Autor: Raffaella Bertagnolio
Tytuł: Pachnące opowieści. Księżniczka Malina
Liczba stron: 28
Data wydania: 28 lutego 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
Źródło: egzemplarz recenzencki
Jakiś czas temu trafiła do mnie bardzo ciekawa książeczka dla dzieci.
Pięknie wydana, kolorowa. Już od samego patrzenia nabiera się chęci na jej przeczytanie. Na okładce wyróżnia się napis "książeczka zapachowa", zaś na tyle i w środku przeczytamy "instrukcję obsługi" czyli "potrzyj i powąchaj. Szczerze mówiąc lekturę wybrałam ze względu na tytuł, wiedząc, że opowieść może spodobać się mojej siostrzenicy. Nie bardzo wierzyłam w okładkowe zapewnienia, że po potarciu głowy księżniczki uaktywni się zapach.
Nastąpiło jednak miłe zaskoczenie. W przypadku "Księżniczki Maliny" wyczujemy piękną woń malin i ... cebuli, trzeba przyznać, intensywną i drażniącą.
W serii "Pachnące opowieści" dostępnych jest jeszcze kilka innych tytułów. Jestem strasznie ciekawa tych książeczek zapachowych. Mam nadzieję, że w niedługim czasie uda nam się skompletować i przeczytać wszystkie (nam, to znaczy mi i Wiktorii).
Oprócz pięknej szaty graficznej książka zawiera również interesującą treść. Nie od dziś wiadomo, że dzieci przepadają za baśniami.
"Księżniczkę Malinę" przedstawia się jako osobę miłą, grzeczną słuchającą rodziców. Pewnego dnia zła wiedźma rzuca na nią klątwę: gdy nadejdzie wiosna zostanie zjedzona przez smoka (lub co gorsza, będzie musiała go poślubić). Jak potoczą się losy lubianej przez wszystkich dziewczynki?
Jest jeszcze coś, co może zachęcić do zakupu książek z serii "Pachnące opowieści". To niska cena. Na stronie Wydawnictwa Olesiejuk można zobaczyć, że kosztuje zaledwie 14.99. To naprawdę atrakcyjna cena.
Serdecznie polecam! Malina stała się ulubienicą Wiki, a książeczka czytana jest raz po raz.
niedziela, 17 kwietnia 2016
Dwa w jednym czyli II i III tom trylogii Quantum- "Kuszenie", "Spełnienie"- M.S Force
Tytuł: Kuszenie (t. II)
Liczba stron: 320
Data wydania: 13 października 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Amber
Źródło: egzemplarz recenzencki
Autor: M.S Force
Tytuł: Spełnienie (t. III)
Liczba stron: 320
Data wydania: 10 listopada 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Amber
Źródło: egzemplarz recenzencki
Nocna pora, a ja nie śpię. To u mnie standard. Jednak wczorajszej nocy towarzyszyła mi świetna książka, taka, od której trudno się oderwać. Zapraszam do przeczytania recenzji!
Z trylogią Quantum spotkałam się już wcześniej. Kilka miesięcy temu na moim blogu pojawił się wpis o pierwszym tomie serii, powieści "Pragnienie". Już wtedy wiedziałam, że czas poświęcony na książkę nie będzie czasem zmarnowanym, a czytelnika czeka dużo emocji.
To książka dla trochę starszych osób. Mimo, że młodzież zaczytuje się w Grey'u (nie rozumiem tego zjawiska), to Quantom moim zdaniem jest tylko dla osób pełnoletnich, bez żadnych wyjątków.
Podoba mi się język powieści, z przyjemnością sięgnę po inne tego autora, o ile oczywiście zostaną wydane. Słownictwo używane w książkach M.S Force nie jest mocno wulgarne- choć przyznam- momentami bohaterzy mocno świntuszą.
Natalie to nauczycielka. Kocha dzieci, praca w szkole sprawia jej radość. Pewnego dnia spotyka przystojnego aktora Flynna. Początkowo trudno jej uwierzyć, że zakochał się w niej aktor światowej sławy. W niej- zwykłej szarej myszce. Gdy już dotrze do niej jakie szczęście ją spotkało pojawią się pierwsze czarne chmury nad ich związkiem. Okaże się, że wiszą nad nimi tajemnice, które mają ogromny wpływ na ich życie. Czy uda im się odnaleźć utracone szczęście, pogodzić?
Książki pokazują, jak ważne w związku jest zaufanie do drugiej osoby.
Podczas lektury zastanowiło mnie jedno: czy osoba skrzywdzona zarówno fizycznie jak i psychicznie może zapomnieć do tego stopnia o minionych wydarzeniach, że podda się partnerowi, a ich łóżkowe zabawy będą związane z BDSM i właśnie z przemocą. Wątek tego, co przeżyła Natalie jest dramatyczny, lecz czy naprawdę można to wyprzeć z pamięci, zapomnieć do tego stopnia, że zabawy w Pana i niewolnicę będą świetnym urozmaiceniem pożycia seksualnego..To bardzo ciekawy wątek.
Po tę książkę powinny sięgnąć tylko osoby, które akceptują taki tym relacji między partnerami. Inaczej ni widzę sensu męczenia się- czytać by wystawić negatywną recenzję?
