Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przedpremierowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przedpremierowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 października 2018

"Sztuka śmierci", "Życie po życiu"- Aleksandra Marinina

Autor: Aleksandra Marinina
Tytuł: Sztuka śmierci
Liczba stron: 608
Data wydania: 2018 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki


















Autor: Aleksandra Marinina
Tytuł: Życie po życiu
Liczba stron: 520
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki



Jeszcze rok temu ni spodziewałam się, że z przyjemnością będę sięgać po książki Aleksandry Marininy. Ta pierwsza, którą miałam w ręku nie porwała mnie. Dziś domyślam się dlaczego tak się stało- po prostu temat nie zainteresował mnie.
Po raz nie wiem który swoje przyzwyczajenie by dawać "drugą szansę" autorom wyszłomi na dobre. Inaczej ominęłoby mnie kilka ciekawych powieści.
Kryminały pisane przez Marininę to majstersztyk. Ten przyciągający klimat Rosji, zależności pomiędzy bohaterami.
Dla autorki charakterystyczne jest to, że podczas śledztw pojawiają się nowe osoby i od razu wiadomo, że wśród nich jest odpowiedzialny za haniebny czyn. W miarę czytania pojawiają się okoliczności rzucające nowe światło na śledztwo, wyjaśniające coraz więcej.
"Sztuka śmierci" to opowieść o sprawie napadu na dyrektora popularnego moskiewskiego teatru. Major Nastia Kamieńska prowadzi przesłuchania, próbuje się dowiedzieć, co się wydarzyło. Nie jest to tylko opowieść o próbie rozwikłania zagadki, ale też zapis rozmów Kota, Kruka i Kamienia. Mówią o życiu, śmierci, teatrze, przyjaźni. To było ciekawe, ale zastanawia mnie po co wprowadzono ten wątek.
"Życie po życiu" to moje "drugie spotkanie z Aleksandrą Marininą. Po tej właśnie powieści już wiedziałam, że sięgnę po kolejne tomy serii o Major Kamieńskiej.
W "Życiu..." zainteresowała mnie sprawa kryminalna. Przy ciałach ofiar znajdowane są potłuczone lusterka. Tę sprawę Nastia prowadzi wyjazdowo. Czy uda się ustalić, kto odpowiada za zabójstwo i dlaczego to zrobił?
Coś, co mnie urzekło w tych książkach, bądź, co bądź kryminalnych to związek Nastii z Aloszą. W ich postępowaniu, rozmowach widać miłość. To już osoby w wieku średnim, ale nadal ważne jest dla nich uczucie. Alosza dobrze zna żonę i stara się jej nieba przychylić. Te małe rzeczy, gesty są najważniejsze.

poniedziałek, 8 maja 2017

"Chajzerów dwóch"- Filip Chajzer, Zygmunt Chajzer [recenzja przedpremierowa]

Autor: Filip Chajzer, Zygmunt Chajzer
Tytuł: Chajzerów dwóch
Liczba stron: 432
Data wydania: 9 maja 2017 r. [recenzja przedpremierowa]
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Na to czekałam, choć sama o tym nie wiedziałam. Chajzerów dwóch czyli Filipa i Zygmunta cenię już od lat. Dużym zaskoczeniem dla mnie było to, że zostaje wydana książka. Bardzo się z tego cieszę, uwielbiam ich poczucie humoru, a więc lektura była dla mnie przyjemnością i niesamowitym przeżyciem. Przepraszam za być może zbyt duże rozemocjonowanie, ale jak pisałam- przepadłam. Książka niesamowicie się mi podobała. Jestem, jak się już zdążyłam przyzwyczaić, dość oryginalną osobą (delikatnie mówiąc) więc powrót do PRL-u i czasów późniejszych przyjęłam z radością.
Nic nie poradzę, lubię wspominać, jestem też ciekawa jak to kiedyś było.
Ze swojej strony opowiedziałabym trochę o tym co działo się u schyłku lat dziewięćdziesiątych i na początku nowego tysiąclecie. To były piękne czasy, lata młodzieńcze, szkoła. Ale dziś też jest pięknie.
Filip Chajzer wraz z ojcem Zygmuntem w szczerej rozmowie mówią o wszystkim co przyjdzie im do głowy. O tym, co się czytało, czego słuchają. Rozmawiają o wielu rzeczach.
Od książki trudno się oderwać. Na początku czytamy krótki wstęp czyli kilka słów do czytelników od Zygmunta Chajzera. Koniec (i epilog należy do Filipa. Znajdziemy też dużo zdjęć, mam nadzieję, że z archiwum domowego obu panów.
Żeby nie było, że tylko słodzę- miałam problem z jedną rzeczą. Nie wiem czy to tylko moja wyobraźnia, ale momentami miałam wrażenie jakby zanikało spokrewnienie pomiędzy panami i że nie była to rozmowa ojca z synem, tylko, że były to oddzielnie przeprowadzone wywiady. Co nie zmienia faktu, że wspaniale spędziłam czas i chcę więcej, więcej!
Liczę, że Filip i Zygmunt Chajzerowie napiszą kolejną wspólną książkę.
Zdradzę też Wam moje najbliższe plany. Otóż we wtorek wybieram się na spotkanie autorskie promujące recenzowaną dziś przeze mnie książkę. Kto będzie gośćmi- nietrudno się domyślić.
To jednak nie wszystko, nie wybaczyłabym sobie gdybym nie odwiedziła ich na Warszawskich Targach Książki, gdzie również się pojawią.

poniedziałek, 12 września 2016

"Grzechu warta"- Agata Przybyłek [recenzja przedpremierowa]

Autor: Agata Przybyłek
Tytuł: Grzechu warta
Liczba stron: 374
Data wydania: 14 września 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki


Po raz kolejny spotkało mnie ogromne wyróżnienie. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czwarta Strona mam przyjemność zaprezentować Wam przedpremierową recenzję książki "Grzechu warta".
Już rok temu, gdy tylko przeczytałam "Nie zmienił się tylko blond" przepadłam. Wiedziałam, że nikt ani nic nie oderwie mnie od lektury. Dla tych książek rzucę wszystko!
Tym razem główną bohaterką jest Agata- córka Iwonki i wnuczka Haliny. Obydwie kobiety znamy z poprzednich tomów, Agata też jest w nich wspominana.
Nasza młoda bohaterka postanawia spędzić wakacyjne dni u babci. Liczy na odrobinę spokoju oraz czas na spotkania z Melchiorem (to jej chłopak). Szybko orientuje się, że spokoju mieć nie będzie.. Jest zaradną osobą toteż szybko znajduje sposób na uwolnienie się od nadopiekuńczej babci.
Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły, psuć Wam radości z czytania dlatego powiem Wam tylko, że młoda dziewczyna znalazła pracę. Co to za zajęcie? Czy wynikną z tego kłopoty? Czy Agata wreszcie będzie miała czas na spotkania z Melchiorem? Jest tylko jeden sposób by poznać odpowiedź na te pytania: sięgnąć po książkę!
Agata Przybyłek to młoda, lecz jakże utalentowana pisarka. W krótkim czasie wydała 5 powieści. Wydawać by się mogło, że przy tak szybkim tempie pojawiania się nowości może cierpieć jakość, może być ona po prostu gorsza. Nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie. Każda książka tej autorki dostarcza niemałych emocji i wzruszeń. Jest też pełna humoru i zaskakująca.
"Grzechu warta" to świetna książka. Nie mam wyboru, muszę ją polecać, tak jak inne książki pani Agaty. Czynię to z prawdziwą przyjemnością!

