Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izabella Frączyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izabella Frączyk. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 lutego 2021

"Wszystko nie tak! 2" - Izabella Frączyk [t. 2]

Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Wszystko nie tak! 2 [t. 2]
Liczba stron: 464
Data wydania: 2020 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki




Pamiętacie moją recenzję pierwszego tomu powieści "Wszystko nie tak!"? Nie byłam wtedy zbytnio zadowolona, książka nie była zła, ale też nie wciągnęła mnie. Jaka jest moja opinia o tomie drugim? Muszę powiedzieć: jest lepiej, ale zdecydowanie nie jest to moja ulubiona seria tej autorki. Mam wielki sentyment do książek pojedynczych, tych sprzed kilku lat.
Żeby w ogóle zabrać się za tę powieść- warto sobie przypomnieć poprzedniczkę. Przez niemal dwa i póroku, jakie minęły od lektury zdążyłam zapomnieć i bohaterowie wydali mi się tacy obcy, nie pamiętałam wielu szczegółów.
Ale, ale- wspominałam, że książka mnie wciągnęła? No to już o tym mówię- bardzo zaciekawił mnie wątek Marzeny, która postanowiła po latach wziąć życie w swoje ręce. Jak jej to wyjdzie? Czy wreszcie znajdzie szczęście? Co u naszych "dawnych znajomych"- Ewy i Moniki?
W przypadku "Wszystko nie tak! 2" zastosowano ciekawe rozwiązanie. Autorka napisała dwa zakończenia i to od czytelnika zależy, które wybierze i jak potoczy się akcja.  Poza tym... jedno z nich zostało wydrukowane odwrotnie, aby je poznać należy zacząć od końca, odwrócić książkę do góry nogami. Już widzę miny ludzi, którzy zobaczą takiego czytelnika.
Nie podobała mi się jedna rzecz. Ciężarnej bohaterce zaproponowano wino wspominając, że kieliszek nie zaszkodzi. Książki powinny edukować, a nie powielać bzdury- każda ilość alkoholu wypitego w ciąży może zaszkodzić (nie mówię tu o tym, gdy jeszcze nie wiemy, że spodziewamy się dziecka). Nie powinno się tak pisać.


wtorek, 18 września 2018

"Wszystko nie tak!"- Izabella Frączyk

Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Wszystko nie tak!
Liczba stron: 424
Data wydania: 4 września 2018 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński
Źródło: egzemplarz recenzencki


Tak na szybko nie zliczę ile książek Izy Frączyk przeczytałam. Na pewno dużo i na pewno zostały mi do przeczytania chyba tylko "Kobiety z odzysku".
Zauważyłam, że w książkach Izy bardzo często pojawia się schemat: samotna kobieta, jej przyjaciółka, miłość i nieprzewidziane wypadki. Może i innym miałabym za złe takie pisanie na "jedno kopyto" ale nie tej autorce. Każda jej powieść wciąga, pochłania bez reszty, a bohaterki "da się lubić". Tak, znów bohaterki i przyjaźń kobieca (ale nie tylko, jest też wątek sensacyjny i oczywiście miłosny).
Ewa to młoda kobieta, która osiąga sukcesy w pracy. W życiu prywatnym nie układa się jej. Powieść zaczyna się wyjazdem naszej bohaterki do Hiszpanii i nakryciu ukochanego na prowadzeniu podwójnego życia. Ktoś, kto skradł serce Ewy zawiódł ją mocno- ukrywał posiadanie rodziny, słowem- liczył na dobrą zabawę u jej boku. Czy uda jej się poukładać życie i poznać kogoś, kto zostanie jej towarzyszem na dalszą część życia?
W pewnym momencie pomyślałam: no nie! to nie dzieje się naprawdę, a Ewa jest bezdennie głupia. Przepraszam, ale tak naprawdę było... Zastanawiałam się jak dalej zostanie poprowadzony pewien wątek i dlaczego mądra i silna kobieta tak postępuje. Z jednej strony znam pojęcie syndromu sztokholmskiego, z drugiej zaś, jak wyżej napisałam nie wierzyłam, że skąd u Ewy taki wybór. Nie ona!
Podsumowując: książki Izy zawsze będę polecać. "Wszystko nie tak" to powieść dosyć zaskakująca, pokazuje siłę kobiecej przyjaźni. Bardzo przyjemnie się ją czyta, jest taka idealna do odstresowania się po ciężkim dniu, jest w niej humor i nieprzewidziane wypadki.


