Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 czerwca 2020

"Zamek z piasku"- Magdalena Witkiewicz

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Zamek z piasku
Liczba stron: 360
Data wydania: 2020 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki


Sukcesywnie powiększam grono książek przeczytanych, także tych autorstwa Magdaleny Witkiewicz.  Przy nich wiem, że nie będę się nudzić, sprawdziłam to już nie raz.
"Zamek z piasku" towarzyszył mi na krótkim wyjeździe do Warszawy. Książka sprawiła, że w hostelu miło spędziłam czas. Czy mogę ją Wam polecić?
Moja odpowiedź może być tylko jedna: tak! Książki Magdy wciągają, ciekawią. Poruszają również ważne tematy. Sięgając po nią zastanawiałam się czy wydanie drugie, które było w moich rękach różni się od pierwszego, czy wprowadzono jakieś zmiany. Nadal na 100% tego nie wiem, ale podobno nie.
Weronika zaplanowała swoje życie. Ślub, studia, dziecko. Wszystko miała ułożone. W młodym wieku wyszła za mąż, później zdecydowała się na dziecko. Czy coś zburzy ten piękny, poukładany świat?
Przy okazji "Zamku z piasku" dość mocno zastanawiałam się ile mogę Wam zdradzić.  Wyżej wspomniałam, że powieść porusza ważny społecznie temat. Jest  nim chęć posiadania dziecka, mimo badań, które pokazują, że to marzenie może nie być realne.
Książka jest wielowątkowa- nasi bohaterowie mają przeróżne problemy. Nieplanowane ciąże, związki z żonatymi mężczyznami itp itd. Przy okazji lektury dowiadujemy się o mrocznej stronie  stronie Weroniki, o jej podwójnych standardach.
"Zamek z piasku" to nowość- nie nowość. O kunszcie pisarskim autora świadczy fakt, że po kilku latach pojawia się wznowienie.
Przy okazji, miewacie tak, czytając "słyszycie" głos autorki? Magdę Witkiewicz spotykałam na targach książki i teraz podczas lektury "słyszę" jej głos. Wiem, że to dziwne...
Książkę- polecam, można przy niej miło spędzić czas. No i wywołuje emocje.


środa, 3 stycznia 2018

"Ósmy cud świata"- Magdalena Witkiewicz

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Ósmy cud świata 
Liczba stron: 336
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)


Czy kiedykolwiek zawiodłam się na powieściach Magdaleny Witkiewicz? Raczej nie.
Również i "Ósmy cud świata" czytałam z wypiekami na twarzy. Jednak im dłużej myślę tym bardziej mam wrażenie zmęczenia przewidywalnością. Jeżeli ktoś czyta dużo- w pewnym momencie może być trudno zainteresować go, a niektóre wątki i ich rozwiązania mogą okazać się znajome.
Tak było tu. Bardzo podobała mi się książka, ale im dłużej czytałam o Annie i Tomaszu tym więcej widziałam, mogłam przewidzieć jak potoczą się niektóre wątki. Byłam pewna, że nastąpi "trzęsienie ziemi" i jak może się ono skończyć. Czy mimo to jestem zła?
Nie. Takiego czytelnika jak ja powoli trudno będzie zadowolić. Takiego czyli jakiego? Otóż czytającego mnóstwo powieści i znającego wiele rozwiązań. Prędzej czy później wiele rzeczy okaże się znajomych i oklepanych, będą zmieniać tylko imiona.
Co cenię w książkach Magdy? Te cudowne ciepło które czuć podczas lektury i to, że potrafi zainteresować czytelnika tworząc piękne historie. Tym razem jesteśmy świadkami problemów życiowych głównej bohaterki Ani. Tematem książki jest miłość oraz chęć posiadania dziecka. Czy te marzenie się spełni?
A, oczywiście nie zdradzę tylko zachęcę do lektury. Zaręczam- warto- oprócz historii można też co nieco dowiedzieć się o pięknym kraju, jakim jest Wietnam (do którego autorka ma sentyment).
Skoro przeczytałam już "Ósmy cud świata" muszę rozpocząć poszukiwania "Pudełko z marzeniami". Nie mogę się już doczekać gdy wreszcie mi się to uda i będę mogła zatopić się w lekturze.

czwartek, 6 lipca 2017

"Czereśnie zawsze muszą być dwie"- Magdalena Witkiewicz

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Czereśnie zawsze muszą być dwie
Liczba stron: 450
Data wydania: 2017 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)