Dla wszystkich ceniących literaturę erotyczną- świetna propozycja. Do poczytania samemu lub z partnerem czyli dla kobiet i mężczyzn (choć ci drudzy chyba rzadko sięgają po powieści erotyczne).Zachęcić ich można proponując wspólną zabawę, odgrywanie scen z książki. Wrażenia na pewno będą niezapomniane. Opisy tego, czym w zaciszu pokojów (a tak właściwie to nie tylko pokojów...) to mocno soczyste, pełne erotyzmu opisy. Momentami trudno panować nad sobą.
Serdecznie polecam, a na blogu pojawi się niebawem recenzja czwartego, jak pisze na okładce, czwartego, niespodziewanego tomu trylogii Quantum.
środa, 13 kwietnia 2016
"A oni wciąż mnie szukają"- Manuela Mareso, Maria Stefanelli
Autor: Manuela Mareso, Maria Stefanelli
Tytuł: A oni wciąż mnie szukają
Liczba stron: 240
Data wydania: 18 lutego 2016 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
W lutym nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się ciekawa pozycja- "A oni wciąż mnie szukają". Rzadko mam styczność z taką literaturą, mafijne historie, porachunki nie za bardzo mnie ciekawią. Tytuł jednak na tyle mnie zainteresował, że postanowiłam sprawdzić czy uda mi się do niej przekonać.
Nie było źle. Początkowo rzeczywiście miałam problem ze złapaniem wątku, lecz gdy już mis się to udało spędziłam kilka godzin by dowiedzieć się, co ma do przekazania główna bohaterka.
A zapewniam, że jest o czym! Do czytelników trafia historia rodem z telewizyjnych seriali kryminalnych, tymczasem, jak już wspomniałam wcześniej, jest to literatura faktu. Przeczytamy brutalnie prawdziwą opowieść o życiu Marii, która już od wczesnych lat dziecięcych doświadczała przemocy.
Momentami ze złości miałam ochotę "odłożyć książkę"- trudno było mi się pogodzić z ogromem cierpienia małych dziewczynek czyli Marii i jej sióstr oraz tego cichego przyzwolenia na krzywdzenie.
Również jej dorosłe życie jest usłane różami. Jej małżeństwo było zaaranżowane, a wybranek serca to boss mafijny. Była to jedyna droga ucieczki z domu.
Takie życie mogło trwać długo, a Maria nigdy nie wyrwać się z tego "błędnego koła". Wydarzeniami, które przelewa u niej czarę goryczy i zmusza do działania są dwie śmierci. W wyniku porachunków mafijnych między gangiem rodziny Marii, a jej ślubnego najpierw ginie jej mąż, a później stryj i jego wspólnik. Po tym wszystkim kobieta postanawia walczyć, zgłasza się na policję, składa zeznania i uzyskuje status świadka koronnego.
Tę książkę Maria pisze do swojej córki. Wyjaśnia jej, dlaczego musi się ukrywać, jak wyglądało jej życie wcześniej. To przerażające budzić się codziennie rano i mimo ochrony obawiać się o siebie i bliską osobą. Żyć w świadomości, że mafia nie odpuszcza i kiedyś może "dopaść". Zakaz kontaktu z bliskimi to kolejny minus takiego rozwiązania, jednak cieszę się, że bohaterka zdobyła się na wielki krok i postanowiła rozpocząć nowe życie. Dla siebie i dla córki.
Tytuł: A oni wciąż mnie szukają
Liczba stron: 240
Data wydania: 18 lutego 2016 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
W lutym nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się ciekawa pozycja- "A oni wciąż mnie szukają". Rzadko mam styczność z taką literaturą, mafijne historie, porachunki nie za bardzo mnie ciekawią. Tytuł jednak na tyle mnie zainteresował, że postanowiłam sprawdzić czy uda mi się do niej przekonać.
Nie było źle. Początkowo rzeczywiście miałam problem ze złapaniem wątku, lecz gdy już mis się to udało spędziłam kilka godzin by dowiedzieć się, co ma do przekazania główna bohaterka.
A zapewniam, że jest o czym! Do czytelników trafia historia rodem z telewizyjnych seriali kryminalnych, tymczasem, jak już wspomniałam wcześniej, jest to literatura faktu. Przeczytamy brutalnie prawdziwą opowieść o życiu Marii, która już od wczesnych lat dziecięcych doświadczała przemocy.
Momentami ze złości miałam ochotę "odłożyć książkę"- trudno było mi się pogodzić z ogromem cierpienia małych dziewczynek czyli Marii i jej sióstr oraz tego cichego przyzwolenia na krzywdzenie.
Również jej dorosłe życie jest usłane różami. Jej małżeństwo było zaaranżowane, a wybranek serca to boss mafijny. Była to jedyna droga ucieczki z domu.
Takie życie mogło trwać długo, a Maria nigdy nie wyrwać się z tego "błędnego koła". Wydarzeniami, które przelewa u niej czarę goryczy i zmusza do działania są dwie śmierci. W wyniku porachunków mafijnych między gangiem rodziny Marii, a jej ślubnego najpierw ginie jej mąż, a później stryj i jego wspólnik. Po tym wszystkim kobieta postanawia walczyć, zgłasza się na policję, składa zeznania i uzyskuje status świadka koronnego.
Tę książkę Maria pisze do swojej córki. Wyjaśnia jej, dlaczego musi się ukrywać, jak wyglądało jej życie wcześniej. To przerażające budzić się codziennie rano i mimo ochrony obawiać się o siebie i bliską osobą. Żyć w świadomości, że mafia nie odpuszcza i kiedyś może "dopaść". Zakaz kontaktu z bliskimi to kolejny minus takiego rozwiązania, jednak cieszę się, że bohaterka zdobyła się na wielki krok i postanowiła rozpocząć nowe życie. Dla siebie i dla córki.
wtorek, 12 kwietnia 2016
"Horyzonty uczuć"- Dorota Schrammek
Autor: Dorota Schrammek
Tytuł: Horyzonty uczuć
Liczba stron: 240
Data wydania:10 sierpnia 2015 r.