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

"Jedną noga w niebie"- Izabella Frączyk

Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Jedną nogą w niebie
Liczba stron: 296
Data wydania: 9 listopada 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Jak na pewno zdążyliście się zorientować- na moim blogu często pojawiają sę recenzje książek napisanych przez Izę Frączyk. Nie ma co ukrywać, lubię zarówno książki, jak i samą akutorkę. Czy jednak prywatna relacja rzutuje na ocenę książki? Sprawdźcie!
Przy okazji recenzji poprzednich tomów wspomniałam, że mam problem z serią o Pieńkach. Z jednej strony zainteresowała mnie fabuła, wydarzenia związane z bohaterami, z drugiej zaś- część dotycząca przygotowywania gospodarstwa, zwierząt nie trafiła do mnie. To po prostu nie moje klimaty. Nie wstydzę się tego powiedzieć. Każdy lubi coś innego. Być może ktoś powie, że nie mm uczuć bo nie lubię zwierząt, ale tu się myli. To nie to. Nie wiem skąd u mnie takie odczucia.
Powieść jest na wysokim poziomie. Losy głównej bohaterki układały się w sinusoidę- jeśli było dobrze to potem pojawiało się prawdziwe trzęsienie ziemi, by potem znów móc wrócić na właściwe tory.
W książce podobało mi się, że autorka pokazywała, że los dla ludzi niesie wiele, choć wydaje się, że czasem gorzej być nie może. Daje nadzieję, że jutro będzie dobrze.
Podoba mi się też to, że pokazywana est wzajemna pomoc, że główna bohaterka zawsze może liczyć na przyjaciół (i oczywiście- oni na nią też).
Na pewno też kiedyś wspomniałam, że z książek Izy wolę te, które nie ukazały się w seriach. Choć "Za stare grzechy" czeka już w kolejce i liczę, że niedługo będę mogła podzielić się moją opinią na jej temat.


niedziela, 16 lipca 2017

"Spalone mosty"- Izabella Frączyk

Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Spalone mosty
Liczba stron: 288
Data wydania: 11 lipca 2017 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Izabellę Frączyk cenię jako pisarkę. Do jej powieści nie mogę mieć zarzutów merytorycznych. Seria "Stajnia w Pieńkach" jest bardzo dobrze przygotowana. Wielu pisarzom zarzuca się, że w ich powieściach brak przeprowadzenia tzw "researchu", o książkach Izy nie można tego powiedzieć. Zarówno "Koncert cudzych życzeń", jak i "Spalone mosty" zostały rzetelnie przygotowane.
Widać, że autorka ma wiedzę o koniach, o pracy z nimi (lub dobrego konsultanta).
Poprzednia część zakończyła się bardzo interesująco i przyznam, że myślałam, że akcja potoczy się w zupełnie innym kierunku. Choć jakby się zastanowić- właśnie dzięki temu powieść okazała się nieprzewidywalna.
Magda z "Koncertu cudzych marzeń" przeżyła wiele. Zdrada męża, nowy związek, przeprowadzka. Wydawać by się mogło, że teraz będzie spokojnie i nudno (znaczy nie mało ciekawie tylko bez większych emocji). Nie! Jesteśmy świadkami wielu wydarzeń- tych smutnych i wzruszających. Zdradzę, że pojawi się rozwiązanie pewnej zagadki... Czekacie?
W tej powieści doskonale odnajdą się miłośnicy koni. Ja, cóż, nie miałam do czynienia z tymi zwierzętami i troszkę się nudziłam czytając niektóre wątki. Za to część obyczajową oceniam bardzo dobrze.
Pozostaje czekać na trzecią część...


czwartek, 9 lutego 2017

"Koncert cudzych życzeń"- Izabella Frączyk [t.1]

Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Koncert spełnionych życzeń
Liczba stron: 320
Data wydania: 17 stycznia 2017 r. [t. 1]
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Izę Frączyk miałam okazję poznać osobiście. Do dziś czasem wymieniamy wiadomości. Lubię czytać książki przez nią napisane, jednak gdy podczas jednej z rozmów powiedziała, że o los "Koncertu cudzych życzeń" się nie obawia bo to kawał dobrej roboty- uśmiechnęłam się pod nosem- która matka nie chwali swojego dziecka. Oj, nie wiedziałam wtedy co czynię. Gdy już udało mi się przysiąść nad książką i poświęcić lekturze- dowiedziałam się o czym mówiła. I że bez względu na porę- czytać musiałam.
"Koncert cudzych życzeń" to książka idealna by się odstresować po ciężkim dniu. Sprawia, że można zapomnieć o otaczającym świecie. Momentami wzrusza, czasem bawi. Muszę przyznać, że trudno ją czytać po cichu, wybuchy śmiechu zdarzały się często choć sytuacja głównej bohaterki była nie do pozazdroszczenia. Magdalenę, bo to o niej mowa, poznajemy w trudnym dla niej momencie życia- gdy traci pracę. Jak to się mówi- jak nie urok to przemarsz wojsk, a nieszczęścia chodzą stadami toteż na utracie zatrudnienia się nie kończy. Pojawiają się jeszcze kłopoty jej męża w pracy i konieczność przyjęcia teściowej pod swój dach. Jak z tym wszystkim poradzi sobie Magda?
Moje wyobrażenia trochę się różnią od tego co się wydarzyło, jak było. Magdę wyobraziłam sobie jako osobę mocno "zafiksowaną" na punkcie koni, tymczasem jest odrobinę inaczej. Ona dopiero poznaje te zwierzęta, po długiej chwili braku kontaktu z nimi.
Muszę powiedzieć, że koniec okazał się dla mnie odrobinę przewidywalny.
Podsumowując: na pewno sięgnę po kolejne tomy tej wspaniałej trylogii. Mega wciąga, mocno ciekawi, czego więcej chcieć?

środa, 18 stycznia 2017

"Do trzech razy sztuka"- Izabella Frączyk

Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Do trzech razy sztuka
Liczba stron: 288
Data wydania: 9 czerwca 2016 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki


Kolejne moje spotkanie z powieściami Izabelli Frączyk. Nie muszę chyba mówić, że ogromnie lubię książki tej autorki- świadczy o tym to, że nie potrafię obojętnie przejść obok tych pozycji. Zacieram rączki na myśl, że już niedługo będę miała okazję napisać Wam o najnowszym dziele Izy- sadze ze stadniną w tle. Jeszcze chwila, chwileczka!
Mam ogromny żal do siebie. Zwykle książki w postaci ebooków rozpoczynam podczas codziennej wieczornej jazdy na rowerku stacjonarnym. Na te aktywności czas mam zwykle wieczorami. Jedno jest pewne- o tej porze muszę ograniczyć książki ulubionych autorów bowiem nie mogę się od nich oderwać. Ostatnio coś takiego mi się przy okazji "Kobiet z ulicy Grodzkiej", dokładniej mówiąc- trzeciego tomu. Teraz znów- przy "Do trzech razy sztuka". To świadczy tylko o autorze: jest naprawdę wybitną osobowością skoro pisze powieści wywołujące takie reakcje, zachowania u czytelników.
Na początku warto zwrócić uwagę na okładkę: mimo, że nie jest częścią serii to idealnie uzupełnia się z szatą graficzną innych książek Izy. Kolejna rzecz. "Do trzech razy sztuka" to opowieść ogromnie wciągająca. Nie miałam siły jej odłożyć a więc pochłonięta lekturą dotrwałam do bardzo późnych godzin nocnych. Nie muszę chyba wspominać jak ciężki okazał się dla mnie następny dzień?
Fabuła jest bardzo ciekawa. a wątki interesujące. Bohaterka to kobieta, która ma wszystko: narzeczonego, oszczędności, dobrą pracę, ciekawe życie. Krótka chwila wystarczy by stracić wszystko. Czy uda się jej stanąć na nogi i na nowo odbudować zaufanie do ludzi?
Serdecznie polecam! To pozycja naprawdę warta przeczytania!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Blogowy cykl świąteczny: Izabella Frączyk