Nowość! Zapraszam na recenzję!
Często podrzucam książki mojej mamie, zdarza się nawet, że jeszcze zanim ja zdecyduję się na ich lekturę. Gust czytelniczy mamy jest odrobinę inny od mojego (na przykład rzadko ona czyta zagranicznych autorów, nawet tych najlepszych) dlatego jeśli jakaś powieść jej się spodoba to wiem, że naprawdę warto po nią sięgnąć.
Tak było w przypadku "Czereśnie zawsze muszą być dwie". Wprawdzie do przeczytania tego, co zostało napisane przez tę autorkę nie trzeba mnie namawiać, ale wiecie- lepiej smakuje potrawa zachwalana, prawda? Zwłaszcza, że ostatnimi czasy  nie udało mi się zbytnio zauroczyć jej powieściami.  "Tylko" mi się podobały...
Na szczęście "Czereśnie..." sprawiły, że wszystko się zmieniło, właściwie wróciło na poprzedni tor a ja bliska byłam zarwania nocy!
Zacznę od okładki. Początkowo nie mogłam się do niej przekonać (w momencie gdy została pokazana na grupie fanów Magdy), ale gdy otrzymałam książkę, egzemplarz papierowy, namacalny- zmieniłam zdanie. Jest urocza i wydaje się pasować do treści. Zgrzyta mi tylko część z tytułem.
To powieść, która dotyczy dwóch płaszczyzn czasowych: akcja dzieje się współcześnie, ale poznajemy też wydarzenia, które miały miejsce wcześniej, w latach 30-tych XX wieku. Współczesność to Zosia, Marek i Szymon, przeszłość zaś, jak się okaże- ma duży związek z tym, co dzieje się teraz. Czasami przeczytanie opisu na tylnej stronie okładki to zły wybór- może sprawić, że zniechęcimy się do lektury. A to duży błąd!
Wydaje się, że to kolejna mdła i pełna słodyczy zwykł i przewidywalna opowiastka o miłości. Owszem, trochę słodyczy jest, ale interesująca historia wszystko rekompensuje.
Naprawdę musiałam ćwiczyć przy niej silną wolę- trudno było się od niej oderwać. Spać jednak trzeba- niewyspanie nie jest miłe- nie można wtedy długo czytać bo oczy się same zamykają.
"Czereśnie..." polecam- idealna lektura na wakacje.

środa, 25 stycznia 2017

"Pracownia dobrych myśli"- Magdalena Witkiewicz

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Pracownia dobrych myśli
Liczba stron: 310
Data wydania: 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)


Panią Wiesię wyobrażałam sobie jako kobietę pod pięćdziesiątkę, ciężko pracującą by związać koniec z końcem. Chyba niezbyt dokładnie śledziłam fanpage Magdy Witkiewicz bowiem moje wyobrażenia "delikatnie" mijają się z prawdą. Wiesława to niemal osiemdziesięciolatka, która, jak wielokrotnie się nas zapewnia, nie lubi problemów.
Czytając książkę można się świetnie bawić. Komentarze głównej bohaterki, są po prostu bezbłędne. Trafia idealnie w punkt, ma dobre przeczucia. Próbuje się znaleźć w naszej, dla niej zupełnie nowej, rzeczywistości. Jeżeli dla nas programy Warsaw Shore wydają się dziwne i niesmaczne, to co o nich mogą myśleć starsi?
Wiesia nie jest jedyną bohaterką. Myślę, że podobną ilość uwagi poświęca się innym mieszkańcom kamienicy i ich przyjaciołom czyli Ewie, Grażynie, Florianowi, Tomkowi, Norbertowi, Zbyszkowi, Gidze i Maćkowi.
Czytało się niesamowicie. Powieść wciągała. Były wzruszenia, był też śmiech.
Książka tak właściwie łączy trzy światy: młodych czyli 20--30 latków, w pełni wieku czyli 50-latków oraz tych w jesieni życia. Mówi się o miłości i o tym, co już dawno wiemy: o tym, że każdy zasługuje na szczęście.
Czasem lubię iść pod prąd. Pamiętam, że bardziej podobała mi się wcześniej przedstawiona propozycja okładki. Ostateczna wersja, owszem jest ładna, nie można jej nic zarzucić.
Podsumowując: serdecznie polecam! Na czytelnika czekają różne emocje, wzruszy się na pewno, a może nawet zdarzy, że będzie śmiał się sam do siebie (to znaczy- do książki).

czwartek, 17 listopada 2016

"Szkoła żon", "Pensjonat marzeń"- Magdalena Witkiewicz

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Szkoła żon/ Pensjonat marzeń
Liczba stron: 508
Data wydania: 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)