Forma: książka ppapierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Szara godzina
Źródło: zakup
Moje pierwsze spotkanie z książką? O "Horyzontach uczuć" przeczytałam na jakimś blogu. Pamiętam, że było lata oraz to, że urzekła mnie okładka. Na powieść trochę się naczytałam, w międzyczasie słysząc negatywne opinie o autorce.Wtedy jeszcze bardziej zapragnęłam sprawdzić, ile jest prawdy w tym, co mówią.
Mogę powiedzieć tylko jedno! To świetna powieść. Wielość bohaterów, mnogość wątków nie przytłacza czytelnika, przeciwnie, jest bardzo ciekawy. Każda z osób, które przedstawiono w książce ma swój problem, swoją bolączkę, z którą musi się zmierzyć.
Iwona postanawia wyprowadzić się od męża, Aldona zmaga się z chorobą, Ryszard z małym chłopcem odwiedza pobierowski pensjonat, Dorota z Piotrem nie mogą dojść do porozumienia po poronieniu, a Robert stracił pracę. Czy im wszystkim uda się poukładać życie. Czy coś ich łączy?
Mimo, że trudno mi było się oderwać od powieści to jakoś ciężko mi szło czytanie. Ostatnimi czasy mam chyba spadek formy czytelniczej...
Dorota Schrammek w swojej powieści doskonale ukazała problemy swoich bohaterów oraz ich postępowanie. Pokazuje, że na najprostsze rozwiązanie najtrudniej wpaść, oraz że czasem obawy i strachy są niepotrzebne. Przez takie sytuacje można wiele stracić, głównie w sprawach kontaktu z bliskimi.
Już niedługo recenzja powieści "Stojąc pod tęcza"- zupełnie innej powieści pani Doroty, a w planach"Na lewym brzegu", kolejna część pobierowskiej serii. Jestem niesamowicie ciekawa, co autorka wymyśliła, czym zaskoczy czytelników.
Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepsza niż "Horyzonty uczuć".
Polecam.
Tytuł: Horyzonty uczuć
Liczba stron: 240
Data wydania:10 sierpnia 2015 r.
Forma: książka ppapierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Szara godzina
Źródło: zakup
Moje pierwsze spotkanie z książką? O "Horyzontach uczuć" przeczytałam na jakimś blogu. Pamiętam, że było lata oraz to, że urzekła mnie okładka. Na powieść trochę się naczytałam, w międzyczasie słysząc negatywne opinie o autorce.Wtedy jeszcze bardziej zapragnęłam sprawdzić, ile jest prawdy w tym, co mówią.
Mogę powiedzieć tylko jedno! To świetna powieść. Wielość bohaterów, mnogość wątków nie przytłacza czytelnika, przeciwnie, jest bardzo ciekawy. Każda z osób, które przedstawiono w książce ma swój problem, swoją bolączkę, z którą musi się zmierzyć.
Iwona postanawia wyprowadzić się od męża, Aldona zmaga się z chorobą, Ryszard z małym chłopcem odwiedza pobierowski pensjonat, Dorota z Piotrem nie mogą dojść do porozumienia po poronieniu, a Robert stracił pracę. Czy im wszystkim uda się poukładać życie. Czy coś ich łączy?
Mimo, że trudno mi było się oderwać od powieści to jakoś ciężko mi szło czytanie. Ostatnimi czasy mam chyba spadek formy czytelniczej...
Dorota Schrammek w swojej powieści doskonale ukazała problemy swoich bohaterów oraz ich postępowanie. Pokazuje, że na najprostsze rozwiązanie najtrudniej wpaść, oraz że czasem obawy i strachy są niepotrzebne. Przez takie sytuacje można wiele stracić, głównie w sprawach kontaktu z bliskimi.
Już niedługo recenzja powieści "Stojąc pod tęcza"- zupełnie innej powieści pani Doroty, a w planach"Na lewym brzegu", kolejna część pobierowskiej serii. Jestem niesamowicie ciekawa, co autorka wymyśliła, czym zaskoczy czytelników.
Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepsza niż "Horyzonty uczuć".
Polecam.
sobota, 9 kwietnia 2016
"Coraz mniej olśnień"- Ałbena Grabowska
Autor: Ałbena Grabowska
Tytuł: Coraz mniej olśnień
Liczba stron: 320
Data wydania: 10 czerwca 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zwierciadło
Źródło: egzemplarz recenzencki
Piękną książkę wybrałam sobie na pierwsze spotkanie z Ałbeną Grabowską. I nie jest to powiedziane z sarkazmem, ironią, ja naprawdę tak myślę.
Początkowo nie byłam zainteresowana, źle mi się czytało, a brak dialogów męczył. Jednak szybko przestałam na to zwracać uwagę- przepadłam.
Najpierw poznajemy Lenę. Na wejście mamy mocny akcent: dziewczyna traci pracę asystentki w redakcji czasopisma. Również jej życie osobiste nie jest usłane różami. Nie potrafi nikomu zaufać, nie chce związku na dłużej, małżeństwa. Bawi się mężczyznami, niektórych rani.
Będziemy też towarzyszyć w wydarzeniach, które stają się udziałem Marii i Krysi. Dowiemy się jaki wpływ na naszych bohaterów miał pewien tragiczny w skutkach wypadek komunikacyjny.