wtorek, 30 sierpnia 2016

"Immunitet"- Remigiusz Mróz [recenzja przedpremierowa]

Autor: Remigiusz  Mróz
Tytuł: Immunitet
Liczba stron:  648
Data wydania: 31 sierpnia 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki


Rzutem na taśmę, w ostatniej chwili mam przyjemność zaprezentować Wam przedpremierową recenzję najnowszej książki Remigiusza Mroza. Znacie mnie- wiecie, że im bardziej książka jest popularna, a autor lubiony- tym bardziej odrzuca mnie od sięgnięcia po nią. Przekonywanie się do przeczytania trwa dosyć długo. Tak samo było i w tym przypadku. Zupełnie nie rozumiałam zachwytów Forstem oraz Chyłką i Zordonem, jednak by móc wypowiadać się temat serii wydawanych przez Wydawnictwo Filia i Wydawnictwo Czwarta Stron trzeba wiedzieć co się krytykuje i dlaczego.
W żadnym wypadku nie sądziłam, że będę aż tak zachwycona tymi książkami. W czytaniu egzemplarzy przedpremierowych straszna jest jedna rzecz: kiedy ja już trzymam go w ręce i czytam, Wy jesteście jeszcze przed, ja na kolejną część będę czekać dłużej. Wiecie jak to "boli", zwłaszcza w świetle tego, co wydarzyło się na końcu? No właśnie.
Tym razem para prawników podejmuje się obrony sędziego, który jest podejrzewany o zabójstwo. Sprawa jest trudna, dotyczy osoby, którą chroni immunitet sędziowski (istnieje również poselski(. Pierwszym krokiem oskarżyciela jest wniosek o zniesienie immunitetu by móc przeprowadzić rozprawę. Chyłka i Zordon zrobią wszystko by ich klient pozostał na wolności.
Środowisko blogerów jest podzielone. Część z nich twierdzi, że widać spadek formy u autora, a powieściach coraz mniej się dzieje. Inni zaś bezkrytycznie podchodzą do serii thrillerów prawniczych. Ja należę do tej drugiej grupy. Cóż, wielkich zmian w książkach nie widzę, przeciwnie- moim zdaniem jest to najlepsza z dotychczasowych powieści, najbardziej mi się podobała. Sprawa okazała się niejednoznaczna, niewinność sędziego Sendala okazała się ni taka oczywista, a w grę zaczęła wchodzić polityka.
Jak już wspominałam: takiego zakończenia się nie spodziewałam. Tym bardziej jestem ciekawa tego, co autor wymyśli w kolejnej części.
Podsumowując: książka jest świetna, nie mogłam doczekać się lektury. Żałuję tylko, że "Immunitet" musiałam sobie dawkować, czytając go wszędzie, w każdej sytuacji. Najchętniej usiadłabym w miejscu, zaszyła się na wiele godzin w pokoju by przyjemnie spędzić czas z książką.
Panie Remigiuszu: czytelnicy czekają!

niedziela, 17 lipca 2016

"Mniej złości, więcej miłości"- Natalia Sońska [recenzja przedpremierowa]

Autor: Natalia Sońska
Tytuł: Mniej złości, więcej miłości
Liczba stron: 322
Data wydania: 20 lipca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki


Już w momencie otrzymania przesyłki byłam przekonana, że będzie to lektura warta wszelkiej zmiany planów. Tak też zrobiłam- odłożyłam wszelkie pilne sprawy, inne książki poszły w odstawkę. Istniało dla mnie tylko to co w danej chwili, tylko "Mniej złości...".
Jeśli byłabym wzrokowcem to już w pierwszym kontakcie zdecydowałabym się na przeczytanie tej serii. Rzut oka na te piękne, pasujące do siebie okładki, tytuły wpadające w ucho- po prostu bajka. Została wykonana dobra robota.
Dalej jest tylko lepiej. W "Garść pierników, szczypta miłości" poznajemy Hanię, która dąży do szczęścia i spełnienia marzeń. Tu, w recenzowanej dziś przeze mnie powieści, jest inna bohaterka, co mnie odrobinkę zaskoczyło. Śledzimy perypetie Kingi- koleżanki Hani.
Jeśli pokusilibyśmy się o porównanie obu książek, to można by było o nich trochę powiedzieć. Przede wszystkim mocno się różnią od siebie. "Garść pierników..." to opowieść spokojna, w której miłość gra pierwsze skrzypce, zaś "Mniej zazdrości..." to po prostu petarda. Ciągle się coś dzieje, poruszanych tematów jest mnóstwo, lecz co ciekawe- nie odczuwam przesycenia, przeładowania. Natalia Sońska przekazuje czytelnikowi książkę, w której można znaleźć wiele: historię miłosną, zawiłości rodzinne czy nawet aferę kryminalną!
To piękna opowieść o miłości, przyjaźni, o tajemnicach. Dowiadujemy się, że trzeba z życia czerpać garściami i cieszyć się każdym dniem.
Kinga pracuje w redakcji jednego z pism. Po odejściu Hani zostaje przydzielona jej pomoc. Na szczęście kobietom udaje się dogadać i okazuje się, że wspólna praca to początek przyjaźni. 
Wydawnictwo Czwarta Strona wydaje genialne książki- polecam je uwadze. Każda jedna jest warta przeczytania.
Co do powieści Natalii Sońskiej- mam nadzieję, że to nie jest ostatnia jej książka, że dalej będziemy mogli śledzić losy bohaterów, których tak polubiliśmy. Byłoby wielką stratą nie móc kolejny raz spotkać się z Hanią czy Kingą (albo kimś innym).
Na rynku wydawniczym potrzeba powieści tak ciepłych i wzruszających.

wtorek, 5 lipca 2016

"Jak powietrze"- Agata Czykierda- Grabowska [recenzja przedpremierowa]

Autor: Agata Czykierda- Grabowska
Tytuł: Jak powietrze
Liczba stron: 512
Data wydania: 20 lipca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: OMGBook
Źródło: egzemplarz recenzencki