Uwielbiam książki napisane przez Magdalenę Witkiewicz. Są jedyne w swoim rodzaju, ciepłe, z przesłaniem. Ja miałam okazję przeczytać dwie powieści połączone w eden tom. Wydanie to swoją premierę miało w lipcu tego roku (było to wznowienie).
Emocji jest co niemiara, Na pewno nie należy sięgać po te pozycje wieczorem- nieprzespana noc gwarantowana. Nie polecam też osobom dla których seks to temat tabu, niepotrzebnie poruszany. Bo książki Magdy, o których tu mowa to erotyki! Dodać trzeba, że dobre, delikatne, subtelne, a nie wulgarne, jak to się często zdarza.
Obie książki posiadają w sobie "to coś", dają nadzieję na lepsze jutro. Można znaleźć w nich wiele cytatów, które odnoszą się do codziennego życia.
Bohaterek jest kilka: Michalina, która dla swojego mężczyzny chce jak najlepiej całkowicie zapominając o sobie, Jadwiga (nazywana Jagodą), która tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie, Julia świeżo po rozwodzie i Agnieszka, którą przytłoczyły dodatkowe kilogramy. Popatrzcie, ile kobiet tyle problemów. Co więc je łączy? Nietrudno domyślić się, że tytułowa szkoła żon. To miejsce szczególne dla naszych bohaterek.
Każda z nich miejsce to odwiedzi z innych pobudek. Powody będą różne, życiu poza szkołą też, a mimo to panie połączy przyjaźń. Czy spotka je miłość i czy poradzą sobie z problemami?
Serdecznie polecam tę książkę! Po raz kolejny nie zawiodła mnie twórczość Magdy Witkiewicz (i liczę, że nie zrobi tego nigdy).
Ciekawostka: Szkoła Żon naprawdę istnieje! Informacje tu: Szkoła Żon


wtorek, 2 sierpnia 2016

"Opowieść niewiernej"- Magdalena Witkiewicz

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Opowieść niewiernej
Liczba stron: 320
Data wydania: 20 lipca 2016 r. (wznowienie)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki (księgarnia Tania Książka)


Kiedy tylko mam ochotę na powieść, na której się nie zawiodę sięgam po jedną z pozycji Magdaleny Witkiewicz. Wiem, że spotka mnie mnóstwo emocji.
Dziś zapraszam Was do przeczytania recenzji "Opowieści niewiernej". Warto wspomnieć, że jest to wznowienie- świadczy to o niesłabnącej popularności powieści Magdy.
Facet ma zdradę we krwi, a przynajmniej panuje takie przekonanie. Dla wielu osób niewierność mężczyzn nie wywołuje zdziwienia. Co innego, jeśli osobą zdradzającą jest kobieta... Wtedy można usłyszeć obelżywe słowa, z których przepraszam, kurwa i suka są najłagodniejsze. W dzisiejszym świecie niestety nie ma sprawiedliwości dlatego bardziej zwraca się uwagę na niewierność pań.
Magdalena Witkiewicz dostarczyła mi wielu emocji. Nie raz i nie dwa podnosiło mi się ciśnienie, a w stosunku do bohaterki odczuwałam złość. Jednak wiem, że jeśli się nie było w danej sytuacji to łatwo dywagować, wchodzić w dyskusję, oceniać.
Ewa to młoda kobieta. Szczęśliwa mężatka, spełniona w pracy. Wróć... To tylko jej maska, wkładana codziennie. Jak widać dobrze gra swoją rolę- rodzina uważa, że jej małżeństwo z Maćkiem jest nader szczęśliwe. O prawdziwych uczuciach bohaterki wie tylko jedna osoba- Małgosia, jej przyjaciółka.
Życie Ewy nie wygląda różowo. Tak naprawdę od początku czuła się niekochana. Mam wrażenie, że w ich związku nie było uczucia, a tylko przyzwyczajenie. Ewie obce jest uczucie motyli w brzuchu, radosne oczekiwanie na nieznane. Nawet oświadczyny były do bólu konkretne, pozbawione romantyzmu. Bohaterka jednak nie widziała pierwszych sygnałów świadczących o zachowaniu męża. Jej zdanie nie liczyło się zbytnio, to Maciek był panem i władcą, decydował o wszystkim co ważne w ich domu i życiu.
Tak naprawdę znamy relację tylko jednej strony, jednak z relacji Ewy możemy dowiedzieć się o tym co skłoniło ją do zdrady. Zadamy sobie pytanie: czy można wybaczyć zdradę? Czy są okoliczności łagodzące? Czy jestem w stanie to zrobić?
"Opowieść niewiernej" to świetna powieść o miłości. Ale nie tylko. Pokazana jest tam też przyjaźń taka, która będzie trwać na wieki. Małgosia nie potępia wyborów Ewy. Mimo, że ich nie pochwala- wspiera przyjaciółkę, rozmawia. Nie waha się nawet przekazać swojej opinii, nawet tej bardzo różniącej się. Cudownie mieć wsparcie u drugiej osoby, nie obawiać się o niezrozumienie.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

"Cześć, co słychać?"- Magdalena Witkiewicz [recenzja przedpremierowa]

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Cześć, co słychać?
Liczba stron: 350
Data wydania: 27 kwietnia 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia\
Źródło: egzemplarz recenzencki