Każda z kobiet ma swoje problemy. Lenie nie układa się w życiu, Maria straciła wszystko co kochała, również zawodowo jej się nie układa. Swój czas i energię poświęca na znalezienie przyjaciółki. Krysia rozpoczęła nowe życie.
Najwięcej uwagi poświęca się Lenie. Dowiadujemy się o tym, jak poradziła sobie po utracie pracy i o tym, że na świecie jest pełno pomocnych osób. Naszej bohaterce zaproponowano pracę jako opiekunka osoby niewidomej. Początkowo nieufnie podchodziły do siebie, jednak w miarę poznawania staną się sobie bliższe. Zaobserwujemy też jej przemianę- początkowo wyrachowana, romansująca z żonatymi mężczyznami w momencie gdy styka się z niewidomą Elą następuje powolna zmiana jej zachowania.
Patrząc na okładkę można odnieść wrażenie, że jest to powieść erotyczna (obecnie na rynku wydawniczym można znaleźć coraz więcej tytułów, nawet polskich autorów). To mylne myślenie. Czytelnik otrzymuje bardzo wciągającą powieść, coś od czego trudno się oderwać.
Tytuł: Coraz mniej olśnień
Liczba stron: 320
Data wydania: 10 czerwca 2015 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Zwierciadło
Źródło: egzemplarz recenzencki
Piękną książkę wybrałam sobie na pierwsze spotkanie z Ałbeną Grabowską. I nie jest to powiedziane z sarkazmem, ironią, ja naprawdę tak myślę.
Początkowo nie byłam zainteresowana, źle mi się czytało, a brak dialogów męczył. Jednak szybko przestałam na to zwracać uwagę- przepadłam.
Najpierw poznajemy Lenę. Na wejście mamy mocny akcent: dziewczyna traci pracę asystentki w redakcji czasopisma. Również jej życie osobiste nie jest usłane różami. Nie potrafi nikomu zaufać, nie chce związku na dłużej, małżeństwa. Bawi się mężczyznami, niektórych rani.
Będziemy też towarzyszyć w wydarzeniach, które stają się udziałem Marii i Krysi. Dowiemy się jaki wpływ na naszych bohaterów miał pewien tragiczny w skutkach wypadek komunikacyjny.
Każda z kobiet ma swoje problemy. Lenie nie układa się w życiu, Maria straciła wszystko co kochała, również zawodowo jej się nie układa. Swój czas i energię poświęca na znalezienie przyjaciółki. Krysia rozpoczęła nowe życie.
Najwięcej uwagi poświęca się Lenie. Dowiadujemy się o tym, jak poradziła sobie po utracie pracy i o tym, że na świecie jest pełno pomocnych osób. Naszej bohaterce zaproponowano pracę jako opiekunka osoby niewidomej. Początkowo nieufnie podchodziły do siebie, jednak w miarę poznawania staną się sobie bliższe. Zaobserwujemy też jej przemianę- początkowo wyrachowana, romansująca z żonatymi mężczyznami w momencie gdy styka się z niewidomą Elą następuje powolna zmiana jej zachowania.
Patrząc na okładkę można odnieść wrażenie, że jest to powieść erotyczna (obecnie na rynku wydawniczym można znaleźć coraz więcej tytułów, nawet polskich autorów). To mylne myślenie. Czytelnik otrzymuje bardzo wciągającą powieść, coś od czego trudno się oderwać.
czwartek, 7 kwietnia 2016
"Art&Soul"- Brittainy C. Cherry
Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł: Art&Soul
Liczba stron: 392
Data wydania: 16 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki
Mój pokój to jednocześnie moja biblioteka. Znajdują się tam rożne książki. Swoje miejsce znalazły pozycje przeczytane, do recenzji, jak i te zakupione lub otrzymane w prezencie, czekające na swoją kolej już dłuższy czas. Poprzednią książkę Brittainy C. Cherry, "Kochając pana Danielsa" zalicza się do tej ostatniej grupy- czyli serce boli, że leży nieprzeczytana (zwłaszcza, że jest bardzo chwalona, zbiera najlepsze recenzje), ale ciągle coś przeszkadza mi w sięgnięciu po nią (coś czytaj- inna książka ;-) ).
Zdążyliście mnie już na tyle poznać, domyślacie się więc, że im książka bardziej popularna tym bardziej wydaje mi się, że książka nie jest wcale taka "super" jak się mówi (oczywiście są wyjątki). Cieszę się jednak, że bardzo często okazuje się, że moje podejście jest błędne.
Tak właśnie było z Art&Soul. Patrząc na okładkę spodziewałam się czegoś słodkiego,związanego tylko z miłością, bardziej dla młodzieży. Jeśli i Wy macie takie wrażenie- nic z tego. Recenzowana dziś przeze mnie powieść jest do wciągająca do tego stopnia, że udało mi się ją przeczytać w jeden dzień. Rzeczywiście, bohaterami są nastolatki, miejsce akcji to między innymi szkoła, ale jestem pewna, że spodoba się i dorosłym.
Levi to z pozoru zwykły nastolatek. Mało osób wie, że mimo młodego wieku w życiu przeszedł wiele. Po rozwodzie zamieszkał z matką, która, jak się okazało, jest chorobliwie zazdrosna. Nie zapomniał też o ojcu, mimo, że ten się do niego nie odzywa, nie widzieli się długi czas. Jak sprawy się ułożą gdy ojciec z synem zamieszkają razem?