Spotkało mnie wielkie wyróżnienie. Dział promocji Wydawnictwa Znak Literanoova zaproponował mi do recenzji książkę "Jak powietrze". To nie było jedyne wyróżnienie, zostałam również ambasadorką tej powieści. Wiąże się z tym trochę obowiązków (ale jakże przyjemnych) oraz kilka całkiem miłych niespodzianek. Zaglądajcie na bloga i facebooka- pojawią się konkursy.
New Adult to stosunkowo nowy gatunek literacki. Tak jak w przypadku powieści erotycznych, tak i w tym miałam nadzieję, że akcja będzie mieć miejsce w polskich realiach. W przypadku literatury dla młodzieży doczekałam się! Teraz czas na erotyk z polskimi bohaterami.
Czy bogata dziewczyna to zawsze rozpieszczona smarkula, a biedny chłopak to leser? Agata Czykierda- Grabowska skutecznie rozprawia się z tymi stereotypami. Tak, to są właśnie stereotypy, a z nimi powinno się walczyć, nie powielać.
Oliwia poznaje Dominika w dość niecodziennej sytuacji. Otóż... zamyślony chłopak wchodzi prosto pod koła jej samochodu. Pojawiają się problemy- złamana noga poszkodowanego uniemożliwia mu odebranie na czas rodzeństwa z przedszkola. Musi poprosić o pomoc, pada więc na Oliwię. To trudne dla niego- dla osoby uważającej się za samowystarczalną, nie chcącej wsparcia od nikogo. Tak się zaczyna ich przyjaźń.
"Jak powietrze" to powieść, która nie pozwala się oderwać od siebie. Nie ma takiej siły, by odejść. Cierpią na tym obowiązki domowe i... sen. Chwała Bogu- czyta się szybko.
W powieści poruszane są różne tematy. Przeczytamy o przyjaźni, o trudnych relacjach damsko- męskich, o miłości i kłopotach rodzinnych. Dominikowi należy się podziw, że w obliczu tego co przeżył nie złamał się, przeciwnie, ma siłę walczyć o rodzinę, o najbliższych. Uwaga! W książce znajdziemy "momenty", czyli fragmenty o seksie. Ktoś, kto, nie lubi takich tematów może uznać, że opisy ocierają się o wulgarność. Ja jednak jestem zdania, że są po prostu zwyczajne.
Jeśli macie ochotę przeczytać ciekawą książkę łączącą różne tematy to idealna pozycja. A historia miłosna to majstersztyk- dzieje się tak wiele, że nie ma czasu na nudę.
Serdecznie polecam. Do przeczytania zachęca również urocza okładka. Przy okazji lektury "Jak powietrze" utwierdziłam się w przekonaniu, że chcę przeczytać pierwszą, wydaną jakiś czas temu, książkę Agaty Czykierdy- Grabowskiej.

sobota, 4 czerwca 2016

"Łaskun"- Katarzyna Puzyńska [recenzja przedpremierowa]

Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Łaskun
Liczba stron: 832
Data wydania 7 czerwca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: ebook
Wydawnictwo:  Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Apetyt rośnie w miarę jedzenia, prawda? Trudno uwierzyć, że już po raz szósty mogłam się spotkać z mieszkańcami Lipowa. Pomyślcie- szósty raz! A ja ciągle mam ochotę na więcej. Cieszę się więc, że Katarzyna Puzyńska wspomina już o nowej powieści.
Wiele osób spodziewało się, że na Warszawskich Targach Książki będzie można zakupić egzemplarz "Łaskuna". Niestety- mimo, że do premiery było raptem dwa tygodnie czytelnicy musieli obejść się smakiem, na pocieszenie dostali egzemplarz sygnalny, który można było otrzymać bez opłat na stoisku wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Możecie mi zazdrościć, że piszę recenzję tak wcześnie, że miałam okazję przeczytać książkę przed premierą. Spójrzcie na to inaczej- ja na kolejną powieść będę musiała czekać dłużej!
A zapewniam, że jest na co. Książkę zaczęłam czytać wczoraj rano. skończyłam... ok. północy. Pomyślcie- 840 stron w niecałą dobę! Niestety- tej powieści nie da się odłożyć tak po prostu.
Nie brak w niej mocnych akcentów. Policjanci z Lipowa i Brodnicy pojawiają się na miejscu zabójstwa. Morderca stworzył makabryczną układankę z ciał dwóch osób: sędziego Jaworskiego oraz dziewczyny pracującej w klubie ze striptizem. Co łączyło tych dwoje i czemu zginęli? Właśnie na to pytanie odpowiedzi muszą poszukać nasi znajomi.
Jeżeli pomyśleliście, że dochodzenie prowadzić będzie nasz dobry znajomy Daniel Podgórski, to jesteście w błędzie. Wydarzenia z "Utopców" spowodowały, że Daniela przytłaczają kłopoty osobiste. Nie wspomina, że znał ofiary ani nawet o tym, że prawdopodobnie on jako ostatni widział żywy dziewczynę z klubu. To oraz inne przesłanki sprawia, że staje się głównym podejrzanym w sprawie o podwójne zabójstwo.
Tłem w powieści stają się również inne tematy: uzależnienie od narkotyków, miłość po grób, warsztat samochodowy i jego pracownicy oraz klub ze striptizem. W miarę czytania pojawia się coraz więcej znaków zapytania, spraw do wyjaśnienia i niestety... znalezionych ciał.
Również w "Łaskunie" znalazłam to coś, co kocham w książkach Katarzyny Puzyńskiej. Autorka tak prowadzi akcję, że nigdy nie można być pewnym tego, co wydarzy. Czytelnikowi są podsuwane tropy, kieruje się jego podejrzenia na konkretną osobę, by po chwili skierować jego uwagę na kogoś zupełnie innego.
Na zakończenie pozostawiono nas z taką sytuacją, że ja nie wiem jak doczekam  do premiery kolejnej książki Katarzyny Puzyńskiej.
I jeszcze jedno: gdy zapoznałam się z zakończeniem okazało się, że jest ono mi znajome. Podobne opisano w jednej z książek świetnego pisarza jakim jest Arno Strobel. Być może komuś będzie przeszkadzać taka kalka wydarzeń- na mój odbiór powieści jednak nie ma to wpływu.
Serdecznie polecam!

poniedziałek, 16 maja 2016

"Bez Ciebie"- Agata Przybyłek [recenzja przedpremierowa]

Autor: Agata Przybyłek
Tytuł: Bez Ciebie
Liczba stron: 332
Data wydania: 18 maja 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki


Agata Przybyłek przyzwyczaiła nas do powieści wzruszających, ale też z dużą dawką humoru. Patrząc na "Bez Ciebie" od razu można zauważyć, że różni się ona od poprzednich książek autorki. Już pierwsze spojrzenie na okładkę powiedziało mi, że spotka mnie wiele wzruszeń, że mam szykować się na wielką ucztę literacką. Nie zawiodłam się. Intuicja bardzo dobrze mi podpowiedziała.
"Bez Ciebie" to książka fenomenalna. Wywołuje takie emocje, że trudno powrócić do rzeczywistości.
Bohaterką jest Katarzyna. Ma wszystko, nie musi pracować- tym zajmuje się Colin, jej mąż. Jej obowiązkiem jest prowadzić dom. Wyszła za mąż z miłości, zostawiając za sobą smutki i trudne dzieciństwo. Wielu kobietom takie życie spodobało by się, lecz mało kto wie, że w zaciszu domowym Katarzyna przeżywa koszmar. Jej mąż, jej kochany Colin okazuje się katem. Nikt nie zauważa śladów na ciele kobiety.\
Ale wszystko to do czasu... Pewnego dnia teściowa bohaterki znajduje ją pobitą do nieprzytomności. Z pomocą pewnego dobrego człowieka udaje się pomóc Kasi. Zabierają ją do kliniki w Toronto, gdzie przechodzi rekonwalescencję. Czy uda się jej wyjść na prostą, zapomnieć o wszystkim?
"Bez Ciebie" to cudowna książka. Pokazuje, że w tym brutalnym świecie zawsze znajdzie się osoba, na którą można liczyć, a pomoc nadejdzie z nieoczekiwanej strony. W przypadku Katarzyny była to teściowa ( a tyle się czyta o złych teściowych, tyle jest o nich kawałów0. Nikt nie wie, że Lucy również skrywała tajemnicę, a z pozoru udane małżeństwo wcale takie nie było.
Bywają powieści ważne społecznie, takie, które pełnią funkcję edukacyjną i mogą komuś pomóc czy choćby wskazać kierunek, drogę. Taka właśnie jest ta pozycja. Katarzyna miała zaburzone postrzeganie siebie, sądziła, że już nic dobrego jej nie spotka. Była przywiązana do oprawcy, a jego agresję tłumaczyła miłością (jak każda ofiara przemocy domowej mówiła, że mąż ma ciężką i stresującą pracę). Tak samo było w przypadku małżeństwa jej teściowej. Początkowo Lucy była załamana tym, że Hugo zdradza ją z coraz to innymi kobietami. Po latach przyzwyczaiła się do tego, lecz to i tak bolało. Dlaczego więc pozwalała na takie traktowanie?
Polecam tę książkę, jest niesamowita.
Zakończenie roztrzaskało mi serce. Nie wierzyłam w to co czytam, nadal się z tym nie zgadzam! Pani Agato, tak się nie robi czytelnikom...

