psem, którego wzięła by nie odczuwać tak mocno smutku po wyjeździe ukochanego.
Tak szczerze...to z największa przyjemnością przeczytałabym drugi tom powieści, mimo, że nadziei na jego powstanie nie mam.
Ogólnie książką jestem zachwycona, jednak pojawiły się dwie rzeczy, które mi się nie spodobały. Zgrzytało mi to, że autorka zrobiła siebie jedną z bohaterek, wczasowiczkę oraz to, że w powieści poleca inną swoją książkę. Po co to?
piątek, 24 czerwca 2016
"Sezon zamkniętych serc"-Wioletta Leśków- Cyrulik
Autor: Wioletta Leśków- Cyrulik
Tytuł: Sezon zamkniętych serc
Liczba stron: 312
Data wydania: 15 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Zauważyłam, że przy lekturze zdarza się mi zwracać uwagę na papier. Wydawać by się mogło, że biały papier jest najlepszy, najprzyjemniejszy. Ze zdziwieniem przyjęłam fakt, że dużo lepiej i przyjemniej czyta mi się te pozycje wydane na ciemniejszym i cieńszym. Skąd to się wzięło- nie wiem.
"Sezon zamkniętych serc" nie jest złą książką, ale będę z Wami szczera- u mnie odbyło się bez fajerwerków. Pomysł na powieść świetny, bohaterowie ciekawi więc tak właściwie trudno mi ocenić, co zaważyło na mojej mniej entuzjastycznej opinii. Być może, tak jak już kiedyś pisałam, to nieodpowiedni czas na nią? W każdym razie z chęcią przeczytam kolejne dzieło autorki.
Miejsce akcji to Islandia. Bohaterowie to grupa młodych ludzi poszukująca szczęścia w życiu czy pracy. Agnieszka przypadkowo poznaje Słowaczkę Hannę, którą później zastępuje w pracy.
Poznamy też perypetie pisarza Jona.
Wbrew pozorom nie jest to lekka pozycja. Przeczytamy o trudnej miłości, o tym jak duży wpływ na życie człowieka ma jego przeszłość i jak ważne jest wsparcie bliskich osób. Momentami nie mogłam zrozumieć zachowania głównej bohaterki, na szczęście udało się jej poradzić z kłopotami, wyszła na prostą.
Bardzo spodobała mi się okładka. To ona jakiś czas temu zachwyciła mnie i sprawiłal, że nabrałam chęci na lekturę "Sezonu zamkniętych serc".
Tytuł: Sezon zamkniętych serc
Liczba stron: 312
Data wydania: 15 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Zauważyłam, że przy lekturze zdarza się mi zwracać uwagę na papier. Wydawać by się mogło, że biały papier jest najlepszy, najprzyjemniejszy. Ze zdziwieniem przyjęłam fakt, że dużo lepiej i przyjemniej czyta mi się te pozycje wydane na ciemniejszym i cieńszym. Skąd to się wzięło- nie wiem.
"Sezon zamkniętych serc" nie jest złą książką, ale będę z Wami szczera- u mnie odbyło się bez fajerwerków. Pomysł na powieść świetny, bohaterowie ciekawi więc tak właściwie trudno mi ocenić, co zaważyło na mojej mniej entuzjastycznej opinii. Być może, tak jak już kiedyś pisałam, to nieodpowiedni czas na nią? W każdym razie z chęcią przeczytam kolejne dzieło autorki.
Miejsce akcji to Islandia. Bohaterowie to grupa młodych ludzi poszukująca szczęścia w życiu czy pracy. Agnieszka przypadkowo poznaje Słowaczkę Hannę, którą później zastępuje w pracy.
Poznamy też perypetie pisarza Jona.
Wbrew pozorom nie jest to lekka pozycja. Przeczytamy o trudnej miłości, o tym jak duży wpływ na życie człowieka ma jego przeszłość i jak ważne jest wsparcie bliskich osób. Momentami nie mogłam zrozumieć zachowania głównej bohaterki, na szczęście udało się jej poradzić z kłopotami, wyszła na prostą.