Aria to sympatyczna dziewczyna. Swoje przeżywa. Mimo to idzie przez życie z podniesioną głową, walczy o swoje. Potrafi podjąć decyzję i doprowadzić do tego, by inni ją zaakceptowali.
Powieść jest naprawdę zaskakująca. Dzieje się w niej dużo, a poruszane są trudne tematy, takie, które nie powinny dotyczyć nastolatków. Niestety życie czasem decyduje za nas, za ludzi.
Czy wspólna praca nad szkolnym projektem zbliży tych dwoje? Zapraszam do lektury- gwarantuję, że będzie Wam trudno ją odłożyć.
Tytuł: Art&Soul
Liczba stron: 392
Data wydania: 16 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Źródło: egzemplarz recenzencki
Mój pokój to jednocześnie moja biblioteka. Znajdują się tam rożne książki. Swoje miejsce znalazły pozycje przeczytane, do recenzji, jak i te zakupione lub otrzymane w prezencie, czekające na swoją kolej już dłuższy czas. Poprzednią książkę Brittainy C. Cherry, "Kochając pana Danielsa" zalicza się do tej ostatniej grupy- czyli serce boli, że leży nieprzeczytana (zwłaszcza, że jest bardzo chwalona, zbiera najlepsze recenzje), ale ciągle coś przeszkadza mi w sięgnięciu po nią (coś czytaj- inna książka ;-) ).
Zdążyliście mnie już na tyle poznać, domyślacie się więc, że im książka bardziej popularna tym bardziej wydaje mi się, że książka nie jest wcale taka "super" jak się mówi (oczywiście są wyjątki). Cieszę się jednak, że bardzo często okazuje się, że moje podejście jest błędne.
Tak właśnie było z Art&Soul. Patrząc na okładkę spodziewałam się czegoś słodkiego,związanego tylko z miłością, bardziej dla młodzieży. Jeśli i Wy macie takie wrażenie- nic z tego. Recenzowana dziś przeze mnie powieść jest do wciągająca do tego stopnia, że udało mi się ją przeczytać w jeden dzień. Rzeczywiście, bohaterami są nastolatki, miejsce akcji to między innymi szkoła, ale jestem pewna, że spodoba się i dorosłym.
Levi to z pozoru zwykły nastolatek. Mało osób wie, że mimo młodego wieku w życiu przeszedł wiele. Po rozwodzie zamieszkał z matką, która, jak się okazało, jest chorobliwie zazdrosna. Nie zapomniał też o ojcu, mimo, że ten się do niego nie odzywa, nie widzieli się długi czas. Jak sprawy się ułożą gdy ojciec z synem zamieszkają razem?
Aria to sympatyczna dziewczyna. Swoje przeżywa. Mimo to idzie przez życie z podniesioną głową, walczy o swoje. Potrafi podjąć decyzję i doprowadzić do tego, by inni ją zaakceptowali.
Powieść jest naprawdę zaskakująca. Dzieje się w niej dużo, a poruszane są trudne tematy, takie, które nie powinny dotyczyć nastolatków. Niestety życie czasem decyduje za nas, za ludzi.
Czy wspólna praca nad szkolnym projektem zbliży tych dwoje? Zapraszam do lektury- gwarantuję, że będzie Wam trudno ją odłożyć.
środa, 6 kwietnia 2016
"Pamiętnik Christophera. Duchy Dollangangerów"- V.C Andrews
Autor: Virginia C. Andrews
Tytuł: Pamiętnik Christophera. Duchy Dollangangerów
Liczba stron: 368
Data wydania: 1 marca 2016 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo- Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Przyznaję się- nie przeczytałam jeszcze książek z serii "Kwiaty na poddaszu". Wprawdzie nieznajomość fabuły mi nie przeszkadzała, jednak myślałam o nadrobieniu zaległości i zapoznaniu się z wcześniejszymi wydarzeniami. Teraz poważnie się nad tym zastanawiam.
Na pewno domyślicie się dlaczego. Otóż, jak sam tytuł wskazuje jest to pamiętnik Christophera, nastolatka uwięzionego wraz z rodzeństwem na poddaszu. Dowiadujemy się o tym, co wszyscy przeżyli, o rodzinie i wydarzeniach, które spowodowały, że znaleźli się w takiej sytuacji. To, że dowiedziałam się, o tym wszystkim odrobinę zniechęca mnie do zapoznania się z bardziej dokładnym opisem. Jeśli macie możliwość- przeczytajcie najpierw "Kwiaty na poddaszu" i dalsze tomy, a dopiero potem wydane przez Wydawnictwo Proszyński "Pamiętniki Christophera. Z pewnością kiedyś przeczytam. Z naciskiem na kiedyś, w wolnym czasie, w momencie gdy nie będę miała już nic do czytania.
O tej książce trudno napisać nie zdradzając zbyt wiele. Pominę więc wydarzenia na poddaszu, a skupię się bardziej na opisanie pewnego bardzo ciekawego wątku. Chodzi o Kristin. Jak już wspominałam w recenzji poprzedniej książki- dziewczyna znalazła pamiętnik Christophera. Najpierw poświęca się lekturze sama (nie mogąc się oderwać), później czyta go wraz ze swoim chłopakiem, który przypadkiem znajduje cenną pamiątkę pod poduszką. Wkraczają w świat tajemnic, smutków. Zarówno im, jak i czytelnikom trudno zrozumieć, jak matka mogła sprawić dzieciom tyle cierpienia, ukrywać przed nimi prawdę, kłamać.