Na "Cześć, co słychać?" apetyt miałam już od dawna. Wielka była moja radość gdy w piątkowe popołudnie odebrałam przesyłkę z książką od listonosza. Chciałam od razu zacząć ją czytać, lecz postanowiłam najpierw skończyć czytaną powieść czyli "A życie się toczy".
Zacznę od okładki. Wiem, że wiele osób jest nią zachwyconych, tymczasem ja jestem rozdarta. Z jednej strony popieram zachwyty, z drugiej zaś- nie podoba mi się zakrycie kobiety włosami, dla mnie to wygląda dość brzydko, uważam za niepotrzebne...
Jak już wspomniałam nie mogłam doczekać się książki. Wszystko przez Magdę ;-) Nie dość, że "towarzyszyliśmy" jej przy pisaniu powieść to jeszcze na dodatek zaskakiwała ona czytelników niespodziankami. Jedną z nich, jakże cudowną, był nagranie z prologiem i częścią pierwszego rozdziału.
"Cześć, co słychać?" już zawsze będzie mi się kojarzyć z aksamitnym, jakże ciepłym głosem Witkiewicz. Stwierdzenie, że nadaje się do tworzenia audiobooków uważam za trafione w 10-kę!
Nie będę kłamać- mam prawie wszystkie książki tej autorki, lecz przeczytałam zaledwie trzy. Żal mi sięgać po kolejne- czekam na odpowiedni czas by zrobić sobie wspaniałą ucztę czytelniczą, maraton. Wracając do recenzowanej przeze mnie powieści- autorka mnie zadziwia. Każda książka jest o czymś innym, wywołuje inne emocje, a mimo to wiem, że nie zejdzie z list bestsellerów i absolutnie się z tym zgadzam.
Tym razem bohaterką jest Zuza, szczęśliwa żona i matka dwóch córek. Pod wpływem spotkania klasowego postanawia odnowić kontakt z byłą miłością, z dawnym chłopakiem. Zaczyna się powrót do przeszłości. Korespondencja i spotkania wprowadzają w życie bohaterki mętlik. Byłam bardzo ciekawa jak to wszystko się skończy. Muszę powiedzieć, że moja ciekawość wcale nie została zaspokojona, o!
"Cześć, co słychać?" to powieść, która być może opisuje Twoje życie czytelniczko. Może więc pomóc podjąć decyzję, nakierować.
Przez cały czas zastanawiałam kiedy pojawi się znane mi z innych powieści przyspieszone bicie serca, emocje, których nie sposób opanować. Prawdę mówiąc, troszkę się naczekałam, ale zapewniam, że było warto!
Często myślimy ile w książce jest z autora, w jakiej części pisze on o sobie, swoich przeżyciach czy przyzwyczajeniach. Uśmiechałam się za każdym razem widząc to, o czym czytałam na Facebook'owej stronie czy słyszałam w wywiadach.
Czy Wy też odnajdziecie te analogie?

Ach te motyle!

poniedziałek, 18 stycznia 2016

"Awaria małżeńska"- Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz [recenzja przedpremierowa]

Autor: Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Awaria małżeńska
Liczba stron: 371
Data wydania: 20 stycznia 2016 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz papierowy