Dziś o swoich świętach opowie Izabella Frączyk. Zdradzę Wam, że jest to jedna z moich ulubionych polskich autorek. I od razu pochwalę się- w mojej biblioteczce znajdują się wszystkie dotychczas wydane powieści Izy czyli "Kobiety z odzysku", "Pokręcone losy Klary", "Dziś jak kiedyś", "Siostra mojej siostry","Jak u siebie" i "Koniec świata". Przy każdej jednej świetnie się bawiłam, a przy okazji były tak wciągające, że na pewno jeszcze nieraz po nie sięgnę.
Z niecierpliwością czekam na kolejne książki.

Dzień dobry. Przede wszystkim dziękuję, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na kilka pytań. Zaczynajmy.
I.F.: Bardzo mi miło i dziękuję za zaproszenie. Witam wszystkich serdecznie.

RK: Święta w dzieciństwie. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z czasu, gdy wierzyło się w Świętego Mikołaja i czekało z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Czy jest coś, co do dziś Pani wspomina?

I.F.: Miałam może 4 lata, gdy przyszedł do mnie św. Mikołaj z obstawą w postaci diabła i anioła. Mikołaj był prawdziwy. Biskup jak trzeba, nie jakiś pajac z pomponami. Anioł cudowny, miał prawdziwe skrzydła i blond włosy, ale najlepszy był diabeł. Jak dziś pamiętam migające na rogach czerwone lampki. Cały czas chodził po przedpokoju. Jedną ręką kręcił młynki ogonem, drugą potrząsał brzęczącym łańcuchem. Tak mnie zatkało z wrażenia, że nie oddychałam przez całą ich wizytę i powietrze wypuściłam dopiero jak wyszli. Po latach dowiedziałam się, że byli to aktorzy z teatru Bagatela, tak więc - tak zwana - pełna profeska.  Przynieśli mi mnóstwo prezentów, ale ja pamiętam tylko tego diabła, wymarzone narty, które wtedy dostałam i konsternację Mikołaja, jak na jego standardowe pytanie, czy byłam grzeczna, uczciwie powiedziałam, że nie za bardzo
Drugim, niestety już nie tak miłym, wspomnieniem pozostaje w mej pamięci widok prezentów pod choinką w Wigilię, w stanie wojennym. Po raz pierwszy i ostatni, w moim dotychczasowym życiu, widziałam pod naszą choinką prezenty zapakowane w … gazety i zniszczony szary papier. Czasy były bardzo ciężkie
i mama stanęła na głowie, żeby pod choinką nie było pusto, ale papieru do zapakowania już nie była w stanie znikąd wytrzasnąć. Może właśnie dlatego tak lubię ładnie zapakowane prezenty.

RK: Już na początku listopada w sklepach pojawiają się choinki, bombki,
w radiach kolędy - ogólnie rzecz biorąc - zaczyna się czuć tę szczególną atmosferę. Czy Pani lubi ten czas? A może odwrotnie - w głowie pojawia się myśl, by w grudniu uciec gdzieś, gdzie nie ma radia, telewizji i wrócić dopiero po świętach?


I.F.: Jestem wyjątkowo odporna na wszystkie marketingowe triki i zagrywki.
Z racji wykształcenia - wiem na czym polegają, niemniej, atmosferę świąteczną po prostu uwielbiam. Może nie jestem jakąś wielką tradycjonalistką, ale w święta ma być jak trzeba i nie ma mowy o taryfie ulgowej. Staję na wysokości zadania i nawet piekę kruche ciasteczka (drugim wyjątkiem jest mazurek na Wielkanoc). Obowiązkowo razem z dziećmi. To nic, że później kuchnia wygląda jakby ktoś zdetonował w niej bombę. Ważne, że razem. Ważne, że fajnie i wesoło. Poza tym, u mnie wszyscy niby na diecie, ale mało kiedy udaje mi się uratować z tych ciastek coś na Wigilię.

RK: Uwielbiam zapach choinki, jednak od wielu lat muszę zadowolić się sztucznym drzewkiem. Wraz z rodziną ubierana jest w przeddzień lub nawet w dzień Wigilii. Co roku czekam na ten piękny czas. Jak to wygląda u Pani?