Bardzo spodobała mi się okładka. To ona jakiś czas temu zachwyciła mnie i sprawiłal, że nabrałam chęci na lekturę "Sezonu zamkniętych serc".
czwartek, 16 czerwca 2016
"Układ"- Elle Kennedy
Autor: Elle Kennedy
Tytuł: Układ
Liczba stron: 464
Data wydania: 29 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki (loteria blogerów na Warszawskich Targach Książki)
Dziś kolejna recenzja książki otrzymanej w ramach loterii blogerów na Warszawskich Targach Książki.
Czaiłam się na nią już jakiś czas, dlatego duża była moja radość, gdy z Warszawy powróciłam właśnie z "Układem". Podświadomość mówiła mi, że może być ciekawie, a usłyszane opinie utwierdzały mnie w tym.
Książkę możemy zaliczyć do nowego typu literatury: New Adult. Zawsze mam z nim problem, nie wiem co mogę o nim powiedzieć- jest to po prostu dla mnie nowość. Czym jest New Adult? Opisuje przeżycia uczniów szkół czy studentów- ogólnie rzecz biorąc, upraszczając- książka młodzieżowa.
Hannah nie ukrywa, że w przeszłości została skrzywdzona. Pogodziła się z tym (na ile można pogodzić się z traumą). Uczy się bardzo dobrze, pracuje, realizuje pasje- czyli robi to co kocha. Razem z nią w grupie jest Garret. Pasjonat hokeja, kapitan drużyny. Trochę gorzej idzie mu z nauką. Gdy staje "pod ścianą" jedynym wyjściem są dla niego korepetycje, usilnie namawia swoją bohaterkę by poświęciła mu czas. W zamian proponuje układ... Jaki? Zapraszam do przeczytania powieści- niesamowicie lekka w czytaniu, lecz niech Was to nie zwiedzie- tak naprawdę ma w sobie to coś, co do niej przyciąga i porusza.
Książka porusza różne tematy: od problemów rodzinnych po sposoby radzenia sobie z traumą. Krok po kroku opisuje etapy zauroczenia wplatając je pomiędzy historię szkolną, pasje i to co ważne dla bohaterów.
Niedługo na rynku wydawniczym pojawi się kolejna powieść Elle Kennedy. Już dziś wiem, że koniecznie będę musiała ją przeczytać- bardzo spodobał mi się styl pisania autorki, a wydarzenia przez nią opisane- wciągnęły. Przy "Układzie" zdarzyło mi się zarwać noc.
Tytuł: Układ
Liczba stron: 464
Data wydania: 29 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki (loteria blogerów na Warszawskich Targach Książki)
Czaiłam się na nią już jakiś czas, dlatego duża była moja radość, gdy z Warszawy powróciłam właśnie z "Układem". Podświadomość mówiła mi, że może być ciekawie, a usłyszane opinie utwierdzały mnie w tym.
Książkę możemy zaliczyć do nowego typu literatury: New Adult. Zawsze mam z nim problem, nie wiem co mogę o nim powiedzieć- jest to po prostu dla mnie nowość. Czym jest New Adult? Opisuje przeżycia uczniów szkół czy studentów- ogólnie rzecz biorąc, upraszczając- książka młodzieżowa.
Hannah nie ukrywa, że w przeszłości została skrzywdzona. Pogodziła się z tym (na ile można pogodzić się z traumą). Uczy się bardzo dobrze, pracuje, realizuje pasje- czyli robi to co kocha. Razem z nią w grupie jest Garret. Pasjonat hokeja, kapitan drużyny. Trochę gorzej idzie mu z nauką. Gdy staje "pod ścianą" jedynym wyjściem są dla niego korepetycje, usilnie namawia swoją bohaterkę by poświęciła mu czas. W zamian proponuje układ... Jaki? Zapraszam do przeczytania powieści- niesamowicie lekka w czytaniu, lecz niech Was to nie zwiedzie- tak naprawdę ma w sobie to coś, co do niej przyciąga i porusza.