To, co się dzieje w "Duchach Dollangangerów" niesamowicie wciąga! Z wielką przyjemnością czytałam o pierwszej miłości naszych bohaterów, o ich spotkaniach na poddaszu w celu... czytania pamiętnika. O pierwszej miłości, tajemnicach, sekretach i... Przeczytajcie sami, naprawdę warto.
W czerwcu premiera trzeciej i chyba ostatniej części "Pamiętników Christophera". Jestem ciekawa, jak to wszystko się skończyło i czy nastąpi rozwiązanie wszystkich tajemnic związanych z rodziną Dollangangerów i z posiadłością, w której więzione były dzieci.
Tytuł: Pamiętnik Christophera. Duchy Dollangangerów
Liczba stron: 368
Data wydania: 1 marca 2016 r.
Forma: ebook
Wydawnictwo- Prószyński i S-ka
Źródło: egzemplarz recenzencki
Przyznaję się- nie przeczytałam jeszcze książek z serii "Kwiaty na poddaszu". Wprawdzie nieznajomość fabuły mi nie przeszkadzała, jednak myślałam o nadrobieniu zaległości i zapoznaniu się z wcześniejszymi wydarzeniami. Teraz poważnie się nad tym zastanawiam.
Na pewno domyślicie się dlaczego. Otóż, jak sam tytuł wskazuje jest to pamiętnik Christophera, nastolatka uwięzionego wraz z rodzeństwem na poddaszu. Dowiadujemy się o tym, co wszyscy przeżyli, o rodzinie i wydarzeniach, które spowodowały, że znaleźli się w takiej sytuacji. To, że dowiedziałam się, o tym wszystkim odrobinę zniechęca mnie do zapoznania się z bardziej dokładnym opisem. Jeśli macie możliwość- przeczytajcie najpierw "Kwiaty na poddaszu" i dalsze tomy, a dopiero potem wydane przez Wydawnictwo Proszyński "Pamiętniki Christophera. Z pewnością kiedyś przeczytam. Z naciskiem na kiedyś, w wolnym czasie, w momencie gdy nie będę miała już nic do czytania.
O tej książce trudno napisać nie zdradzając zbyt wiele. Pominę więc wydarzenia na poddaszu, a skupię się bardziej na opisanie pewnego bardzo ciekawego wątku. Chodzi o Kristin. Jak już wspominałam w recenzji poprzedniej książki- dziewczyna znalazła pamiętnik Christophera. Najpierw poświęca się lekturze sama (nie mogąc się oderwać), później czyta go wraz ze swoim chłopakiem, który przypadkiem znajduje cenną pamiątkę pod poduszką. Wkraczają w świat tajemnic, smutków. Zarówno im, jak i czytelnikom trudno zrozumieć, jak matka mogła sprawić dzieciom tyle cierpienia, ukrywać przed nimi prawdę, kłamać.
To, co się dzieje w "Duchach Dollangangerów" niesamowicie wciąga! Z wielką przyjemnością czytałam o pierwszej miłości naszych bohaterów, o ich spotkaniach na poddaszu w celu... czytania pamiętnika. O pierwszej miłości, tajemnicach, sekretach i... Przeczytajcie sami, naprawdę warto.
W czerwcu premiera trzeciej i chyba ostatniej części "Pamiętników Christophera". Jestem ciekawa, jak to wszystko się skończyło i czy nastąpi rozwiązanie wszystkich tajemnic związanych z rodziną Dollangangerów i z posiadłością, w której więzione były dzieci.
niedziela, 3 kwietnia 2016
"Smakowita Ella"- Ella Woodward
Autor: Ella Woodward
Tytuł: Smakowita Ella
Liczba stron: 256
Data wydania: 16 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak Literanova
Źródło: egzemplarz recenzencki
To będzie chyba najbardziej krytyczna recenzja w historii mojego bloga. Jednak oprócz złych słów, powiem również dobre.
Lubię czasem sięgnąć po książkę kucharską. Jeszcze lepiej, gdy można się z niej czegoś ciekawego dowiedzieć. Mam dużą zagwozdkę czy polecić Wam ją bowiem ma jedną okropną wadę, która sprawia, że pozycja jest u mnie spalona. O co chodzi?
Cieszę się, że książkę dostałam w ramach współpracy recenzenckiej. Kupując ją za pośrednictwem internetu miałabym poczucie straconych pieniędzy (no chyba, że zajrzałabym na stronę Wydawnictwa Znak, gdzie można znaleźć fragment). Nie będę już trzymać Was w niepewności- tą wielką wadą jest maleńka czcionka. Nie są to zwykłe maleńkie literki, dla mnie są one tyci- tyci. Skutecznie zepsuły mi lekturę...
Zapewne nie tylko dla jest ważna wielkość druku. Dla tych, którzy widzą dobrze- to niewielki problem. Dla słabowidzących- jak na przykład Knigoholiczka- ogromny. Nie oszukam gdy powiem, że czytałam z odległości kilku centymetrów... Kilkanaście razy miałam ochotę ją odłożyć.
Druga sprawa- moim zdaniem książka kucharska powinna być drukowana dużą czcionką- przygotowując danie czasami trzeba zerknąć do składników czy sposobu przygotowania. To, o czym teraz piszę utrudnia szybki rzut oka, trzeba się dość mocno wpatrywać.