I.F.: Choinki mam dwie. Jedna śliczna jak z obrazka, rośnie sobie w ogrodzie na wprost kuchennego okna. Jest już tak duża, że mąż nie daje rady zdjąć z niej lampek, więc się je tylko podłącza do prądu. Druga w salonie. Niestety, od kilku lat sztuczna, ponieważ przy tak licznym zwierzyńcu, żywa choinka nie przetrwałaby nawet doby. Dla bezpieczeństwa czworonogów zrezygnowałam ostatnio ze szklanych bombek, a że mam właśnie w domu szalonego kociego juniora, w tym roku również nie będę ryzykować. :)



RK: Tradycja mówi, że na stole ma być dwanaście potraw. W moim domu wieczerza wigilijna rozpoczyna się około godziny 17.00. Dania są tradycyjne, bezmięsne: uszka, krokiety, kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć karpia i kompotu z suszu. Z dań niekoniecznie tradycyjnych: w ostatnią wigilię przygotowałam łososia. A jak jest u Pani? Wigilia w gronie najbliższych, czy
i dalszych krewnych? Jak wygląda przygotowywanie Świąt?

I.F.: Wielu osobom się wydaje, że ktoś, kto pisze książki, nie jest takim do końca normalnym człowiekiem. Mnie też się do niedawna wydawało, że pisarz to taki mroczny, niedogolony koleś o błędnym spojrzeniu, najlepiej garbaty, który siedzi gdzieś w jakiejś smaganej wiatrem kamiennej chałupie nad brzegiem morza, gdzieś na końcu świata, gdzie nawet słońce nie wschodzi. Taki dziwoląg oczywiście nie je, nie pije, nie wie na jakim świecie żyje i tylko straszy dzieci… no i pisze. Tymczasem to wszystko nieprawda. U moich koleżanek po fachu i u mnie, wszystko jest jak najbardziej normalnie. Również i w Boże Narodzenie. Jak już wspomniałam powyżej, wszystko ma być jak trzeba i absolutnie nie przemawia do mnie fakt, że od kilku lat można jeść schabowego w Wigilię. Nie, nie, nie... Pomijając aspekty samej wiary, tradycja to nasza tożsamość i nie wolno jej popsuć jakąś bezsensowną modą. Oczywiście jeśli ktoś chce, może sobie spałaszować sushi pod choinką, ale z mojego stołu tradycyjne potrawy nigdy nie znikną. Żadnych eksperymentów. Może nie ma na nim przepisowych dwunastu potraw, ale też nikt głodny od stołu nie wstaje.
A przygotowania? No cóż, jak co roku, już wcześniej robię listę zakupów. Około dwudziestego grudnia zaczynam odczuwać lekki niepokój. Czy wszystko mi się uda? Nerwowość mija z chwilą, gdy tylko odpowiednio zsiądzie się galareta na karpiu po żydowsku, bez którego po prostu nie wyobrażam sobie Wigilii. Cała moja rodzina również. Wigilię spędzamy wspólnie. U nas. Był czas kiedy odwiedzaliśmy wszystkich po kolei, ale nie dość, że wtedy musiałam ugotować wszystkiego na trzy domy, to jeszcze później musiałam to wszystko zjeść. Trzy wigilijne wieczerze w jeden wieczór? Mało kto to wytrzyma, zatem od lat wszyscy najbliżsi gromadzą się przy moim stole. Również około 17-tej. W Boże Narodzenie zazwyczaj wyjeżdżamy w góry, na narty i szusujemy aż do Nowego Roku.

RK: Po kolacji nadchodzi czas, gdy możemy obserwować na twarzy rodziny uśmiechy. Z prezentów cieszą się nie tylko dzieci. Ja uwielbiam sprawiać radość moim bliskim. Mimo skromnych funduszy, staram się, by podarkiem ucieszyć. Wiele jest zwyczajów: w jednych domach prezenty dostają tylko dzieci, w innych – każdy-każdemu. Jak to jest u Pani?