"Awaria małżeńska" to jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie styczniowych premier. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście gdy w piątkowe popołudnie znalazłam w skrzynce pachnący nowością egzemplarz powieści". Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość przedpremierowego zrecenzowania pozycji.
Jest to książka niezwykła. Słodko- gorzka opowieść o miłości i rodzicielstwie. Z jednej strony można się śmiać jaki to facet gapa, nieudolny bo nie potrafi się zająć domem i dziećmi (są oczywiście wyjątki), z drugiej- absolutnie nie powinno tak być. Ciągle jeszcze pojawiają się poglądy, że kobieta może pracować, ale i tak jej obowiązkami są gary, sprzątanie. Panom to nie przystoi, uwłacza. Do tego wrócimy za chwilę.
Bohaterami są dwie pary: Ewelina i Sebastian oraz Justyna i Mateusz. Wprawdzie na początku nie znają się, lecz przewrotny los sprawia, że poznają się w dosyć ciekawych okolicznościach.
Bardzo podoba mi się jedno zdanie, które jest akurat wstępem do wszystkich wydarzeń: "Czasem wystarczy potrącić kota, by życie małżeńskie stanęło na głowie". Rzekłabym, że nie tylko życie małżeńskie i rodzinne. Wszystko zmienia się gdy Justyna i Ewelina ulegają wypadkowi i muszą dłuższy czas spędzić w szpitalu. Wszelkie obowiązki związane z domem i dziećmi spadają na tych nieporadnych mężczyzn. Wcześniej nie doceniali oni wkładu kobiet w scalanie szczęścia rodzinnego, w pracę i poświęcanie się obowiązkom. Śmieszyło mnie odrobinę ich powolne dochodzenie do prawdy i ich zastanawianie się jak panie sobie radzą by wszystko ogarnąć i jeszcze mieć uśmiech na ustach. Tymczasem panom wychodzi to troszeczkę gorzej, a z ich ust czasem wydobywają przy dzieciach niepedagogiczne przekleństwa.
Książka przeczytana błyskawicznie. Potrzebowałam tylko wieczora by móc się cieszyć tą powieścią. Teraz pozostało mi tylko czekać na kolejne powieści Magdy i Nataszy... Bo w tym wszystkim najgorsze jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i po skończeniu dopada smutek pt "jak to już koniec"? Znów trzeba czekać na premierę tak długo.
Dla "Awarii małżeńskiej" warto zarwać noc. Pełna humoru i ciekawa pozycja. Momentami trudno się nie roześmiać, a niektóre wątki- majstersztyk! Wbrew pozorom ważna  społecznie bo pokazuje, jaki model jest w wielu rodzinach i zwraca uwagę, że nigdy nie wiadomo co może nas spotkać, co się wydarzy. Być może skłoni niektórych do zmiany, choćby najmniejszej. 
Wyżej wspomniałam, że jest to moja najbardziej oczekiwana premiera styczniowa. Zapytacie dlaczego. Otóż jeśli książkę Napisała Magdalena Witkiewicz lub Natasza Socha to już wiem, że można ją kupować bez zastanowienia. W tym przypadku obie są autorkami, wiedziałam, po prostu wiedziałam, że jest to bomba, pełna umoru opowieść z ważnym przesłaniem. 
Ogromny szacunek dla autorek- dzieli je wiele kilometrów (Magdalena Witkiewicz mieszka w Gdańsku, Natasza Socha- w Niemczech), lecz spod ich pióra wyszło coś cudownego. Nieskromnie powiem: czekam na więcej!
Z całego serca- polecam! Nie jest to książka tylko dla kobiet- warto podrzucić ją mężom.

P.s. Książka dostarczyła mi kilku praktycznych wskazówek: m in. by nie kisić ogórków po świętego Bartłomieja (czyli po 26 sierpnia). Dlaczego? Odpowiedź w książce.

sobota, 26 grudnia 2015

Blogowy cykl świąteczny: Magdalena Witkiewicz


Rzutem na taśmę udało mi się w terminie zamieścić wszystkie wywiady.
Prawdziwą wisienką na torcie, takim creme ala creme czyli idealnym zakończeniem jest rozmowa z Madzią.
To wspaniała pisarka i bardzo miła osoba, która zaraża optymizmem.
Autorka 14 książek, które nie schodzą z list bestsellerów. Podrzucę Wam kilka tytułów, po które naprawdę warto sięgnąć: "Pierwsza na liście", "Moralność Pani Piontek", "Po prostu bądź", "Zamek na piasku", Szkoła żon". Tak właściwie to nie wiem, po co je wymieniam bo każdą jedną TRZEBA przeczytać ;-)

I tylko żal, że to już koniec wpisów świątecznych...



Dzień dobry. Przede wszystkim dziękuję, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na kilka pytań. Zaczynajmy.

Święta w dzieciństwie. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z czasu gdy wierzyło się w Świętego Mikołaja, czekało z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Czy jest coś, co do dziś Pani wspomina?
Chyba nie pamiętam tego cudownego momentu, gdy wierzyłam w św. Mikołaja. Gdzieś w głowie przelatują wspomnienia, a może raczej jest to efekt słuchania starych taśm szpulowych, gdzie głośno pytam: „A kiedy ten Mikołaj psyjdzie, a kieeeedy ten Mikołaj psyjdzie?”. Pamiętam momenty z lat późniejszych. Nie było kasy, a ja marzyłam o ubrankach dla lalki Petry (Taka inna Barbie). Kosztowały w Pewexie dolar dwadzieścia i strasznie chciałam je mieć. Rodzice nawet dostali te dolary chyba od babci, ale za późno się zabrali za kupno prezentów. I nie dostałam tych ubranek. Popsułam całej rodzinie Wigilię głośnym rykiem. Do tej pory mam sentyment do lalek Barbie, bo to było takie moje dziecięce nierealne marzenie. Moja córka nie chce się nimi bawić! No, ale może i dobrze! Pamiętam, jak znajdowałam prezenty gdzieś w szafie. Ależ byłam niezadowolona! Ja kocham niespodzianki, kocham prezenty ładnie zapakowane.
Pamiętam tez, że prezenty dopiero kładziono pod choinką, gdy skończyliśmy jeść wieczerzę. Co roku wydawało mi się, że mój tata tak strasznie długo je!!!
Zawsze mama mówiła, że trzeba wywietrzyć, otwierano okno i w tym momencie przychodził Gwiazdor. Albo Mikołaj. Cudowne to były czasy!