Dużo napisałam się o wadzie, ale książka sprawiła mi kłopot w ocenie. Bo druk jest bardzo ważny, ale treść również. Co do tego, że jest to pozycja ciekawa nie ma wątpliwości. Podczas lektury momentami ślinka cieknie (nie czytajcie jej na tzw głodnego) Z przyjemnością poznałam nowe przepisy, wierzę, że któryś wypróbują w niedługim czasie. Ella Woodward w związku z chorobą musiała zmienić sposób odżywiania. Wyszło jej to na dobre. Poznała nowe smaki, nauczyła się gotować.
Zdobytą wiedzą dzieli się na blogu oraz w książce, która całkiem niedawno trafiła do moich rąk.
Jest bardzo pięknie wydana: kolorowe ilustracje, dzięki którym można zobaczyć jak wygląda przygotowane przez Ellę danie oraz jej otoczenie, wyczerpujące informacje o składnikach i ich właściwościach. Urzeka piękny zapach (czy tylko mi zdarza się wąchać książki i uwielbiać zapach nowości, farby drukarskiej).
Pod linkiem znajduje się fragment książki. Możecie ocenić czy naprawdę czcionka jest mała, czy to tylko moje wrażenie.http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,5420
Tytuł: Smakowita Ella
Liczba stron: 256
Data wydania: 16 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak Literanova
Źródło: egzemplarz recenzencki
To będzie chyba najbardziej krytyczna recenzja w historii mojego bloga. Jednak oprócz złych słów, powiem również dobre.
Lubię czasem sięgnąć po książkę kucharską. Jeszcze lepiej, gdy można się z niej czegoś ciekawego dowiedzieć. Mam dużą zagwozdkę czy polecić Wam ją bowiem ma jedną okropną wadę, która sprawia, że pozycja jest u mnie spalona. O co chodzi?
Cieszę się, że książkę dostałam w ramach współpracy recenzenckiej. Kupując ją za pośrednictwem internetu miałabym poczucie straconych pieniędzy (no chyba, że zajrzałabym na stronę Wydawnictwa Znak, gdzie można znaleźć fragment). Nie będę już trzymać Was w niepewności- tą wielką wadą jest maleńka czcionka. Nie są to zwykłe maleńkie literki, dla mnie są one tyci- tyci. Skutecznie zepsuły mi lekturę...
Zapewne nie tylko dla jest ważna wielkość druku. Dla tych, którzy widzą dobrze- to niewielki problem. Dla słabowidzących- jak na przykład Knigoholiczka- ogromny. Nie oszukam gdy powiem, że czytałam z odległości kilku centymetrów... Kilkanaście razy miałam ochotę ją odłożyć.
Druga sprawa- moim zdaniem książka kucharska powinna być drukowana dużą czcionką- przygotowując danie czasami trzeba zerknąć do składników czy sposobu przygotowania. To, o czym teraz piszę utrudnia szybki rzut oka, trzeba się dość mocno wpatrywać.
Dużo napisałam się o wadzie, ale książka sprawiła mi kłopot w ocenie. Bo druk jest bardzo ważny, ale treść również. Co do tego, że jest to pozycja ciekawa nie ma wątpliwości. Podczas lektury momentami ślinka cieknie (nie czytajcie jej na tzw głodnego) Z przyjemnością poznałam nowe przepisy, wierzę, że któryś wypróbują w niedługim czasie. Ella Woodward w związku z chorobą musiała zmienić sposób odżywiania. Wyszło jej to na dobre. Poznała nowe smaki, nauczyła się gotować.
Zdobytą wiedzą dzieli się na blogu oraz w książce, która całkiem niedawno trafiła do moich rąk.
Jest bardzo pięknie wydana: kolorowe ilustracje, dzięki którym można zobaczyć jak wygląda przygotowane przez Ellę danie oraz jej otoczenie, wyczerpujące informacje o składnikach i ich właściwościach. Urzeka piękny zapach (czy tylko mi zdarza się wąchać książki i uwielbiać zapach nowości, farby drukarskiej).
Pod linkiem znajduje się fragment książki. Możecie ocenić czy naprawdę czcionka jest mała, czy to tylko moje wrażenie.http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,5420
"Emma i ja"- Elizabeth Flock
Autor: Elizabeth Flock
Tytuł: Emma i ja
Liczba stron: 304
Data wydania: 13 stycznia 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Nie dajcie się zwieść tej uroczej okładce! To książka z gatunku tych, po których przez dłuższą chwilę nie można się pozbierać, a jedynym słowem, które można usłyszeć jest "O rany!".
Dla mnie powieść była zaskakująca. Po przeczytaniu opisu spodziewałam się wiele, ale na pewno nie takiego zakończenia- bo to właśnie o nie mi chodzi.
Najpierw słów kilka o fabule. Trudno jest mi recenzować tę książkę ponieważ muszę się bardzo pilnować by nie zdradzić Wam zbyt wiele i nie popsuć "zabawy".
Bohaterkami są dwie siostry: ośmioletnia Carrie (narratorka), wprowadzająca nas w wydarzenia, oraz jej młodsza siostra- Emma. Te małe dziewczynki w swoim krótkim życiu przeszły wiele. Po śmierci ich ojca mama związała się z kim innym, poślubiła Richarda. Nie jest to mężczyzna dobry, znęca się fizycznie i psychicznie nad swoją żoną i przybranymi dziećmi.
Nie raz i nie dwa czytamy o tym, jak pobił dziewczynki. Szczególnie przerażające jest to, że matka ani razu nie stanęła w ich obronie, nie próbowała też nic zmienić w życie choć to dobro córeczek powinno być dla niej najważniejsze.