P.s. Przygotujcie zapas chusteczek.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

"Cześć, co słychać?"- Magdalena Witkiewicz [recenzja przedpremierowa]

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Cześć, co słychać?
Liczba stron: 350
Data wydania: 27 kwietnia 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia\
Źródło: egzemplarz recenzencki


Na "Cześć, co słychać?" apetyt miałam już od dawna. Wielka była moja radość gdy w piątkowe popołudnie odebrałam przesyłkę z książką od listonosza. Chciałam od razu zacząć ją czytać, lecz postanowiłam najpierw skończyć czytaną powieść czyli "A życie się toczy".
Zacznę od okładki. Wiem, że wiele osób jest nią zachwyconych, tymczasem ja jestem rozdarta. Z jednej strony popieram zachwyty, z drugiej zaś- nie podoba mi się zakrycie kobiety włosami, dla mnie to wygląda dość brzydko, uważam za niepotrzebne...
Jak już wspomniałam nie mogłam doczekać się książki. Wszystko przez Magdę ;-) Nie dość, że "towarzyszyliśmy" jej przy pisaniu powieść to jeszcze na dodatek zaskakiwała ona czytelników niespodziankami. Jedną z nich, jakże cudowną, był nagranie z prologiem i częścią pierwszego rozdziału.
"Cześć, co słychać?" już zawsze będzie mi się kojarzyć z aksamitnym, jakże ciepłym głosem Witkiewicz. Stwierdzenie, że nadaje się do tworzenia audiobooków uważam za trafione w 10-kę!
Nie będę kłamać- mam prawie wszystkie książki tej autorki, lecz przeczytałam zaledwie trzy. Żal mi sięgać po kolejne- czekam na odpowiedni czas by zrobić sobie wspaniałą ucztę czytelniczą, maraton. Wracając do recenzowanej przeze mnie powieści- autorka mnie zadziwia. Każda książka jest o czymś innym, wywołuje inne emocje, a mimo to wiem, że nie zejdzie z list bestsellerów i absolutnie się z tym zgadzam.
Tym razem bohaterką jest Zuza, szczęśliwa żona i matka dwóch córek. Pod wpływem spotkania klasowego postanawia odnowić kontakt z byłą miłością, z dawnym chłopakiem. Zaczyna się powrót do przeszłości. Korespondencja i spotkania wprowadzają w życie bohaterki mętlik. Byłam bardzo ciekawa jak to wszystko się skończy. Muszę powiedzieć, że moja ciekawość wcale nie została zaspokojona, o!
"Cześć, co słychać?" to powieść, która być może opisuje Twoje życie czytelniczko. Może więc pomóc podjąć decyzję, nakierować.
Przez cały czas zastanawiałam kiedy pojawi się znane mi z innych powieści przyspieszone bicie serca, emocje, których nie sposób opanować. Prawdę mówiąc, troszkę się naczekałam, ale zapewniam, że było warto!
Często myślimy ile w książce jest z autora, w jakiej części pisze on o sobie, swoich przeżyciach czy przyzwyczajeniach. Uśmiechałam się za każdym razem widząc to, o czym czytałam na Facebook'owej stronie czy słyszałam w wywiadach.
Czy Wy też odnajdziecie te analogie?

Ach te motyle!

wtorek, 29 marca 2016

"Rewizja"- Remigiusz Mróz [recenzja przedpremierowa]

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Rewizja
Liczba stron: 624
Data wydania: 30 marca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki


Na okładce każdej książki Mroza powinno być ostrzeżenie: Czytasz na własną odpowiedzialność! Autor nie odpowiada za brak obiadu czy zarwanie nocy.  Nie odpowiada za to, że nie możesz oderwać się od jego książki i zapominasz o całym świecie.
Od dłuższego czasu na Facebooku czytam wpisy pochwalne, same dobre słowa na temat powieści Remigiusza Mroza. Wywoływało to u mnie zupełnie odwrotne zachowanie: irytowało mnie to,że tyle mówi się na jego temat i to tylko same dobre rzeczy. Bo jak to tak, wszystkim się podoba? Niemożliwe.
Kolejna rzecz: nie lubię podążać za modą, to co popularne odpycha mnie. To wcale nie jest dobre bowiem może mnie ominąć wiele. No i nie warto się uprzedzać.
Skoro wyjaśniłam już wam, jak bardzo myliłam się w ocenie powieści Remigiusza to powiem kilka słów o "Rewizji". Przepadłam. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo będę czekać na kolejne tomy opowieści o wyrazistych prawnikach. Chyłka i Zordon mimo, że czasem zdarza im się postępować wbrew prawu to ludzie, którzy dla dobra pomyślnego wyniku rozprawy są skłonni zrobić wiele.
"Zaginięcie" skończyło się mocnym akcentem, w "Rewizji" mamy kontynuację wątku pracy Joanny. Tym razem wydarzy się coś, czego czytelnik absolutnie się nie spodziewał i co wydaje się niemożliwe. Chyłka i Zordon zajmują się tą samą sprawą, tyle że... kobieta jest obrońcą, zaś Konrad Oryński- stoi po drugiej stronie barykady.
Sprawa, nad którą oboje pracują z pozoru jest prosta. Otóż gra toczy się o polisę na życie. Na torowisku zostają znalezione zmasakrowane zwłoki dwóch osób: kobiety i młodej dziewczyny. Ojciec i mąż szaleje z rozpaczy. Nie jest dane przeżyć mu żałoby w taki sposób jak należy bowiem zostaje aresztowany pod
zarzutem zabójstwa. Wpływ na to miały na pewno uprzedzenia kulturowe (był to Rom) i dowód uznany za mocny (naskórek pod paznokciem). Czy jednak jest to prawda? Czy kobiety zostały zabite tylko po to by wypłacono polisę?
Książka jest nieprawdopodobnie wciągająca. Wprawdzie momentami denerwowałam się na Joannę Chyłkę, na to jej popijanie w każdej sytuacji ale to tylko wzmagało moją ciekawość, zastanawiałam się, czy uda się jej poradzić z problemami.
Już dziś wiem- kolejny tom znów zaskoczy! Ehh... Premiera "Rewizji za chwilę, a ja już myślę o kolejnym tomie mojego ulubionego thrillera prawniczego.

czwartek, 3 marca 2016

"Raven"- Sylvain Reynard [recenzja przedpremierowa]

