Autor: Sabina Waszut
Tytuł: Narzeczona z getta
Liczba stron: 304
Data wydania: 2019 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Książnica
Źródło: egzemplarz recenzencki
Od twórczości Sabiny Waszut miałam przerwę, zresztą- dość długą. Ostatnią jej pozycją, którą przeczytałam była książka "W obcym domu". I muszę przyznać, że chyba ta przerwa była mi potrzebna i miała na mnie dobry wpływ bowiem z czystym umysłem mogłam zapoznać się z "Narzeczoną z getta".
Musicie wiedzieć, że to książka ogromnie ciekawa i wciągająca. Przeczytanie jej zajęło mi jeden wieczór- bo trudno było się od niej oderwać.
Bohaterki są dwie- Sara Morgerstern i Basia. Ta druga w przeszłości przeżyła traumę i gdy ją poznajemy próbuje sobie poradzić z duchami przeszłości. Wiemy, że ukrywa przed nami tajemnicę, lecz musi upłynąć dużo czasu by ją zdradziła. Pewnego dnia od znajomej babci otrzymuje... szafę. Jak można się spodziewać- okazuje się, że będzie to miało ogromny wpływ na jej życie.
Od czasu podarunku Basię nawiedzają sny związane z Sarą, której nie zna... Co się wydarzy? Czy nasza bohaterka zrobi wszystko by poznać historię młodej Żydówki, której przyszło żyć w wojennych czasach i walczyć o przeżycie?
Książka jest naprawdę niesamowita. Pokazuje jak trudno walczyć z lękami oraz jak bardzo jest to potrzebne. Pokazuje też, jak wielki wpływ może na nas mieć nieznana osoba.
Historia Basi i Sary wygląda na tyle autentycznie, że zastanawiałam się czy wydarzyła się naprawdę czy była tylko wytworem wyobraźni autorki. Przyznam się, że po przeczytaniu planowałam napisać do autorki i zadać jej to pytanie. Na szczęście odpowiedź można znaleźć w "Posłowiu". Nie zdradzę Wam jednak jaka ona jest, by ją poznać musicie po prostu sięgnąć po książkę, którą szczerze polecam. Przyznam też, że okładka to dobra graficzna robota. Nie jest przekombinowana i bardzo pasuje do treści.
Dziś, po przeczytaniu "Narzeczonej z getta" wiem, że będę zachęcać do sięgnięcia po nią moją mamę i babcię.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabina Waszut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabina Waszut. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 listopada 2019
czwartek, 31 grudnia 2015
"Rozdroża", "W obcym domu"- Sabina Waszut
Tytuł: Rozdroża
Liczba stron: 320
Data wydania: 29 października 2014 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza SA
Źródło: Egzemplarz recenzencki
Autor: Sabina Waszut
Tytuł: W obcym domu
Liczba stron: 320
Data wydania: 23 września 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza SA
Źródło: egzemplarz recenzencki
Uwaga! Poniższa recenzja zawiera spojler, zdradzam ździebko fabuły, zakończenie pierwszego tomu!!!
Czasami lepiej jest napisać jedną recenzję, w której umieści się dwie książki. Przyznam, że w przypadku recenzowanych dziś pozycji miałabym problem z ich oddzielnym opisaniem. Być może, gdyby lektura była rozłożona w czasie, ale tak po sobie- to trudne zadanie.
"Rozdroża" i "W obcym domu" to powieści, w których możemy ocenić styl, czy są błędy (nie ma!), napisać o emocjach, jakie wywołały w czytelniku, ale uważam, że nikt nie ma prawa oceniać postępowania bohaterów. My młodzi- nie przeżyliśmy wojny, o realiach tamtych czasów wiemy z opowieści babć, dziadków, z książek czy podręczników do języka polskiego lub historii. W świecie literackim, w pozycjach, które o tej pory udało mi się przeczytać mało jest wspomnień Polaków z wojny czy obozów zagłady. Być może jeszcze mało czytałam, ale do tej pory trafiałam na książki związane z tym tematem, a napisane przez zagranicznych autorów np "Wojenna narzeczona" Alyson Richman, "To, co zostało" Jodi Picoult czy "Córka piekarza" Sarah McKoy" (i jeszcze kilka innych, o których w tym momencie nie pamiętam).
"Rozdroża" to pierwszy tom. Swoją premierę książka miała w październiku 2014 r.
Sabina Waszut przedstawiła czytelnikom absolutnie fascynującą, wciągającą opowieść o młodziutkiej dziewczynie, która w maju 1939 roku wychodzi za mąż. Szczęściem małżeńskim nie jest jej dane się długo cieszyć- jej miłość, jej Władek, jak wielu młodych chłopców, mężczyzn- wyrusza walczyć o ojczyznę. Czy wróci? Jak bez niego poradzi sobie Zosia?
"W obcym domu" przypadkowo trafiło do mnie wcześniej niż wyżej wspomniane "Rozdroża". Musiała więc książka poczekać na swoją kolej.