Już na początku listopada w sklepach pojawiają się choinki, bombki, w radiach kolędy- ogólnie rzecz biorąc- zaczyna się czuć tę szczególną atmosferę. Czy Pani lubi ten czas? A może odwrotnie- w głowie pojawia się myśl by w grudniu uciec gdzieś, gdzie nie ma radia, telewizji i wrócić dopiero po świętach?

Kocham ten czas! W ubiegłym roku byłam w Irlandii pod koniec listopada. Tam były już święta pełną parą. Miliony dekoracji.
Kocham czas oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia. Przeszkadza mi to, że według religii katolickiej nie powinniśmy się wtedy bawić, nie powinniśmy się za bardzo cieszyć. Moim zdaniem to powinien być czas radosnego oczekiwania. Przygotowywania domu, dekorowania. W tym roku poszalałam, bo uszyłam jakieś ogromne tabuny reniferów ze świątecznych tkanin. Kupiłam czerwone ręczniki do łazienki, naklejki dekoracyjne na lustro i naprawdę bardzo musiałam się pilnować, by nie kupić dozownika do mydła w kształcie choinki… Przyznam, że teraz żałuję, iż nie kupiłam!
Kocham „White Christmas” Whamu i wszystkie świąteczne piosenki. Czekam, aż na DVD będą „Listy do M” – od razu je kupię i obejrzę. Do kina było mi jakoś nie po drodze.

Uwielbiam zapach choinki, jednak od wielu lat muszę zadowolić się sztucznym drzewkiem. Wraz z rodziną ubierana jest w przeddzień lub nawet w dzień Wigilii. Co roku czekam na ten piękny czas. Jak to wygląda u Pani?

Ja przyznam w sekrecie, że nie lubię ubierać choinki! Nie wiem z czego to wynika, chyba z tego, że nigdy była taka w stu procentach jak chciałam. Na początku mama decydowała gdzie mają być jakie bombki, zawsze poprawiała po nas i wiedziałam, że zawsze będzie coś nie tak, jak być powinno. Może dlatego teraz zostawiam ubieranie choinki moim dzieciom. Jeżeli one uznają, że na choince ma wisieć pluszowa koszmarna zabawka – proszę bardzo – niech wisi. Im ma to sprawiać radość. Gdy mieszkałam sama to miałam taką moją choinkę. Były tam rzeczy tylko spożywcze. Pierniczki, suszone owoce, orzechy. Myślę, że w przyszłym roku powtórzę to!


Tradycja mówi, że na stole ma być dwanaście potraw. W moim domu wieczerza wigilijna rozpoczyna się około godziny 17. Dania są tradycyjne, bezmięsne: uszka, krokiety, kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć karpia i kompotu z suszu. Z dań niekoniecznie tradycyjnych: w ostatnią wigilię przygotowałam łososia.
A jak jest u Pani? Wigilia w gronie najbliższych czy i dalszych krewnych? Jak wygląda przygotowywanie Świąt?


U mnie królową przygotowań jest moja mama. Wolała nie dosypiać kilka nocy, by zawsze było wszystko przygotowane. Oczywiście tradycja liczy się najbardziej. Śledzie, karp, kapusta z grzybami. Nigdy nie było tradycji lepienia pierogów, czy uszek. Teraz myślę, że też czas to zmienić. Moją ukochaną potrawą wigilijną są kluski z makiem. Mogę je jeść całe święta naprzemiennie ze śledziami. Zawsze robimy je z dziećmi dzień przed. Wałkujemy, wycinamy, gotujemy… Robię też pyszne śledzie z rodzynkami w sosie pomidorowym. Pycha!
Ale głównie to mama działa w kuchni. U rodziców spędzamy Wigilię i zwykle siedzimy do późna.

Po kolacji nadchodzi czas gdy możemy obserwować na twarzy rodziny uśmiechy. Z prezentów cieszą się nie tylko dzieci. Ja uwielbiam sprawiać radość moim bliskim. Mimo skromnych funduszy staram się by podarkiem ucieszyć. Wiele jest zwyczajów: w jednych domach prezenty dostają tylko dzieci, w innych- każdy- każdemu. Jak to jest u Pani?