Książka porusza różne tematy: od problemów rodzinnych po sposoby radzenia sobie z traumą. Krok po kroku opisuje etapy zauroczenia wplatając je pomiędzy historię szkolną, pasje i to co ważne dla bohaterów.
Niedługo na rynku wydawniczym pojawi się kolejna powieść Elle Kennedy. Już dziś wiem, że koniecznie będę musiała ją przeczytać- bardzo spodobał mi się styl pisania autorki, a wydarzenia przez nią opisane- wciągnęły. Przy "Układzie" zdarzyło mi się zarwać noc.
czwartek, 5 maja 2016
"Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela. 50 opowiastek z ekonomią w tle (plus jedna)"- Grzegorz Kasdepke
Autor: Grzegorz Kasdepke
Tytuł: Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela. 50 opowiastek z ekonomią w tle (plus jedna)
Liczba stron: 228
Data wydania: 22 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Obok opowieści Grzegorza Kasdepke nie potrafię przejść obojętnie. Stara jestem, nie należę do grupy docelowej, dla której pisze autor, a mimo to przepadam za jego twórczością.
Między innymi dlatego zdecydowałam się sięgnąć po "Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela". Temat książki jest daleki od moich zainteresowań, lecz byłam okropnie ciekawa tych opowieści oraz sposobu, w jaki zostanie przekazana wiedza z dziedziny ekonomii.
Nie zawiodłam się. Młody czytelnik otrzymuje wiele interesujących opowieści związanych z zagadnieniami ekonomicznymi. Dowiaduje się między innymi co to jest popyt, podaż, akcje, bezrobocie. To tylko kilka z tematów poruszanych w tej edukacyjnej książeczce.
"Zaskórniaki..." podzielone są na dwie części. Pierwsza z nich to "Ogród dziwnych stworów", druga: "Cyrk". Bohaterami obu są te same osoby: Pan Rysio, Dozorca, Bileter i Praktykantka. To właśnie oni pracują w Ogrodzie Dziwnych Stworów. Ich zadaniem jest opieka nad eksponatami oraz... zwierzętami. Jak sama nazwa mówi- w ogrodzie mieszkają dziwne stwory czyli wspomniane wyżej akcje, popyt, podaż, bezrobocie i tak dalej. Pojęć jest naprawdę mnóstwo, także trzeba przyznać, że dzieci dużo się nauczą.
Ciekawostka: autorem komentarzy jest Ryszard Petru.
W przypadku tej książki zwróciłam uwagę nie tylko na jej wartość merytoryczną, ale również na jej wydanie, grafikę. Jest pięknie wydana: w twardej oprawie, strony to dobry gatunkowo papier, materiałowe zakładki. Są też piękne ilustracje. No cudo po prostu...
Polecam tę książkę. Myślę, że powinna spodobać się zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom. Młodzi czytelnicy docenią ciekawe opowieści, rodzice zaś- jej wartość edukacyjną. Sprawdza się więc powiedzenie: "Dla każdego coś dobrego.".
Tytuł: Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela. 50 opowiastek z ekonomią w tle (plus jedna)
Liczba stron: 228
Data wydania: 22 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Obok opowieści Grzegorza Kasdepke nie potrafię przejść obojętnie. Stara jestem, nie należę do grupy docelowej, dla której pisze autor, a mimo to przepadam za jego twórczością.
Między innymi dlatego zdecydowałam się sięgnąć po "Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela". Temat książki jest daleki od moich zainteresowań, lecz byłam okropnie ciekawa tych opowieści oraz sposobu, w jaki zostanie przekazana wiedza z dziedziny ekonomii.