I.F.: Oczywiście w pierwszej kolejności obdarowuje się dzieci. Poza tym staramy się, żeby każdy dostał coś fajnego i przemyślanego. Prezenty obowiązkowo trzeba rozpakować i zaprezentować, tak więc zwyczajowo unikamy podarków
z gatunku „ciepłe kalesony na zimę”. 

RK: Bardzo dziękuję za rozmowę.

I.F.: Ja również serdecznie dziękuję i korzystając z okazji życzę -Tobie Małgosiu oraz wszystkim miłośnikom książek - spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. I oczywiście stosu książek pod choinką.


niedziela, 5 kwietnia 2015

"Siostra mojej siostry"- Izabella Frączyk

Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Siostra mojej siostry
Liczba stron: 352
Data wydania: 12 marca 2015 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Książki pisane przez Izabellę Frączyk zawsze mi się podobały, do tego stopnia, że panią Frączyk uważam za jedną z lepszych autorek, taką, która potrafi naprawdę zainteresować czytelnika.
W mojej biblioteczce można znaleźć egzemplarze wszystkich dotychczas napisanych powieści tej autorki.
Bałam się tej książki. Zastanawiałam się czy i tym razem będę czytać ją z zachwytem. Ponieważ często zdarza się, że pierwsza czy druga powieść wciągają bez reszty, a kolejne nudzą byłam ciekawa jak to będzie.
Moje obawy nie były bezpodstawne. Przez długi czas nudziłam się bo nic się nie działo, a na dodatek byłam zmęczona narzekaniem, użalaniem się autorki nad bohaterką. Czy chciała wzbudzić w nas współczucie? Na szczęście gdzieś w połowie akcja się rozwija, staje się coraz ciekawiej.
Hania jest całkowitym przeciwieństwem swojej przyrodniej siostry. Biedna, acz dobra, miła i każdemu pomocna dziewczyna na tle bogatej, ale zimnej jak głaz siostry wygląda wręcz karykaturalnie.
Kobiety mają wspólnego ojca, historia jakich wiele- Hania jest owocem skoku w bok.
Czy po dziwnym spotkaniu i po wyprowadzce z "małego końca świata" czyli wsi w Bieszczadach do Warszawy zmieni się jej życie? Czy pogodzi się z siostrą, od której zaznała przykrości? No i najważniejsze- czy pozna mężczyznę na całe życie?  Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce.
Od razu uprzedzę, że jest to tak zwane "babskie czytadło", takim właśnie wyrażeniem wielu określa literaturę dla kobiet. Jednak jest przyjemna w lekturze, wciągająca. Idealna by się zrelaksować lub zabrać ją na wakacje.