Kocham prezenty! Kocham je dawać i kocham dostawać! U mnie prezenty dostają wszyscy. I zwykle też wszyscy dają wszystkim. Ja jestem zapobiegliwa i staram się już mieć wszystkie prezenty w listopadzie. Przemyślane, pasujące do każdego. Trochę też jestem matką kwoką i czasem podpowiadam, co Mikołaj mógłby sprawić moim dzieciom. Ale Święta to czas spełniania marzeń. I powinniśmy na chwilę zmienić się w dobre Anioły i nieść radość i szczęście!

sobota, 12 grudnia 2015

"Cicha 5"- Katarzyna Bonda, Małgorzata Kalicińska, Katarzyna Michalak, Krystyna Mirek, Natasza Socha, Małgorzata Warda, Magdalena Witkiewicz

Autorzy: Katarzyna Bonda, Małgorzata Kalicińska, Katarzyna Michalak, Krystyna Mirek, Natasza Socha, Małgorzata Warda, Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Cicha 5
Liczba stron: 384
Data wydania: 5 listopada 2014 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki


O przeczytaniu tej książki myślałam już od dłuższego czasu. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia, które udostępniło mi egzemplarz recenzencki moje marzenie się spełniło.
"Cicha 5" to zbiór opowiadań, których tematyka związana jest w jakiś sposób ze świętami: luźno lub dosłownie. Bohaterowie mieszkają w jednej kamienicy, lecz to, co przeżywają jest zupełnie odmienne. W tym cudownym zbiorku znajdziemy wspomnienia pewnego fotografa; kobiety, która zmaga się z diagnozą choroby; samotnego ojca, który za późno zrozumiał, co w życiu jest ważne oraz pani Mikołajki, która cieszy się gdy może sprawić radość dzieciom.
Przyznam się, że z tych kilku opowiadań tylko jedno nie trafiło w mój gust, nie ciekawiło mnie. Reszta trzyma wysoki poziom- w końcu czego innego spodziewać się gdy autorkami są wybitne polskie pisarki. Doskonałe, wciągające historie napisane w stylu, za który kochamy dane osoby. Nie patrząc na autora można rozpoznać, które opowiadanie- czyje.
Uważam, że panie autorki wykonały ogromną i wbrew pozorom trudną pracę- pisanie to ciężka praca, a gdy jest więcej niż jedna- dwie osoby tworzące książkę- organizacja, terminy i wszystko inne co trzeba zgrać- słowem- szacunek!
Uwielbiam książki, które wprowadzają w klimat świąt. Z wielką przyjemnością przeczytałam "Cichą 5".       W tym roku nakładem Wydawnictwa Filia ukazała się kolejna taka książka pt "Siedem życzeń". Z niecierpliwością czekam na moment, gdy będę mogła Wam ją opisać.
I tradycyjnie: Filia to jedno z moich ulubionych wydawnictw. Do tej pory żadna książka, która się w nim ukazała nie zawiodła mnie, a trochę przeczytanych mam na swoim koncie.

czwartek, 24 września 2015

"Po prostu bądź"- Magdalena Witkiewicz [recenzja przedpremierowa]

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Po prostu bądź
Liczba stron:
Data wydania: 7 października 2015 r. [recenzja przedpremierowa]
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia


Dziś mam przyjemność zaprosić Was na przedpremierową recenzję najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz. Książka swą premierę będzie miała 7 października. Otrzymanie egzemplarza recenzenckiego jest dla mnie bardzo dużym wyróżnieniem, tym bardziej, że stało się to właśnie dzięki autorce.
"Po prostu bądź" nie jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością pani Witkiewicz. I zapewniam, że nie ostatnim. Wcześniej do mojego serca trafiła "Pierwsza na liście" (i już tam została!).
Paulina mieszka na wsi. Zna tylko ciężkie życie, pracę. Ma też marzenie. Chce wyjechać, studiować, zrobić coś da siebie. Rodzice dziewczyny inaczej wyobrażali sobie jej życie: mąż, dzieci, gospodarstwo. Dążą by jak najszybciej skończyła szkołę, dalszą naukę traktują jako fanaberię, coś niepotrzebnego. Nie spodziewają się, że ich kochana Paulinka pierwszy raz postawi na swoim i z pomocą swojego przyjaciela wyjedzie kształcić się do Gdańska. Traci tym samym kontakt z mamą i tatą bowiem Ci nie potrafią pogodzić się z jej wyprowadzką, są głęboko zranieni i nie chcą z nią rozmawiać.
Życie studenckie wciąga Polę (jak ją nazywają bliscy), poznaje przyjaciółkę. Opisuje swoje  przeżycia, mówi o nauce, pisze o znajomych i... pewnym wykładowcy.
W akcji dostrzegam tylko jeden- malusieńki minusik- nie lubię gdy się uprzedza fakty, mówi o czymś, zapewniając, że więcej dowiemy się później.
Wydaje się, że historia to banalna opowieść: ot, młoda dziewczyna ulega urokowi starszego wykładowcy. Rozpoczyna się romans, jednak czy uczucia Aleksa są szczere? Czy to tylko przelotna miłostka i Aleksander wykorzysta naiwną, pragnącą miłości Polę? Kim jest Łukasz?
Pytań jest wiele, by uzyskać na nie odpowiedź trzeba przeczytać książkę.
Opowieść będzie słodko- gorzka, nie zawsze naszą bohaterkę będą spotykać radosne rzeczy, nie braknie rozczarowań, tragicznych splotów okoliczności.
Wiecie, jakie przysłowie najbardziej pasuje mi do tej książki? "Po deszczu zawsze wychodzi słońce". Daje nadzieję, że po smutkach przyjdzie czas na radość. Być może pomoże komuś uporać się z problemami. życia codziennego, momentem, w którym wydaje się, że "gorzej być nie może"?
 "Po prostu bądź" to cudowna lektura. Wywołała we mnie tak wiele emocji. Magdalena Witkiewicz z prostej, banalnej historii miłosnej stworzyła arcydzieło, książkę, którą "połyka się". Po przeczytaniu "Po prostu bądź" czuję żal, że to już koniec, że nie przeczytam już o tym, co dzieje się u bohaterów.
Powieść bawi, wzrusza, a pojawia się trochę "pieprzu", jest ideałem (przy którym zapomniałam, że numery stron są wydrukowane maleńką czcionką).
Podoba mi się okładka- przyciąga wzrok, jest cudna. Ta fotografia to strzał w dziesiątkę.
Magdalena Witkiewicz ujęła mnie swoim "słowem do czytelnika". Widać, że jest to przesympatyczna osoba, z której bije optymizm (wierzcie, mi, zaraża nim, autorkę poznałam w maju na Targach Książki w Warszawie).
Podsumowując: to kolejny bestseller, który wyszedł spod pióra Magdy. Serdecznie polecam! Warto, warto zakupić.