Autor: Sylwain Reynard
Tytuł: Raven
Liczba stron: 512
Data wydania: 16 marca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza SA
Źródło: egzemplarz recenzencki

Nigdy, naprawdę nigdy nie spodziewałam się, że sięgnę po tę książkę. Nie sądziłam, że skusi mnie połączenie wampiry + miłość+ sztuka. A jednak! Na dodatek bardzo mi się podobało, już myślę o przeczytaniu innych książek Sylvain Reynard- chwalonej trylogii o Gabrielu Emmersonie, który występuje i w tej serii.
Tytułowa Raven to niepozorna, niepełnosprawna dziewczyna, która w sercu ma dobroć. Nie zawaha się ruszyć z pomocą, nawet jeśli ma się to dla niej źle skończyć. Nie patrzy na status majątkowy. Pewnego dnia próbuje ratować bezdomnego mężczyznę przed atakiem grupki mężczyzn. Jestem pełna podziwu dla jej zachowania: ona jedna zainteresowała się sytuacją, jednak sprawy przyjmują nieciekawy bieg, mężczyźni postanowili skrzywdzić Raven, pobili ją i usiłowali zgwałcić. Na tym kończy się świadomość naszej bohaterki.
Opatrzność czuwa nad dobrymi ludźmi i Raven budzi się. Spojrzenie w lustro wywołuje u niej szok. Po niepełnosprawnej, utykającej dziewczyny z nadmiarem kilogramów nie ma śladu. Teraz jest nowa osoba nie potrzebująca laski (wcześniej była jej niezbędna).
Kim jest jej tajemniczy wybawca?
Nasza bohaterka nie miała pojęcia co działo się z nią, kto ją uratował. Nie orientowała się również w wydarzeniach, które miały miejsce podczas jej  niespodziewanej (jak się okazuje tygodniowej) nieobecności w pracy. A wierzcie mi, wydarzyło się dużo!
Przemiana dziewczyny oraz jej nieusprawiedliwione zniknięcie sprawia, że znajduje się ona w centrum, staje się podejrzaną o kradzież bezcennego obrazu.
Jak już wspomniałam: jestem naprawdę zaskoczona tym, jakie odczucia wywołała we mnie książka o wampirach. To kolejne "przełamanie się", spotkanie z nowym rodzajem literatury, zresztą, jak widać, bardzo udane.
Pikanterii dodaje fakt, że jest to subtelna powieść erotyczna. Brak w niej wulgarności. Nie sądziłam, że to powiem, ale brakowało mi... momentów. Otóż Raven i William nie od razu zaspokoili swoje żądze, pragnienia. Było wręcz przeciwnie: najpierw poznali się, rozmawiali na temat swojego życia, dopiero potem nastąpiło erotyczne spełnienie. Raven zapoznała się oczekiwaniami i odczuciami partnera, wiedziała co ją czeka.
Podsumowując- polecam tę książkę!

P.s. Niedługo pokażę Wam coś ciekawego związanego właśnie z tą powieścią. Zdradzę tylko, że to dla mnie wielkie wyróżnienie.

sobota, 27 lutego 2016

"I tu jest bies pogrzebany"- Kamila Bonowicz [recenzja przedpremierowa]

Autor: Kamila Bonowicz
Tytuł: I tu jest bies pogrzebany
Liczba stron: 288
Data wydania: 2 marca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki


Dziś po raz drugi zapraszam Was do przeczytania recenzji przedpremierowej. Tym razem napiszę o książce, która przypadła mi do gustu: "I tu jest bies pogrzebany".
Już okładka pokazuje, że nie będzie to zwykła powieść dla wszystkich. Łopata zwiastuje, że możemy spotkać się z tematem makabrycznym czy funeralnym. Poleciłabym ją osobom ze specyficznym poczuciem humoru, lubiącym czarny humor. W przeciwnym wypadku- lektura będzie męcząca, miejscami niesmaczna i nieśmieszna.
Już samo miejsce akcji jest dość ciekawe: otóż jesteśmy świadkami wydarzeń, które dzieją się między innymi w zakładzie pogrzebowym. Bohaterowie są również nietuzinkowi: uzależniony od relanium pisarz Edward cierpiący na brak weny, jego żona Maria, której trudno pogodzić się z upływającym czasem i pierwszymi oznakami starzenia oraz siostra Marii- Nina, która jest hipochondryczką, lubi wynajdować u siebie choroby.  Codziennie chodzi do lekarza, który nawiasem mówiąc ma swój problem: nie może zasnąć i nie spał z kobietą od dłuższego czasu. Kto myśli, że nie robił z tym nic- myli się. Jakub próbował wielu sposobów by zasnąć- zasięgał rad u przyjaciela i stosował ogólnie znane metody typu liczenie baranow.
Jak już na początku wspomniałam: to nie książka dla wszystkich. Mi jednak przypadła do gustu i z przyjemnością zatopiłam się w lekturze.
Czytelnicy otrzymają powieść pełną humoru, wesołą i dosyć oryginalną. Bo czy na rynku jest wiele pozycji, których akcja dzieje się między innymi w zakładzie pogrzebowym.
Polecam- warto przeczytać.

piątek, 26 lutego 2016

"Dasz radę, Nataszo"- Karolina Wilczyńska [recenzja przedpremierowa]

Autor: Karolina Wilczyńska
Tytuł: Dasz radę, Nataszo
Liczba stron: 273
Data wydania: 2 marca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Źródło: egzemplarz recenzencki


2 marca do rąk czytelników trafi nowa powieść Karoliny Wilczyńskiej- "Dasz radę, Nataszo". Jest to kontynuacja, dalsze losy bohaterki z "Jeszcze raz, Nataszo". I o ile pierwsza była dla mnie po prostu ciekawa to "Dasz radę..." wywołało u mnie wiele pozytywnych emocji.
Już sam początek mocno mnie zainteresował- Natasza postanowiła zrobić porządek w swoim życiu i uczyniła nawet pierwszy krok. Zaczęła chodzić na spotkania AA. Czy uda się jej poradzić z problemem i wyjść z nałogu?
Historia naszej bohaterki pokazuje jak trudna jest walka o samego siebie, jak wiele siły trzeba na to poświęcić. Jednak powieść czyta się z przyjemnością, wierzę, że będzie miała działanie terapeutyczne i komuś pomoże w jego problemach.
Musicie wiedzieć, że Natasza ma marzenia. Chce wyjść na prostą i znaleźć pracę (po rozwodzie z mężem rozstała się i z pracą, jej udziały we wspólnej firmie zostały spłacone).
To ciepła książka, w której wprawdzie nie ma fajerwerków i nagłych zwrotów akcji, wszystko biegnie powoli, jednak jest warta przeczytania. Piękna i wzbudzająca ciepłe uczucia okładka zachęca do sięgnięcia po książkę. Powiedziałabym, że jest symboliczna: pokazuje, że zawsze po burzy, deszczu wychodzi słońce.

poniedziałek, 22 lutego 2016

"Podróże z owocem granatu"- Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor [recenzja przedpremierowa]

Autor: Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor
Tytuł: Podróże z owocem granatu
Liczba stron:
Data wydania: 17 marca 2015 r. [recenzja przedpremierowa
Forma: książka papierowa [prebook]
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Źródło: egzemplarz recenzencki