Chciałabym powiedzieć Wam więcej... ale nie mogę! Wiązałoby się to ze zdradzeniem sekretu oraz zepsuciem lektury. Bo kto chciałby czytać, jeśli znałby zakończenie?
Mogę za to wspomnieć, że jest to książka od której trudno się oderwać. Gdyby nie obowiązki i życie, które toczy się poza powieścią- nie odłożyłabym jej ani na chwilę, przeczytałabym jednym tchem. To lektura lekka, ciekawa, wzruszająca, idealna do spędzenia leniwego wieczoru z książką.
Tytuł: Emma i ja
Liczba stron: 304
Data wydania: 13 stycznia 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo HarperCollins
Źródło: egzemplarz recenzencki
Nie dajcie się zwieść tej uroczej okładce! To książka z gatunku tych, po których przez dłuższą chwilę nie można się pozbierać, a jedynym słowem, które można usłyszeć jest "O rany!".
Dla mnie powieść była zaskakująca. Po przeczytaniu opisu spodziewałam się wiele, ale na pewno nie takiego zakończenia- bo to właśnie o nie mi chodzi.
Najpierw słów kilka o fabule. Trudno jest mi recenzować tę książkę ponieważ muszę się bardzo pilnować by nie zdradzić Wam zbyt wiele i nie popsuć "zabawy".
Bohaterkami są dwie siostry: ośmioletnia Carrie (narratorka), wprowadzająca nas w wydarzenia, oraz jej młodsza siostra- Emma. Te małe dziewczynki w swoim krótkim życiu przeszły wiele. Po śmierci ich ojca mama związała się z kim innym, poślubiła Richarda. Nie jest to mężczyzna dobry, znęca się fizycznie i psychicznie nad swoją żoną i przybranymi dziećmi.
Nie raz i nie dwa czytamy o tym, jak pobił dziewczynki. Szczególnie przerażające jest to, że matka ani razu nie stanęła w ich obronie, nie próbowała też nic zmienić w życie choć to dobro córeczek powinno być dla niej najważniejsze.
Chciałabym powiedzieć Wam więcej... ale nie mogę! Wiązałoby się to ze zdradzeniem sekretu oraz zepsuciem lektury. Bo kto chciałby czytać, jeśli znałby zakończenie?
Mogę za to wspomnieć, że jest to książka od której trudno się oderwać. Gdyby nie obowiązki i życie, które toczy się poza powieścią- nie odłożyłabym jej ani na chwilę, przeczytałabym jednym tchem. To lektura lekka, ciekawa, wzruszająca, idealna do spędzenia leniwego wieczoru z książką.
sobota, 2 kwietnia 2016
"Zanim zrozumiem"- Małgorzata Mroczkowska
Autor: Małgorzata Mroczkowska
Tytuł: Zanim zrozumiem
Liczba stron: 388
Data wydania: 16 marca 2016 r.
Forma: książka papierowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Kto od dłuższego czasu śledzi mojego bloga, wie, że niedawno ukazała się na nim recenzja innej książki Małgorzaty Mroczkowskiej. To było "Angielskie lato". Wprawdzie przeczytałam ją, nawet szybko, jednak nie za bardzo mi się podobała. Byłam ciekawa, chciałam sprawdzić jak sprawa będzie się miała z "Zanim zrozumie", jedną z ostatnich premier Wydawnictwa Czwarta Strona.
W ogóle nie myślałam, że wywoła u mnie taką reakcję. Jestem nią zachwycona. Zacznijmy od początku. Powieści Małgorzaty Mroczkowskiej mają w sobie to "coś". To zasługa języka- czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Autorka poruszyła tematy interesujące i ważne: depresji, małżeństwa i problemów w nim czy pracy lekarza dusz.
Czasami zdarza mi się spojrzeć na opis na okładce. Może się zdarzyć, że zostaną nam uprzedzone wydarzenia, o których przeczytamy później. Rzadko jednak jest tak, że wspomina się o dość nagannym (nie wiem jak Wam to wyjaśnić..) zachowaniu i próbuje wywołać określony tok myślenia, ukazanie sylwetki w złym świetle.
Od samego początku "polubiłam" parę głównych bohaterów. Wydawali się małżeństwem idealny, jednak bardziej zagłębiając się w lekturę dowiadujemy się nowych faktów, które mogą zmienić nasz tok myślenia Joanna jest chorobliwie zazdrosna o męża, choć wydaje się, że nie ma ku teemu żadnych powodów. Czy tak jest naprawdę?
Bardzo podobał mi się wątek pracy Piotra- jego spotkania, rozmowy z pacjentami. Zwykle tylko mimochodem wspomina się o pracy (chyba, że jest ona bardzo istotnym elementem fabuły), tymczasem my niejako towarzyszymy mu w spotkaniach, dowiadujemy się, jak rozwiązać niektóre problemy. Wydaje mi się, że autorka musiała poświęcić temu wątkowi dużo pracy, wykonać rekonesans, może skonsultować się ze specjalistą.
Wcześniej wspomniałam o tym co umieszczono w opisie. Nie do końca się z tym zgadzam. Oczekiwałam jakiegoś spektakularnego wydarzenia, negatywnie nastawiłam się do Joanny, tymczasem nie wydarzyło się zbyt wiele, a bohaterka, jak się okazało, dużo przeżyła.
Pochwalić muszę wybór okładki. Zachwyca, przyciąga wzrok. Na pewno nie jest to tylko moje zdanie. Polecam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