Nie zawiodłam się. Młody czytelnik otrzymuje wiele interesujących opowieści związanych z zagadnieniami ekonomicznymi. Dowiaduje się między innymi co to jest popyt, podaż, akcje, bezrobocie. To tylko kilka z tematów poruszanych w tej edukacyjnej książeczce.
"Zaskórniaki..." podzielone są na dwie części. Pierwsza z nich to "Ogród dziwnych stworów", druga: "Cyrk". Bohaterami obu są te same osoby: Pan Rysio, Dozorca, Bileter i Praktykantka. To właśnie oni pracują w Ogrodzie Dziwnych Stworów. Ich zadaniem jest opieka nad eksponatami oraz... zwierzętami. Jak sama nazwa mówi- w ogrodzie mieszkają dziwne stwory czyli wspomniane wyżej akcje, popyt, podaż, bezrobocie i tak dalej. Pojęć jest naprawdę mnóstwo, także trzeba przyznać, że dzieci dużo się nauczą.
Ciekawostka: autorem komentarzy jest Ryszard Petru.
W przypadku tej książki zwróciłam uwagę nie tylko na jej wartość merytoryczną, ale również na jej wydanie, grafikę. Jest pięknie wydana: w twardej oprawie, strony to dobry gatunkowo papier, materiałowe zakładki. Są też piękne ilustracje. No cudo po prostu...
Polecam tę książkę. Myślę, że powinna spodobać się zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom. Młodzi czytelnicy docenią ciekawe opowieści, rodzice zaś- jej wartość edukacyjną. Sprawdza się więc powiedzenie: "Dla każdego coś dobrego.".
sobota, 6 lutego 2016
"Kaktusy z Zielonej ulicy"- Wiktor Zawada
Autor: Wiktor Zawada
Tytuł: Kaktusy z Zielonej ulicy
Liczba stron: 400
Data wydania: 23 listopada 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Z ręką na sercu przyznaję się, że z literaturą młodzieżową nie mam za wiele do czynienia. Jeśli sięgam już po książkę dla nastolatków to najczęściej tematyką jest współczesne życie, miłość, rodzina.
Wprawdzie o powieści "Kaktusy z Zielonej ulicy" wcześniej nie słyszałam, jednak po kilku przeczytanych stronach zaczęłam zastanawiać się czy została ona napisana w czasach współczesnych. Internet to kopalnia wiedzy, nie musiałam więc wiele szukać, szybko udało mi się dowiedzieć, że po raz pierwszy wydano ją w 1967 roku.
Z wielką przyjemnością poświęciłam czas by poznać przygody sympatycznego Dzidka, Jasia i ich kolegów. Akcja rozpoczyna się w 1939 r., kilka dni przed wybuchem II wojny światowej.
Brakuje mi teraz takich historii, w których pokazuje się, jak wielka odwagę w tych trudnych czasac okazywali chłopcy, jak kochali Ojczyznę.
Dzidek i jego koledzy postanawiają założyć drużynę wojskową o nazwie "Kaktusy". Nie zdziwię się, jeśli pomyśleliście, że miało to na celu tylko zabawę, odwrócenie myśli od dnia codziennego. Nic bardziej mylnego! Otóż chłopcy robią wszystko by wyprowadzić Niemców (czyli wrogów) w pole.Ryzykują wiele- nawet życie.
Dziękuję za tę powieść- to dla mnie źródło wiedzy o tym, jak dawniej się żyło, jak radzono w trudnych sytuacjach. "Kaktusy z Zielonej ulicy" to nie pierwsza książka o wojnie, którą miałam okazję czytać, powiedziałabym, że trafiłam na dużo powieści o takiej tematyce, lecz w zaledwie kilku z nich bohaterami są dzieci.
I jeszcze słówko: dawno nie spotkałam tak pięknie wydanej książki: twarda oprawa, tasiemka jako zakładka, okładka w części obleczona materiałem. Po cichu liczę, że i kolejne tomy doczekają się wznowienia.