Dziś mam wielką przyjemność zaprosić Was do przeczytania recenzji najnowszej książki Sue Monk Kidd. Jest to pozycja wyjątkowa- bowiem do rąk czytelnika trafia pamiętnik, zapis przeżyć i uczuć matki i córki.
Warto sięgnąć po powieści Sue Monk Kidd. Do tej pory Wydawnictwo Literackie wydało 3 jej powieści ("Podróże..." będą czwartą" i trzeba przyznać, że rzadko się spotyka u danego autora książki tak różne tematycznie, a jednocześnie tak wciągające. Przeczytamy o problemie niewolnictwa, o rasizmie, a nawet  kłopotliwej miłości.
"Podróże z owocem granatu" to zapis z wyjazdów matki i córki. Każda z nich podczas zwiedzania greckich wysp, Turcji czy Francji musi zmierzyć się z czym innym. Sue dopada depresja, której powodem jest nieustanny proces starzenia się, menopauza. Jak się dowiadujemy, to właśnie w tamtym trudnym momencie zaczęła pisać "Sekretne życie pszczół", które uznaje się za jej debiutancką powieść.
Anna przeżywa rozterki miłosne.
Czy wspólny wyjazd sprawi, że kobiety zaczną się lepiej rozumieć, staną się sobie bliższe?
Niezwykle przyjemnie czyta się tę książkę. Bije z niej ciepło, czuć zrozumienie i akceptację różnych wyborów. Pozazdrościć można relacji matki z córką- życzyć można byśmy i my takich doświadczyły.
Książka jest autobiograficznym zapisem wydarzeń z życia pisarki i jej córki, co sprawia, że odczuwamy jakoby były one nam bliskie.
Na koniec słów kilka o okładce. Jest prosta, nieskomplikowana, a jednak przyciąga wzrok. Okładki wersji polskich, wydanych przez Wydawnictwo Literackie są moim zdaniem ładniejsze od oryginału.
Polecam!

środa, 17 lutego 2016

"Siostry"- Agnieszka Krawczyk [recezja przedpremierowa]

Autor: Agnieszka Krawczyk
Tytuł: Siostry
Liczba stron: 510
Data wydania: 2 marca 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki


Agnieszka Krawczyk to jedna z moich ulubionych polskich autorek. W planach mam przeczytanie wszystkich jej powieści i muszę przyznać, że uparcie dążę do celu. Trochę jeszcze mi zostało do nadrobienia.
Dziś mam przyjemność zaprosić Was na przedpremierową recenzję książki "Siostry". To dla mnie duże wyróżnienie- premierę zaplanowano na 2 marca.
Na początku wydawało mi się, że "Siostry" to powieść jakich wiele. Ot, znalezienie swojego miejsca na świecie, miłość i kłody, które spadają bohaterce pod nogi.
Nic bardziej mylnego. Do rąk czytelnika trafia coś niebanalnego. Agatę życie nie rozpieszczało. Jako dziecko została porzucona przez matkę, zaś ojciec znalazł drugą żonę, dziewczyna zaś zyskała siostrę (przyrodnią rzecz oczywista). Przez całe dwadzieścia kilka lat nie miała żadnych informacji od mamy, nie było też próby kontaktu. Dlatego nasza bohaterka ze zdziwieniem odbiera telefon od mężczyzny, który przynosi smutne wiadomości. Mimo lat rozłąki Agata Niemirska postanawia wybrać się na pogrzeb- czuje że powinna to zrobić. Ma wsparcie u Danieli- wyżej wspomnianej siostry, to właśnie ona pomaga jej wszystko przejść.
Tutaj przechodzimy do właściwej i najbardziej wciągającej części. W klimatycznym Zmysłowie czeka na Agatę niespodzianka... Po pogrzebie okazuje się, że Ada miała córkę- Tosię- w momencie gdy akcja ma miejsce dziewczynka jest rezolutną dziesięciolatką.
Wielką przyjemnością było przeczytanie tej książki. Klimat Zmysłowa i jego mieszkańcy sprawiają, że już dziś mam ochotę powrócić tam i poznać dalsze losy "poplątanych sióstr" (tak o sobie mówią). Gdyby ktoś kazał wymienić mi wadę, znaleźć coś, co mi się nie podobało- uczciwie odpowiem: nie ma czegoś takiego. Powieść jest taka, jakie lubię: ciągle coś się dzieje. Jesteśmy świadkami problemów i trosk bohaterek, ale też ich małych radości.
Szczególnie ujął mnie wątek związany z urokliwym sklepikiem, w którym pracować postanawiają Agata z Danielą. To takie cudowne miejsce, w którym nie tylko można kupić gazety czy pamiątki, ale też porozmawiać o książkach, o wszystkim.
Podsumowując: seria "Czary codzienności" jest naprawdę godna uwagi". "Siostry" to idealna pozycja dla osób, które lubią klimatyczne miasteczka i zawiłości rodzinne. Przy tej książce można przepaść, zapomnieć o całym świecie...

poniedziałek, 1 lutego 2016

"Primabalerina"- Dorota Gąsiorowska [recenzja przedpremierowa]

Autor: Dorota Gąsiorowska
Tytuł: Primabalerina
Liczba stron: 544
Data wydania: 17 lutego 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Między Słowami
Źródło: egzemplarz recenzencki


Cóż za okładka! Z przyjemnością na nią patrzę, czuję się zauroczona piękną kobietą, która spogląda z niej.
Lecz ogarnia mnie wielki żal. Zapytacie- dlaczego. Otóż nie mogę sobie darować, że nie sięgnęłam po wcześniejsze powieści Doroty Gąsiorowskiej (mimo, że kilka razy lądowały w wirtualnym księgarnianym koszyku). Po przeczytaniu "Primabaleriny" jestem pewna, że "Marzenie Łucji" i "Obietnica Łucji" to prawdziwy czytelniczy rarytas.
Powieść swoją premierę będzie miała 17 lutego. Jestem ogromnie wdzięczna Wydawnictwu Znak za możliwość przedpremierowej recenzji oraz oczywiście wcześniejszego przeczytania.
Dawno nie miałam okazji przeczytać tak cudownej i tak wciągającej książki.
Bohaterką jest miła i skromna dziewczyna. Nina pracuje jako księgowa w domu spokojnej starości, czasem też zajmuje się pensjonariuszami. Szczególnie bliska jest jej Irma- przemiła staruszka, która swoim sposobem bycia zjednuje sobie ludzi. Niestety, nie ma rodziny, jedyną osobą, która ją odwiedza jest Igor-młody mężczyzna. Rozmawia z nim... o książkach. Ma również nadzieję, że młodzi zbliżą się do siebie. Czy tak się stanie?
To co piękne często szybko się kończy. Międzypokoleniowa przyjaźń zostaje brutalnie przerwana przez śmierć staruszki. Dla naszej bohaterki, której życie nie rozpieszczało (była kilkudniowym noworodkiem gdy podrzucono ją do klasztoru) jest to cios. Och, gdyby wiedziała, co ją czeka...
Nina bowiem dostaje piękny prezent: staruszka zapisuje jej w testamencie kamienicę we Lwowie. Postanawia wraz z Igorem, z którym zaczęły łączyć ją przyjacielskie stosunki, wyjechać by zobaczyć urocze miasto i dom, który stał się jej własnością. Tam poznaje nowych ludzi, nowe miejsca i przede wszystkim historię. Dowie się co nieco Irmie, o tym, że w przeszłości wraz z córką były baletnicami.
Podczas pobytu w nowym mieszkaniu Nina znajduje figurkę baletnicy, która bardzo jej się podoba.
"Primabalerina" to niezwykle klimatyczna opowieść. Nie ma możliwości by ją odłożyć wcześniej niż po skończeniu. Opisana w niej historia jest tak piękna i wzruszająca i przy okazji ciepła. Idealna lektura na chłodne zimowe wieczory.
Jedno jest pewne- akcja powieści nie zwalnia ani na chwilę. To, co spotyka Ninę jest tak zaskakujące i wprost nie do uwierzenia, nie spodziewałam się tego, co się wydarzyło.
Serdecznie polecam. Książka naprawdę jest warta zakupu.