niedziela, 11 stycznia 2015

"Jak u siebie"- Izabella Frączyk

Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Jak u siebie
Liczba stron: 408
Data wydania: 8 października 2014 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Pamiętacie jak kilka dni temu pisałam, że wolałabym niektórych rzeczy nie wiedzieć prze przeczytaniem książki? Wtedy pisałam "tylko" o książce, która niezbyt mi się spodobała, dziś niestety sprawa jest troszkę poważniejsza- chodzi o autorkę. Przyznaję się- bardzo lubię popularny serwis społecznościowy. Na Facebooku jak wiecie, jest mnóstwo stron związanych z książkami. Wspomnieć chcę o stronie Książka zamiast Kwiatka. Organizuje ona wiele konkursów, jednym z nich jest konkurs na książkę roku. Nagrody rzeczowej nie ma- wygraną jest po prostu zadowolenie i świadomość, że czytelnicy cenią twórczość danego autora. Dlatego tym bardziej dziwi sposób postępowania niektórych: powinna być to zabawa, a okazuje się być okazją do wyścigu szczurów, "kupowania" głosów. Ale do sedna: książka pani Izabelli również brała udział w tym konkursie. Pewnego dnia pod koniec grudnia głosy zbierane od dłuższego czasu zostały wyzerowane, a głosowanie ma potrwać do 14 stycznia. Zastanawia mnie więc dlaczego autorka poczuła się tak bardzo urażona takim biegiem spraw podczas gdy wyjaśnienia zespołu redakcyjnego wydają się być prawdziwe, a argumenty rzeczowe/ Zresztą- nie tylko książce "Jak u siebie" wyzerowano głosy, w takiej sytuacji znalazły się też wszystkie inne. Cóż, trochę nie podoba mi się w jak mocno uczuciowy sposób postąpiła autorka- niesłuchanie argumentów i oskarżanie o oszustwa nie jest zbyt eleganckie. A mimo to- autorkę lubię.
Wracając do książki- bardzo mi się spodobała. Wiem, że nie wszystkim się spodoba bo to kolejne babskie czytadło, jak to się często mówi, ale moim zdaniem jest warta przeczytania. Lubię książki, w których miłość nie jest głównym wątkiem i tematem, jednak gdzieś się pojawia.
Bohaterką jest Eliza- pielęgniarka pracująca w domu starości. Lubi zarówno swoją pracę, ma serce do pensjonariuszy. Jej dobroć zostaje wynagrodzona- po śmierci jednej z pensjonariuszek okazuje się, że ta zapisała jej w testamencie hotel. Eliza staje się więc właścicielką posiadłości. Czy jej się uda sprawić by hotel Zacisze miał "duszę". Czy otrzyma pomoc, a może ze wszystkimi problemami będzie musiała się zmierzyć sama?
Ostatnio zauważyłam, że tematyka książek Izabelli Frączyk jest do siebie podobna. Jest miłość, jest bohaterka, która w życiu trochę przeszła, jest rozstanie i wątek zawodowy. A mimo to lubię jej styl i cieszę się, że mogłam przeczytać "Dziś jak kiedyś", "Koniec świata" i "Jak u siebie". Na chłodne, zimowe wieczory z ciepłą herbatą te książki na pewno się nadają.

środa, 2 kwietnia 2014

"Koniec świata"- Izabella Frączyk

Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Koniec świata
Liczba stron: 336
Data wydania: 25 marca 2014 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Jestem pod wrażeniem. Nie dalej jak rok temu przeczytałam ( i zrecenzowałam) poprzednią książkę autorki pt "Dziś jak kiedyś". Zachwyciła ona moją mamę, mi temat nie podszedł, jakoś nie do końca się mi spodobała. Z ciekawością więc sięgnęłam po "Koniec świata" ciekawa wrażeń. Wiecie co, książka mnie zachwyciła do tego stopnia, że nie mogłam jej odłożyć.
"Koniec świata" to opowieść o życiu Maryli. Kobieta ma generalnie udane życie, dobrą pracę, do szczęścia brakuje jej tylko mężczyzny. Już na początku w pracy spotyka Marcela, który nie ukrywa, że ma ochotę poznać bliżej Marylę. Nie ukrywam, od razu w mojej głowie zaświeciło się światełko i pomyślałam, że spotkanie miłości na początku książki i związek z nim przeczy innym powieściom, gdzie wszystko jest dawkowane czytelnikowi stopniowo. Ta książka była też dobrym sprawdzianem dla mojej intuicji. Wiele rzeczy, o których myślałam sprawdziło się więc można powiedzieć, że jest trochę przewidywalna. W tym wypadku jednak absolutnie mi to nie przeszkadza. Bardzo wciągnęły mnie losy bohaterki, że prawie nie zwróciłam na to uwagi.
Lubię też taki stosunek do życia jaki ma Maryla. Los sprawił, że przez jakiś czas musi się zająć dorastającym bratankiem. Jest dla niego przyjaciółką, ciocią dobra rada, która wysłucha i pomoże, a kiedy trzeba to i powie coś niemiłego.
Ciekawym i nie powiem, dowcipnym wątkiem jest oczekiwanie na koniec świata. Z opisu wnioskuję, że cała akcja działa się w 2012 roku, kiedy miał nastąpić koniec świata wróżony przez kalendarz Majów. Cały ten opis pokazuje, że Polacy łatwo ulegają przesądom i wierzą w takie przepowiednie . Wiele osób pragną zrobić zapasy żywieniowe w razie wypadku. Ja podczas lektury zadawałam sobie pytanie: w razie jakiego wypadku?
Bardzo podobał mi się styl. Lekki i dowcipny. Przyjemna powieść romantyczna, która pokazuje, że nie ma w życiu nic pewnego.
Polecam!