Tytuł: Kaktusy z Zielonej ulicy
Liczba stron: 400
Data wydania: 23 listopada 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Z ręką na sercu przyznaję się, że z literaturą młodzieżową nie mam za wiele do czynienia. Jeśli sięgam już po książkę dla nastolatków to najczęściej tematyką jest współczesne życie, miłość, rodzina.
Wprawdzie o powieści "Kaktusy z Zielonej ulicy" wcześniej nie słyszałam, jednak po kilku przeczytanych stronach zaczęłam zastanawiać się czy została ona napisana w czasach współczesnych. Internet to kopalnia wiedzy, nie musiałam więc wiele szukać, szybko udało mi się dowiedzieć, że po raz pierwszy wydano ją w 1967 roku.
Z wielką przyjemnością poświęciłam czas by poznać przygody sympatycznego Dzidka, Jasia i ich kolegów. Akcja rozpoczyna się w 1939 r., kilka dni przed wybuchem II wojny światowej.
Brakuje mi teraz takich historii, w których pokazuje się, jak wielka odwagę w tych trudnych czasac okazywali chłopcy, jak kochali Ojczyznę.
Dzidek i jego koledzy postanawiają założyć drużynę wojskową o nazwie "Kaktusy". Nie zdziwię się, jeśli pomyśleliście, że miało to na celu tylko zabawę, odwrócenie myśli od dnia codziennego. Nic bardziej mylnego! Otóż chłopcy robią wszystko by wyprowadzić Niemców (czyli wrogów) w pole.Ryzykują wiele- nawet życie.
Dziękuję za tę powieść- to dla mnie źródło wiedzy o tym, jak dawniej się żyło, jak radzono w trudnych sytuacjach. "Kaktusy z Zielonej ulicy" to nie pierwsza książka o wojnie, którą miałam okazję czytać, powiedziałabym, że trafiłam na dużo powieści o takiej tematyce, lecz w zaledwie kilku z nich bohaterami są dzieci.
I jeszcze słówko: dawno nie spotkałam tak pięknie wydanej książki: twarda oprawa, tasiemka jako zakładka, okładka w części obleczona materiałem. Po cichu liczę, że i kolejne tomy doczekają się wznowienia.
"Cze.Kiszczak. Biografia gen. broni Czesława Kiszczaka"- Lech Kowalski
Autor: Lech Kowalski
Tytuł: CzeKiszczak
Liczba stron: 728
Data wydania: 7 grudnia 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
"Czekiszczak" to pozycja dla prawdziwych pasjonatów historii najnowszej.
Ciężka to lektura: dosłownie i w przenośni. Czytelnik do ręki dostaje ciężką, mająca ponad siedemset stron książkę. Nie oszukujmy się- waży swoje.
Podczas lektury należy być maksymalnie skupionym- dostajemy ogromną dawkę szczegółów zarówno z czasów pracy Czesława Kiszczaka dla państwa, dowiadujemy się też co nieco o jego życiu prywatnym.C na Często zastanawiam się czy na podstawie książki można wyrobić sobie opinię o kimś. O tym, co zarzuca się generałowi przeczytamy w książce, jednak często wspomina się, że Maria Teresa Kiszczak w różnych mediach czy nawet książkach usiłuje tłumaczyć męża. Czasami są to tłumaczenia nieudolne, wywołujące złość w odbiorcy. Bo jak zareagować na słowa: "Spójrzmy, jaka była Polska była przed wojną. Bieda na wsi była. Polska arystokracja unikała handlu. Uważam, że mój mąż jest polskim bohaterem. Patrzymy na Kiszczaka przez pryzmat tego, co się wydarzyło w Kopalni Wujek. Ale czy mój mąż wydał rozkaz strzelania? Ktoś zaczął strzelać, ale górnicy to co, stado niewiniątek? Przecież tam nie było mojego męża. Mój mąż powiedział; zabraniam użycia broni?". Nie pomijajmy również przypisów- są one ważne, zawierają dopowiedzenia, nie tylko bibliografię.