piątek, 29 stycznia 2016

"Spełnienia marzeń!"- Katarzyna Michalak [recenzja przedpremierowa]

Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: Spełnienia marzeń!
Liczba stron: 320
Data wydania: 4 lutego 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Źródło: egzemplarz recenzencki


Przeglądając recenzje pisane przez blogerów można zauważyć, że zdania na temat powieści Katarzyny Michalak są podzielone. Jedni zachwycają się, inni wręcz odwrotnie- nie pozostawiają na autorce suchej nitki. Na początku należałam do pierwszej grupy, w książkach pisanych przez panią Michalak nie dostrzegałam mankamentów, jednak lektura pewnego forum otworzyła mi oczy.
To nie tak, że ślepo wierzę słowu pisanemu, swój rozum mam. Wystarczyło zagłębić się w powieść, "poświęcić" się jej, a zaczyna się dostrzegać to, na co wcześniej nie zwróciło się uwagi.
Najpierw była opinia, że pielęgniarze to robole bez studiów, później- rozmijanie się z prawdą w "Nie oddam dzieci".
W "Spełnienia marzeń!" również nie brakuje kwiatków. Bohaterką jest Klaudia, młoda dziewczyna, która w wieku 18 lat postanawia opuścić dom. Ucieka od ojca, który znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Dopuszczał się molestowania. Gdzieś już to słyszałam. Wychodzi na to, że autorka powiela schematy, sytuacje, zmienia tylko bohaterów. Jednak o tym za chwilę.
Klaudia po swojej ucieczce trafia na ogłoszenie mówiące, że poszukiwana jest opieka do niepełnosprawnego. Kamil, bo to o nim mowa- dwa lata wcześniej stracił wzrok. Jest zgorzkniały, niechętny rehabilitacji, pogrąża się w rozpaczy. W takim wypadku rozumny opiekun ( a akurat nim zajmowała się ciotka) umówiłby go na wizytę, nie pozwolił pogrążać się w rozpaczy.
Kolejna sprawa- wynagrodzenie, jakie zostało zaproponowane Klaudii za opiekę, poświęcenie czasu Kamilowi to.. 300 złotych. No ja przepraszam, to chyba jakieś żarty? Z opisu dowiedzieliśmy się, że nasza bohaterka to osoba stawiająca się przeciwnościom, silna, a więc na pewno zyskałaby pracę na dobrych warunkach, dzięki którym mogłaby żyć na lepszym poziomie.
Katarzyna Michalak przechodzi od entuzjastycznych opisów zachwytów śpiewem Klaudii i Kamila do molestowania. Powiela schematy.
Potencjał powieści był duży, można było stworzyć coś ciekawego, ważnego społecznie. 
Coś, co mnie mierzi w tej książce (i co, niestety, zauważyłam już w poprzednich pozycjach) to czarny charakter. Jest nim zwykle kobieta, która ma dużo pieniędzy, pracuje. Staje się zazwyczaj manipulatorką, wygłasza   seksistowskie komentarze. I koniecznie ma ochotę na seks z głównym bohaterem. By osiągnąć swój cel używa swoich wpływów, pieniędzy, sączy jad, miesza.
Jednak coś w tych książkach jest. Coś co przyciąga czytelników, sprawia, że zachwycają się i sięgają po kolejne pozycje. Ja również- mimo powyższych argumentów lubię sięgnąć po taką powieść.
Na szczęście tym razem narrator nie zdradzał wielu tajemnic, nie uprzedzał faktów. Niestety- dało znaleźć się przykłady błędnie użytych słów. Napisano "Klaudia pokraśniała"- w domyśle miało być: zdenerwowała się.

A Wy, moi czytelnicy, czy lubicie powieści Kasi Michalak?

środa, 27 stycznia 2016

"Beki, smarki, pierdy, czyli co się dzieje w moim ciele"- Emma Dodson [recenzja przedpremierowa]

Autor: Emma Dodson
Tytuł: Beki, smarki, pierdy, czyli co się dzieje w moim ciele
Liczba stron: 16
Data wydania: 17 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza SA
Źródło: Egzemplarz recenzencki

Odbiór tej książki tak naprawdę zależy od naszego poczucia humoru czy estetyki oraz od tego czy potrafimy bez ogródek mówić o wszystkim. Nie raz i nie dwa spotkałam się z ludźmi, którzy sprawy związane z ciałem uważają za temat tabu, taki, którego w ogóle nie można poruszać. Nie podoba mi się takie podejście, uważam, że z dzieckiem warto rozmawiać o wszystkim oraz cierpliwie i w miarę możliwości odpowiadać na wszystkie pytania. To procentuje późniejszym zaufaniem oraz pewnością, że można na nas liczyć.
"Beki, smarki..." to pięknie wydana książka. W środku młody czytelnik znajdzie modele 3D, elementy, które można wysunąć lub otworzyć, czy przekręcić oraz wiele informacji na tematy, które bardzo interesują małego człowieka. W jednej z recenzji zdążyłam już wspomnieć, że ulubionym tematem wielu dzieciaków tematy związane z czynnościami fizjologicznymi, a często używane słowa to "kupa, g...o, dupa i ich wszelkie pochodne". Na szczęście taka "fascynacja" trwa krótko.
Emma Dodson swoją książkę podzieliła na rozdziały. Jest ich siedem: gile, smarki, gluty; bo zwymiotuję!, bąki, pruki, pierdy; wydzielina: pot i ślina; ekstrementy czyli kupa; krwawa jatka, moz, siuku, siuśki.
Jak widać: autorka nie pominęła niczego. Oto przykładowe zagadnienia z recenzowanej przeze mnie pozycji: kto dłubie w nosie, ile trwał najdłuższy atak kichania; co mówią naukowcy na temat puszczania bąków, po co człowiekowi ślina? - oraz wiele innych.
Myślę, że mogę polecić tę pozycję.
Wcześniej nie wspomniałam o tym, ale książka jest droga- cena okładkowa to 49,99, w księgarniach internetowych można zakupić ją za niższą cenę (np. na stronie muza.com.pl cena to 32,44 zł). To tak naprawdę jedyny minus.





poniedziałek, 18 stycznia 2016

"Awaria małżeńska"- Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz [recenzja przedpremierowa]

Autor: Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Awaria małżeńska
Liczba stron: 371
Data wydania: 20 stycznia 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz papierowy