Niestety- by opisać Wam o czym jest ta powieść- muszę zdradzić zakończenie. Zapytałam się: Czy Władek wróci? Otóż udzielę Wam odpowiedzi- tak. Będziemy świadkami jak w powojennej rzeczywistości, realiach życia odnajdowali się ludzie. Na przykładzie naszych bohaterów dowiadujemy się jak wielki był wpływ, jak trudno było zaczynać nowe życie po wojnie. I to wcale nie jest tak, że jak za dotknięciem różdżki ludzie zapominali o wszystkim, przeciwnie, nadal obawiali się o życie swoje i bliskich.
Sabina Waszut stworzyła cudną opowieść. Dziękuję, że zechciała podzielić się historią swoich dziadków (w rozmowie wspomniała, że jest to w dużej mierze opowieść o jej rodzinie).
Pragnę również pogratulować zdobycia głównej nagrody w kategorii "Pióro" na Festiwalu Literatury Kobiet "Pióro i Pazur" w Siedlcach.
sobota, 12 grudnia 2015
Blogowy cykl świąteczny: Sabina Waszut
Zadebiutowała w 2013 r. powieścią "Isabelle", której była współautorką. Rozgłos przyniosła jej książka "Rozdroża". W październiku, podczas Festiwalu Literatury Kobiet "Pióro i Pazur" Sabina Waszut została uhonorowana nagrodą Pióra. Knigoholiczka po raz pierwszy miała okazję oglądać to niezwykłe wydarzenie. Serdecznie gratuluję!
Święta w dzieciństwie. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z czasu gdy wierzyło się w Świętego Mikołaja, czekało z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Czy jest coś, co do dziś Pani wspomina?
S.W. : W moim domu rodzinnym Święta były zawsze pełne magicznej atmosfery, która szczególnie udzielała się dzieciom. Chyba najbardziej utkwiło mi w pamięci wspólnie kolędowanie w wigilijny wieczór. Łagodnie mówiąc nikt z nas nie miał muzycznego talentu ale wszyscy głośno śpiewali. Czasem tata w tajemnicy przed resztą rodziny nagrywał ten nasz koncert. Następnego dnia, odsłuchując, śmialiśmy się sami z siebie.
Już na początku listopada w sklepach pojawiają się choinki, bombki, w radiach kolędy- ogólnie rzecz biorąc- zaczyna się czuć tę szczególną atmosferę. Czy Pani lubi ten czas? A może odwrotnie- w głowie pojawia się myśl by w grudniu uciec gdzieś, gdzie nie ma radia, telewizji i wrócić dopiero po świętach?
S. W.: Uwielbiam Święta. Światła w miastach, choinki na placach, to całe radosne zamieszanie. W grudniu moje radio ustawione jest na stację grającą wyłącznie świąteczne piosenki. Nawet kiczowatość tych przedświątecznych dni zupełnie mi nie przeszkadza. Jedyne czego nie znoszę, to kolejki w supermarketach, dlatego większość przedświątecznych zakupów robię przez internet.
S.W.: Gdy byłam dzieckiem choinkę ubieraliśmy zawsze w Wigilię rano. Mama gotowała, tata wieszał lampki a ja bombki. Taki bardzo tradycyjny podział. Teraz najczęściej Święta spędzamy u moich rodziców, więc naszą choinkę ubieramy już dzień przed Wigilią, aby móc się nią nacieszyć. Zazwyczaj kupowaliśmy żywą choinkę w doniczce, ale ponieważ nasz kot co roku próbuje się na nią wspinać, obsypując przy tym większość igiełek, w tym roku zdecydowaliśmy się na sztuczną.
Tradycja mówi, że na stole ma być dwanaście potraw. W moim domu wieczerza wigilijna rozpoczyna się około godziny 17. Dania są tradycyjne, bezmięsne: uszka, krokiety, kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć karpia i kompotu z suszu. Z dań niekoniecznie tradycyjnych: w ostatnią wigilię przygotowałam łososia.
A jak jest u Pani? Wigilia w gronie najbliższych czy i dalszych krewnych? Jak wygląda przygotowywanie Świąt?
S.W.: Spędzamy ten czas bardzo uroczyście, w gronie najbliższej rodziny. Jest biały obrus, płoną świece, a na stole króluje zupa rybna, barszcz z uszkami, karp, kapusta z grochem, makowiec i kompot z suszonych owoców. Staramy się nie zmieniać tradycyjnych potraw. Jedynie makówki, które robiła moja babcia zastąpiliśmy makowcem.
Po kolacji nadchodzi czas gdy możemy obserwować na twarzy rodziny uśmiechy. Z prezentów cieszą się nie tylko dzieci. Ja uwielbiam sprawiać radość moim bliskim. Mimo skromnych funduszy staram się by podarkiem ucieszyć. Wiele jest zwyczajów: w jednych domach prezenty dostają tylko dzieci, w innych- każdy- każdemu. Jak to jest u Pani?
S. W.: Na Śląsku prezenty przynosi Dzieciątko. Co roku staramy się aby było „bogate” i nie chodzi tutaj o sumę wydaną na prezenty, ale o ich ilość. Pod choinką zawsze musi być dużo paczek. Wszyscy siebie obdarowują, nawet dzieci własnoręcznie przygotowują coś dla rodziców i dziadków. Czasem z kolorowego papieru wyciąg się drobnostki: szalik, czekoladki, mydełka. Ważna jest radość z odpakowywania i obdarowywania.
A takie cuda pani Sabina tworzy z dziećmi!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