Autor książki wykonał ogrom pracy by czytelnikowi przybliżyć czasy kariery Kiszczaka. Wielu z nas nie zna tych czasów, dlatego z ciekawością sięgnęłam po tę książkę (jestem rocznik '88).
Lech Kowalski w książce dokładnie opisuje miejsca pracy i stanowiska, które powierzono generałowi. Nie pomija tematów trudnych: zbrodni komunistycznych, śmierci Grzegorza Przemyka, Marka Pyjasa, porwania i mordu dokonanego na księdzu Popiełuszce.
Niestety- nie poniósł on winy za swoje czyny- latami nie pojawiał się w sądzie tłumacząc się chorobą. Wprawdzie zapadł wyrok skazujący, jednak czy sprawiedliwy? Skazano go na dwa lata więzieniu, jedak karę zawieszono ze względu na stan zdrowia i wiek.
Książka swoją premierę miała 7 grudnia 2015 r., zaledwie miesiąc po śmierci generała Kiszczaka (zmarł 5 listopada 2015 r.)
Tytuł: CzeKiszczak
Liczba stron: 728
Data wydania: 7 grudnia 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
"Czekiszczak" to pozycja dla prawdziwych pasjonatów historii najnowszej.
Ciężka to lektura: dosłownie i w przenośni. Czytelnik do ręki dostaje ciężką, mająca ponad siedemset stron książkę. Nie oszukujmy się- waży swoje.
Podczas lektury należy być maksymalnie skupionym- dostajemy ogromną dawkę szczegółów zarówno z czasów pracy Czesława Kiszczaka dla państwa, dowiadujemy się też co nieco o jego życiu prywatnym.C na Często zastanawiam się czy na podstawie książki można wyrobić sobie opinię o kimś. O tym, co zarzuca się generałowi przeczytamy w książce, jednak często wspomina się, że Maria Teresa Kiszczak w różnych mediach czy nawet książkach usiłuje tłumaczyć męża. Czasami są to tłumaczenia nieudolne, wywołujące złość w odbiorcy. Bo jak zareagować na słowa: "Spójrzmy, jaka była Polska była przed wojną. Bieda na wsi była. Polska arystokracja unikała handlu. Uważam, że mój mąż jest polskim bohaterem. Patrzymy na Kiszczaka przez pryzmat tego, co się wydarzyło w Kopalni Wujek. Ale czy mój mąż wydał rozkaz strzelania? Ktoś zaczął strzelać, ale górnicy to co, stado niewiniątek? Przecież tam nie było mojego męża. Mój mąż powiedział; zabraniam użycia broni?". Nie pomijajmy również przypisów- są one ważne, zawierają dopowiedzenia, nie tylko bibliografię.
Autor książki wykonał ogrom pracy by czytelnikowi przybliżyć czasy kariery Kiszczaka. Wielu z nas nie zna tych czasów, dlatego z ciekawością sięgnęłam po tę książkę (jestem rocznik '88).
Lech Kowalski w książce dokładnie opisuje miejsca pracy i stanowiska, które powierzono generałowi. Nie pomija tematów trudnych: zbrodni komunistycznych, śmierci Grzegorza Przemyka, Marka Pyjasa, porwania i mordu dokonanego na księdzu Popiełuszce.
Niestety- nie poniósł on winy za swoje czyny- latami nie pojawiał się w sądzie tłumacząc się chorobą. Wprawdzie zapadł wyrok skazujący, jednak czy sprawiedliwy? Skazano go na dwa lata więzieniu, jedak karę zawieszono ze względu na stan zdrowia i wiek.