"Awaria małżeńska" to jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie styczniowych premier. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście gdy w piątkowe popołudnie znalazłam w skrzynce pachnący nowością egzemplarz powieści". Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość przedpremierowego zrecenzowania pozycji.
Jest to książka niezwykła. Słodko- gorzka opowieść o miłości i rodzicielstwie. Z jednej strony można się śmiać jaki to facet gapa, nieudolny bo nie potrafi się zająć domem i dziećmi (są oczywiście wyjątki), z drugiej- absolutnie nie powinno tak być. Ciągle jeszcze pojawiają się poglądy, że kobieta może pracować, ale i tak jej obowiązkami są gary, sprzątanie. Panom to nie przystoi, uwłacza. Do tego wrócimy za chwilę.
Bohaterami są dwie pary: Ewelina i Sebastian oraz Justyna i Mateusz. Wprawdzie na początku nie znają się, lecz przewrotny los sprawia, że poznają się w dosyć ciekawych okolicznościach.
Bardzo podoba mi się jedno zdanie, które jest akurat wstępem do wszystkich wydarzeń: "Czasem wystarczy potrącić kota, by życie małżeńskie stanęło na głowie". Rzekłabym, że nie tylko życie małżeńskie i rodzinne. Wszystko zmienia się gdy Justyna i Ewelina ulegają wypadkowi i muszą dłuższy czas spędzić w szpitalu. Wszelkie obowiązki związane z domem i dziećmi spadają na tych nieporadnych mężczyzn. Wcześniej nie doceniali oni wkładu kobiet w scalanie szczęścia rodzinnego, w pracę i poświęcanie się obowiązkom. Śmieszyło mnie odrobinę ich powolne dochodzenie do prawdy i ich zastanawianie się jak panie sobie radzą by wszystko ogarnąć i jeszcze mieć uśmiech na ustach. Tymczasem panom wychodzi to troszeczkę gorzej, a z ich ust czasem wydobywają przy dzieciach niepedagogiczne przekleństwa.
Książka przeczytana błyskawicznie. Potrzebowałam tylko wieczora by móc się cieszyć tą powieścią. Teraz pozostało mi tylko czekać na kolejne powieści Magdy i Nataszy... Bo w tym wszystkim najgorsze jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i po skończeniu dopada smutek pt "jak to już koniec"? Znów trzeba czekać na premierę tak długo.
Dla "Awarii małżeńskiej" warto zarwać noc. Pełna humoru i ciekawa pozycja. Momentami trudno się nie roześmiać, a niektóre wątki- majstersztyk! Wbrew pozorom ważna  społecznie bo pokazuje, jaki model jest w wielu rodzinach i zwraca uwagę, że nigdy nie wiadomo co może nas spotkać, co się wydarzy. Być może skłoni niektórych do zmiany, choćby najmniejszej. 
Wyżej wspomniałam, że jest to moja najbardziej oczekiwana premiera styczniowa. Zapytacie dlaczego. Otóż jeśli książkę Napisała Magdalena Witkiewicz lub Natasza Socha to już wiem, że można ją kupować bez zastanowienia. W tym przypadku obie są autorkami, wiedziałam, po prostu wiedziałam, że jest to bomba, pełna umoru opowieść z ważnym przesłaniem. 
Ogromny szacunek dla autorek- dzieli je wiele kilometrów (Magdalena Witkiewicz mieszka w Gdańsku, Natasza Socha- w Niemczech), lecz spod ich pióra wyszło coś cudownego. Nieskromnie powiem: czekam na więcej!
Z całego serca- polecam! Nie jest to książka tylko dla kobiet- warto podrzucić ją mężom.

P.s. Książka dostarczyła mi kilku praktycznych wskazówek: m in. by nie kisić ogórków po świętego Bartłomieja (czyli po 26 sierpnia). Dlaczego? Odpowiedź w książce.

wtorek, 12 stycznia 2016

"Rodzinne sekrety"- Krystyna Mirek [recenzja przedpremierowa]

Autor: Krystyna Mirek
Tytuł:  Rodzinne sekrety
Liczba stron: 398
Data premiery: 13 stycznia 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki


Dziś mam wielką przyjemność opowiedzieć Wam o pewnej cudownej książce.
"Rodzinne sekrety", druga część arcyciekawej serii "Jabłoniowy Sad" swoją premierę ma jutro, tymczasem Knigoholiczce przypadł w udziale wielki zaszczyt- możliwość przedpremierowej recenzji.
Przede wszystkim- w momencie otwarcia przesyłki przeżyłam wielkie zaskoczenie. Oprócz pachnącego farbą drukarską egzemplarza książki znalazłam w paczce również przepiękny kubek oraz pocztówkę z odręcznie napisanymi przez autorkę życzeniami (wszystko widoczne na zdjęciu powyżej).
To kolejna książka, dla której mogłabym zarwać noc (na szczęście nie było takiej potrzeby bo czyta się przyjemnie i szybko). Przyznam się, że jest to pozycja tak wciągająca, ze trudno się od niej oderwać, zaś łatwo zapomnieć o prozie życia i obowiązkach.
"Rodzinne sekrety" to cudowna opowieść o tym co w życiu ważne. O wielkiej miłości i pasji. W poprzednim tomie zostaliśmy wprowadzeni w kłopoty i radości rodziny Zagórskich, w tym następuje rozwinięcie. Obawiam się "Spełnionych marzeń". Mimo, że czekam z wielką niecierpliwością już dziś wiem że Krystyna Mirek swoim czytelnikom dostarczy wiele emocji (być może bez chusteczek się nie obejdzie) i doświadczeń.
Jan Zagórski to człowiek z wielką pasją. Swój czas dzieli między rodzinę, a małą przytulną księgarnię (a właściwie księgarnio- herbaciarnię). Niestety czarne chmury zbierają się zarówno na jego życiem prywatnym jak i zawodowym. Dawno niewidziany brat upomina się o spadek po rodzicach, w celu dopełnienia formalności przyjeżdża z Ameryki. By sprostać finansowo Zagórski musi pozbyć się czegoś co kocha, sprzedać księgarnię. Miło czyta się o miłości do książek, o firmie, która od wielu lat była w rodzinie, lecz gdy nadchodzi czas pożegnań, sprzedaży- łza kręci się w oku. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie- autorka wspomniała nawet o blogerkach książkowych!
Co do życia prywatnego- uważam Jana za człowieka życiowo mądrego, to jednak moim zdaniem zbyt mocno przejmuje się życiem swoich bliskich. To, że pojechał na rozmowę z byłym mężem córki rozumiem, lecz wydaje mi się, że jest to nadmierna ingerencja. To nic, że chciał dobrze, wprawdzie mu się udało, lecz swoim zachowaniem mógł przysporzyć kłopotów.
Żadna z młodych pań Zagorskich nie miała szczęścia w miłości. Cieszę się, że wraz z czytelnikami jestem świadkiem zmiany na lepsze.
Książka zasługuje by pisać o niej w samych superlatywach, jednak był wątek, który nie do końca "trafił" do mnie. Była to opowieść o Anieli, o tym jak wybrała się do Warszawy na spotkanie z dawno niewidzianym znajomym. Jego reakcja na to o czym rozmawiali- to raczej w normalnym życiu się nie zdarzy.
Serdecznie polecam!

A na koniec zdanie, które szczególnie utkwiło mi w pamięci:
"Wielu ludzi sądzi, że bez książek można żyć. Zapewne mają trochę racji. Ale co to za życie!"