środa, 7 stycznia 2015

"Pierwsza na liście"- Magdalena Witkiewicz

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Pierwsza na liście
Liczba stron: 347
Data wydania: 14 stycznia 2014 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia

"Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie". Ta stara sentencja jest nadal aktualna nie tylko w odniesieniu do miejsc. Tak samo możemy powiedzieć o autorach książek. Zaczytujemy się w pisarzach z innych krajów, kochamy skandynawskie kryminały nie dostrzegając, że i u nas w kraju można znaleźć pisarskie perełki. W moim przypadku niedawnym odkryciem literackim jest literatura Magdaleny Witkiewicz.
Dziś na moim blogu nie lada gratka! Otóż otrzymałam do recenzji egzemplarz przedpremierowy książki "Pierwsza na liście". Egzemplarz dla mnie wyjątkowy bo niespodzianką dla mnie był znaleziona w środku dedykacja od autorki.
Jak sama autorka pisze, ta książka to jej jedenaste dziecko. Dla mnie to pierwsze zetknięcie z literaturą tej autorki  (na przeczytanie czeka jeszcze niedawno zakupiona "Szkoła żon".
Myślę, że wiele osób patrząc na okładkę, cudną i nieprzekombinowaną moim zdaniem, może dopatrywać się banalności. Nic z tego! Do czytelnika trafia niesamowicie  wciągająca opowieść o kobietach które los ze sobą związał w jakiś sposób. Taką książkę można czytać cały czas. Z wielkim żalem poświęcałam się lekturze tylko nocami i gdyby nie ograniczenia to na pewno jeden dzień i "Pierwsza na liście" byłaby przeczytana w jeden dzień.
Karolina to silna dziewczyna choć jeszcze nastolatka. Gdy dowiaduje się, że jej mama jest chora na białaczkę zaczyna działać choć początkowo nie wiedziała co robić. Często tak bywa, że dziecko w obliczu trudnej sytuacji życiowej przejmuje obowiązki głowy rodziny, bierze na siebie wiele więcej obowiązków niż przeciętny nastolatek ma. Karola w sumie ma wstęp do dorosłego życia. Przypadkowo znajduje pamiętnik swojej mamy. Znajduje w nim listę osób, które mogą pomóc w przypadku gdy Patrycja.
W ten sposób poznajemy nasze kolejne bohaterki: Inę i Grażynę. Jaki wpływ na wydarzenia będą miały te dwie kobiety?
Powiecie- wiele jest takich książek, potrzeba czegoś więcej by jakaś ckliwa historia wywołała zadowolenie i była godna polecenia. Uważam, że właśnie "Pierwsza na liście" posiada to coś, co przyciąga, interesuje i nie pozwala czytelnikowi odejść od książki dopóki jej nie przeczyta. Myślę też, że co wrażliwsze osoby mogę uronić parę łez podczas lektury.
Jak do tej pory czytam same dobre recenzje powyższej książki, widać, że Magdalena Witkiewicz stworzyła kolejny bestseller.
Sam Janusz L. Wiśniewski-autor książki "Samotność w sieci" (i wielu innych) pisze: Witkiewicz intryguje i wzrusza. Napisała współczesną historię o ludzkiej dobroci. Po tej książce chce się natychmiast stać lepszym człowiekiem. Jak widać.wystarczy kilka słów by pokazać piękno książki i zachęcić czytelników do jej przeczytania.
Polecam!