Książka swoją premierę miała 7 grudnia 2015 r., zaledwie miesiąc po śmierci generała Kiszczaka (zmarł 5 listopada 2015 r.)
sobota, 9 stycznia 2016
"Medalion szczęścia"- Danuta Pytlak
Autor: Danuta Pytlak
Tytuł: Medalion szczęścia
Liczba stron: 380
Data wydania 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Nie spodziewałam się. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta niepozorna książka aż tak mnie wciągnie. Początek jest taki jakich wiele w dzisiejszych powieściach dla pań. Samotna kobieta otrzymuje spadek, wyprowadza się na tak zwany "koniec świata", szuka miłości i poświęca się pracy.
Brzmi znajomo? Oczywiście, ale tu kończą się podobieństwa między tą książką, a innymi bowiem "Medalion szczęścia" zgrabnie łączy wątek obyczajowy z historycznym, w taki sposób, że czasami oddech zamiera, a serce zaczyna bić szybciej. Te opowieści, niespodziewane spotkania rodzinne, skarby! Gratka dla lubiących taką literaturę, sagi rodzinne, historie z dawnych lat.
Przypomina mi się powiedzenie "Mówił dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu". Powieść zaczyna się mocnym akcentem: o wypiciu pysznej nalewki nasza bohaterka rozmawia z przodkiem, który znajduje się na obrazie w jej nowym domu. To on sprawia, że kobieta nabiera ochoty by poznać historię rodziny nie spodziewając się, co ją czeka.
Ale odkrywanie tajemnic rodu to nie jest jedyny temat: przeczytamy również o bezinteresownej pomocy, o problemach w przyjaźni i miłości. Mimo, że od początku przewidywałam, że związek Jose i Uli nie będzie szczęśliwy to smutno mi było, że moja intuicja w tym przypadku się nie pomyliła.
Polecam tę książkę- jej klimat na pewno spodoba osobom, dla których powieść obyczajowa to mało, lubią za to łączenie wątków.
Tytuł: Medalion szczęścia
Liczba stron: 380
Data wydania 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Nie spodziewałam się. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta niepozorna książka aż tak mnie wciągnie. Początek jest taki jakich wiele w dzisiejszych powieściach dla pań. Samotna kobieta otrzymuje spadek, wyprowadza się na tak zwany "koniec świata", szuka miłości i poświęca się pracy.
Brzmi znajomo? Oczywiście, ale tu kończą się podobieństwa między tą książką, a innymi bowiem "Medalion szczęścia" zgrabnie łączy wątek obyczajowy z historycznym, w taki sposób, że czasami oddech zamiera, a serce zaczyna bić szybciej. Te opowieści, niespodziewane spotkania rodzinne, skarby! Gratka dla lubiących taką literaturę, sagi rodzinne, historie z dawnych lat.
Przypomina mi się powiedzenie "Mówił dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu". Powieść zaczyna się mocnym akcentem: o wypiciu pysznej nalewki nasza bohaterka rozmawia z przodkiem, który znajduje się na obrazie w jej nowym domu. To on sprawia, że kobieta nabiera ochoty by poznać historię rodziny nie spodziewając się, co ją czeka.
Ale odkrywanie tajemnic rodu to nie jest jedyny temat: przeczytamy również o bezinteresownej pomocy, o problemach w przyjaźni i miłości. Mimo, że od początku przewidywałam, że związek Jose i Uli nie będzie szczęśliwy to smutno mi było, że moja intuicja w tym przypadku się nie pomyliła.
Polecam tę książkę- jej klimat na pewno spodoba osobom, dla których powieść obyczajowa to mało, lubią za to łączenie wątków.
wtorek, 8 grudnia 2015
Nie dwa, lecz cztery w jednym. Słów kilka o Panu Pierdziołce.
Tytuł: Pan Pierdziołka spadł ze stołka. Powtarzanki i śpiewanki.
Liczba stron: 48
Data wydania: 2012 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Tytuł: Nowe fikołki Pana Pierdziołki. Powtarzanki i śpiewanki.
Liczba stron: 48
Data wydania: 2013 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Tytuł: Sny i tobołki Pana Pierdziołki. Powtarzanki i śpiewanki.
Liczba stron: 48
Data wydania: 2014 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Tytuł: Wiejskie gryzmołki Pana Pierdziołki
Liczba stron: 56
Data wydania: 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Przyznam, że mam mieszane uczucia co do nich- to znaczy co do książek. Przede wszystkim- nie są to wierszyki dla najmłodszych. Kilku/ kilkunastu dziecko nie powinno znać w ogóle, uważam, że nie nadają się dla młodych ludzi. Chodzi między innymi poniższe:
Nie jest to wprawdzie coś strasznego, lecz na taką edukację dziecko ma jeszcze czas. Wprawdzie wierszyki, które mogą gorszyć zostały wyraźnie oddzielone od innych, zapisane w innym rozdziale nazwanym "Wierszyki niegrzeczne". Nie musowo go czytać jednak nie oszukuję się, nie wierzę, że ciekawskie dziecko (umiejące czytać) nie przeczyta ich.
Ile ludzi- tyle opinii. Jedni mogą uznać ją za ciekawą, wesołą pozycję, inni- za głupoty nie nadające się do czytania. By ją docenić- trzeba nie być sztywnym, za to mile widziane- specyficzne poczucie humoru.
Bardzo dobrze bawiłam się przy lekturze książki. Nie raz, nie dwa- wybuchałam głośnym śmiechem bowiem przy niektórych wierszykach nie sposób się nie roześmiać.
Niektóre wyliczanki pochodzą pewnie z lat 40-tych ubiegłego wieku. Na pewno znały je nasze babcie i dziadkowie.
Bardzo dużym plusem jest cena. 14 zł jest adekwatna co do formatu (twarda oprawa) i ilości stron.
sobota, 28 lutego 2015
"Miłość, przed użyciem wstrząsnąć"- Anna Czeplińska
Tytuł: Miłość, przed użyciem wstrząsnąć
Liczba stron: 383
Data wydania: 2012 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wypożyczenie tej książki było dziełem przypadku. Ładna okładka, chwytliwy tytuł i już! Znalazła się w moim domu. Początkowo- nie było ciekawie, nie wiedziałam co do akcji ma Maciej. Irytowała mnie mnogość bohaterów, których losy początkowo nie były powiązane. Maciej, Helena, Natalia, Joachim, Klara... Te postacie pojawiały się incydentalnie. O wiele częściej mogliśmy śledzić losy Oli i Jakuba.
Aleksandra pracuje w redakcji jednego z warszawskich czasopism. Kuba próbował szczęścia w wielu zawodach, ostatnimi czasy prowadził zajęcia z kung-fu.
Oboje szukają drugiej połówki. Gdy się spotykają wydawać by się mogło, że wreszcie będzie dobrze. Niestety- Kuba popełnia wielki błąd, rani Olę i przy okazji jej koleżankę.
Ale "Miłość, przed użyciem wstrząsnąć" to nie jest klasyczny romans. Ma też arcyciekawy wątek historyczny. Nasi bohaterowie wyruszają na poszukiwanie własnych korzeni, próbują odkryć tajemnice rodzinne. Jestem po prostu zachwycona tą książką. Nie dość, że wciągająca do tego stopnia, że trudno ją odłożyć, to na dodatek pełna humoru. Uwielbiam taką literaturę, przy której można śmiać się w głos. Podoba mi się podsumowanie Kuby, że przyciąga on pecha (co potwierdziły wydarzenia, sytuacje, w których uczestniczył).
Jeśli macie ochotę na powieść obyczajową z wątkiem miłosnym, historycznym, a nawet gangsterskim to idealna propozycja dla Was.
Polecam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






